W 2001 r., wkrótce po śmierci Gierka, Centrum Badania Opinii Społecznej przeprowadziło sondaż dotyczący byłego I sekretarza. Ponad 50 proc. respondentów oceniło go pozytywnie, tylko 6 proc. negatywnie. Skojarzenia z dekadą gierkowską są dwojakie. Pamięta się zadłużenie Polski, kartki na cukier i propagandę sukcesu, ale także rozwój gospodarczy, poprawę warunków życia i otwarcie na świat. Gierek jest też jedynym przywódcą komunistycznym, który jeszcze stosunkowo niedawno miał kilka upamiętnień (m.in. do 2017 r. rondo w Sosnowcu). Jest coś intrygującego (i pewnie irytującego) w tym, że towarzysza Edwarda pamięta się także jako reformatora i modernizatora, który chciał dobrze i któremu nie wyszło.
Nie zamierzam tu wracać do opisu przebiegu wydarzeń Grudnia, te są co najmniej dobrze rozpoznane przez badaczy, szczęśliwie mamy kilka klasycznych monografii (choćby wydaną przez Instytut Pamięci Narodowej Grudzień 1970. Geneza, przebieg, konsekwencje Jerzego Eislera) i wiele różnych opracowań na ten temat. Chciałbym przyjrzeć się konsekwencjom Grudnia ʹ70, zwłaszcza tym nieoczywistym i paradoksalnym, dotyczącym pamięci o PRL.
Nieskuteczna walka z pamięcią
Oto paradoks pierwszy. Gierek wytrwale i systematycznie walczył z pamięcią o Grudniu, ostatecznie ponosząc na tym polu porażkę. Ten wątek to dobry i pocieszający przyczynek do zakwestionowania co bardziej deterministycznych wizji dziejów – komunizm trwał i nic nie mogło go skruszyć. Wszak system w relacji ze zwykłym człowiekiem miał niezliczone środki do zaznaczenia swojej dominacji i do jego stłamszenia. Całą tę machinerię władzy widać doskonale już w pierwszych tygodniach panowania Gierka. Jak celnie wskazali Piotr Brzeziński, Robert Chrzanowski i Anna Nadarzyńska, autorzy Zbrodni bez kary:
„Walka o pamięć gdyńskiego Grudnia 1970 r. rozpoczęła się niemal zaraz po ucichnięciu śmiercionośnych wystrzałów”.
Jej pierwszym frontem był problem ofiar i ich pochówku. I dziś mogą szokować słowa Tadeusza Bejma, ówczesnego przewodniczącego gdańskiej Wojewódzkiej Rady Narodowej, który 18 grudnia 1970 r. przekazał swoim podwładnym dyspozycję:
„Jest polecenie Z[enona] Kliszki, aby przystąpić do grzebania od dziś skrycie na cmentarzach, pod płotami wyrównując ziemię”.
Służba Bezpieczeństwa starała się nadzorować każdy szczegół pochówków: od przewozu zwłok ze szpitali na cmentarze, przez blokady odpowiednich ulic, tajną obserwację szpitali i nekropolii, aż po zastraszanie grabarzy, a ostatecznie organizację pogrzebów w nocy. Bezpieka zapewniała dojazd, ustalała miejsce pochówku, jego datę i godzinę oraz liczbę żałobników. Już na tym etapie zaczęło się zacieranie śladów, na niektóre rodziny wywierano nacisk, aby zaaprobowały protokół sekcji zwłok podający fałszywą przyczynę lub datę zgonu. Niektórych rodzin SB wcale nie powiadomiła o pochówku. Pogrzeby odbywały się w ciemnościach, przy światłach latarek oraz milicyjnych i esbeckich samochodów. Ważnym (i czasem) skutecznym narzędziem nacisku władz były groźby i obietnice finansowych rekompensat. Z tego aspektu Gierek zrobił zresztą element systematycznej polityki – w zasadzie kupił sobie spokój społeczeństwa. Wrócę jeszcze do tego.
