Najlepszymi kandydatami do pełnienia funkcji w MSZ i dyplomacji za granicą byli właśnie przedstawiciele środowiska arystokratycznego. Składały się na to trzy główne powody. Pierwszy z nich to ogłada towarzyska i znajomość języków obcych. Drugi to wyrobione kontakty z różnymi środowiskami za granicą. Trzeci to doświadczenie – zaczerpnięte jeszcze w służbie państw zaborczych.
Odradzająca się Polska musiała nawiązać kontakty dyplomatyczne z krajami ościennymi oraz uzyskać korzystne umowy handlowe. Wśród priorytetów były Stany Zjednoczone, gdyż tam można było uzyskać cenne kredyty na rozwój gospodarki. Pytanie – kto mógłby nawiązać relację z tym zaoceanicznym państwem? Co prawda powołano konsulat RP w Nowym Jorku, gdzie funkcję konsula objął Konstanty Buszczyński, ale okazało się, że niezbędne jest poselstwo.
Człowiek wielkich nadziei
Kazimierz Lubomirski (1869-1930), młodszy syn ordynata przeworskiego, Jerzego Henryka Lubomirskiego, został wytypowany przez premiera Ignacego Jana Paderewskiego na pierwszego posła w USA za zgodą i sugestią naczelnika państwa Józefa Piłsudskiego. W polskiej dyplomacji osoba ta dobrze rokowała na przyszłość. Lubomirski był doświadczonym politykiem, który zasiadał w ławach Sejmu Krajowego we Lwowie oraz dobrze radzącym sobie przemysłowcem. Kolejna rzecz to jego doświadczenie w podróżach zagranicznych – co najważniejsze, przez pewien czas, jako młody człowiek, przebywał w Stanach Zjednoczonych. Na przełomie wieków zdobywał tam doświadczenie i kontakty w przemyśle drzewnym. Te atuty przechyliły decyzję na jego korzyść.
Ponadto był politykiem sprawdzonym – zapamiętano go jako człowieka działającego, a nie wygłaszającego monologi z mównicy sejmowej. Ambasador USA w Polsce, Hugh Gibson, zapisał w dzienniku:
„Księciu Kazimierzowi Lubomirskiemu z Krakowa zaproponowano misję w Waszyngtonie i jest nadzieja, że ją przyjmie. To jeden z wielkich arystokratów w kraju, człowiek doświadczony, dobrze znający USA, gdzie przebywał jako młody człowiek”1.
Wraz z rodziną i niewielką grupą zaufanych ludzi (w tym krewniakiem, Eugeniuszem Lubomirskim z Chodorowa w roli sekretarza), w listopadzie 1919 r. dopłynął do Nowego Jorku. Na miejscu był odczuwalny największy brak – siedziby. W związku z tym Lubomirski, za własne pieniądze, musiał wynająć pokoje w Hotelu Waldorf-Astoria, gdzie znajdowało się czasowo „polskie przedstawicielstwo”.
Zadanie postawione przez posłem było niezwykle trudne. Amerykanie w ogóle nic nie wiedzieli o Polsce i Polakach, można wręcz powiedzieć, że postrzegano nasz kraj w kategoriach egzotyki. Drugim problemem było to, że Polska miała „złą prasę” na starcie, z powodu krążącej opinii, że jest krajem antysemickim. Równie trudnym zadaniem była próba przekonania amerykańskich biznesmenów, szefów departamentów, do udzielenia Polsce kredytów.
Lubomirski miał pewien atut – poza obyciem i znajomością języków obcych – intrygujący tytuł książęcy – duke. Dla demokratycznej Ameryki było to coś niespotykanego i bardzo chętnie Amerykanie nawiązywali kontakty z przedstawicielem nieznanego kraju, jakim była dla nich Polska, zwłaszcza o takim wysokim statusie społecznym. Nie można ukryć, że ten tytuł ułatwiał nawiązywanie nowych kontaktów.
Jak można traktować przedstawicieli ościennego kraju bez odpowiedniego anturażu? Rzecz jasna, Hotel Waldorf-Astoria był najlepszym i najbardziej ekskluzywnym hotelem w Nowym Jorku, ale nie było to miejsce na siedzibę poselstwa. Jeszcze w 1919 r. Kazimierz Lubomirski z własnych pieniędzy (za ówczesne 160 tys. dolarów) zakupił gmach dla polskiego poselstwa w Waszyngtonie. Do dziś służy on jako polska ambasada.
