„Dzieło mistrzów z Henrykowa”, czyli historyczny okrągły stół, którego fotografia znajduje się w podręcznikach do historii, znany jest niemal każdemu i pozostaje symbolem zmian politycznych, które przyniósł ze sobą rok 1989.
Dla przedstawicieli opozycji spotkanie przy jednym stole z szefem policji politycznej i zwalczającymi ich przez lata komunistami było niebezpieczne. Ryzykowali utratę poparcia społecznego.
Mebel ten niósł samym tylko kształtem potężny ładunek emocjonalny. Bez kantów i przekrętów. Bez przeciwników ustawionych po przeciwnych stronach i negocjujących korzystne porozumienie. Stół miał podkreślać atmosferę zgody i dążenia do wspólnego celu. W sferze emocji przekaz ten mógł się jawić znacznej części społeczeństwa, zmęczonego i cierpiącego z powodu postępującego kryzysu gospodarczego, jako kusząca perspektywa przeobrażeń.
Dla przedstawicieli opozycji spotkanie przy jednym stole z szefem policji politycznej i zwalczającymi ich przez lata komunistami było niebezpieczne. Ryzykowali utratę posiadanego wciąż poparcia społecznego. W dodatku szukającej porozumienia części podziemia solidarnościowego u schyłku lat 80. rosła coraz widoczniejsza i radykalniejsza konkurencja. Chociażby Solidarność Walcząca, która rozmów z komunistami nie brała pod uwagę w żadnym wariancie. Rozbita represjami stanu wojennego, zepchnięta do podziemia Solidarność nigdy nie była monolitem, a perspektywa negocjacji jedynie wyostrzała istniejące różnice i wizje wyjścia z komunizmu.
Narada przedstawicieli opozycji w trakcie rozmów ze stroną rządową w ośrodku MSW w Magdalence. Od lewej: bp Tadeusz Gocłowski (siedzi), prof. Witold Trzeciakowski, Lech Wałęsa, Władysław Frasyniuk, Zbigniew Bujak, Lech Kaczyński, Mieczysław Gil (stoi), prof. Bronisław Geremek; na pierwszym planie siedzi tyłem ks. Alojzy Orszulik, 2 III 1989 r. (fot. z zasobu IPN)
Bilans wyjścia
Wyniki wyborów czerwcowych przyniosły miażdżące zwycięstwo kandydatów skupionych wokół Lecha Wałęsy. Ta część związku, stanowiąca jego główny nurt, wraz z odniesionym zwycięstwem czuła ciężar odpowiedzialności i niepewności nadciągających dni. Negocjatorzy Okrągłego Stołu stali się w znacznej mierze architektami polskiej transformacji systemowej. To wiemy. Dużo rzadziej zastanawiamy się nad punktem startu, z którego rozpoczynała się podróż ku III Rzeczypospolitej. Emocjonalny spór o czarne i białe legendy, w zwulgaryzowanej formie sprowadzony m.in. do dyskusji, kto z kim pił wówczas wódkę, przysłania nam rzetelną analizę polityczną drogi ku powszechnie znanemu dziełu Wytwórni Mebli Artystycznych Henryków.
Reżim był słaby, gdyż stan wojenny nie przyniósł poprawy sytuacji gospodarczej. Jednak słaba była także opozycja. Działacze tracili nadzieję na jakiekolwiek zmiany, a wszystko pogłębiał wszechobecny marazm.
