„Polska Ludowa” była najpierw państwem totalitarnym, a potem post-totalitarnym państwem autorytarnym, rządzonym przez komunistów i zależnym od ZSRR. Od początku do końca istnienia tego państwa jego władze stosowały wobec jego obywateli represje, chociaż ich skala, brutalność i charakter w poszczególnych okresach były bardzo różne. Jednocześnie niezaprzeczalnie z powstaniem „Polski Ludowej” i funkcjonowaniem jej w kolejnych dekadach wiązał się pewien wielopłaszczyznowy projekt modernizacyjny. Stanowił on złożoną społeczeństwu propozycję – dodajmy, że z gatunku tych „nie do odrzucenia” – wprowadzenia zmian politycznych, ekonomicznych, społecznych i kulturowych. Założenia tego projektu były realizowane w różnym stopniu. Zależnie od danej dziedziny i z różną skutecznością.
Niedobrowolna modernizacja
Poszczególne elementy tego projektu cechowały się odmienną dynamiką w ciągu czterdziestu pięciu lat istnienia „Polski Ludowej”. Spotykały się one ze zróżnicowanymi reakcjami społeczeństwa, ale po pewnym czasie większość je akceptowała lub po prostu zdawała sobie sprawę, że trzeba się do nich przystosować. Można było popierać pewne elementy tego projektu, a inne nie. Wielu ludzi, tak jak słynny i odsunięty od nauczania w stalinizmie socjolog Stanisław Ossowski, było za przemianami w sferze społeczno-gospodarczej, ale nie akceptowało represji i terroru, jakie im towarzyszyły.
Granice między przystosowaniem a poparciem lub też poparciem bywały płynne.
Po kilku latach powojennych – zwłaszcza po sfałszowanych głosowaniach w referendum w 1946 r. i w wyborach w 1947 r. – stało się chyba prawie dla wszystkich jasne, że „demokracja ludowa” miała tyle wspólnego z demokracją „bezprzymiotnikową”, co krzesło elektryczne ze zwykłym krzesłem, a do komunistycznego projektu modernizacyjnego należą również takie założenia, jak: podporządkowanie jednej ideologii całego życia społecznego, niemal zupełne odcięcie od świata Zachodu oraz akceptacja dla stosowania w polityce brutalnej siły.
„Wierzyliśmy, że trzeba komunizm wprowadzać nawet przemocą, bo to jest przyszłość ludzkości”
– wspominał po latach wybitny filozof Leszek Kołakowski, który przeszedł drogę od stalinowskiego aktywisty, przez partyjnego rewizjonistę, po działacza opozycji i jednego z najważniejszych krytyków marksizmu.
Wprowadzany po wojnie system zaakceptowała również część osób wcześniej przywiązanych do wartości demokratycznych, jak choćby część działaczy przedwojennej Polskiej Partii Socjalistycznej.
Dlaczego te elementy tego projektu nie sprawiły, że przez dużą część społeczeństwa został on odrzucony? Nie bez znaczenia na pewno było to, że polskie doświadczenia z demokracją były bardzo skromne, bo obejmowały jedynie kilka lat na początku II RP, których zresztą młodsza część społeczeństwa nie pamiętała. Potrzeba życia w państwie, w którym ma się wpływ na to, kto rządzi, wcale nie była dla Polaków oczywistością. Ułatwiało to przystosowanie się do życia w systemie niedemokratycznym, kiedy – nie mając innego wyjścia – przystosowywali się do warunków systemu również ci ludzie, dla których był on aksjologicznie obcy – ze względu na zależność „Polski Ludowej” od Sowietów, niedemokratyczność rządów lub stosunek państwa do religii i własności.
Granice między przystosowaniem a poparciem lub też poparciem bywały płynne. Wprowadzany po wojnie system zaakceptowała również część osób wcześniej przywiązanych do wartości demokratycznych, jak choćby część działaczy przedwojennej Polskiej Partii Socjalistycznej. Najważniejszych źródeł takiej postawy nie tylko ich, ale dużej części społeczeństwa, szukać należy w niezwiązanych bezpośrednio z polityką w wąskim rozumieniu tego słowa składowych złożonej przez komunistów społeczeństwo propozycji modernizacyjnej.
