W Okręgu AK Kraków (kryptonim „Muzeum”) do akcji „Burza” jako pierwszy przystąpił Podokręg AK Rzeszów (obejmował obszar zbliżony do dzisiejszego Podkarpacia: od Przemyśla i Lubaczowa po Jasło, Mielec i Sandomierz), gdy pod koniec lipca wkroczyły tam oddziały Armii Czerwonej.
W pierwszych dniach sierpnia w Małopolsce rozeszły się wieści o wybuchu powstania w Warszawie. Towarzyszyły im nastrój podniecenia, radość, jak i – postępująca z biegiem czasu – niepewność i troska.
Akowcy zaatakowali wycofujące się oddziały niemieckie. Mimo początkowej współpracy taktycznej z oddziałami sowieckimi, m.in. podczas zajmowania Rzeszowa i w lokalnych starciach z Niemcami, już po kilku dniach żołnierze podziemia doświadczyli rozbrajania i aresztowań.
Wieści o wrogiej postawie ZSRS i zatrzymaniach dokonywanych przez NKWD docierały też do Krakowa. Tu skupiano się jednak na dywersji przeciwko Niemcom i przeciwdziałaniu ich aktywności, gdy po wyhamowaniu sowieckiej ofensywy wzmogli działania przeciwko walczącym na zapleczu frontu partyzantom.
Oddziały i zgrupowania
Gdy 24 lipca komendant Okręgu AK Kraków płk Edward Godlewski „Garda” wydawał rozkaz do rozpoczęcia „Burzy”, Armia Krajowa bądź już walczyła, bądź przeprowadzała mobilizację, zwiększając stany oddziałów partyzanckich. Siły okręgu wynosiły wówczas ok. 90 tys. zaprzysiężonych akowców (z czego aż 2/3 przypadało na Podokręg Rzeszów). W ramach planu odtwarzania sił zbrojnych oddziały AK, jako działająca w konspiracji część Wojska Polskiego, zaczęły przyjmować obok partyzanckich kryptonimów – nazwy jednostek WP z międzywojnia. Stawały się też formalnie kompaniami i batalionami, większe zgrupowania pułkami, dywizjami i grupami operacyjnymi: GO „Rzeszów”, „Kraków” i „Śląsk Cieszyński”.
Już w pierwszych dniach sierpnia w Małopolsce rozeszły się wieści o wybuchu powstania w Warszawie. Towarzyszyły im nastrój podniecenia, radość, jak i – postępująca z biegiem czasu – niepewność i troska o los walczącej stolicy. Nowiny, początkowo pełne entuzjazmu, przekazywane z ust do ust, popychały ochotników do zgłaszania się do oddziałów, miejscami dawały też impuls do wzmożenia działań przeciw Niemcom. Szeregi „leśnych” zasilała także młodzież uciekająca z miast – szczególnie z Krakowa – przed aresztowaniami.
Największe zgrupowania partyzanckie utworzono w Inspektoracie Miechów (obwody Miechów, Pińczów i Olkusz) oraz na południe od Wisły, na terenach zalesionych i górskich, sprzyjających działaniom partyzanckim. W północnej części Okręgu Kraków powstały zalążki 106. Dywizji Piechoty AK – jednej z najliczniejszych jednostek partyzanckich okręgu, bo liczącej niemal 2 tys. żołnierzy, lecz dość słabo uzbrojonej.
Na tym terenie działał też lepiej wyposażony i doświadczony w walce Samodzielny Batalion Partyzancki „299”, zwany baonem „Skała”, sformowany z oddziałów Kedywu okręgu, sięgający 450 ludzi.
