Jednym z głównych celów władzy sowieckiej było ukształtowanie (wyhodowanie) nowego człowieka (homo sovieticus) poprzez intensywną indoktrynację dzieci i młodzieży.
Kierownictwo partii bolszewickiej już w pierwszych miesiącach po zdobyciu władzy, przyjęło zasadę, zgodnie z którą w państwie komunistycznym wychowanie „powinno być podporządkowane zadaniom partii i państwa sowieckiego”.
Realizacja tego zamierzenia wymagała przyjęcia założenia o pełnej wychowalności człowieka, stanowiącego w chwili narodzin swoistą tabula rasa. Zgodnie z nim natura dziecka była „materiałem”, „tworzywem” poddającym się kształtowaniu zgodnie z założonym wzorcem. W celu realizacji tego szczególnego eksperymentu społecznego na wielką skalę kierownictwo partii bolszewickiej, już w pierwszych miesiącach po zdobyciu władzy w Rosji, przyjęło i wdrożyło w życie zasadę, zgodnie z którą w państwie komunistycznym wychowanie „powinno być podporządkowane zadaniom partii i państwa sowieckiego”, bowiem
„podstawowym i głównym zadaniem wychowania komunistycznego jest udzielanie jak największej pomocy w naszej walce klasowej”.
Cały reżim sowiecki był nastawiony na wychowanie obywateli w duchu komunistycznym do tego stopnia, że ludzie odwiedzający Rosję w latach dwudziestych XX w. odnosili czasem wrażenie, że państwo bolszewickie to jedna wielka szkoła.
Śrubka w machinie
Proces kształtowania nowego człowieka w Związku Sowieckim ulegał przy tym znamiennej ewolucji. W pierwszych latach po rewolucji obowiązywał opracowany przez Lenina model „bojownika komunizmu” – rewolucjonisty, burzyciela starego porządku. Egzemplifikowali go „niezłomni jak żelazo komisarze” oraz „twardzi jak stal czekiści”.
W kolejnej fazie rozwoju ZSRS stworzono system instytucji służących do planowego przygotowania (produkcji) nowych ludzi. Stwierdzono, że
„losy rewolucji zależą od tego, jak dalece uda się nam przekształcić młode pokolenie w materiał ludzki, zdolny do budowy socjalistycznej gospodarki społeczeństwa komunistycznego”.
Dominował zatem model budowniczego nowego ładu, występujący w wariantach: „człowieka przemysłowego”, „człowieka naukowo-organizacyjnego” oraz „udoskonalonego człowieka komunistycznego”, charakteryzującego się ideowością, energią oraz inicjatywą.
Plan odseparowania dzieci od rodziców i poddania ich w pełni państwowemu wychowaniu nie wypalił z prozaicznych powodów – braku funduszy.
Według Stalina najpełniejszym odzwierciedleniem człowieka sowieckiego była śrubka: w tym ujęciu nowy człowiek sowiecki miał się uważać za śrubkę w wielkiej machinie państwowej.
Presja wywierana przez kierownictwo partii komunistycznej na instytucje oświatowe sprawiła, że począwszy od lat trzydziestych XX w. proces wychowania nowego człowieka przybrał postać treningu, określanego przez niektórych badaczy mianem tresury.
Grab zagrabione
Lenin, kreując ideał „bojownika komunizmu”, zanegował właściwą dla kultury europejskiej uniwersalną moralność, opartą na nakazach Boga, wartościach etycznych, wywiedzionych z religii chrześcijańskiej oraz kultury greckiej i rzymskiej. Zamiast tego obowiązywała nowa „moralność proletariacka”, czyli etyka klasowa. W książce przeznaczonej dla młodzieży teoretyk rewolucyjnej moralności Aron Załkind oświadczył:
„stara moralność umarła, rozkłada się, gnije”.
Naczelną cechą nowej moralności była względność jej zasad, czyli relatywizm moralny. Na przykład przykazanie: „Nie kradnij” zamieniono na leninowskie hasło: „Grab zagrabione”. Za etyczne uznano kradzieże na korzyść „kolektywu proletariackiego”.
