Ostatniego dnia września 1944 r. Władysław Raczkiewicz odwołał ze stanowiska Naczelnego Wodza Polskich Sił Zbrojnych gen. broni Kazimierza Sosnkowskiego. Na jego miejsce powołał gen. Komorowskiego.
Naczelny Wódz w niewoli niemieckiej
W momencie wyznaczenia Komendanta Głównego Armii Krajowej na stanowisko Naczelnego Wodza w Warszawie trwały polsko-niemieckie rozmowy nt. zakończenia trwającego od 1 sierpnia 1944 r. powstania. Generał Komorowski o nominacji dowiedział się z audycji BBC. W późniejszym czasie dotarła depesza od prezydenta, w której zawarto istotne zdanie:
„Pan Generał wstępuje w prawa i obowiązki Naczelnego Wodza z chwilą rozpoczęcia swych czynności w siedzibie Prezydenta Rzeczpospolitej i Rządu”,
czyli „Bór” musiał najpierw dotrzeć do Londynu.
W depeszy z 1 października 1944 r. gen. Komorowski potwierdził odbiór dekretu nominacyjnego i poprosił prezydenta Raczkiewicza możliwie szybko o wyjaśnienie motywów powziętej decyzji odnośnie mianowana go na Naczelnego Wodza. W depeszy z 2 października 1944 r. Prezydent napisał:
„Mianując Pana Generała, wybierałem tego z dowódców, który przez swą pracę dowódczą i służbę bojową wysunął się po ustępującym Naczelnym Wodzu na pierwsze miejsce w oczach Polskich Sił Zbrojnych, w oczach naszych aliantów i całego świata. Pragnąłem wysunąć na to stanowisko pierwszego żołnierza walczącego Kraju i autorytetem moralnym Kraju umocnić siły moralne całości Sił Zbrojnych. Zmiana na tym stanowisku była polityczną koniecznością wewnętrzną i zewnętrzną, a przede wszystkim – przez wzgląd na współpracę z aliantami anglosaskimi, do czego zależy dalszy przebieg naszej walki o niepodległość”.
Raczkiewicz zaznaczył jeszcze, że chciałby, aby gen. Komorowski możliwie szybko znalazł się w Londynie lub co najmniej poza obozem jeńców.
W kolejnej depeszy z 4 października gen. Komorowski poinformował prezydenta o zawarciu dwa dni wcześniej umowy kapitulacyjnej i o rozpoczęciu składania broni przez powstańców warszawskich. Generał stwierdził, że pójdzie do niewoli niemieckiej ze względu na możliwe represje w stosunku do żołnierzy Armii Krajowej i ludności cywilnej. Zaznaczył ponadto, że będzie dążył do ucieczki, co w tym przypadku było oczywiście mało prawdopodobne. Była to ostatnia wiadomość wysłana do Raczkiewicza przez pójściem do niewoli przez „Bora”, ponieważ 5 października 1944 r. w godzinach przedpołudniowych oddał się w ręce niemieckie.
Generał Komorowski jeszcze tego samego dnia został przewieziony koleją z Ożarowa do Sochaczewa i dalej do Prus Wschodnich. W niewoli niemieckiej generał był przetrzymywany w kilku obozach jenieckich: Oflagu 73 Nürnberg-Langwasser pod Norymbergą, Oflagu IV C Colditz, w twierdzy Königstein w Saksonii, obozach w Laufen, Tittmoning. Pod koniec kwietnia 1945 r. trafił do Stalagu XVIII C Markt Pongau k. Salzburga, gdzie został zwolniony z niewoli niemieckiej.
Objęcie obowiązków Naczelnego Wodza
Kiedy gen. Komorowski przebywał w niewoli niemieckiej, nastała trudna sytuacja, jeśli chodzi o dowodzenie Polskimi Siłami Zbrojnymi. 26 lutego 1945 r. prezydent Raczkiewicz powołał dotychczasowego dowódcę 2. Korpusu, gen. dyw. Władysława Andersa, na stanowisko p.o. Naczelnego Wodza. Generał wykonywał swoje obowiązki z wielkim oddaniem przez kolejne kilka miesięcy. Sytuacja zmieniła się na początku maja 1945 r.
W Stanmore doszło do pierwszego spotkania prezydenta Raczkiewicza z gen. Komorowskim.
