Ci, którzy przetrwali okres czystek, niekiedy sami w nich współuczestnicząc (jak Bolesław Bierut, Jakub Berman czy Marceli Nowotko), starali się najzwyczajniej nie rzucać w oczy. Indywidualną, wysoką pozycję w stalinowskiej elicie władzy zajmowała jedynie Wanda Wasilewska, ale i ona do połowy 1940 r. nie odgrywała znaczącej roli politycznej.
O „siedemnastą republikę”
Sytuacja uległa zmianie po klęsce Francji. „Najwierniejszego sojusznika Hitlera” zaczęła niepokoić rosnąca potęga III Rzeszy. W razie konfliktu Polacy, wierni Moskwie, mogliby stać się cennym atutem. Wstępne przygotowania, by po niego sięgnąć, prowadzono zatem na trzech wzajemnie uzupełniających się płaszczyznach.
O Polskę, jako radziecką republikę, mieliby walczyć zreedukowani żołnierze, kierowani przez wydzielonych ze starobielskich, kozielskich i ostaszkowskich więźniów-oficerów (m.in. Zygmunt Berling, Leon Bukojemski), umieszczonych czasowo w „willi szczęścia” w Machowce pod Moskwą. Ideał „radzieckiej” Polski propagowała polskojęzyczna prasa. Na jej łamach brylowali Wasilewska, Jerzy Borejsza, Jerzy Putrament, we Lwowie w tamtejszym „Czerwonym Sztandarze” publikowali twórcy tej miary, co Tadeusz Boy-Żeleński. Za stronę organizacyjną odpowiadaliby polscy komuniści, szkoleni w specjalnym obozie III Międzynarodówki pod Moskwą.
Czas współdziałania, w imię budowy „17 republiki”, nadszedł, jak mniemano, po 22 czerwca 1941 r. Pierwsi zareagowali lokatorzy „willi szczęścia”. Ich prośba, by razem z Armią Czerwoną mogli walczyć o nową, rozwijającą się w ramach ZSRR Polskę, nie została uwzględniona, a wkrótce, wobec układu Sikorski-Majski, stała się bezprzedmiotowa. Nowym elementem propagandowym stała się uruchomiona w lipcu w Moskwie radiostacja im. T. Kościuszki, wzywająca Polaków do boju z Niemcami. Rzeczywiste zaplecze Stalin postanowił jednak zbudować na ziemiach polskich okupowanych przez Niemcy.
Budowa komunistycznych struktur
Do wybuchu wojny niemiecko-sowieckiej grupy o orientacji promoskiewskiej (takie jak „Stowarzyszenie Przyjaciół ZSRR”, „Sierp i Młot” czy Związek Walki Wyzwoleńczej) były nieliczne i praktycznie pozbawione wpływów. Konieczne okazało się zatem przysłanie specjalnie przeszkolonych w tym celu agentów. Oni to, jako Grupa Inicjatywna, otrzymali zadanie powołania do życia nowej komunistycznej partii. Dla kamuflażu nosić miała ona nazwę – Polska Partia Robotnicza.
Pierwsza grupa przyszłych promoskiewskich konspiratorów zrzucona została na spadochronach pod Warszawą 28 grudnia 1941 r. PPR powołano formalnie już 5 stycznia 1942 r., a jej kierownictwo stanowili: Marceli Nowotko, Paweł Finder i Bolesław Mołojec. Nowe ugrupowanie, głównie za pośrednictwem swej podziemnej prasy, zaczęło wzywać do prowadzonej na masową skalę walki partyzanckiej.
Czyniono to przy pomocy patriotycznego frazesu, wysuwając pod adresem Armii Krajowej demagogiczne zarzuty bierności, rzekomo wbrew interesowi narodowemu. Optyce tej trudno się dziwić. W interesie Kremla każdy akt dywersji na zapleczu frontu, bez względu na spodziewane represje ze strony Niemców, był bardzo potrzebny. W tej sytuacji oczekująca na załamanie niemieckiego potencjału wojskowego AK działała w rzeczywistym, a nie określanym przez Moskwę , strategicznym celu stojącym przed polską armią podziemną.
Komuniści z konieczności przystąpili zatem do organizowania swoich oddziałów zbrojnych. Pierwszy kilkunastoosobowy wyruszył w teren w maju 1942 r. Rezultaty tych działań były początkowo dość mizerne, jednak szeregi Gwardii Ludowej, bo taką nazwę przybrała zbrojna organizacja PPR-u, powoli rosły. Szefem sztabu GL był, wywodzący się ze Związku Walki Wyzwoleńczej, Marian Spychalski, a jego zastępcą, przybyły z Moskwy, Franciszek Jóźwiak. Kreml ekspediował do Polski kolejne grupy. W ten właśnie sposób na terenie okupacji niemieckiej zjawili się Małgorzata Fornalska i Janek Krasicki.
Młodzi ludzie, z niewielkim doświadczeniem życiowym, byli przedmiotem szczególnie demagogicznych zabiegów. Ich to w pierwszym rzędzie zamierzano werbować do specjalnie powołanej w tym celu organizacji, Związku Walki Młodych.
