Szpiedzy prowadzą zawsze podwójne życie. Żyją pod tzw. „przykrywką”. Dla otoczenia są zwykłymi ludźmi: pracują, mieszkają i zachowują się, jak wszyscy dookoła. Tymczasem tak naprawdę żyją w nieustannym stresie.
Pozyskują informacje, knują intrygi, stosują szantaż. W zależności od środowiska, które rozpracowują, przybierają dla bezpieczeństwa dodatkowe „barwy ochronne”, takie jak: aktywność społeczna, polityczna czy naukowa albo szara codzienność i proza życia. Które ich życie jest prawdziwe? Prawdopodobnie to, w które się bardziej angażują. Z biegiem czasu popadają jednak w paranoję.
„Paranoja jest częścią składową codziennej pracy szpiegów”
– pisał John le Carré.
Paranoja, podobnie jak w przypadku szpiegów, stała się częścią składową codziennej pracy funkcjonariuszy NKWD. Zamiast zbierać i analizować dowody, cały wysiłek wkładali w przekonanie zatrzymanego, że jest szpiegiem, nawet jeśli on sam do tej pory nic o tym nie wiedział.
Doświadczył tego Wiktor Zakrzewski (Zakrżewski), syn Jana (Iwana), urodzony 9 lipca 1898 roku we wsi Hoża, koło Grodna (sprawa nr 32369).
Księgowy w rękach NKWD
Wiktor Zakrzewski był z zawodu instruktorem i księgowym. Wcześniej pracował w placówkach łączności pocztowej, a w chwili aresztowania był księgowym w czakwińskim kołchozie uprawy herbaty. Mieszkał razem z rodziną (w innym z dokumentów zapisano, że jest kawalerem) we wsi Czakwi (rejon Kobuleti). Do żadnej partii nie należał. W Polsce mieszkała jego rodzina: brat i dwie siostry.
Wiktor Zakrzewski był z zawodu instruktorem i księgowym. Wcześniej pracował w placówkach łączności pocztowej, a w chwili aresztowania był księgowym w czakwińskim kołchozie uprawy herbaty.
24 listopada 1937 roku został aresztowany przez NKWD ASRS Adżarii i oskarżony z art. 58-1a KK GSRS o szpiegostwo na rzecz polskiego wywiadu. Jego działalność szpiegowska miała wyglądać następująco:
W lipcu 1936 roku był na delegacji w Stalingradzie. Tam w restauracji „Inturist” przysiadł się do niego Adolf Bronicki, z którym wymienili adresy. Jakiś czas później Wiktor spotkał go ponownie w Uriupińsku. Adolf zaprosił go na wino i miał wyznać, że jest agentem polskiego wywiadu.
Następnie, powołując się na polskie pochodzenie Wiktora, zażądał od niego zbierania szpiegowskich informacji. W tym celu Wiktor miał podjąć pracę w stalingradzkiej fabryce traktorów i gromadzić dane o jej produkcji.
Wiktor przyznał, że w rozmowie wyraził zgodę na żądanie natręta, ale faktycznie zadania nie mógł wypełnić, gdyż został wysłany do pracy do Astrachania. Z Bronickim miał się widzieć jeszcze kilka razy, ostatni raz w styczniu 1937 r., ale nic mu nie przekazał, bo nie miał czego.
Prośba naczelnika 3. Wydziału NKWD Adżarii starszego lejtnanta Bezpieczeństwa Państwowego Minina z 23 XI 1937 r. do prokuratora Republiki Adżarii Kapanadze o wyrażenie zgody na aresztowanie 10 Polaków w zdradę Ojczyzny (Wiktor Zakrzewski wymieniony pod poz. 6). Dokument pochodzi z akt pozyskanych do zasobu IPN z Archiwum MSW Gruzji
Zmyślona wina
Szczególnego zabarwienia sprawie nadaje dołączony do akt sprawy dokument z 23 listopada 1937 r., skierowany do prokuratora Adżarii Kapanadzego, wnioskujący o wydanie zgody na aresztowanie 10 Polaków za zdradę ojczyzny. Wśród nich jest wymieniony także Wiktor Zakrzewski.
Dlaczego przed aresztowaniem NKWD uznało, że Wiktor jest zdrajcą, jeśli nigdy nie przekazywał żadnych informacji? Wniosek o areszt był przygotowany w ramach „operacji polskiej” i z góry zakładał winę Polaków. Należało ją tylko właściwie opisać, co śledczy uczynili już po aresztowaniu.
Wniosek o areszt był przygotowany w ramach „operacji polskiej” i z góry zakładał winę Polaków. Należało ją tylko właściwie opisać, co śledczy uczynili już po aresztowaniu.
Ujawnienie towarzyskiego kontaktu Wiktora z Adolfem Bronickim, trwającego sześć miesięcy i skutkującego jedynie piciem wina i rozmowami, bez przekazywania jakichkolwiek informacji, zostało potraktowane jako ogromne osiągnięcie NKWD. W protokole przesłuchania nie znajdziemy jednak pytań podchwytliwych czy naprowadzających na szczegółowe zagadnienia związane z demaskowaniem siatki wywiadowczej.
Śledczym zależało tylko na przyznaniu się Wiktora do zgody na współpracę z osobą uznaną za agenta polskiego wywiadu, co prawdopodobnie zostało wymuszone biciem. Wiktor mógł mieć jedynie nadzieję, że podjęta przez niego konfabulacja, obejmująca treści rozmów przy kieliszku w restauracji, ale bez właściwego „corpus delicti”, uchroni go przed torturami i ocali życie.
* * *
Jego sprawę zakwalifikowano do rozkazu nr 00485 i 17 lutego 1938 roku został skazany przez „najwyższą dwójkę” (protokół nr 962) na karę śmierci. Rozstrzelano go w nocy z 15 na 16 marca 1938 roku w Batumi. Jego śmierć nie była w tym przypadku skutkiem paranoi NKWD, tylko chłodnej kalkulacji – zmierzającej do bezwzględnej eksterminacji Polaków.
Więcej interesujących materiałów na profilu Archiwum IPN