Młodzi ludzie w komunach byli pozbawieni wszelkiej własności prywatnej, nawet swojej odzieży. Przysługiwało im 5 metrów kwadratowych powierzchni mieszkalnej dzielonej z innymi komsomolcami.
Zgodnie z programem partii bolszewickiej szkoły miały być „narzędziem komunistycznego przekształcenia społeczeństwa”. Oczywiście szkolne programy nauczania zostały najpierw oczyszczone z „burżuazyjnych” idei i religii. Czołowe miejsce zajęła propaganda ateizmu oraz wpajanie tzw. wartości komunistycznych.
Taka edukacja miała się rozpoczynać jak najwcześniej, aby skutecznie indoktrynować dziecko. Już w grudniu 1917 r. w instrukcji Ludowego Komisariatu Oświaty napisano:
„Bezpłatna edukacja publiczna dzieci powinna zaczynać się w dniu ich narodzin. Włączenie wychowania przedszkolnego do ogólnego systemu edukacji publicznej ma na celu położenie podwalin pod wychowanie społeczne dziecka w najwcześniejszym okresie. Rozwinięcie przez szkołę postaw wobec pracy i społeczeństwa, wpojonych w wieku przedszkolnym, pozwoli stworzyć w pełni rozwiniętego fizycznie i duchowo członka społeczeństwa, chcącego i mogącego pracować”.
Wydrzeć dzieci… rodzinom
Z indoktrynacją dzieci i młodzieży był ściśle połączony drugi zasadniczy cel bolszewików: rozbicie tradycyjnych więzów społecznych i zniszczenie rodziny. W pierwszej połowie lat dwudziestych XX w. obowiązywało hasło:
„Rozbijając ognisko rodzinne, wymierzamy ostateczny cios ustrojowi burżuazyjnemu”.
Profesor Aleksander Gojchbarg, twórca sowieckiego kodeksu rodzinnego, wyrażał się dobitnie:
„Rodzinę musi zastąpić partia komunistyczna”.
W 1918 r. na zjeździe pracowników oświaty Złata Lilina, żona Grigorija Zinowiewa, wskazała jasny kierunek działania:
„Musimy zrobić z młodego pokolenia pokolenie komunistów. Z dzieci, które są miękkie jak wosk, musimy zrobić prawdziwych, uczciwych komunistów. […] Musimy wydrzeć dzieci złym wpływom rodziny. Musimy je wziąć pod nasze skrzydła, mówiąc jasno – znacjonalizować. Już od pierwszych dni życia znajdą się pod zbawiennym wpływem komunistycznych przedszkoli i szkół. Tu nauczą się abecadła komunizmu. Tu wyrosną na prawdziwych komunistów”.
Przekonywała, że rodzina wywiera zły wpływ na dzieci:
„Rodzina ma charakter indywidualistyczny i egoistyczny i jeśli dziecko wychowuje się w niej, to staje się w dużej mierze aspołeczne i nabiera egoistycznych skłonności. […] Wychowanie dzieci nie jest prywatną sprawą rodziców, lecz zadaniem społeczeństwa”.
Zawsze gotów
Plan odseparowania dzieci od rodziców i poddania ich w pełni państwowemu wychowaniu w żłobkach i przedszkolach nie wypalił z prozaicznych powodów – braku funduszy. Również szkoła nie mogła zapewnić całkowitej efektywności. W tej sytuacji kluczową rolę odgrywały organizacje wspomagające partię komunistyczną: dziecięca – Wszechzwiązkowa Organizacja Pionierska; oraz młodzieżowa – Wszechzwiązkowy Leninowski Komunistyczny Związek Młodzieży (Komsomoł).