Punktów wyjścia do takiej genezy jest przynajmniej kilka. Może nim być podpisanie porozumień sierpniowych i solidarnościowa rewolucja rozpoczęta w sierpniu 1980 r. Kolejnym, szczególnie bolesnym, mógłby być 13 grudnia 1981 r. Stan wojenny brutalnie rozprawił się bowiem z ową solidarnościową „kontrrewolucją” i zmusił najwytrwalszych związkowców do zejścia do podziemia, gdzie ryzykując represje i wieloletnie wyroki więzienia, walczyli o zachowanie idei Solidarności. Wreszcie punktem wyjścia może być amnestia z lipca 1986 r., po której reżim Wojciecha Jaruzelskiego chwalił się, także na arenie międzynarodowej, że wypuścił wszystkich więźniów politycznych. Prawdą to nie było, gdyż w więzieniach wciąż przebywało kilkudziesięciu opozycjonistów. Niemniej faktycznie szeroko otworzył więzienne bramy i zaczął przymykać oko na niektóre jawne formy działania opozycji.
Reżim był słaby, gdyż stan wojenny nie przyniósł poprawy sytuacji gospodarczej. Jednak słaba była także opozycja. Działacze tracili nadzieję na jakiekolwiek zmiany, a wszystko pogłębiał wszechobecny marazm.
Najpełniej obawy najbardziej liczącej się części podziemia wyraził Jacek Kuroń w tekście Krajobraz po bitwie. Zdaniem jednego z głównych myślicieli polskiej opozycji system polityczny Polskiej Rzeczypospolitej Ludowej sypał się i nie dało się tego ukryć. Jednak problemem była powszechna społeczna apatia i skłócona, podzielona opozycja. Zdaniem współtwórcy Komitetu Obrony Robotników nie było szans na wybuch podobny do tego z sierpnia 1980 r.
W tekście opublikowanym we wrześniu 1987 r. Kuroń przestrzegał przed maksymalistycznymi hasłami. Jego obawy wzbudzało coraz głośniejsze domaganie się pełnej niepodległości i suwerenności. Czuć w tym było strach przed brutalną reakcją Sowietów, którzy zbyt odważne zmiany w Polsce mogliby zdusić siłą, tak jak to miało miejsce wcześniej na Węgrzech czy w Czechosłowacji. Kuroń tuż po amnestii w 1986 r. przegrał nawet zakład o skrzynkę whisky, nie chcąc się zgodzić z członkiem konspiracyjnej i prawicowej Polskiej Partii Niepodległościowej Tadeuszem Stańskim, że Michaił Gorbaczow będzie ostatnim sekretarzem Komunistycznej Partii Związku Sowieckiego.
Po przeciwnej do Kuronia stronie opozycyjnego sposobu oceny rzeczywistości stanął m.in. Leszek Moczulski. W tekście Krajobraz przed bitwą wprost pisał o zbliżającym się wybuchu społecznym. Zdaniem przewodniczącego Konfederacji Polski Niepodległej, jednej z tych radykalnych organizacji opozycyjnych, polaryzacja i erupcja społeczna pozostawały bardziej kwestią najbliższych miesięcy niż lat. Czas pokazał, że to drugie stanowisko było bliższe prawdy. Warto dodać, że podobnie myśleli analitycy Ministerstwa Spraw Wewnętrznych, którzy w 1988 r. przestrzegali przed wzrostem niezadowolenia i możliwym wybuchem społecznym. Drugiej rewolucji Solidarności komunistyczny reżim by najprawdopodobniej nie przetrwał i w MSW zdawano sobie z tego sprawę.
Geremka sygnał wywoławczy
Ta część opozycji, która nadawała ton podziemnej Solidarności, dostrzegała potrzebę porozumienia z komunistami. Odrzucając ideę konfrontacji, starała się wysyłać władzom sygnały o gotowości do podjęcia rozmów. Jednym z najgłośniejszych był wywiad przeprowadzony z Bronisławem Geremkiem przez Jerzego Szczęsnego. Wyjątkowe w nim było niemal wszystko. Rozmowa została opublikowana w miesięczniku „Konfrontacje” w lutym 1988 r., blisko rok przed rozpoczęciem rozmów Okrągłego Stołu.