Obwód Kraków-Miasto wystawił dwa oddziały pod kryptonimem „Żelbet”, działające początkowo na północ od stolicy Małopolski. We wrześniu 1944 r. przeszły one na południowy brzeg Wisły, w rejon Myślenic, gdzie rozrosły się o dwa kolejne utworzone w obwodzie oddziały. Liczebność Zgrupowania „Żelbet” formującego 20 pp w ramach 6. Dywizji Piechoty AK, sięgała podczas „Burzy” 160 żołnierzy. W Inspektoracie Tarnów organizował się z kolei I batalion 16 pp AK „Barbara”; liczebność jego oddziałów sięgała do 600 ludzi. Na Bocheńszczyźnie działał oddział partyzancki „Wicher”, walczyły też scalone z AK liczne na tym terenie oddziały konspiracji narodowej. Oddziały Obwodu Myślenice tworzyły Zgrupowanie „Kamiennik” (300–400 partyzantów).
Śladem Wilna i Lwowa także w Krakowie przewidywano wystąpienie przeciwko Niemcom i opanowanie miasta.
W południowo-zachodniej części Okręgu AK Kraków, zwłaszcza w jego górzystym terenie, działały oddziały partyzanckie „Chełm”, „Limba” i „Setka”, które tworzyły 12 pp AK „Ziemi Wadowickiej”; „Harnasie” (zalążek 3. Pułku Strzelców Podhalańskich AK) oraz oddział „Huta-Podgórze”, złożony w większości ze Ślązaków i mieszkańców ziem wcielonych do III Rzeszy. Każdy liczył po kilkudziesięciu partyzantów. Oddziały Inspektoratu Nowy Sącz sformowały zaś 1. Pułk Strzelców Podhalańskich AK, podzielony na cztery bataliony, o łącznym stanie przekraczającym 1 tys. żołnierzy. W Krakowskiem walczył też m.in. bitny i dobrze uzbrojony oddział ppor. Gerarda Woźnicy „Hardego”, który z Olkuskiego przeszedł na południowy brzeg Wisły; jego liczebność sięgała 200 ludzi.
Wszystkie te oddziały miały ustalone na poziomie sztabowym zadania na wypadek rozpoczęcia „Burzy”. Na przeszkodzie w realizacji konspiracyjnych planów stanęły natomiast zarówno zahamowanie ofensywy sowieckiej, jak też trapiące okręg kolejne aresztowania. Już 24 marca 1944 r. w jednym z lokali konspiracyjnych przy ul. Dietla Niemcy zatrzymali komendanta Okręgu Kraków cc płk. Józefa Spychalskiego „Lutego”. Była to część większej „wsypy”, która objęła wówczas Okręg Krakowski AK. Kolejny cios wymierzono podziemiu 11 sierpnia 1944 r., gdy również w Krakowie aresztowano inspektora Komendy Głównej AK gen. Stanisława Rostworowskiego „Odrę”, którego przewidywano w czasie działań powstańczych na dowódcę połączonych sił trzech okręgów AK: Kieleckiego, Krakowskiego i Śląskiego. Półtora miesiąca później, 27 września 1944 r., został zatrzymany dowódca GO „Śląsk Cieszyński” gen. Brunon Olbrycht „Olza”, którego już następnego dnia odbił wadowicki oddział dywersyjny. Z kolei 19 października wpadł w ręce okupantów płk Edward Godlewski „Garda”. Aresztowania dotknęły także dowództwa inspektoratów i struktur terenowych.
Powstanie, którego nie było
Śladem Wilna i Lwowa także w Krakowie przewidywano wystąpienie przeciwko Niemcom i opanowanie miasta. Wstępne plany zakładały m.in. desant spadochronowy na zachód od Krakowa oraz zajęcie lotniska w Rakowicach. Gdy wiosną 1944 r. Komenda Główna AK rozkazała Okręgowi „Muzeum” poczynienie planów do akcji powstańczej, wskazała ok. 70 głównych celów ataku w mieście. Partyzanci baonu „Skała” i oddziały „Żelbetu” (w gotowości były też oddziały spod Myślenic) mieli przedostać się do Krakowa i uderzyć m.in. na koszary na kopcu Kościuszki i w domu studenckim „Żaczek”, lotnisko polowe na Błoniach, a także zająć wykorzystywany przez Niemców gmach Muzeum Narodowego i Dworzec Główny. 25 lipca 1944 r. komendant „Muzeum” płk „Garda” zarządził stan czujności do powstania. Przygotowywano się także pod Krakowem, szykując apteki, dwory i plebanie do przyjmowania i opatrywania rannych.