Do organizacji pionierskiej miały należeć wszystkie dzieci w wieku od 9 do 14 lat. Różniła się ona znacząco od angielskiego pierwowzoru (skautingu), ponieważ była silnie upolityczniona. Jej mottem było hasło: „Do walki o sprawę Lenina – Stalina bądź gotów”, na które pionier odpowiadał: „Zawsze gotów”. Za pierwszy obowiązek pionierów uznawano zatem wierność klasie robotniczej i komunizmowi. Mieli oni wyrastać
„na gorących patriotów sowieckiej ojczyzny, bezgranicznie oddanych sprawie Lenina – Stalina”.
Organizacja pionierska pełniła jednocześnie funkcję bazy werbunkowej dla Komsomołu, który z kolei wychowywał przyszłe kadry dla partii komunistycznej. Powierzano mu wiele zadań propagandowych, szczególnie wymierzonych przeciwko instytucjom i obrzędom religijnym.
Miejsce religii zajmowała ateistyczna namiastka – komunistyczna pseudoreligia. Państwo robotnicze miało swoje własne święta, parady, symboliczne spektakle i obrzędy. Komunistyczna obrzędowość wzorowała się na obrzędach religijnych: „czerwone chrzciny”, „czerwone śluby”, „czerwona Wielkanoc”. Szeroko propagowano zmianę imion. Zabieg ten miał symbolizować ponowne narodziny w nowym świecie. Popularne były na przykład takie imiona jak Oktiabrina (od Oktiabr´– październik) i Ninel (czytane wspak słowo Lenin).
Komuny
Propaganda ukuła termin: „młodzież – awangarda klasy robotniczej”. Nowemu pokoleniu zaproponowano udział w eksperymencie społecznym pod nazwą wychowania przez pracę, realizowanego w młodzieżowych wspólnotach robotniczych – komunach.
Donos na nieprawomyślnego ojca był obowiązkiem i zarazem cnotą dla młodego komunisty. Doskonale ilustruje to tzw. sprawa szachtyńska z 1928 r., gdy odbył się pokazowy proces rzekomych sabotażystów – inżynierów i techników z przemysłu węglowego.
Młodzi ludzie w komunach byli pozbawieni wszelkiej własności prywatnej, nawet swojej odzieży. Przysługiwało im 5 metrów kwadratowych powierzchni mieszkalnej dzielonej z innymi komsomolcami. Dzieci były wychowywane przez całą komunę, a matki w imię wykonywania obowiązków zawodowych rozdzielano z pociechami, z wyjątkiem pory karmienia.
Co najważniejsze, w komunach panowała surowa dyscyplina wojskowa. Każdy dzień zaczynał się od głośnej pobudki oraz przymusowej lustracji pomieszczeń. Wieczorem młody komunista odbywał obowiązkowy spacer, a do sypialni trafiał po równie obowiązkowym przejściu umywalni, pralni i uprzątnięciu wyznaczonego fragmentu budynku.
Słowem pełna utopia w koszarowym lub zgoła więziennym stylu, pozbawiająca człowieka minimum prywatności, o intymności nie wspominając.
Mniej uczucia, więcej komunizmu
Na pierwszym zjeździe młodzieżowego Komsomołu przyjęto statutowy zapis nakładający na każdego komsomolca i komsomołkę obowiązek zaspokajania popędu płciowego współtowarzyszy. Większość rosyjskich studentów twierdziła w latach dwudziestych XX w., że miłość i małżeństwo to „burżuazyjne przeżytki”, a komuniści powinni prowadzić niczym nieskrępowane życie seksualne – im mniej w związkach damsko-męskich uczucia, tym bardziej mają one komunistyczny charakter. Małżeństwo miało ograniczać wolność i poniżać kobiety.
Bardzo popularna powieść z lat dwudziestych, Księżyc z prawej strony Siergieja Małaszkina, opisuje losy młodej chłopki Tani, która wstąpiła do Komsomołu, uwierzyła w teorię wolnej miłości i została partnerką 26 mężczyzn. Z autobiograficznych opowieści komsomolców wynika, że nie była to tylko fikcja literacka.
Duża część dzieci i młodzieży nie korzystała z edukacji i utraciła też jakąkolwiek opiekę rodzicielską. Bezdomne, osierocone lub porzucone dzieci, tzw. bezprizorni, w latach dwudziestych grasowały po Rosji.