Pismo to było pewnego rodzaju eksperymentem i platformą wymiany myśli. Ukazywało się oficjalnie, ale oddawano w nim głos przedstawicielom opozycji. W pierwszym numerze opublikowano wywiad ze znanym solidarnościowym ekonomistą, Ryszardem Bugajem. Wiele sformułowanych w nim twierdzeń jeszcze kilka lat wcześniej mogłoby posłużyć za uzasadnienie aktu oskarżenia w procesie politycznym. W tym przypadku cenzura okazała się skora do większego liberalizmu. Oczywiście narzuconego odgórnie przez ekipę gen. Jaruzelskiego.
Jednak to wywiad z Geremkiem – a nie z Bugajem – przeszedł do historii. Publikację osobiście autoryzował gen. Jaruzelski. Wcześniej konsultował treść z gen. Czesławem Kiszczakiem. Szefowi MSW nie spodobało się główne przesłanie wywiadu, którym było nawoływanie do pluralizmu związkowego i politycznego. Oznaczało to cofnięcie się do sytuacji sprzed 13 grudnia 1981 r. i przywrócenie nie tylko Solidarności, ale zwiększenie pola swobód politycznych. Geremek, będący jednym z najważniejszych doradców związkowych, formułował w wywiadzie propozycję paktu antykryzysowego. W skrócie: Solidarność miała wesprzeć komunistów w reformach gospodarczych, a w zamian oczekiwała zwiększenia swobód politycznych i tzw. relegalizacji Solidarności.
Jaruzelski sygnał odebrał i w kolejnych miesiącach opcja rozmów z represjonowaną do tej pory opozycją nabrała coraz większej szansy powodzenia. Decydujące w tym były dwie fale strajków z 1988 r. – kwietniowo-majowa oraz sierpniowa – które uzmysłowiły władzom, że bez podjęcia zdecydowanych kroków mogą nie zapobiec radykalnemu przewrotowi politycznemu. Łącznikiem został Kościół katolicki i związani z nim intelektualiści.
Reprezentujący Jaruzelskiego w kuluarowych rozmowach Stanisław Ciosek doprowadził m.in. do zakończenia na początku maja 1988 r. fali strajkowej. Strajk w Stoczni Gdańskiej „gasił” osobiście Wałęsa, którego przekonano, że jest to krok niezbędny do rozpoczęcia rozmów z władzami.
Jednocześnie w MSW trwały prace koncepcyjne nad wprowadzeniem wariantu siłowego w postaci powtórzenia stanu wojennego. Doszło także do siłowej pacyfikacji strajku w Nowej Hucie. Siłowe rozwiązania nie zostały jednak zastosowane na szerszą skalę. Obawiano się bowiem, że eskalacja przemocy wzmocni radykalne skrzydła opozycji, dla których paktowanie z komunistami było krokiem nie do zaakceptowania.
Ugodowcy i radykałowie
Wewnętrzne utarczki, które toczyły się wówczas na opozycyjnych salonach, można nazwać sporem maksymalistów z minimalistami. I tak też to wyglądało w rzeczywistości. We wrześniu 1988 r. doszło do spotkania Bronisława Geremka i Tadeusza Mazowieckiego, a więc najbliższych doradców Lecha Wałęsy, z jednym z „radykałów”, tj. przewodniczącym KPN, Leszkiem Moczulskim. Doradcy wyrazili wówczas żal za posądzanie ich przez znaczną część opozycji o zbytnią ugodowość, niemal zdradę. Druga strona uznawała, że sama relegalizacja Solidarności to zbyt mało.
13 października 1988 r. doszło do spotkania, które zaniepokoiło zwłaszcza Służbę Bezpieczeństwa. W stolicy zgromadzili się przedstawiciele bardzo różnych środowisk opozycyjnych, od Solidarności Walczącej i Polskiej Partii Socjalistycznej do Krajowej Komisji Wykonawczej NSZZ Solidarność ze Zbigniewem Bujakiem i Bronisławem Geremkiem na czele. Relacjonujący przebieg zebrania prymasowi Józefowi Glempowi Andrzej Stelmachowski zauważył, że:
„miało na celu zabezpieczenie sobie tego, by grupy te nie podważały idei spotkania »okrągłego stołu« i stanowiska, jakie »Solidarność« zamierza podczas obrad zająć”1.
