„Staliśmy przed bramą fabryki »Ursus« położonej przy ul. Wolskiej 55 […] Z podwórza fabryki słychać było strzały błagania i jęki. Do wnętrza fabryki Niemcy wpuszczali, a raczej wpychali, przez bramę od ul. Wolskiej po sto osób. […] Nie mieliśmy wątpliwości, że na terenie fabryki zabijają, nie wiedzieliśmy czy wszystkich. Ja trzymałam się z tyłu, stale się wycofując, w nadziei, że kobietę w ciąży przecież nie zabiją. Zostałam wprowadzona w ostatniej grupie. Na podwórku fabryki zobaczyłam zwały trupów do wysokości jednego metra. Trupy leżały w kilku miejscach, po całej lewej i prawej stronie pierwszego podwórza. Wśród trupów rozpoznałam zabitych sąsiadów i znajomych[…]”
– tak traumatyczne wydarzenia z 5 sierpnia 1944 r. wspominała Wanda Felicja Lurie, ofiara i świadek rzezi Woli, nazwana później „Polską Niobe”.
W sierpniu 1944 r. Wanda Lurie mieszkała z dziećmi: 11-letnim Wiesławem, 6-letnią Ludmiłą i 3-letnim Lechem przy ul. Wawelberga 18. Sama była w ostatnim miesiącu ciąży. Jej mąż Bolesław, zagrożony aresztowaniem przez Niemców, ukrywał się pod przybranym nazwiskiem Bolesław Romanowski.
„Prędzej, prędzej, ty polski bandyto”
5 sierpnia 1944 r. Wanda Lurie wraz z dziećmi została zmuszona przez niemieckich żandarmów do opuszczenia domu. Wypędzeni wyszli na ul. Działdowską. Wśród płonących domów, omijając leżące na ulicy trupy, gruzy, resztki barykad, poganiani przez uzbrojonych agresorów, przedostali się na ul. Wolską. Przyłączyli się do grupy sąsiadów z ich domu, stojących przed fabryką „Ursus” przy ul. Wolskiej 55.
Wanda błagała o oszczędzenie życia jej i dzieci. Nie pomogło jednak nawet oddanie trzech złotych pierścieni. Kierujący egzekucją niemiecki oficer nie pozwolił im odłączyć się od grupy przeznaczonych do rozstrzelania.
Przerażonych mieszkańców Woli otaczali niemieccy żandarmi i Ukraińcy. Pozbawiali ich bagaży, rabowali biżuterię i zegarki, wymuszali oddanie pieniędzy. Towarzyszyły temu strzały, krzyki, wymyślania i bicie. Przed samą bramą ustawiano ludzi w czwórki lub trójki i wpychano siłą do środka. Zgromadzeni na zewnątrz, niekiedy kilka godzin czekający „na swoją kolej”, słyszeli kolejne strzały.
Wanda błagała o oszczędzenie życia jej i dzieci. Nie pomogło jednak nawet oddanie trzech złotych pierścieni. Kierujący egzekucją niemiecki oficer nie pozwolił im odłączyć się od grupy przeznaczonych do rozstrzelania. Zeznała później:
„Błagałam otaczających nas Ukraińców, by ratowali dzieci i mnie, któryś z nich zapytał, czy mogę się wykupić. Dałam mu złote 3 pierścienie. Zabrawszy to chciał mnie wyprowadzić, jednak kierujący egzekucją Niemiec – oficer – żandarm, który to zauważył nie pozwolił i kazał mnie dołączyć go grupy przeznaczonej na rozstrzelanie, zaczęłam go błagać o życie dzieci i moje, mówiłam coś o honorze oficera. Odepchnął mnie jednak, tak że się przewróciłam. Uderzył też i pchnął mojego starszego synka wołając: »prędzej, prędzej, ty polski bandyto«[…]”.
Na oczach zrozpaczonej matki zginęło troje jej dzieci. Ona sama została ciężko ranna, ale przeżyła i do końca nie straciła przytomności. Ocalała, przygnieciona ciałami kolejnych ofiar. Widziała jak oprawcy chodzili po zabitych, kopali ich, dobijali jeszcze żyjących (otrzymała dodatkowy postrzał w nogi), obszukiwali zwłoki, rabowali kosztowności (zdjęto z jej ręki zegarek). W tym samym czasie „pili wódkę, śpiewali wesołe piosenki, śmieli się”. Egzekucje przerwano wieczorem.