Na przełomie lat dwudziestych i trzydziestych Związkiem Sowieckim wstrząsała fala gwałtów znana jako „czubarowszczyzna”. Nazwa pochodzi od leningradzkiej uliczki, którą 21 sierpnia 1926 r. 21-letnia studentka Lubow Bielakowa wracała wieczorem do akademika. Kiedy zaczepił ją jakiś nietrzeźwy osobnik, dziewczyna nie chciała z nim rozmawiać, co napastnik uznał za obrazę. Zakrył jej usta dłonią, żeby nie krzyczała, i zaciągnął do pobliskiego sadu, gdzie pojawili się jego kompani. Przez kilka godzin przeszło trzydziestu młodych mężczyzn na różne sposoby gwałciło Bielakową. Ofiara przeżyła, poinformowała o wszystkim milicję, a ta szybko ustaliła tożsamość gwałcicieli. Byli to w większości członkowie Komsomołu.
„Bezprizorni”
W tym czasie duża część dzieci i młodzieży nie korzystała z edukacji i utraciła też jakąkolwiek opiekę rodzicielską. Bezdomne, osierocone lub porzucone dzieci, tzw. bezprizorni, w latach dwudziestych grasowały po Rosji. Mieszkały w opuszczonych budynkach, na dworcach kolejowych i wszędzie, gdzie mogły znaleźć dach nad głową. Malcom Muggeridge wspominał:
„Włóczą się gromadami, niepodobne do człowieka, wydając dźwięki ledwie przypominające ludzką mowę. Mają wykrzywione, zwierzęce twarze, skosmacone włosy i pusty wzrok. Widziałem je w Moskwie i Leningradzie – siedziały pod mostami, czatowały na dworcach. Pojawiały się nagle jak zgraja dzikich małp, apotem rozbiegały się i znikały”.
W 1922 r. okazało się, że w Związku Sowieckim jest już 7 mln bezprizornych. Młodzież tę potraktowano jako pożądany materiał na eksperyment pedagogiczny. W 1924 r. Feliks Dzierżyński założył pierwszą komunę młodzieżową dla kryminalistów w miejscowości Bolszewo. Tysiąc nieletnich przestępców, w tym trzysta dziewczynek, w wieku od 12 do 18 lat, zachęcano do wspólnych grupowych doświadczeń seksualnych, bo miało to nieletnich zniechęcać do popełniania przestępstw.
Takie komuny przedstawiano wobec cudzoziemców jako wzorcowe samorządne wspólnoty („republiki dziecięce”). W rzeczywistości przypominały raczej zakłady karne. Z powodu głębokich zmian w psychice bezprizorni okazali się niezdolni do normalnego życia społecznego.
Donosem w rodziców
Dzieci postanowiono także wykorzystać do inwigilacji i kontroli rodziców jako potencjalnych „wrogów klasowych”. Aron Załkind przeformułował czwarte przykazanie:
„Proletariat rekomenduje szanować jedynie takiego ojca, który wyznaje klasowo-proletariacki punkt widzenia […], ojca ze świadomością klasową i skolektywizowaną, zdyscyplinowanego i rewolucyjnie odważnego. Innych ojców należy reedukować. Jeżeli zaś nie są oni zdolni do reedukacji, wówczas ich dzieci mają etyczne prawo do porzucenia takich ojców, ponieważ interesy klasy rewolucyjnej są ważniejsze, niż dobro ojca”.
Donos na nieprawomyślnego ojca był zatem obowiązkiem i zarazem cnotą dla młodego komunisty. Doskonale ilustruje to tzw. sprawa szachtyńska z 1928 r., gdy odbył się pokazowy proces rzekomych sabotażystów – inżynierów i techników z przemysłu węglowego. Moskiewska „Prawda” opublikowała wówczas list syna jednego z oskarżonych pt.:
„Syn Andrieja Kołoduba domaga się surowej kary dla ojca-szkodnika”.
