W Polsce szyld nowego Urzędu Ochrony Państwa zawisł na budynku bezpieki przy ul. Rakowieckiej dopiero w maju 1990 r. Funkcjonariusze nowej służby zrekrutowani zostali w dużej części z byłych przedstawicieli Służby Bezpieczeństwa, którą likwidowano jeszcze do końca lipca tegoż roku. W tym też kluczowym dla Polski momencie nawiązano współpracę wywiadowczą z zachodnimi służbami specjalnymi.
Pierwsze Węgry i Czechosłowacja
Spośród państw komunistycznych pierwsi do oficjalnych kontaktów z zachodnimi służbami dążyli Węgrzy. Nastąpiło to w konsekwencji rozmów w Budapeszcie pomiędzy prezydentem Stanów Zjednoczonych Georgem Bushem i premierem Miklósem Némethem w lipcu 1989 r. Następnie na zaproszenie węgierskiego MSZ do kraju nad Dunajem przybyła delegacja Komisji ds. Wywiadów Senatu Stanów Zjednoczonych z senatorem Jamesem Diestrikiem na czele. W rozmowach, które miały miejsce w listopadzie 1989 r., udział wziął także tamtejszy rezydent CIA – Donald Kursch, minister pełnomocny Ambasady USA w Budapeszcie. Zaznaczyć przy tym należy, że spotkania prowadzono na wysokim szczeblu z udziałem ministra spraw zagranicznych Gyula Horna, szefa wywiadu wojskowego gen. Jeno Porasca i szefa Głównego Zarządu Kontrwywiadu i Ochrony Gospodarki płk. Frenca Benko.
W oficjalnej kolacji w Ambasadzie USA w Budapeszcie, wydanej na okoliczność nawiązania relacji wywiadowczych, udział wzięli także premier Miklós Németh, minister spraw wewnętrznych István Horváth oraz liczni przedstawiciele węgierskiej opozycji. W toku rozmów poruszano różne wątki związane z inwigilacją pracowników amerykańskiej dyplomacji na Węgrzech, współpracą węgiersko-sowiecką w zakresie działalności wywiadowczej na terenie Stanów Zjednoczonych, czy warunków otwarcia konsulatu węgierskiego w Los Angeles. Ogólnie Amerykanie i Węgrzy wzajemnie żądali zaprzestania działalności wywiadowczej przeciwko sobie, zaś dalsze rozmowy odłożono w czasie ze względu na brak sprecyzowanych kierunków i oczekiwań ze strony węgierskiej.
W lutym 1990 r. przedstawiciele Departamentu Stanu USA półoficjalnie sygnalizowali możliwość zmniejszenia reżimu kontrwywiadowczego wobec pracowników polskich placówek dyplomatycznych w tym kraju, poza tym warunkowe utworzenie konsulatu RP na terenie Kalifornii, a nawet zniesienie międzynarodowego embarga na eksport do Polski urządzeń i technologii o charakterze strategicznym.
W kolejnych miesiącach przedstawicielstwa państw zachodnich ujawniały oficerów odpowiadających za bezpieczeństwo placówek dyplomatycznych, czyniąc ich nieformalnymi łącznikami z węgierskimi służbami specjalnymi. Najpierw zrobili to Amerykanie i Brytyjczycy, później Francuzi, Włosi, Zachodni Niemcy, Izraelczycy, a nawet Japończycy i Południowi Koreańczycy. Jednak współpraca nabrała tempa dopiero po utworzeniu 1 marca 1990 r. Biura Bezpieczeństwa Narodowego (węg. Nemzetbiztonsági Hivatal).