Powstaniu w Krakowie sprzeciwiali się również politycy działających w konspiracji partii, niezależnie od opcji politycznej, oraz Kościół.
Tymczasem w mieście, przez okupanta zamienionym w stolicę Generalnego Gubernatorstwa, stacjonowało nie tylko wojsko niemieckie (zarówno w stałych garnizonach, jak też oddziały rekonwalescentów i jednostki przesuwane przez węzeł krakowski na front), ale też duże siły policyjne. Były tu zlokalizowane liczne urzędy (niemieccy urzędnicy mogli posiadać broń) i służby. Na wieść o powstaniu w Warszawie czujność Niemców wzmogła się: pospiesznie umacniano różne punkty miasta, wzmacniano garnizon. 6 sierpnia przeprowadzono również największą dotąd w Krakowie akcję prewencyjnych aresztowań: podczas „czarnej niedzieli” zatrzymano ok. 6 tys. osób.
Generał Tadeusz Komorowski „Bór” depeszował 23 sierpnia 1944 r.:
„Walka o Warszawę mimo dużych strat w ludziach i w materiale daje nam potężny atut w rozgrywkach politycznych. Obecnie zależy mi bardzo, by obok Warszawy nastąpiło silne uderzenie na Niemców jeszcze w Okręgu »Muzeum«. Drobne działania już nie mają znaczenia. W związku z tym: wykonajcie akcje na szerszą skalę przez opanowanie Krakowa lub w ostateczności Tarnowa”.
Szczęśliwie dla Krakowa i jego mieszkańców płk „Garda” pozostawał realistą: był świadomy dysproporcji sił i niedostatecznego uzbrojenia oraz tego, że nierealny jest desant spadochroniarzy pod Alwernią czy choćby zaopatrywanie powstańców poprzez zrzuty w konieczną ilość broni i amunicji. Powstaniu w Krakowie sprzeciwiali się również politycy działających w konspiracji partii, niezależnie od opcji politycznej, oraz Kościół. Tymczasem choć Armii Czerwonej udało się dojść do Wisły i uchwycić przyczółek baranowsko-sandomierski, a sowieckie czołgi widziano pod Nowym Korczynem, 70 km od Krakowa, niemieckie kontrataki powstrzymały dalsze postępy ofensywy, która wyhamowała nad Nidą i na wysokości Rzeszowa.
Powstanie w Krakowie ostatecznie nie wybuchło. Na pomoc walczącej Warszawie wyruszył batalion „Skała”, ale jego marsz Niemcy powstrzymali 11 września 1944 r. po wielogodzinnej bitwie pod Złotym Potokiem.
Rzeczpospolite partyzanckie
„Cała okolica już wie o naszych oddziałach, nie mamy potrzeby robić żadnej tajemnicy z naszej tu obecności. O kilkanaście kilometrów wokoło rządzą jeszcze wszędzie Niemcy, a my tu tworzymy niezależną i niepodległą wyspę. Nikt nie składa kontyngentów, ani ziarna, ani mleka czy mięsa, nikt nie boi się policji, niemieckich gróźb i donosów. Jesteśmy tu sami Polacy i mamy swoją Polskę”
– zapisała w dzienniku Zofia Horodyńska „Stokłosa”, żona komendanta Obwodu AK Myślenice ppor. Wincentego Horodyńskiego „Kościeszy”.
Niemcy, nie mogąc tolerować istnienia obszarów opanowanych przez partyzantkę na bezpośrednim zapleczu stopniowo przybliżającego się frontu, przystąpili do likwidacji „partyzanckich republik”.