Trójmiejskie ofiary Grudnia pochowano pierwotnie na 5 cmentarzach. Wiosną 1971 r. władze pozwoliły na ekshumacje i część rodzin zdecydowała się na przeniesienie szczątków na nekropolie w swoich macierzystych parafiach. Dziś groby ofiar Grudnia odnaleźć można na cmentarzach w Gdyni (Leszczynki i Witomino), Goręczynie (pow. kartuski), Wejherowie, Elblągu, Broniszewie pod Koninem i Lesku. To rozproszenie – być może skutek uboczny działań władzy i troski rodzin – było na rękę komunistom. Cmentarze bowiem postrzegano jako potencjalne zagrożenie i przestrzeń do tworzenia się antypartyjnych postaw.
Kolejnym wyzwaniem stały się obchody świąt 1 Maja, Wszystkich Świętych oraz pierwszej rocznicy Grudnia. Sieć agenturalna SB w Gdyni i Gdańsku została odpowiednio uwrażliwiona na wszelkie niezależne działania związane z upamiętnieniami: może ktoś usłyszy w zakładzie o zakupach czarnych wstążek, o przygotowaniu czarnych kasków albo o zbiórce na wieńce. Takie zadanie bliższego rozpoznania sprawy dostał m.in. tajny współpracownik „Bolek”, kiedy doniósł SB o bliżej nieokreślonych pomysłach uczczenia pamięci o zabitych kolegach. Tu zresztą kolejny paradoks – Lech Wałęsa zwerbowany przez SB jako tajny współpracownik stanie się 10 lat później autentycznym przywódcą strajku, a potem Solidarności.
Społeczeństwo zostało kupione – wdziękiem i bezpośredniością Gierka, obietnicą reform i modernizacji, w końcu różnymi przywilejami, awansami i za pomocą środków finansowych. Lata 70. przyniosły wzrost płac, nie tylko w liczbach bezwzględnych, ale także w przeliczeniu na czarnorynkowy kurs dolara.
Przed 1 listopada SB przeprowadziła rozmowy „wychowawcze” z wybranymi księżmi, z dziekanami, zaplanowała tajną obserwację cmentarzy. Zorganizowano ją również w Kraśniku, Lesku i Lipnie. Sprawdzano także tabliczki i epitafia na nagrobkach. Sporadycznie kontrolowano komunikację miejską, a systematycznie wszystkie linie tramwajowo-autobusowe, które zapewniały dojazd do cmentarzy. Obserwowano wszystkie miejsca, które w Grudniu ’70 stały się sceną tragicznych wydarzeń (m.in. Dworzec Główny w Gdańsku, przystanki SKM Gdynia Stocznia i Gdynia Wzgórze Nowotki). Niedaleko przystanku Gdynia Stocznia oraz bramy nr 2 Stoczni Gdańskiej Wydział „B” zorganizował punkty obserwacyjne. Przed pierwszą rocznicą prócz działań już wcześniej podejmowanych partia zapewniła także rozrywkę – między 10 a 17 grudnia 1971 r. zaplanowano emisję w telewizji popularnych seriali, tak by dodatkowo odciągnąć uwagę od grudniowej rocznicy.
Polska Zjednoczona Partia Robotnicza pospołu z SB uznała te i kolejne podejmowane działania (sporą część koordynowaną w ramach esbeckiej sprawy „Jesień 70”) za udane i skuteczne. Kolejne partyjne uroczystości składania kwiatów były ściśle kontrolowane, delegacje dobrane, przemówienia ułożone. Niezależnej pamięci o Grudniu nie było w przestrzeni publicznej. Uparcie pamiętały jedynie rodziny i bliscy zabitych – ale było to politycznie niegroźne. Społeczeństwo – jak się zdawało – było zatomizowane.
Takie czysto polityczne aspekty, na które zwracała uwagę władza, były zrozumiałe. Grudzień stanowił zagrożenie dla pezetpeerowskiej elity z wielu oczywistych względów. W Gdańsku i w Szczecinie spalone zostały partyjne komitety wojewódzkie, a komuniści niemal dosłownie tracili władzę, kiedy to zrewoltowana ulica zawiesiła ich monopol. Dotyczyło to zwłaszcza Szczecina, gdzie wprawdzie na krótko (między 18 a 22 grudnia) – jednak kontrolę nad funkcjonowaniem miasta na dobrą sprawę przejął miejscowy komitet strajkowy. Było to w zasadzie pierwsze po wojnie zorganizowane działanie polityczne bez udziału partii – robotnicy stworzyli niezależne od PZPR struktury: komitety robotnicze.