Radykałowie zapamiętali, że starano się ich przekonać do idei pertraktacji z komunistami. Jednak okazało się to nieskuteczne. Jedynym elementem łączącym rozmówców był postulat przywrócenia Solidarności.
Najmocniej za przywróceniem Komisji Krajowej i pozostałych statutowych organów NSZZ „Solidarność” opowiadali się członkowie powstałej w kwietniu 1987 r. Grupy Roboczej NSZZ „Solidarność” z Andrzejem Gwiazdą, Sewerynem Jaworskim czy Janem Rulewskim na czele.
W tym czasie analizy Biura Studiów Służby Bezpieczeństwa mówiły o 3 tys. aktywnych członków podziemia i kolejnych 20 tys., którzy byliby gotowi włączyć się w działalność tego typu. Z perspektywy blisko 10-milionowego ruchu wydawać się to mogło liczbą nad wyraz skromną. Jednak to opinia złudna. Tyle wystarczyło, by nadać potencjalnym strajkom wymiar polityczny. Widać to było zresztą w 1988 r., gdy postulat przywrócenia Solidarności formułowali najgłośniej robotnicy zbyt młodzi, by zapisać się do tego związku w 1981 r.
Dzisiejsze spojrzenie na Okrągły Stół jest w znacznej mierze zmitologizowane i wyostrzone. Zapominamy o tym, że wówczas zarzuty zdrady były formułowane, ale czyniono je relatywnie rzadko.
„Możemy nie wierzyć w powodzenie rozmów ani w dobre intencje władz, ale nie wolno nam samym zmniejszać szans sukcesu niszcząc autorytet – mimo wszystko – naszej strony”
– pisał Krzysztof Król, jeden z liderów KPN2. Podobnie na problem patrzył Kornel Morawiecki:
„Doceniając rolę kompromisu w osiąganiu celów politycznych, odrzucamy możliwość porozumienia z komunistami – oni wszelkie umowy ograniczające ich władzę lekce sobie ważą i łamią, gdy tylko mogą. Chcemy tę władzę pozbawić władzy – na rzecz rządu demokratycznego”3.
Nie bez znaczenia w coraz ostrzej rysujących się liniach podziału pozostawał stosunek do rozbitej Solidarności. Chodziło o przywrócenie jej legalnych władz w kształcie sprzed 13 grudnia 1981 r. Wałęsa i jego otoczenie, które później stworzyło Komitet Obywatelski, pomysł ten odrzucało jako nierealny. Najmocniej za przywróceniem Komisji Krajowej i pozostałych statutowych organów NSZZ „Solidarność” opowiadali się członkowie powstałej w kwietniu 1987 r. Grupy Roboczej NSZZ „Solidarność” z Andrzejem Gwiazdą, Sewerynem Jaworskim czy Janem Rulewskim na czele. Jednak grupa ta w kolejnych miesiącach nie była w stanie się przebić i zyskać szerszego poparcia. W efekcie czego spotkała ją polityczna marginalizacja.
Dzisiejsze spory o Okrągły Stół są odległym echem owych perspektyw. Często rozpatrywanych bez kontekstu międzynarodowego, który dla finalnego kształtu polskiej transformacji miał być może decydujące znaczenie.