Niedokończony awans
Niewątpliwie jednym z głównych elementów tego projektu modernizacyjnego był awans społeczny grup, które w II RP znajdowały się najniżej w strukturze społecznej: zwłaszcza niewykwalifikowanych robotników i biednych chłopów. Ta obietnica w latach powojennych w dużej mierze została zrealizowana, czego objawem było upowszechnienie edukacji, elektryfikacja i generalna poprawa jakości życia. Nie trzeba mieć absolutnie żadnych sympatii do komunizmu, żeby stwierdzić, że istotnej części społeczeństwa po wojnie żyło się lepiej niż wcześniej. Projekt modernizacyjny został zrealizowany w sferze gospodarczej i własnościowej, doprowadzając do zmiany charakteru społeczeństwa z wiejskiego na miejski. Sukcesem władz było też zagospodarowanie ziem zachodnich.
Awans, który stał się udziałem sporej części społeczeństwa, okazał się niedokończony, a rozbudzone aspiracje niespełnione, czego świadectwem były pesymistyczne nastroje społeczne pod koniec gomułkowskiej „małej stabilizacji”.
Jednocześnie można znaleźć na tym obrazie bardzo wiele rys, które stawały się z upływem kolejnych lat coraz bardziej wyraźne. Nie można nie wspomnieć o masowych i brutalnych represjach, których ofiarą padały nie tylko osoby świadomie zaangażowane politycznie, ale też choćby chłopi protestujący w stalinizmie przeciwko kolektywizacji. W późniejszych latach poziom i skala represyjności wobec uczestników protestów społecznych – z wyjątkiem Grudnia ’70 i stanu wojennego – była nieporównywalnie mniejsza, ale owe rysy widać bardzo dobrze w badaniach nad innymi sferami życia. Wiele przykładów daje historia gospodarcza całego okresu „Polski Ludowej” zakończonego kryzysem, który okazał się dla rządzących niemożliwym do przezwyciężenia.
Studia nad historią społeczną pokazują, jak funkcjonowanie państwa w wielu obszarach życia codziennego pozostawiało bardzo wiele do życzenia: od zaopatrzenia, przez mieszkalnictwo po służbę zdrowia. Awans, który stał się udziałem sporej części społeczeństwa, okazał się niedokończony, a rozbudzone aspiracje niespełnione, czego świadectwem były pesymistyczne nastroje społeczne pod koniec gomułkowskiej „małej stabilizacji”.
Pamiętać trzeba, że rewersem dokonującego się w pierwszym dziesięcioleciu po wojnie awansu była deklasacja niektórych grup społecznych: ziemiaństwa, bogatego mieszczaństwa i posiadającego większe gospodarstwa chłopstwa oraz części inteligencji, które nie tylko straciły swój uprzywilejowany status, ale stały się obiektem dyskryminacji. W sumie dwa te procesy złożyły się na spłaszczenie struktury społecznej.
Pod bardzo wieloma względami nie sposób jednak mówić o społeczeństwie PRL jako o realnie „bezklasowym” czy równościowym. W świadomości ludzi, którzy skorzystali na awansie społecznym, wiązały się z tym niejednoznaczne emocje. Często pozostawało w nich poczucie znalezienia się nie na swoim miejscu, wstydu czy też kompleksu niższości z powodu swoich korzeni. Tego między innymi dotyczy wydana niedawno książka kulturoznawczyni Magdy Szcześniak Poruszeni. Awans i emocje w socjalistycznej Polsce.
Coraz więcej ludzi mających za sobą awans społeczny miało świadomość, że byłby on większy, gdyby byli związani ze strukturami władzy różnego szczebla.