Kierownictwo komunistycznego podziemia nie było jednak monolitem. Toczono w jego obrębie bezpardonową walkę o wpływy, czyli w praktyce o przyszłą, sprawowaną z ramienia Kremla, władzę nad Polską. W jej wyniku w ostatnich dniach listopada brat Bolesława Mołojca, Zygmunt, zabił Nowotkę jako „prowokatora Gestapo”. Śmierć ta, kulisy której po dzień dzisiejszy nie zostały w pełni wyjaśnione, wywołała retorsje ze strony pozostałej części kierownictwa. Na Mołojców zapadł wyrok śmierci (Bolesława zlikwidował Janek Krasicki), a na czele kierownictwa partyjnego stanął Finder.
Krwawe porachunki nie osłabiły jednak tempa ofensywy propagandowej i organizacyjnej prowadzonej przez PPR. I choć na murach Warszawy pojawiły się deszyfrujące partię napisy – „Płatne Pachołki Rosji” – to jednak hasła o konieczności natychmiastowej walki, o poderwaniu broni od nogi do oka, przekonywały niecierpliwych i zdezorientowanych. W końcu 1942 r. liczba członków PPR znacznie przekroczyła 5 tysięcy, a obliczone na efekt akcje zbrojne, w rodzaju bombowego zamachu na niemiecki „Cafe Club”, przyciągały ochotników do szeregów GL. Młodzi ludzie, z niewielkim doświadczeniem życiowym, byli przedmiotem szczególnie demagogicznych zabiegów. Ich to w pierwszym rzędzie zamierzano werbować do specjalnie powołanej w tym celu organizacji, Związku Walki Młodych, na czele której stała Hanna Szapiro-Sawicka, a po jej śmierci w marcu 1943 r. Janek Krasicki.
Przeciw legalnym władzom
Obecność na ziemiach polskich zwolenników Moskwy była dla Stalina, zwłaszcza wobec systematycznego pogarszania się stosunków Kremla z Rządem RP w Londynie, wyjątkowo dogodna. W styczniu 1943 r. Komitet Centralny PPR wystosował list otwarty do Delegatury Rządu. Z pozoru było to wezwanie do podjęcia wspólnej, wzmożonej walki z Niemcami. W rzeczywistości była to pierwsza oficjalna próba wystąpienia w imieniu „ludu polskiego”, próba uzurpowania sobie mandatu, którego PPR nigdy nie miała.
Za próbą propagandową nastąpiła kolejna, zmierzająca do nawiązania oficjalnego kontaktu z legalnymi władzami podziemnymi. W odpowiedzi na propozycję wejścia w skład politycznego zaplecza polskiego państwa podziemnego Delegatura sformułowała ze swej strony cztery warunki. PPR miało zadeklarować, że jest niezależna od ośrodków zewnętrznych, gotowa do walki z każdym wrogiem Polski, stoi na gruncie terytorialnego status quo II Rzeczypospolitej i jest gotowa podporządkować się legalnym władzom państwa, tak emigracyjnym, jak i krajowym.
Prosty żołnierz zapewne wierzył, że podąża najkrótszą drogą do Polski. Ci, którzy ukrywali się za jego plecami, szli przejąć władzę nad Wisłą. Zbliżał się 1944 r. Rok warszawskiej hekatomby.
Uznanie przez PPR któregokolwiek z nich byłoby równoznaczne z wypowiedzeniem posłuszeństwa Moskwie, toteż KC PPR propozycję Delegatury uznał za prowokację. Dla komunistów Moskwa pozostawała rzeczywistym oparciem. W kraju, pomimo relatywnej rozbudowy zaplecza, oparciem najzwyczajniej nie dysponowali. I z tego stanu rzeczy w pełni zdawali sobie sprawę.
W rozgrywce z legalnym rządem polskim Stalin zamierzał posłużyć się również „własnymi” Polakami. Rolę tę miał pełnić utworzony na terenie Rosji w 1943 r. Związek Patriotów Polskich (ZPP), powołany do życia po zerwaniu przez Moskwę stosunków dyplomatycznych z Polską. Na czele tej kolaboracyjnej struktury stanęła Wanda Wasilewska, która już w kwietniu uzyskała przyzwolenie Stalina na tworzenie w ZSRR wojska polskiego, całkowicie zależnego od Kremla. ZPP miał sprawować nad tą formacją polityczny nadzór, toteż już w czerwcu 1943 r. wystosowany został do przebywających jeszcze na „nieludzkiej ziemi” Polaków apel o zgłaszanie się do Sielec nad Oką, gdzie rozpoczęto formowanie pierwszej dywizji piechoty.
Kościuszkowcy, bo taką nazwę otrzymali żołnierze I Dywizji Berlinga, po raz pierwszy wzięli udział w walce 12 października 1943 r. W krwawej bitwie nieopodal wsi Połzuchy (Wasilewska wykorzystała propagandowo fakt, iż w pobliżu znajdowała się osada Lenino, stąd miejsce pierwszego starcia zyskało „właściwą” nazwę) zacięcie walczący, ale fatalnie dowodzony żołnierz poniósł olbrzymie straty (spora grupa, około 600 żołnierzy, przeszła na stronę niemiecką). Prosty żołnierz zapewne wierzył, że podąża najkrótszą drogą do Polski. Ci, którzy ukrywali się za jego plecami, szli przejąć władzę nad Wisłą. Zbliżał się 1944 r. Rok warszawskiej hekatomby.
Tekst stanowi fragment książki „Dawniej to było. Przewodnik po historii Polski” (2019)
Całość publikacji dostępna w wersji drukowanej w księgarni internetowej ksiegarniaipn.pl