W podobnym duchu potoczyły się wydarzenia w Czechosłowacji. Tutaj impulsem stały się kolejne wizyty prezydenta Vaclava Havla w krajach zachodnich, w trakcie których padały z jego strony sugestie nawiązania współpracy z zachodnimi służbami wywiadowczymi. Znalazły one oddźwięk w oficjalnym zaproszeniu do Waszyngtonu ministra spraw wewnętrznych Czechosłowacji Richarda Sachera, który jako pierwszy wysoki przedstawiciel państw Układu Warszawskiego złożył oficjalną wizytę w centrali CIA w Langley. Oficjalnie rozmowy dotyczyły kwestii międzynarodowego terroryzmu, handlu narkotykami oraz nielegalnego obrotu i produkcji materiałów wybuchowych. Nieoficjalnie zaś zaprzestania wzajemnie wrogiej działalności wywiadowczej, odwołania do krajów macierzystych pracowników kadrowych i agentury, względnie przerwania współpracy agenturalnej w wypadku gdyby nie było możliwe odwołanie.
W rozmowach udział wzięli obok kierownictwa CIA także przedstawiciele FBI. Stronie czechosłowackiej zaproponowano daleko idące wsparcie w specjalistycznym wyposażeniu oraz szkoleniu funkcjonariuszy, a do Pragi wysłano grupę operacyjną amerykańskich służb. Było to niezwykle istotne jeśli uwzględni się zmiany w Czechosłowacji do jakich doszło w ramach procesu demokratyzacji. Otóż 12 stycznia 1990 r. wydano decyzję o zaprzestaniu działań przez tamtejszą policję polityczną StB (czes. Státní Bezpiečnost), która została zlikwidowana już 31 stycznia. Funkcjonariusze mieli tylko dwa tygodnie na zdanie broni, legitymacji i służbowych dokumentów (choć i tutaj podobnie jak w Polsce doszło do procesu dzikiego niszczenia akt). W przestrzeni publicznej przykład Czechosłowacji wskazywany jest jako modelowy przykład opcji „zero”, gdzie w nowych służbach specjalnych nie było miejsca dla ludzi z StB. Jednak rzeczywistość była zupełnie inna od formułowanych politycznych deklaracji. We wsparcie dla Czechów i Słowaków bardzo szybko włączyli się także Brytyjczycy, Izraelczycy oraz Francuzi.
Ostatni zostali Polacy?
Z punktu widzenia Amerykanów najbardziej zastanawiająca była postawa Polaków. O ile południowo-wschodnia część Europy będąca pod bardzo silnym wpływem Moskwy, na czele z Bułgarią i Rumunią, wydawała się mocno zakorzeniona w układzie sojuszniczym z ZSRS, zaś Jugosławia uwikłana w konflikt wewnętrzny o tle narodowościowym, to z Polski nie docierały żadne sygnały politycznej gotowości do zbliżenia w zakresie służb specjalnych. Jedynie pod koniec 1989 r. do Pentagonu z oficjalną wizytą wybrał się gen. bryg. Roman Misztal, kierujący wówczas Zarządem II Sztabu Generalnego LWP, czyli wywiadem wojskowym PRL. Spotkał się on ze swoim amerykańskim odpowiednikiem gen. por. Henrrym E. Soysterem szefem Agencji Wywiadu Wojskowego (ag. Defense Intelligence Agency, czyli DIA) oraz szefami innych wojskowych struktur wywiadowczych USA. Był to jednak tylko „mniejszy brat” SB, która to przyciągała główną uwagę Amerykanów.
Prawdziwy przełom nastąpił, kiedy 1 marca 1990 r. do recepcji Ambasady RP w Lizbonie zgłosił Amerykanin o polskich korzeniach John Edward Palevich i poprosił o spotkanie z radcą ambasady Ryszardem Tomaszewskim.