Ta podmiotowość robotników i społeczeństwa okazała się jednak efemeryczna, bardzo lokalna i krótkotrwała. Kiedy kilka lat po Grudniu zaczęły się pojawiać w Trójmieście zalążki opozycji (Wolne Związki Zawodowe Wybrzeża), sytuacja dalej była pod kontrolą – a przynajmniej tak mogło się zdawać władzy. Niezależna pamięć o ofiarach Grudnia, która stała się jednym z aksjologicznych azymutów WZZ, nie była bowiem spektakularna ani nie gromadziła wrogiego tłumu na ulicach.
Nieoczekiwane skutki Grudnia
Gierek rozpoczął swoje panowanie od ruchów, które były pojednawcze wobec społeczeństwa i różnych środowisk. Nowe otwarcie po brutalnym zdławieniu oporu i niezadowolenia społecznego było oczywiście po części spektaklem władzy, obliczonym na proste odruchy sympatii i wdzięczności obywateli PRL. Część była niewątpliwie wentylem bezpieczeństwa, inicjowanym w celu kontrolowanego upuszczenia społecznej złości i frustracji. Niektóre jednak z tych ruchów wywołały trwałe skutki.
Gierek – nazwany przez Antoniego Dudka „iluzjonistą z Sosnowca” – był bodaj pierwszym komunistycznym przywódcą, który rozumiał socjotechnikę władzy wychodzącą poza przymus i propagandę. Po Grudniu ’70 szybko odwołał podwyżki, a ceny zamroził. Jako pierwszy komunistyczny polityk pojechał na bezpośrednie spotkania do robotników (w Gdańsku i Szczecinie), wykorzystując swój naturalny talent do kontaktów z ludźmi.
Społeczeństwo zostało kupione – wdziękiem i bezpośredniością Gierka, obietnicą reform i modernizacji, w końcu różnymi przywilejami, awansami i za pomocą środków finansowych. Lata 70. przyniosły wzrost płac, nie tylko w liczbach bezwzględnych, ale także w przeliczeniu na czarnorynkowy kurs dolara. W 1970 r. przeciętna płaca pozwalała na zakup nieco ponad 18 dolarów od cinkciarza, w 1980 – ponad 48. Ludzie zaczęli wyjeżdżać za granicę – nagle biura paszportowe bardziej sympatycznym okiem patrzyły na wnioski o wydanie paszportu. Jeszcze w 1969 r. na „wyjazdy czasowe prywatne” udało się nieco ponad 411 tys. Polaków. W 1971 r. było to już 743 tys. podróży, a rok później – ponad 10 mln! Rekordowy rok 1977 to łącznie ponad 22 mln wyjazdów Polaków na paszporty. W latach 70. pięciokrotnie zwiększyła się liczba samochodów osobowych. Produkowany na licencji „mały Fiat” zmotoryzował Polskę. Zbudowano pierwszą quasi-autostradę, „gierkówkę” łączącą Warszawę z Katowicami. Postawiono Dworzec Centralny w Warszawie (stoi do dziś).
Po raz pierwszy projekty budownictwa mieszkaniowego nabrały rozmachu, jakiego nie widziano po wojnie. Dekada Gierka to ok. 2,5 mln wybudowanych mieszkań. Osiedla z wielkiej płyty stały się realną i względnie wyobrażalną opcją dla wielu rodzin. To zresztą kolejny skutek trwały – do dziś widoczne są w wielu polskich miastach zmiany w przestrzeni architektonicznej. Oprócz osiedli bloków z przyzwoitym planowaniem przestrzennym znajdziemy też charakterystyczne piętrowe pawilony usługowe.
Rozbudzone aspiracje (nie tylko konsumpcyjne), awans społeczny i realna modernizacja wytworzyły ciśnienie, które nie mogło już ujść żadnymi wentylami bezpieczeństwa. Powstała Solidarność, która zmiotła Gierka ze sceny politycznej.