W liście tym syn napisał:
„Będąc synem jednego ze spiskowców, Andrieja Kołoduba, i zarazem komsomolcem […] nie mogę spokojnie patrzeć na zdradziecką działalność mojego ojca […]. Znając ojca jako zażartego wroga robotników, dołączam mój głos do żądania całego ludu pracującego, aby okrutnie ukarać kontrrewolucjonistów […]. Uważam za hańbę nosić nadal nazwisko Kołodub i zmieniam je na Szachtin”.
Szczególną rolę w judzeniu dzieci i młodzieży przeciwko dorosłym i wychowywaniu donosicieli odegrał Komsomoł i organizacje pionierskie w okresie kolektywizacji wsi i walki z „kułactwem” na początku lat trzydziestych. Trzy dekady później sekretarz KC Komsomołu Siergiej Pawłow ujawnił zadanie, jakie wówczas komsomolcy otrzymali od Stalina:
„Na pierwszy plan wysuwano, i było to napisane czarno na białym, że głównym zadaniem całej pracy wychowawczej Komsomołu jest śledzenie i demaskowanie wroga, którego należało potem usuwać metodami przymusu ekonomicznego, izolacji organizacyjno-politycznej i fizycznej eksterminacji”.
Wdowa po Leninie, Nadieżda Krupska, w czasie kampanii kolektywizacyjnej w 1932 r. pisała w „Pionierskiej Prawdzie”:
„Rozejrzyjcie się wkoło, dzieci. Zobaczycie, ile jeszcze zostało starych własnościowych przeżytków. Byłoby dobrze, gdybyście je osądzały i zapisywały”.
Ludowy komisarz oświaty Andriej Bubnow wydał zarządzenie pozwalające szkołom oddawać pod sąd rodziców „mających niedbały stosunek do dzieci”. Gdy dziecko doniosło nauczycielowi, że jest niezadowolone z mamy czy taty, a to szkoła oddawała sprawę do sądu. Równocześnie organizowano polowanie na nauczycieli poprzez sieć korespondentów dziecięcych w szkołach. Ich zadaniem było w rzeczywistości śledzenie nauczycieli i donoszenie na nich.
Pamięć bohatera
Do historii przeszedł przede wszystkim czternastoletni Pawlik Morozow ze wsi Gierasimowka na Uralu. We wrześniu 1932 r., według jednej z wersji, napisał donos na ojca, który z myślą o przyszłych zasiewach ukrył część zboża przed rekwirującymi je komisarzami. W rezultacie ojciec Pawlika został aresztowany i rozstrzelany. Wtedy dziadek i wujek chłopca zabili Pawlika i jego brata, za co poszli pod sąd, przyznali się i zostali rozstrzelani, zaś babcię zesłano do łagru. Pozostawiono tylko matkę w celach propagandowych, aby strzegła pamięci „bohatera”.
Władze sowieckie wykreowały wielki kult Pawlika Morozowa, komunistycznego męczennika służącego za wzorzec do naśladowania. Był on uosobieniem rozpadu tradycyjnych więzi społecznych i uznania władzy państwowej za jedyny autorytet.
Delegacja pionierów, która przybyła na zjazd pisarzy sowieckich w 1934 r., z dumą oświadczyła, że są wśród nich „tysiące Pawlików”.
Entuzjasta-donosiciel
W okresie Wielkiego Terroru lat trzydziestych XX w. młodzież stanowiła główne narzędzie walki z „wrogiem wewnętrznym” w partii, a jednym z celów całej kampanii było dalej rozbijanie więzów rodzinnych. Brytyjski historyk Robert Conquest stwierdził:
„Stalin uważał, że dobry młody komunista nie potrzebuje przygotowania politycznego, natomiast trzeba w nim wyrobić cechy entuzjasty-donosiciela”.
Skutki „socjalistycznego wychowania” są widoczne w Rosji po dzień dzisiejszy, o czym świadczy głęboka demoralizacja tamtejszego społeczeństwa i podatność na putinowską propagandę.
Tekst pochodzi z numeru 1-2/2023 „Biuletynu IPN”
