Tradycje edukacyjne domu generalnego skrytego Zgromadzenia Sióstr Służek Najświętszej Maryi Panny Niepokalanej w Mariówce – miejscowości leżącej bezpośrednio po wojnie w województwie łódzkim, a następnie kieleckim – sięgają okresu międzywojennego.
Choć czas II wojny światowej przyniósł zajęcie gmachów szkolnych przez okupanta niemieckiego, a wycofujące się w styczniu 1945 r. wojska sowieckie pozostawiły infrastrukturę Mariówki w złym stanie, zakonnice natychmiast przystąpiły do odbudowy. Już w marcu tego roku uruchomiły Prywatne Koedukacyjne Gimnazjum Ogólnokształcące im. Królowej Jadwigi. Wkrótce ofertę edukacyjną rozszerzono o bursy dla młodzieży oraz kursy wieczorowe dla dorosłych.
Zagrożenie dla nowej ideologii
Dla kształtującego się systemu komunistycznego niezależna szkoła prowadzona przez zgromadzenie zakonne stanowiła barierę w szybkiej ideologizacji młodego pokolenia. Z tego powodu już od 1945 r. placówki w Mariówce poddawano permanentnym i rygorystycznym kontrolom oraz wizytacjom władz oświatowych w Łodzi.
Sytuacja uległa dalszemu pogorszeniu w 1950 r., gdy w wyniku reformy administracyjnej Mariówka przeszła pod zarząd Kuratorium Oświaty w Kielcach. Wówczas wizyty urzędników państwowych stały się formą uporczywego nękania, mającego na celu utrudnienie normalnego funkcjonowania placówek.
Równolegle z naciskami administracyjnymi, sprawą Mariówki zajął się Wojewódzki Urząd Bezpieczeństwa Publicznego (WUBP) w Kielcach. W optyce oficerów bezpieki działalność sióstr była definiowana jako wybitnie „wroga wobec ustroju”. W raportach zarzucano zakonnicom m.in. szerzenie „antyspółdzielczej propagandy” wśród lokalnej społeczności wiejskiej, kolportowanie wydawnictw o treści antyradzieckiej oraz prowadzenie edukacji młodzieży w duchu klerykalnym.
Likwidacja szkół i zmiana strategii bezpieki.
Naciski na Mariówkę wpisywały się w szeroko zakrojoną, ogólnopolską politykę władz komunistycznych, której celem była likwidacja szkolnictwa katolickiego. Poza bezpośrednimi uderzeniami w zgromadzenie, presji poddawano również samych uczniów. Młodzież zmuszano do uczestnictwa w nowo ustanowionych świętach państwowych, zakładania kół Towarzystwa Przyjaźni Polsko-Radzieckiej oraz wstępowania w szeregi komunistycznego Związku Młodzieży Polskiej.
Ostatecznie, poprzez skumulowane represje prawno-administracyjne, permanentne szykany oraz aresztowania mające złamać opór zakonnic, władze PRL doprowadziły do zamknięcia 30 czerwca 1954 r. ostatniej placówki oświatowej w Mariówce. Likwidacja szkół nie oznaczała jednak końca zainteresowania ze strony aparatu bezpieczeństwa. Fakt, że Służki były zgromadzeniem niehabitowym (działającym bez zewnętrznych wyróżników), budził w strukturach SB dużą podejrzliwość. Zakonnice pozostawały pod obserwacją ze względu na ich dalszą, nieformalną pracę z dziećmi, pomoc udzielaną duchownym, a także bieżące kontakty z kurią diecezjalną.
Formalne ramy inwigilacji zaczęły się zacieśniać, 17 marca 1958 r. założono teczkę zagadnieniową o kryptonimie „Kawki”, dedykowaną bezpośrednio zgromadzeniu w Mariówce. Rok później sprawa ta została włączona do większej sprawy obiektowej o kryptonimie „Siostry”, w ramach której SB prowadziła scentralizowaną inwigilację wszystkich żeńskich zgromadzeń zakonnych działających na terenie województwa kieleckiego w latach 1959–1972.
„Po wyzwoleniu Służki przyjęły wrogą postawę wobec władzy ludowej…”
Nadzór nad niehabitowymi zakonnicami stał się na tyle istotnym elementem działań SB, że w 1961 r. zdecydowano o wszczęciu odrębnej sprawy obiektowej o kryptonimie „Służki”.
Uzasadnienie tej decyzji jednoznacznie odsłaniało obawy aparatu bezpieczeństwa. Problemem była przede wszystkim duża liczebność zgromadzenia – w samym tylko domu generalnym w Mariówce mieszkały wówczas 124 zakonnice. W oficjalnych dokumentach pisano o „wrogiej działalności prowadzonej przez członkinie tego zgromadzenia pod osłoną kultu religijnego”.