W zachowanych dokumentach SB wyraźnie można dostrzec, że inicjatywa leżała po stronie Amerykanów. W lutym 1990 r. przedstawiciele Departamentu Stanu USA półoficjalnie sygnalizowali możliwość zmniejszenia reżimu kontrwywiadowczego wobec pracowników polskich placówek dyplomatycznych w tym kraju, poza tym warunkowe utworzenie konsulatu RP na terenie Kalifornii, a nawet zniesienie międzynarodowego embarga na eksport do Polski urządzeń i technologii o charakterze strategicznym, które podlegałyby kontroli międzynarodowej co do ewentualnego ich przekazywania stronie sowieckiej. Ceną za takie ustępstwa miałoby być ograniczenie współpracy wywiadowczej pomiędzy Polską a ZSRS, a także zaprzestanie polskiej aktywności szpiegowskiej w USA.
Kilku przedstawicieli administracji amerykańskiej sformułowało takie stanowisko w obecności pracowników Departamentu I MSW działających pod przykryciem dyplomatycznym w Waszyngtonie. O przypadku nie mogło więc być mowy. Za pośrednictwem szefa Służby Wywiadu i Kontrwywiadu MSW gen. Zdzisława Sarewicza przekazano informacje do najważniejszych polityków czasu transformacji Wojciecha Jaruzelskiego, Czesława Kiszczaka, Floriana Siwickiego, Tadeusza Mazowieckiego, Leszka Balcerowicza, Bronisława Geremka czy Krzysztofa Skubiszewskiego.
Amerykańskie oferta spotkania
Prawdziwy przełom nastąpił, kiedy 1 marca 1990 r. do recepcji Ambasady RP w Lizbonie zgłosił Amerykanin o polskich korzeniach John Edward Palevich i poprosił o spotkanie z radcą ambasady Ryszardem Tomaszewskim. Dla jasności wyjaśnić przy tym trzeba, że zażądał spotkania z szefem tutejszej ekspozytury w randze pułkownika SB, pracującym na niejawnym etacie Departamentu I MSW pod dyplomatycznym przykryciem i posługującym się pseudonimem „Altan”. Palevich wylegitymował się dyplomatycznym paszportem i poprosił o rozmowę na osobności.
Informacja z Portugali wywołała niemałe zamieszanie kraju. Już trzy godziny później Tomaszewski raportował szyfrogramem przebieg spotkania i oczekiwania Amerykanów, sugerując przy tym prowokację CIA.
W pokoju obok recepcji przedstawił się jako oficer CIA. Sytuacja w pokoju stężała momentalnie i obaj mężczyźni znaleźli się w ekstremalnie stresującej sytuacji. Wyglądało jakby Palevich próbował zwerbować Tomaszewskiego.
Niezręczną ciszę i napięcie przerwał oficer CIA, który wprost powiedział, że chce przekazać do Warszawy pewną wiadomość. Stwierdził iż Agencja oczekuje nawiązania kontaktu roboczego z Departamentem I MSW w
„zakresie współpracy nad utrzymaniem równowagi w Europie w kontekście zmian zachodzących w krajach należących do Układu Warszawskiego oraz zbliżającego się zjednoczenia Niemiec”.
Wiadomość ta adresowana była bezpośrednio do ministra spraw wewnętrznych Czesława Kiszczaka, szefa Służby Wywiadu i Kontrwywiadu Zdzisława Sarewicza oraz dyrektora Departamentu I MSW Henryka Jasika. Jednocześnie Palevich stwierdził, że wybrano kanał poufny przez rezydenta wywiadu w Lizbonie świadomie, po przeanalizowaniu innych możliwości. Miedzy innymi rozważano podobne przedsięwzięcie w placówkach dyplomatycznych w Waszyngtonie, Londynie, Paryżu czy też Kolonii. Ostatecznie wybór padł na Tomaszewskiego i na Lizbonę, gdzie lokalny reżim kontrwywiadowczy był najsłabszy i „można było robić co się zachce”, a same władze polskie w mniejszym stopniu będą podejrzewać prowokację. Zaprzeczającemu Tomaszewskiemu, który jak piskorz wił się i twierdził, że nie ma nic wspólnego z wywiadem, oficer CIA ze szczegółami przypomniał przebieg służby w komunistycznym wywiadzie. Dla uwiarygodnienia się podał do skserowania swój paszport.