Przejawem modernizacji było zarazem rozbudzenie aspiracji społeczeństwa. Jego elementem były oczekiwania stanowiących większość polskiego społeczeństwa pod koniec lat sześćdziesiątych młodych ludzi, którym nie wystarczało to, co wystarczało ich rodzicom. Historyk Błażej Brzostek pisał o tym, że długa kolejka stojąca przed sklepem meblowym to z jednej strony przejaw gospodarki niedoboru, ale z drugiej strony przykład rosnących oczekiwań społeczeństwa, co świadczy o jego modernizowaniu się w sferze świadomości i aspiracji.
Coraz więcej ludzi mających za sobą awans społeczny miało świadomość, że byłby on większy, gdyby byli związani ze strukturami władzy różnego szczebla. Niektórych skłaniało to do przystosowania się, innych do bierności, a wyjątki do otwartego buntu. Nieprzypadkowo w kręgu rewizjonistów krytykujących PRL z perspektywy marksistowskiej, jak Jacek Kuroń i Karol Modzelewski, jednym z głównych zarzutów było to, że realnie władzę w państwie mieli nie organizujący się w rady robotnicy, ale ludzie aparatu partyjnego i państwowego.
W późniejszych latach krytyka całego systemu przywilejów ludzi władzy w PRL była silnie obecna w działaniach Komitetu Obrony Robotników, a potem NSZZ „Solidarność”.
O analogicznym zjawisku pisał jugosłowiański dysydent Milovan Dilas, nazywając komunistyczną biurokrację „nową klasą” wyzyskującą resztę społeczeństwa. Były to bardzo celne i bolesne ciosy zadane komunistycznej władzy i wszyscy wymienieni rewizjoniści trafili w swoich krajach do więzień.
W późniejszych latach krytyka całego systemu przywilejów ludzi władzy w PRL była silnie obecna w działaniach Komitetu Obrony Robotników, a potem NSZZ „Solidarność”. Jej podglebie stanowiła początkowo udana, ale w efekcie zakończona kryzysem próba modernizacji, zwłaszcza gospodarczej, dokonana przez ekipę Edwarda Gierka. Była to ostatnia obietnica modernizacji w PRL podjęta przez ekipę rządzącą, w którą duża część społeczeństwa uwierzyła. Wprowadzając stan wojenny i dławiąc ruch społeczny „Solidarności”, Wojciech Jaruzelski zdobył poparcie sporej części społeczeństwa nie tyle dzięki obietnicy zmian, co raczej propagandzie, za pomocą której kreślił gwarancję zaprowadzenie w Polsce spokoju.
Historyk Michał Przeperski pisał o ostatniej próbie modernizacji podjętej przez rząd Mieczysława Rakowskiego. Nie był to już jednak czas, w którym taka propozycja ze strony władz spotkałaby się z większym zainteresowaniem. Dowodzi tego druzgocąca porażka PZPR w częściowo wolnych wyborach do parlamentu w czerwcu 1989 r.
Emancypacja kobiet i polityka wobec mniejszości
Elementem projektu modernizacyjnego pod nazwą „Polska Ludowa” była też emancypacja kobiet. Badania na ten temat historyczki Natalii Jarskiej pokazują, że w pierwszym powojennym dziesięcioleciu dokonała się w tej kwestii rewolucja, która również nie była pełna, bo kobiety trafiały do stereotypowo męskich zawodów, ale natrafiały w nich wiele kulturowych ograniczeń, zaś w strukturach komunistycznej władzy silne były bariery dotyczące ich aktywności politycznej. Po 1956 r. wiele emancypacyjnych zmian zostało zresztą cofniętych. Po części z tym tematem związana jest porażka kolejnego elementu wprowadzanego przez władze PRL projektu modernizacyjnego, który zakładał ograniczenie roli Kościoła katolickiego. Stosunki między władzą PRL a Kościołem miały różne okresy, niekiedy dominowały represje, a niekiedy pewne płaszczyzny porozumienia. Niewątpliwie silna pozycja Kościoła w latach osiemdziesiątych pokazała fiasko polityki władz w tej kwestii.
Mimo internacjonalistycznej ideologii wątki nacjonalistyczne były mocno obecne w komunistycznej propagandzie i nierzadko w praktyce działania samych komunistów.