Jeszcze nim zaczęła się „Burza”, na terenie okręgu istniały obszary opanowane przez konspirację, gdzie likwidowano posterunki niemieckiej żandarmerii i policji, a władzę przejmowali przedstawiciele Polskiego Państwa Podziemnego. Zwano je rzeczpospolitymi partyzanckimi. Pod koniec lipca istniały „Rzeczpospolita Iwonicka” położona w Beskidzie Niskim, „Rzeczpospolita Kazimiersko-Proszowicka” (zwana też Pińczowską), na granicy dzisiejszych województw małopolskiego i świętokrzyskiego, „Rzeczpospolita Raciechowicka” pod Myślenicami. Także niektóre obszary górskie, jak gorczańskie Ochotnica i Szczawa, pozostawały pod kontrolą partyzantów. Nie wszyscy jednak z entuzjazmem podchodzili do tej demonstracji siły.
Tworzenie „niepodległej wyspy” przez „Kościeszę”, choć radowało serca widokiem polskich flag i orzełków na mundurach akowców, z obawą przyjmowali niektórzy teraz zdekonspirowani żołnierze terenówki, jak też okoliczni mieszkańcy bojący się zemsty okupanta. Ich obawy często niestety okazywały się słuszne. Niemcy, nie mogąc tolerować istnienia obszarów opanowanych przez partyzantkę na bezpośrednim zapleczu stopniowo przybliżającego się frontu, przystąpili do likwidacji „partyzanckich republik”. Ich elementem były pacyfikacje – pod tym eufemizmem kryło się najczęściej otaczanie wsi przez oddziały niemieckiej policji, ich palenie, mordowanie mieszkańców oraz aresztowania i wywózki do obozów koncentracyjnych.
Partyzanci oddziału „Żelbet I” (20 pp AK) w Komornikach koło Raciechowic, przełom września i października 1944 r. Nad namiotem polska flaga, nieformalny sztandar oddziału (fot. zbiory Piotra Sadowskiego)
Oddział „Harnaś I” z 3 Pułku Strzelców Pod- halańskich AK w marszu. Na czele por. Henryk Gallas „Hańcza”. W przeciwieństwie do wielu zdjęć z okresu wojny, fotografia najpraw- dopodobniej nie jest pozowana; widać na niej partyzantów obciążonych pełnym ekwipunkiem, z chlebakami i plecakami (fot. z zasobu IPN)
Dywersja i partyzanckie bitwy
Partyzanci w ramach „Burzy” rozbijali placówki żandarmerii i innych służb okupacyjnych, odbijali aresztowanych: z więzienia w Wiśniczu żołnierze 12 pp AK „Ziemi Bocheńskiej” uwolnili 128 więźniów politycznych i zdobyli broń. W Kalwarii Zebrzydowskiej wydostano z rąk Niemców dowódcę GO „Śląsk Cieszyński”, gen. „Olzę” (to najwyższy stopniem oficer AK schwytany przez okupanta i oswobodzony z niewoli). Zgrupowania partyzanckie ochraniały też lokalne społeczności, np. zwalczając pospolitych przestępców. Skuteczne akcje organizował ppor. „Hardy”, który wraz z oddziałem nocą z 25 na 26 lipca 1944 r. bez strat własnych opanował Wolbrom, gdzie opróżniono niemieckie magazyny. W Tokarni koło Myślenic jeden z oddziałów „Żelbetu” okrążył i zmusił do poddania się sześćdziesięcioosobowy oddział Wehrmachtu. Rozbrajani byli pojedynczy Niemcy i małe grupy żołnierzy, policjantów, funkcjonariuszy różnych formacji okupacyjnych (np. straży leśnej, straży celno-granicznej).
Obok jednostek AK działały także scalone z nią oddziały partyzantki ludowej (Batalionów Chłopskich) oraz narodowej. Jedną z głośniejszych ich akcji stało się zastrzelenie przez partyzantów oddziału NOW-AK „Jastrzębski” w Wieruszycach koło Bochni gen. mjr. Waltera Herolda, dowódcy niemieckiej 10. Dywizji Grenadierów Pancernych.