Tej hojności Gierka doświadczyły różne grupy. Z rolników zdjęto obowiązkowe dostawy i objęto ich powszechnym ubezpieczeniem zdrowotnym, co było zupełnym novum. Do socjologii po raz pierwszy popłynęły w latach 70. środki pozwalające na prowadzenie ogólnopolskich badań na dużych próbach respondentów i zatrudnienie ankieterów w różnych częściach kraju.
Polska rosła w siłę i partia rosła w siłę. Liczebność PZPR osiągnęła na początku lat 80. rekordowe 3,1 mln członków. Niemniej polityka Gierka, której trajektorię w dużej mierze wyznaczała tragedia Grudnia, ostatecznie obróciła się przeciw niemu. Modernizacja gierkowska miała swoje ciemne strony. Kraj zadłużył się do koszmarnego poziomu 24 mld dolarów (ostatnie raty tego długu Polska spłaciła dopiero w 2012 r.). Nie zaspokoiło potrzeb fali powojennego wyżu demograficznego wchodzącego w dorosłość 2,5 mln mieszkań, których część była zresztą słabej jakości; buble produkowane na użytek codziennych zakupów trudno zliczyć.
Polska się rozpiła – o ile na początku lat 70. przeciętne spożycie alkoholu wynosiło 5 litrów, to pod koniec tej dekady na statystycznego Polaka przypadało 8,6 litra czystego spirytusu. Liczbę nadużywających szacowano na 2,8–3,5 mln, a liczbę uzależnionych na ok. 900 tys.
Najważniejsze jednak było co innego. Rozbudzone aspiracje (nie tylko konsumpcyjne), awans społeczny i realna modernizacja wytworzyły ciśnienie, które nie mogło już ujść żadnymi wentylami bezpieczeństwa. Powstała Solidarność, która zmiotła Gierka ze sceny politycznej. A przywódcami strajku w Stoczni Gdańskiej byli ludzie, których zintegrowała m.in. pamięć o Grudniu ’70.
Pro memoria?
Na temat Grudnia ’70 powstało wiele prac naukowych i popularnonaukowych; niektóre z nich mają zresztą status klasycznych publikacji. Istnieją upamiętnienia, i te dawniejsze (pomnik Poległych Stoczniowców w Gdańsku, pomnik Ofiar Grudnia 1970 w Gdyni), i te bardziej współczesne (pomnik Ofiar Grudnia 1970 w Szczecinie). Różne instytucje zrealizowały świetne wystawy, m.in. w 50. rocznicę IPN: „Powstanie Grudniowe 1970 roku”, a Muzeum Miasta Gdyni: „Grudzień ’70. Nieobecność”, pokazującą perspektywę rodzin i społeczności lokalnych. Jako badacze, edukatorzy i popularyzatorzy historii Polski chcielibyśmy, aby wiedza o Grudniu ’70 była czymś oczywistym i trwałym, opartym także na możliwie różnorodnych formach pamięci.
Sposoby popularyzacji historii, jakie wypracowały sobie przez ostatnie lata różne instytucje (także IPN), nie są już takie efektywne jak dekadę czy dwie dekady wcześniej. Pokazują to dobitnie wielkie badania nad pamięcią i świadomością historyczną przeprowadzone kilka lat temu na zlecenie IPN przez zespół Krzysztofa Malickiego. Oficjalne narracje rozjeżdżają się w mniejszym lub większym stopniu z potrzebami i wrażliwością młodszych pokoleń. Otaczająca nas kultura nie sprzyja żadnej refleksji historycznej, skupiając naszą uwagę na wiecznym „teraz”.
Pamięć o Grudniu jest zagrożona. Dotyczy to zresztą wielu innych wydarzeń z powojennej historii, w tym pamięci o Solidarności. Być może jest to najważniejsze wyzwanie na następne lata dla instytucji takich jak Instytut Pamięci Narodowej. Będzie się ono wiązać przede wszystkim z odpowiedzią na pytania – po co pamiętać? Jakie ważne elementy dla tożsamości dzisiejszych Polaków przynosi historia Polski? Czy mamy być z niej dumni i dlaczego?
Tekst pochodzi z numeru 12/2025 „Biuletynu IPN”
Czasopismo dostępne w księgarniach IPN, placówkach Poczty Polskiej lub na stronie ksiegarniaipn.pl