Charakterystyczny dla tego czasu był także klucz wiekowy. Dostrzec można było znacznie wyższy poziom radykalizmu wśród młodszych grup opozycji czy strajkujących robotników. Ten aspekt przerażał zwłaszcza funkcjonariuszy SB, bowiem o nowych radykałach niewiele wiedziano. W styczniu 1989 r. podczas jednej z narad dyrektor Departamentu III MSW, komórki SB odpowiadającej za infiltrację grup opozycyjnych i środowisk inteligenckich, twierdził:
„aby sprostać poważnym zadaniom operacyjnym, musimy […] posiadać głęboko wprowadzoną agenturę, aby poprzez nią znosić agresję polityczną i propagandową, kształtować – ewolucyjnie – pożądane z punktu widzenia bezpieczeństwa wewnętrznego państwa postawy jednostkowe i grupowe rozpracowywanych organizacji i »partii politycznych«. Samokrytycznie i obiektywnie musimy stwierdzić, iż taką agenturę posiadamy tylko częściowo, niedającą nam jeszcze [okazji na] podejmowanie w szerszym zakresie gier operacyjnych, za pośrednictwem których moglibyśmy całościowo kontrolować całe struktury organizacyjne, takie jak PPS (obie frakcje), KPN, LDP »N«, PPN, NZS czy zakładowe struktury »S« w obiektach pozostających w ochronie operacyjnej naszego pionu. Nie możemy dopuścić do sytuacji pewnych zaskoczeń, jak to miało miejsce z powstaniem kilku grup tzw. Organizacji Młodzieżowych KPN i PPS, których musimy doganiać w operacyjnym biegu – żeby użyć takiego wpółsportowego określenia”4.
W propagandzie o przeciwnikach ugody pisano jako radykałach czy grupach niekonstruktywnych. Bez względu na to, jak nazwiemy opisywane grupy, głównym polem sporu był stosunek do upadającego systemu. Maksymaliści widzieli upadający system, także geopolityczny. Widzieli go jednak bardziej oczami wyobraźni, niż potrafili taką tezę udowodnić za pomocą weryfikowalnych danych. Z kolei minimaliści wciąż dążyli do poszerzenia sfery swobód obywatelskich, nie dostrzegając objawów kryzysu trawiącego cały blok sowiecki, które dopiero po upadku ZSRS stały się dla wielu komentatorów oczywiste.
Dzisiejsze spory o Okrągły Stół są odległym echem owych perspektyw. Często rozpatrywanych bez kontekstu międzynarodowego, który dla finalnego kształtu polskiej transformacji miał być może decydujące znaczenie. Ówcześni minimaliści wciąż mają problem z zakreśleniem odważniejszej wersji zmian systemowych. Maksymaliści nie chcą dostrzec, że społeczeństwo tamtych czasów było pogrążone w marazmie na tyle głębokim, że nie udało się go pobudzić do wybuchu społecznego przypominającego wydarzenia sierpnia 1980 r.
Historia potoczyła się jakby obok owych dwóch nurtów myślenia. Okrągły Stół rozpoczął lawinę zmian, której kolejne elementy były bardziej spektakularne. Aksamitna rewolucja w Czechosłowacji, upadek muru berlińskiego czy nieudany pucz Janajewa to kolejne elementy rozpadającego się systemu politycznego, którego tak spektakularny i bezkrwawy zmierzch był poza perspektywą poznawczą wielu ludzi przeciwstawiających się złu komunizmu.
Tekst pochodzi z numeru 5/2023 „Biuletynu IPN”
Czasopismo dostępne w księgarniach IPN, placówkach Poczty Polskiej, sieciach EMPIK lub na stronie ksiegarniaipn.pl
1 Cyt.za: Polska 1986–1989: koniec systemu.Materiały międzynarodowej konferencji, Miedzeszyn 21–23 października 1999, t.3: Dokumenty, red.A.Dudek, A.Friszke, Warszawa 2002, s.175.
2 K.Król, Po pierwsze: nie szkodzić, „Gazeta Polska” 1988, nr 13 (44), s.1.
3 Zasady ideowe i Program Solidarności Walczącej, [1987], s.9.
4 AIPN, 0296/57, t.2, Referat programowy [dyrektora] Departamentu III MSW na odprawę kierowniczą pionu III, 11 I 1989, k.311–312.