W rzeczywistości owo „zagrożenie” polegało na stałych kontaktach zakonnic z lokalną ludnością, ich bezpośrednim wpływie na dzieci i młodzież oraz bezwzględnym przywiązaniu do hierarchii kościelnej.
Dodatkowym czynnikiem utrudniającym kontrolę był fakt, że zakon należał do zgromadzeń rodzimych (powstał w Polsce w 1905 r., a w 1961 roku posiadał trzy prowincje w kraju i jedną w USA) oraz podlegał wyłącznej jurysdykcji ordynariusza diecezji sandomierskiej, biskupa ks. Jana Lorka. Hierarcha ten był postrzegany przez władze PRL wybitnie negatywnie i znajdował się pod stałą, intensywną inwigilacją.
„Brak nam jest cennej agentury…”
Próby wniknięcia w struktury sióstr bezhabitowych SB podejmowała już w latach 50., jednak działania te okazały się bezowocne. Niepowodzenia te tłumaczono faktem, że zakonnice przez długi czas po wojnie nie ujawniały swojego statusu, działały niezwykle ostrożnie, a jednocześnie aktywnie prowadziły nabór do zakonu i tworzyły nowe placówki. Pierwsze, w dodatku przypadkowe, kontakty operacyjne z osobami z bliższego otoczenia Służek nawiązano dopiero na początku lat 60. w Płocku (ówczesne województwo warszawskie).
Mimo usilnych starań zmierzających do pozyskania agentury w Mariówce, SB przyznawała w raporcie z 1963 r.:
„Rozeznanie operacyjne w zakonie (…) posiadamy szczupłe. W zagadnieniu tym brak nam jest cennej agentury wywodzącej się z aktywu zakonu, przez co nie jesteśmy w stanie znać zamiarów działania tegoż zakonu”.
Do prób infiltracji zakonu wykorzystywano głównie osoby świeckie jako Kontakty Operacyjne (KO). Ludzie ci nie mieli jednak większego rozeznania w sprawach wewnętrznych zgromadzenia, co czyniło ich doniesienia mało wartościowymi. Próby realnego werbunku przynosiły mizerne efekty – zdołano wytypować zaledwie dwie osoby do opracowania i to wyłącznie spośród osób świeckich. Same zakonnice odmawiały współpracy; jedna z nich (w dokumentach oznaczona inicjałami WJ) wprost oświadczyła funkcjonariuszom, że może prowadzić rozmowy jedynie na tematy ogólne.
Pewien wyłom w tej hermetycznej strukturze nastąpił dopiero pod koniec lat 60. W latach 1968-1972 informacji o zgromadzeniu dostarczała TW o kryptonimie „Irena”, która była zakonnicą pozyskaną przez bezpiekę wskutek jej osobistych kłopotów. „Irena” współpracowała przez kilka lat i przekazywała wiadomości dotyczące bieżących wydarzeń w zakonie, jednak nawet w jej przypadku SB napotykało wyraźną barierę. Gdy żądano od niej informacji dotykających głębokich spraw wewnętrznych – takich jak wynoszenie tajnych dokumentów zgromadzenia – odmawiała.
W tym samym okresie wykorzystywało również TW „Stanisława” – osobę świecką, jednak jego donosy były lakoniczne i niezbyt wnikliwe, przez co nie dawały pełnego wglądu w życie wspólnoty. Do końca trwania sprawy nie udało się pozyskać innych tajnych współpracowniczek w zakonie, których informacje pozwoliłyby rozszerzyć wiedzę SB o zgromadzeniu.
Wobec oporu środowiska zakonnice starano się złamać innymi metodami. Funkcjonariusze SB wnioskowali o instalację podsłuchu w klasztorze oraz zaproponowali szczegółowe zbadanie kwestii własności ziemi posiadanej przez siostry w Mariówce, co otwierało drogę do dotkliwych sankcji ekonomicznych.
Bilans sprawy „Służki”
Mimo czasowych sukcesów operacyjnych i pozyskania nielicznych źródeł informacji, ostateczny bilans działań Służby Bezpieczeństwa na tym polu okazał się dla komunistycznego reżimu niekorzystny. Dokumenty z archiwów IPN jasno pokazują, że zarówno zakony o ścisłej klauzurze, jak i zgromadzenia niehabitowe w całym województwie kieleckim stworzyły strukturę niemal całkowicie odporną na systemową inwigilację.
Choć oficerom bezpieki udawało się niekiedy przełamać opór pojedynczych osób – bezwzględnie wykorzystując do tego ich lęki, kryzysy osobiste czy dramatyczne sytuacje życiowe – to ze względu na znikomą ilość zwerbowanych, sieć agenturalna miała ograniczone możliwości. W zderzeniu z głęboką formacją duchową, wzajemnym zaufaniem i solidarnością zakonnic, machina SB okazała się bezradna.