Praca nad kontaktami gospodarczymi
Już podczas pierwszej konferencji prasowej w Hotelu Waldorf, Lubomirski jasno określił swoje priorytety jako posła Polski. W jego przekonaniu, jako przemysłowca, najważniejszym celem było zawiązanie relacji biznesowo-handlowych między Polską a Stanami Zjednoczonymi. Natomiast rząd RP powierzył mu misję pozyskania amerykańskich kredytów dla kraju. Lubomirski rozpoczął podróż po Stanach, nawiązując relację z miejscową Polonią oraz odwiedzając ważne ośrodki przemysłowe jak Buffalo, Rochester, Chicago i Filadelfia.
W Filadelfii w Metropolitan Opera zorganizowano uroczyste spotkanie z posłem. Dostojnego gościa przywitał sam gubernator stanu Pensylwania, William Cameron Spoul. W Izbie Handlowej książę spotkał się z 400 filadelfijskimi biznesmenami. Skontaktował się tam z członkiem zarządu Baldwin Locomotive Works, największej na świecie fabryki lokomotyw, Alvą B. Johnson’em, oraz najważniejszą osobą w tej firmie, prezesem Samuelem Vouclain’em. Kazimierz Lubomirski odbył z nim kilka rozmów polityczno-biznesowych. Lubomirski chciał, żeby Vouclain, wraz z fabryką Baldwin Locomotive Works, kupił akcje Fabryki Maszyn i Wagonów L. Zieleniewski S.A. w Krakowie, w celu ułatwienia tej ostatniej otwarcia rynków zbytu w Europie Zachodniej poprzez modernizację zakładów nowymi technologiami zza oceanu. Lubomirski bardzo chciał, żeby Vouclain przyjechał do Polski zwiedzić zakłady Zieleniewskiego oraz zaznajomić się bliżej z polskim przemysłem. Polski poseł napisał list do swojego pełnomocnika w Polsce, Ludwika Ocetkiewicza, w którym dzielił się pewnymi nadziejami z osobą Samuela Vouclaina:
„W połowie stycznia [1922 r.] przyjedzie do Warszawy Pan S.[amuel] M. Vauclain Prezydent Towarzystwa Baldwin fabryki lokomotyw i ma zamiar zakupić względnie wejść w interes z jakąś fabryką maszyn w Polsce, aby tam budować lokomotywy dla Polski i Rosji. Jeżeli to jest w naszym interesie, to dobrze byłoby, aby on nabył względnie złączył się z fabryką Zieleniewskiego. Jego kompania ma 20 milionów dolarów kapitału i jest największa na świecie (…) Będzie to znakomite dla biednego Krakowa, jeżeli to się uda”2.
Do żadnej fuzji nie doszło, jak również do zakupu większej liczby akcji spółki L. Zieleniewskiego. Lubomirski zwiedzał także inne amerykańskie fabryki zaznajamiając się z jego stanem i możliwościami. W czasie tych podróży mógł zwiedzić fabrykę samochodów Willys-Overland Company.
Amerykańscy biznesmeni byli ciekawi Polski i możliwości jakie mogła im dać. Intrygował ich przede wszystkim brak wielkiej konkurencji i możliwość zmonopolizowania wielu branż przemysłowych. Droga od wzbudzenia zainteresowania do decyzji inwestycjach była długa. Samo zainteresowanie nie oznaczało sukcesu polskiej dyplomacji. Wśród Amerykanów przeważyła obawa, że Polska może być krajem sezonowym lub naznaczonym wielkim poziomem ryzyka konfliktu zbrojnego ze strony Rosji Sowieckiej bądź Niemiec, które w jakimś odstępie czasu mogą odbudować swoje możliwości militarne. Nie byli też przekonani co do stabilności wewnętrznej Polski. Czy nie ulegnie rewolcie komunistycznej? Czy ich zainwestowane pieniądze byłyby bezpieczne?
