Urodziła się w 1905 roku w Siemiatyczach, w ówczesnym województwie białostockim, jako córka Antoniego i Józefy Wilgatów. Jej rodzice prowadzili kilkuhektarowe gospodarstwo rolne.
Ukończyła Seminarium Nauczycielskie w Białymstoku i w 1926 r. rozpoczęła pracę w szkole podstawowej. Wkrótce potem wyszła za mąż za Stanisława Stockiego, właściciela sporej ilości ziemi w Podorsku, w powiecie wołkowyskim. Mimo zamążpójścia i narodzin dwójki dzieci, kontynuowała pracę pedagogiczną.
W innym świecie
Po wkroczeniu Rosjan na Kresy we wrześniu 1939 r. była świadkiem niszczenia polskości, narastającego terroru i biedy oraz pierwszych fal deportacji ludności polskiej w głąb ZSRS. Kontynuowała pracę w szkole, która w nowych realiach stała się narzędziem sowieckiej indoktrynacji. Jej krytyczne uwagi na temat systemu nie pozostały bez echa – była zastraszana i ostrzegana przed nieuchronnymi konsekwencjami.
Na dwa dni przed wybuchem wojny niemiecko-sowieckiej jej rodzina otrzymała nakaz stawienia się na dworcu kolejowym. Tam też doszło do tragicznego rozdzielenia jej z mężem, który jeszcze tego samego dnia został rozstrzelany. Nieświadoma dramatu, jaki się dokonał, Jadwiga wraz z małymi dziećmi rozpoczęła tułaczkę i zsyłkę w głąb Związku Sowieckiego.
W spisanych po latach i wydanych drukiem wspomnieniach, zatytułowanych Moja Syberiada, opisała dramat wielotygodniowej podróży w bydlęcych wagonach, wszechobecny głód, nędzę, strach o dzieci oraz ciężką pracę na zesłaniu. Trafiła do Nowosybirska, a następnie do kołchozu w osadzie Narym, w widłach dopływów rzeki Ob. Sama w tragicznym położeniu współczuła miejscowym, którzy:
„Z czasem nabrali do nas takiego zaufania, że odkrywali nam swoją duszę do dna, swoją nędzę. Swoich się bali, bo na każdym kroku byli kapusie, donosiciele, bali się własnego cienia, a nam ufali. Bo byliśmy zupełnie inni, z innego świata”.
Byliśmy wrogami Polski ludowej
Jadwiga wraz z dziećmi powróciła pod opiekę rodziny do Siemiatycz w lutym 1946 r. Rekonwalescencja fizyczna i psychiczna była trudna. Choć niemal wszyscy Polacy doświadczyli koszmaru wojny, niewielu potrafiło w pełni zrozumieć skalę cierpień, jakich zaznali zesłańcy na „nieludzkiej ziemi”.
Pomimo bowiem głęboko zakorzenionej niechęci, a często nienawiści, do Sowietów, społeczeństwo wciąż żywiło pewne nadzieje na normalizację sytuacji. Jadwiga Stocka nie miała jednak wątpliwości, jak potoczą się losy wielu Polaków w sowieckim systemie. Pisząc o sobie i wielu podobnych jej osobach, stwierdziła wprost:
„Byliśmy wrogami Polski ludowej. Wsadzano nas do więzienia. Mnie – za powiedzenie prawdy w 1950 roku osądzono na trzy lata – Siedziałam!”.
W październiku 1946 r. wraz z dziećmi przybyła do Kielc, gdzie mieszkała jej siostra oraz jej dawna nauczycielka, Wiktoria Czapów, która została w 1945 r. dyrektorką Liceum Pedagogicznego. Chcąc pomóc Stockiej, zaoferowała jej etat nauczycielki w tej szkole, co oznaczało powrót do zawodu i normalizację życia. Przyjęła propozycję i pracowała w tej szkole do 1 września 1950 r.
Na fali represji wobec „obcych ideowo” nauczycieli, dyrektorkę Wiktorię Czapów zmuszono do odejścia na emeryturę, a Stocką do zmiany miejsca pracy. Przyjęła wówczas posadę bibliotekarki w Kuratorium Oświaty. Wkrótce otrzymała nakaz pracy we Włoszczowie, ale prawdopodobnie nie wyjechała, a nawet nie zdążyła odnieść się do tego pomysłu. Donosy kolegów z kursu, na który uczęszczała w latach 1948–1950, doprowadziły do jej aresztowania przez UB w październiku 1950 r.
Zarzucono jej rozsiewanie wrogiej propagandy – krytykę warunków życia w ZSRS i nominacji Konstantego Rokossowskiego na marszałka Polski. Podczas śledztwa Stocka umiejętnie składała zeznania, konsekwentnie podkreślając, że jej wypowiedzi nie miały charakteru politycznego. W czasie rozprawy sądowej w grudniu 1950 r., pytana o swoje wypowiedzi o Rokossowskim, stwierdziła:
„Jak byłam w Rosji, to nigdy nie mówiono, że Rokossowski był Polakiem”.
Zbyt prawa i dumna, nie przyznała się do winy. Wyrokiem Wojskowego Sądu Rejonowego w Kielcach skazana została na trzy lata więzienia, utratę praw publicznych i obywatelskich na rok oraz przepadek mienia. Wydalono ją także ze służby nauczycielskiej. Karę odbywała z dala od Kielc i rodziny – najpierw w obozie pracy w Gronowie koło Leszna, a po jego likwidacji w 1952 r. trafiła do więzienia w Grudziądzu. Do bliskich wróciła w 1956 r., po ogłoszeniu amnestii.
Żeby nareszcie ujawniono prawdę
Gdy na fali pozornych przemian politycznych w 1956 r. powołano komisje rehabilitacyjne dla skrzywdzonych nauczycieli, wystąpiła o przywrócenie prawa wykonywania zawodu. Mimo uznania jej żądań i rehabilitacji, ostatecznie nie zezwolono Stockiej na pracę w szkole. Była jedną z wielu oszukanych w ten sposób pracowników oświaty, których wcześniej szykanowano w okresie stalinizmu.
Po wielu staraniach otrzymała etat urzędniczki, a na emeryturę przeszła w 1969 r. Aktywnie angażowała się w prace społeczne, należała też do Związku Sybiraków. Na pytanie zawarte w ankiecie, przedstawionej przez to stowarzyszenie – czego oczekuje od organizacji? – w 1989 r. odpowiedziała:
„Żeby nareszcie po 50 latach zakłamania ujawniono prawdę”.
Zmarła w 1995 r. Pochowana jest na Cmentarzu Starym w Kielcach.