Informacja z Portugali wywołała niemałe zamieszanie kraju. Już trzy godziny później Tomaszewski raportował szyfrogramem przebieg spotkania i oczekiwania Amerykanów, sugerując przy tym prowokację CIA. Uważał że najście na Ambasadę RP w Lizbonie było elementem szerszego rozpoznania struktury i kadr Departamentu I MSW. Raport w tej sprawie sporządzony przez dyrektora Departamentu I MSW Henryka Jasika trafił błyskawicznie na biurko ministra spraw wewnętrznych Czesława Kiszczaka. Ten po rozmowie z szefem Służby Wywiadu i Kontrwywiadu Zdzisławem Sarewiczem zlecił przygotowanie
„koncepcji uzasadniającej celowość podjęcia kontaktu”.
Przygotowano dwa warianty. Pierwszy zakładał spotkanie w Lizbonie i przeniesienie rozmów do Szwajcarii lub Austrii. Tutaj SB czuła się swobodniej, miała większe możliwości działania w terenie i operacyjnego zabezpieczenia rozmów. W drugim wariancie zakładano kontynuowanie rozmów lizbońskich w Waszyngtonie. Ostatecznie Kiszczak zaaprobował pierwsze rozwiązanie, ale w służbowej notatce dokonał istotnej zmiany. Tam gdzie była mowa o telefonicznej akceptacji ze strony „Warszawy” odręcznie wpisał swoje nazwisko. Był to czytelny sygnał dla podległych funkcjonariuszy, że mają zakomunikować Amerykanom, iż personalnie za decyzją stoi ich szef.
Wszystko rozgrywało się błyskawicznie. Już 5 marca 1990 r. Ryszard Tomaszewski otrzymał polecenie nawiązania kontaktu telefonicznego z CIA w celu zorganizowania spotkania roboczego w Lizbonie. Oczywiście za pośrednictwem Palevicha, któremu nadano pseudonim „Łącznik”. Jednocześnie polecono zachowanie sprawy w tajemnicy. W kilku rozmowach telefonicznych między Portugalią a USA oficerowie wywiadu ustalili termin spotkania na 2 maja 1990 w ekskluzywnym pięciogwiazdkowym Hotelu Tivoli Lisboa. Kilka dni później, 17 marca 1990 r. poinformowano Tomaszewskiego o akceptacji operacji przez premiera Tadeusza Mazowieckiego, zaś samo SB rozpoczęło dokumentowanie jej przebiegu w ramach Teczki Sprawy Tematycznej o krypt. „Dialog”. Jednocześnie „Altanowi” nakazano w rozmowach z „Łącznikiem” sugerowanie Amerykanom, aby nie poruszać w oficjalnym spotkaniu Mazowieckiego z szefem CIA Williamem H. Websterem w Waszyngtonie (zaplanowanym na 26 marca 1990 r.) tematyki wywiadowczej i pozostawić ją w gestii funkcjonariuszy SB, prowadzących rozmowy na poziomie roboczym.
Na spotkanie lizbońskie udało się z Polski dwóch doświadczonych funkcjonariuszy SB – płk Bronisław Zych, wicedyrektor Departamentu I MSW, oraz mjr Krzysztof Smoleński, zastępca naczelnika Wydziału II (amerykańskiego) Departamentu I MSW.
Celowo starano się zepchnąć rozmowę premiera na tor generalnych założeń relacji służb specjalnych między Polską a USA, a minister spraw wewnętrznych do samego końca próbował kontrolować coraz bardziej dynamiczną sytuację. Jednocześnie była to odpowiedź na wcześniejsze pytania strony amerykańskiej o status lizbońskich rozmów i być może sondowania, czy Kiszczak wskazujący na siebie jako stronę w kontaktach z CIA, poinformował o nich kierownictwo polskiego rządu.