Trudne początki
Lubomirski jako poseł czynił wszystko co w jego mocy, aby polskie przedstawicielstwo było dostrzegalne w Stanach. Przykładem tego były, z pozoru prozaiczne, spotkania towarzyskie z amerykańskimi politykami i biznesmenami, ale również dyplomatami innych państw – Belgii, Francji itd.
Sytuację polskiego posła zaburzyła wojna polsko-sowiecka i wyprawa na Kijów w 1920 r. Strona amerykańska negatywnie oceniła polskie działania wojskowe. Doszło do tego, że Kazimierz Lubomirski wycofał się z życia towarzyskiego na jakiś czas. Dopiero bitwa warszawska zmieniła sytuację dyplomatyczną Polski, a polski poseł w Waszyngtonie ponownie był mile widziany na wielu salonach.
Jednak, również w tym trudnym okresie, poseł twardo bronił stanowiska Polski. Musiał niejednokrotnie przekonywać polityków amerykańskich o słuszności polskiej polityki i dawać odpór antypolskiej propagandzie (rozpowszechnianej m.in. przez dyplomację niemiecką). Ponadto wręczał polskie odznaczenia i ordery, jak np. Virtuti Militari, przyznane amerykańskim lotnikom służącym w Polsce. W ostatnim dniu swojego urzędowania, 12 listopada 1922 r., Lubomirski wręczył Order Orła Białego zasłużonym obcokrajowcom.
Uroczystość przypięcia orderu Virtuti Militari dwóm lotnikom amerykańskim kpt. Harmon’owi Rorison i por. Kenneth’owi Shewsbury w siedzibie polskiego poselstwa. Order przypina Kazimierz Lubomirski, po lewej stronie stoi premier Ignacy Jan Paderewski, a od prawej strony stoi gen. John Pershing. 1921 r. (fot. z zasobu Biblioteki Kongresu, domena publiczna)
Nie zmienia to faktu, że nie udało się uzyskać oczekiwanych kredytów. W dodatku USA znajdowały się w powojennej zapaści gospodarczej oraz zaczęły stopniowo dystansować się od spraw Europy. Brak odpowiednich decyzji ze strony Warszawy, jak błędy w dyplomacji popełnione przez samego Lubomirskiego, przyczyniły się do jego dymisji jesienią 1922 r. i powrotu do kraju.
Jednakże nie można w sposób jednoznaczny negatywnie ocenić działania Lubomirskiego. Miał do wykonania najtrudniejsze i niewdzięczne zadanie, czyli stworzenie od podstaw polskiego przedstawicielstwa w tym kraju. Nie było nawiązanych kontaktów gospodarczych, relacje polityczne były słabe, brakowało także stałej siedziby. Kazimierz Lubomirski ufundował miejsce dla polskiego przedstawicielstwa, nawiązał pewne relacje z różnymi środowiskami, w tym z Polonią. Można powiedzieć, że „rozwinął czerwony dywan” dla swoich następców, którzy mogli skupić się na realizowaniu wytycznych z Warszawy.
* * *
Po powrocie do kraju, Kazimierz Lubomirski dalej angażował się w działalność przemysłową. Działał również w Polskim Komitecie Olimpijskim (jak i w MKOL) i Radzie Naczelnej Organizacji Ziemiańskich. Szczególnie mocno zasłużył się w organizacji wyjazdu polskich sportowców na Olimpiadę w Paryżu w 1924 r. Krótko po zakończonej misji w Stanach Zjednoczonych wziął udział w ważnych spotkaniach z rumuńską parą królewską, która odwiedziła Polskę w czerwcu 1923 r. Kazimierz Lubomirski zmarł w 1930 r.
1 H.S. Gibson, Amerykanin w Warszawie 1919-1924. Niepodległa Rzeczpospolita oczami pierwszego ambasadora Stanów Zjednoczonych, wybór tekstów i oprac. V.H. Reed, M.B.B. Biskupski, J. Böhler, J.R. Potocki, Kraków 2018, s. 103.
2 ANK, Archiwum Lubomirskich, sygn. 29/633/1013, List L. Ocetkiewicza do ks. K. Lubomirskiego oraz listy przychodzące do L. Ocetkiewicza, List Kazimierza Lubomirskiego z 2 stycznia 1922 r., s. 172-173.