„Polska Ludowa” miała być państwem traktującym tak samo swoich obywateli niezależnie od ich narodowości. W II RP przedstawiciele mniejszości narodowych, zwłaszcza tych największych, czyli ukraińskiej i żydowskiej, byli mocno dyskryminowani. Mający internacjonalistyczne hasła na sztandarach komuniści obiecywali to zmienić. Ułatwiał im to fakt, że na skutek zagłady trzech milionów polskich Żydów oraz fali migracji przedstawicieli tej mniejszości narodowej (zwiększonej po dokonanym przez Polaków pogromie Żydów w Kielcach w 1946 r.), którzy przeżyli wojnę na ziemiach polskich bądź w ZSRR, jak również zmian granic i powojennych przesiedleń różnych grup ludności, Polska stała się państwem jednonarodowym.
W pewnych aspektach sytuacja mniejszości żydowskiej się poprawiła, czego przejawem była choćby swoboda w zrzeszaniu się czy w rozwijaniu życia kulturalnego oraz (w jakimś stopniu) spory udział osób pochodzenia żydowskiego w administracji państwowej często związany z akcesem do PPR, a potem PZPR. Choć nieporównywalnie więcej Żydów z Polski wyjeżdżało niż angażowało się w budowę systemu komunistycznego, to postawy tych drugich stanowiły podglebie dla umocnienia się istniejącego w Polsce już wcześniej antysemickiego stereotypu „żydokomuny”. Opierający się na tym, ale też na nauczaniu Kościoła katolickiego i przedwojennej propagandzie endecji antysemityzm był w powojennej Polsce silny. Co więcej, mimo internacjonalistycznej ideologii wątki nacjonalistyczne były mocno obecne w komunistycznej propagandzie i nierzadko w praktyce działania samych komunistów. Na przykład, jak wprost napisano w dokumentach Związku Walki Młodych, czyli komunistycznej młodzieżówki istniejącej w latach czterdziestych, jej bardzo mocno zaangażowany aktywista, który przeszedł przez Auschwitz i kilka marszów śmierci, Marian Turski (znany później jako wieloletni redaktor działu historycznego tygodnika „Polityka” i jedna z ważniejszych postaci dbających o pamięć ofiar zagłady Żydów) nie mógł zostać jej przewodniczącym we Wrocławiu z powodu silnego antysemityzmu w tamtejszej strukturze. Wątek potrzeby usuwania „towarzyszy” żydowskiego pochodzenia z zajmowanych stanowisk cyklicznie powracał. Tak było w 1956 r. i 1968 r. W obu tych przypadkach doprowadził do masowej emigracji Żydów z Polski (w tym drugim przypadku poprzedzonej antysemicką kampanią propagandową władz, która w przypadku części polskiego społeczeństwa okazała się skuteczna).
Również mniejszość ukraińska miała pełne prawo czuć się w rządzonej przez komunistów Polsce dyskryminowana. Symbolem brutalnej polityki wobec niej może być będąca zbrodnią komunistyczną akcja masowego przesiedlenia Ukraińców pod kryptonimem „Wisła”. Negatywne stereotypy dotyczące Ukraińców były podgrzewane przez propagandę w kolejnych dekadach (m.in. poprzez granie „pamięcią” o – będącej efektem świadomej polityki nacjonalistów ukraińskich z OUN-UPA i spełniającej według wielu historyków definicję ludobójstwa – zbrodni wołyńskiej). Nie bez przyczyny znana opozycjonistka Anna Walentynowicz, jak ustalił historyk Igor Hałagida, do końca życia ukrywała swoje ukraińskie pochodzenie.
* * *
Modernizacja w PRL nie jest wymysłem komunistycznej propagandy. Rzeczywiście po części się dokonała. Zarazem proces ten miał bardzo różne oblicza i – gdyby chcieć dokonać bilansu – zakończył się porażką. Świadectwem tego, że projekt się nie udał, były aspiracje Polaków, którym po kilku dekadach doświadczeń z państwowym socjalizmem zdecydowanie bliższa okazała się demokracja na wzór zachodni.