Po wyjściu z niewoli niemieckiej do 3 maja 1945 r. gen. Komorowski przebywał jeszcze przez krótki czas w Markt-Pongau, następnie przez kolejne kilka dni znajdował się nadal na terenie Austrii, najpierw w okolicach miast Wörgl, potem w Innsbrucku, po czym 7 maja wyjechał do Murnau, gdzie wizytował były niemiecki obóz jeniecki, w którym przetrzymywani byli w okresie II wojny światowej oficerowie Wojska Polskiego z kampanii polskiej 1939 r. i Armii Krajowej po upadku Powstania Warszawskiego.
Z Niemiec gen. Komorowski odleciał do Paryża, gdzie 10 maja 1945 r. spotkał się z generałami Andersem i Kopańskim. Ten pierwszy tak zapamiętał rozmowę z „Borem”:
„W czasie dłuższej rozmowy gen. Komorowski z własnej inicjatywy oświadczył, że chciałby ze mną szczerze porozmawiać w sprawie stanowiska Naczelnego Wodza. Uważa swoją nominację za wyłącznie polityczną. Przyjął ją w czasie walk w Warszawie, uważając, że tak widocznie potrzeba dla sprawy polskiej. Nie mając dostatecznego wykształcenia i przygotowania, nie znając zupełnie nowoczesnych metod walki, nie mając absolutnie pojęcia o panujących tu zwyczajach i stosunkach, uważa, że nie mógłby tego stanowiska objąć i natychmiast po przybyciu do Londynu zamelduje o tym Panu Prezydentowi”.
O wspomnianej rezygnacji słyszał również gen. Kopański podczas podróży z gen. Komorowskim do Londynu 12 maja 1944 r.
Po dotarciu do Wielkiej Brytanii gen. Komorowski udał się do rezydencji prezydenta Raczkiewicza w Stanmore pod Londynem. Był tam m.in. kpt. Jan Nowak-Jeziorański, który tak zapamiętał „Bora”:
„Jego wygląd był opłakany. Fatalnie wyglądał zewnętrznie, w tym jakimś bardzo nieforemnym battledressie. Był człowiekiem absolutnie speszonym tą sytuacją Naczelnego Wodza, w jakieś się znalazł. Zupełnie niepewny siebie, niewiedzący wcale, co mówić. W ogóle to robił wrażenie szalenie nieporadnego. Zupełnie załamany […]. A ponieważ miał być tym Naczelnym Wodzem, więc to zrobiło na nas wszystkich straszne wrażenie”.
Generał dyw. Tadeusz Bór-Komorowski na audiencji u prezydenta Władysława Raczkiewicza, 1945 r., Fot. z zasobu NAC
Wizyta prezesa Kongresu Polonii Amerykańskiej Karola Rozmarka w Londynie. Stoją od prawej: Karol Rozmarek, gen. dyw. Stanisław Kopański, gen. dyw. Marian Kukiel i gen. dyw. Tadeusz Komorowski, 1945 r., Fot. z zasobu NAC§
W Stanmore doszło do pierwszego spotkania prezydenta Raczkiewicza z gen. Komorowskim, które trwało kilka godzin. Najważniejszym jego efektem była decyzja o pozostawieniu generała na stanowisku Naczelnego Wodza. Ta informacja wywołała duże poruszenie, stała w sprzeczności chociażby z wyżej przytoczonymi relacjami. Jednym z najbardziej zaskoczonym był gen. Anders, który 23 maja w Stanmore dowiedział się, że prezydent ze względów politycznych i celem podniesienia prestiżu powstania w Warszawie oraz walk Armii Krajowej uważał za konieczne, aby gen. Komorowski objął jednak obowiązki Naczelnego Wodza. Według Raczkiewicza gen. Komorowski czuł się na siłach podołania czekającym go zadaniom. Wedle relacji gen. Andersa, prezydent zaproponował mu bliżej nieokreślone stanowisko dowódcy Wojsk Lądowych, na co się nie zgodził i ponownie finalnie objął dowództwo nad 2. Korpusem we Włoszech.
28 maja 1944 r. „Bór” został przyjęty przez prezydenta i wystosował pierwszy rozkaz do żołnierzy Polskich Sił Zbrojnych, w którym m.in. apelował o stworzenie zwartej i nierozerwalnej całości polskiego wojska w oparciu o legalny Rząd Rzeczpospolitej.
Co ciekawe, w ostatnich dniach maja 1944 r. doszło do spotkania generałów Andersa i Komorowskiego, które odbyło się z inicjatywy tego drugiego, ale nie przyniosło ono żadnych konkretów i rozstrzygnięć.