Wnętrze kościoła św. Wojciecha przy ul. Wolskiej (właściwie kościoła św. Stanisława w parafii św. Wojciecha), w którym Niemcy zorganizowali punkt zborny, tzw. obóz przejściowy, dla ludności cywilnej. Wanda Lurie przebywała w nim przez kilka dni po egzekucji, przed wywiezieniem do obozu w Pruszkowie. Zdjęcie wykonano prawdopodobnie po 2 X 1944 r. Źródło: Bundesarchiv (fot. z zasobu IPN)
Kościół św. Wojciecha przy ul. Wolskiej (właściwie kościół św. Stanisława w parafii św. Wojciecha), w którym Niemcy zorganizowali punkt zborny, tzw. obóz przejściowy, dla ludności cywilnej. Wanda Lurie przebywała w nim przez kilka dni po egzekucji, przed wywiezieniem do obozu w Pruszkowie. Zdjęcie wykonano prawdopodobnie po 2 X 1944 r. Źródło: Bundesarchiv (fot. z zasobu IPN)
„Kałuże krwi i szczątki ubrań”
Była przekonana, że nie przeżyje. Jednak po trzech dniach poczuła, że dziecko, które nosiła, poruszyło się. Świadomość, że jedno z jej dzieci ocalało, zdopingowała Wandę do opuszczenia fabryki i poszukania ratunku. Po wydostaniu się na ulicę, została zatrzymana. Trafiła do kościoła św. Wojciecha, w którym Niemcy zorganizowali punkt zborny, tzw. obóz przejściowy dla ludności cywilnej.
Zeznała po wojnie:
„Kościół był już zapełniony ludnością Warszawy z różnych dzielnic. Leżałam przez parę dni przy głównym ołtarzu. Żadnej pomocy mnie nie udzielono. Jedynie współtowarzysze niedoli podali mnie tylko trochę wody”.
Następnie została przetransportowana do obozu przejściowego w Pruszkowie (Dulag 121), skąd trafiła do szpitali w Komorowie i Podkowie Leśnej. 20 sierpnia urodził się jej syn – Mścisław Ludwik Lurie.
Była przekonana, że nie przeżyje. Jednak po trzech dniach poczuła, że dziecko, które nosiła, poruszyło się. Świadomość, że jedno z jej dzieci ocalało, zdopingowała Wandę do opuszczenia fabryki i poszukania ratunku.
Kilka miesięcy później – 10 kwietnia 1945 r. – Wanda Lurie wróciła do Warszawy, aby odnaleźć ciała swoich zamordowanych dzieci. Dowiedziała, się wówczas, że szczątki wszystkich ofiar zbrodni popełnionej na dziedzińcu fabryki zostały spalone przez tzw. Verbrennungskommando Warschau (komando mężczyzn przymusowo zwerbowanych przez Niemców do sprzątania i palenia zwłok ofiar rzezi Woli), a powstałe w ten sposób popioły zakopano. O tym, co się tam wydarzyło świadczyły jedynie:
„kałuże krwi i szczątki ubrań”.
Dokładna liczba ofiar pacyfikacji warszawskiej Woli, znanej jako „rzeź Woli” – bezbronnych cywili zamordowanych na początku sierpnia 1944 r. – pozostaje nieznana. Szacunkowo ocenia się, że mogło być ich nawet 60 tys. Według świadectwa Wandy Lurie tylko 5 sierpnia w samej fabryce „Ursus” mogło zginąć 6 tys. ludzi. Za ich śmierć nikt (nawet nadzorujący bezpośrednio przeprowadzenie akcji SS-Gruppenführer Heinz Reinefarth) nie poniósł odpowiedzialności karnej.
Wanda Lurie zmarła 21 maja 1989 r. Spoczywa na cmentarzu Bródnowskim w Warszawie. Jej postać upamiętnia skwer na Woli, między ulicami Działdowską i Wawelberga, oraz znajdujący się tam mural przestawiający ją wraz z synem Mścisławem.
* * *
W zasobie archiwalnym Instytutu Pamięci Narodowej przechowywane są liczne materiały archiwalne świadczące o zbrodniach dokonanych przez Niemców w Warszawie w czasie II wojny światowej, w tym również podczas Powstania Warszawskiego. Szczególną rolę w dokumentowaniu mordów dokonanych na bezbronnej ludności cywilnej, nie tylko w dzielnicach Wola i Ochota, odgrywają protokoły zeznań świadków tych zbrodni oraz inne dokumenty wytworzone w ramach działalności Głównej Komisji Badania Zbrodni Niemieckich w Polsce. Wśród nich znajdują się zeznania Wandy Felicji Lurie złożone już 10 grudnia 1945 r.
Więcej interesujących materiałów na profilu Archiwum IPN