Na spotkanie lizbońskie udało się z Polski dwóch doświadczonych funkcjonariuszy SB – płk Bronisław Zych, wicedyrektor Departamentu I MSW, oraz mjr Krzysztof Smoleński, zastępca naczelnika Wydziału II (amerykańskiego) Departamentu I MSW. Delegację polską uzupełniał na miejscu Tomaszewski, jako lokalny rezydent wywiadu. Amerykanów reprezentowali Paul Redmond, zastępca dyrektora Biura Operacyjnego ds. ZSRS i Europy Wschodniej, Friderick Turco, dyrektor Centrum Antyterrorystycznego, i oczywiście John Palevich, szef Wydziału Polskiego w CIA.
Amerykanie przekazali wówczas cenne opracowania, dotyczące zagrożeń terrorystycznych ze strony ugrupowań ekstremistycznych i krajów je wspierających, szczególnie Iranu, Iraku, Libii, Syrii i Libanu.
Przedstawiciele służb spotkali się w lobby dużego apartamentu wynajętego przez Amerykanów, którzy naturalnie stali się gospodarzami spotkania. Oni też zaproponowali przebieg obrad skoncentrowanych wokół trzech tematów: zagrożeń międzynarodowego terroryzmu, utworzenia w Warszawie biura Foreign Broadcast Information Service (FBIS) oraz uzgodnienia terminu, miejsca i formuły przyszłych kontaktów. Amerykanie przekazali wówczas cenne opracowania, dotyczące zagrożeń terrorystycznych ze strony ugrupowań ekstremistycznych i krajów je wspierających, szczególnie Iranu, Iraku, Libii, Syrii i Libanu. Wszystko to w atmosferze realnych obaw o zamachy po deklaracji rządu polskiego z końca marca 1990 r. w zakresie wsparcia tranzytu lotniczego ludności żydowskiej emigrującej do Izraela ze Związku Sowieckiego, a przeprowadzonej później jako „Operacja Most”. Emigracja żydowska wywołała protesty ze strony ludności arabskiej. Doszło nawet do ataku z użyciem broni maszynowej na polskiego attaché handlowego z Ambasady RP w Libanie, w skutek czego dwie osoby zostały ciężko ranne. W Polsce materiały amerykańskie na temat terroryzmu uznano za bardzo cenne.
W sprawie utworzenia w Warszawie biura FBIS omówiono założenia tego przedsięwzięcia, będącego oficjalną i jawną strukturą CIA zbierającą oraz przetwarzającą informacje potrzebne dla amerykańskich decydentów, biznesu oraz osób prywatnych w zakresie bieżącej polityki, gospodarki, ale też kwestii przestępczości czy bezpieczeństwa. Wszystko w oparciu o otwarte źródła z telewizji, radia i prasy. Amerykanie złożyli nieformalną ofertę otwarcia takiego biura właśnie w Warszawie. Planowano zatrudnienie 35 osób personelu, w tym aż 30 Polaków. Oficjalna propozycja miała być złożona tylko w wypadku pomyślnego przebiegu rozmów poufnych. Funkcjonariusze SB uznali ją za bardzo atrakcyjną, uwzględniając fakt, że miało być to jedno z 30 takich biur na świecie, w Warszawie specjalnie dedykowane dla Europy Środkowo-Wschodniej.
Raport ze spotkania w Lizbonie z adnotacjami Czesława Kiszczaka został przekazany 14 maja wiceministrowi Krzysztofowi Kozłowskiemu, szefowi nowotworzonego Urzędu Ochrony Państwa. To jemu przypadło w udziale zorganizowanie kolejnego spotkania przedstawicieli polskich i amerykańskich służb specjalnych. Tym razem w Warszawie, co zaaprobowali premier Tadeusz Mazowiecki i prezydent George Bush. Droga do współpracy wywiadowczej między krajami została otwarta.