W cieniu wielu trudnych rozmów, niewyjaśnionych kwestii, kontrowersyjnych decyzji, rozczarowania ze strony gen. Andersa, Gabinet Wojskowy Prezydenta RP opublikował 28 maja 1944 r. komunikat o objęciu przez gen. Komorowskiego stanowiska Naczelnego Wodza. Tego dnia „Bór” został przyjęty przez prezydenta Raczkiewicza na specjalnej audiencji i wystosował pierwszy rozkaz do żołnierzy Polskich Sił Zbrojnych, w którym m.in. apelował o stworzenie zwartej i nierozerwalnej całości polskiego wojska w oparciu o legalny Rząd Rzeczpospolitej, ponieważ jak napisał:
„Im trudniejsze dla nas nadchodzą czasy, tym więcej hartu, zwartości i poświęcenia mamy z siebie wydobyć”.
W połowie 1945 r. gen. Komorowski zaczął pełnić swoje obowiązki jako Naczelny Wódz Polskich Sił Zbrojnych.
Krótkie sprawowanie obowiązków Naczelnego Wodza
Generał Komorowski sprawował funkcję Naczelnego Wodza Polskich Sił Zbrojnych do 8 listopada 1946 r. Jeszcze w drugiej połowie września 1945 r. z powodu nieuznawania przez władze brytyjskie stanowiska Naczelnego Wodza, gen. Komorowski przekazał gen. Kopańskiemu ogólne dowodzenie wojskiem oraz koordynację zagadnień wspólnych dla wojsk lądowych, Marynarki Wojennej i Polskich Sił Powietrznych. Decyzja władz brytyjskich miała poważne konsekwencje, ponieważ w głównej mierze obniżyła rangę stanowiska Naczelnego Wodza Polskich Sił Zbrojnych, a co za tym idzie również gen. Komorowskiego.
Parę miesięcy po powrocie ze Stanów Zjednoczonych gen. Komorowski złożył na ręce prezydenta Raczkiewicza swoją rezygnację ze stanowiska Naczelnego Wodza Polskich Sił Zbrojnych.
Mimo zaistniałej sytuacji gen. Komorowski starał się swoimi działaniami poprawić położenie polskiego wojska na obczyźnie. Najważniejszym przedsięwzięciem była wizyta w Stanach Zjednoczonych w maju i czerwcu 1946 r. na zaproszenie Polonii amerykańskiej. Mimo że generał był entuzjastycznie witany w USA, otrzymał od rządu emigracyjnego instrukcje, to właściwie jego wizyta nie przyniosła poprawy sytuacji Polski oraz Polskich Sił Zbrojnych.
Parę miesięcy po powrocie ze Stanów Zjednoczonych gen. Komorowski złożył na ręce prezydenta Raczkiewicza swoją rezygnację ze stanowiska Naczelnego Wodza Polskich Sił Zbrojnych. Po odwołaniu „Bór” został jeszcze w listopadzie 1946 r. członkiem rządu Tomasza Arciszewskiego, a następnie, 2 lipca 1947, przez nowego prezydenta Augusta Zaleskiego wyznaczony prezesem Rady Ministrów.
Ten krótki epizod z życia gen. Komorowskiego jako Naczelnego Wodza Polskich Sił Zbrojnych był dla niego trudny. Decyzja o powierzeniu tej funkcji wywołała wiele kontrowersji, a też dziwi postawa „Bora” po wyjściu z niewoli niemieckiej i jego zmiany decyzji.
Trafnie sytuację gen. Komorowskiego jako Naczelnego Wodza podsumował cytowany już wcześniej kpt. Jan Nowak-Jeziorański:
„W historii wojen, chyba nie tylko polskich, był jedynym dowódcą, na którego ten najwyższy awans spadł w chwili klęski i kapitulacji jego wojska. Ten skromny aż do przesady człowiek, z trudem pokrywający wrodzoną nieśmiałość, chemicznie wyprany z wszelkich osobistych ambicji, nie miał wyolbrzymionego wyobrażenia o sobie. Musiał odczuwać swoją sytuację jako żenujący ciężar. Zaczynał robotę konspiracyjną jako komendant krakowskiego okręgu ZWZ, pułkownik kawalerii, znany szerszemu ogółowi tylko ze swych hipicznych osiągnięć. Kończył jako Naczelny Wódz w randze generała dywizji. Wbrew jakby jemu samemu, pchały go nieustannie w górę wojenne okoliczności i dziwny polski system selekcji, zapewniający największe szanse temu, na którego najłatwiej się godzą, bo nikomu nie przeszkadza”.