Do historii poszczególnych zgrupowań przeszły przede wszystkim tzw. partyzanckie bitwy, starcia z niemieckimi obławami: w Glichowie walczyli partyzanci „Murawy”, pod Jamną z pierścienia okrążenia wyrwał się batalion „Barbara” 16 pp AK, w Ochotnicy bili się partyzanci 1 PSP AK. Dotkliwe straty poniosło zgrupowanie oddziałów „Murawy” i „Żelbetu” zaatakowane 29 listopada podczas kwaterowania w masywie Kotonia pod Myślenicami. Strat uniknęli natomiast partyzanci 12 pp AK „Ziemi Wadowickiej”, 3 PSP AK i partyzantki sowieckiej kwaterujący na Hali Malinowej, którzy na wieść o wyruszeniu niemieckiej obławy przeczesującej pasmo Policy wycofali się na Orawę. Przebieg starć pokazuje, że przyjęte walki z obławami, choćby nawet udawało się przeciwnika powstrzymać i przeprowadzić odwrót, kończyły się stratami po stronie partyzantów, często także utratą obozowiska, zaopatrzenia i wyczerpaniem szczupłych zasobów amunicji.
Niedobór uzbrojenia i amunicji stanowił główny problem w warunkach walki partyzanckiej. Korzystano z uzbrojenia zachowanego po wrześniu 1939 r. i zdobytego na okupantach. Braki starano się uzupełnić własną, konspiracyjną produkcją: w Krakowie działało szefostwo Produkcji Konspiracyjnej Broni „Ubezpieczalnia”, produkowano tu granaty i – od połowy 1943 r. – pistolety maszynowe Sten (szacunkowo kilkaset sztuk). Własna produkcja, obejmująca kilkaset Stenów i 25 tys. granatów nie wystarczała do pełnego uzbrojenia rosnących szeregów. Sytuację po części poprawiały zrzuty: do 1943 r. tylko sporadyczne, w 1944 r. na zrzutowiska – m.in. „Żywicę” koło Budzowa, „Sójkę” na Dzielcu koło Słopnic czy „Wilgę” koło Szczawy – trafiły broń, amunicja i leki. Była to jednak kropla w morzu potrzeb.
„Zebraliśmy się przy wale wiślanym, dostaliśmy karabiny i po 5 naboi, każdy załadował i rozładował, dla przeszkolenia. Strzelać, nie strzelaliśmy, bo amunicji mieliśmy tylko tyle, a broni – tych pięć karabinów i jeden pistolet. Taka była u nas »Burza«”
– wspominał konspirator BCh ze scalonej z AK placówki w podkrakowskich Brzegach.
Wyhamowanie sowieckiej ofensywy, umacnianie się Niemców, obławy wymierzone w partyzantkę połączone z akcjami represyjnymi przeciwko ludności sprawiły, że akcja „Burza” została odgórnie wyhamowana: płk „Garda” rozkazał wstrzymać działania i ograniczyć dywersję do „polowania na broń”. Duże zgrupowania okazywały się trudne do zakwaterowania i wyżywienia, były też bardziej narażone na działania okupanta. Komendant Okręgu Kraków nakazał więc redukować stany oddziałów do 25 ludzi. Ale demobilizacja często okazywała się już niemożliwa – ludzi „spalonych” nie można było tak po prostu rozpuścić do domów. W praktyce urlopowanie żołnierzy i wygaszenie działań nastąpiło dopiero pod koniec roku, wobec zbliżającej się zimy, osłabienia morale części partyzantów i skutecznych akcji niemieckich. Działania „w terenie” miały przejąć teraz Oddziały Specjalne AK – nieliczne, za to złożone z wybranych żołnierzy, dobrze uzbrojonych i umundurowanych, przeprowadzających dywersję przeciw Niemcom i zwalczających szerzący się pod koniec roku bandytyzm.
„Nową okupację musimy przetrwać”
W Okręgu Kraków walkę z Niemcami prowadzono do ostatnich dni okupacji niemieckiej. Na przełomie 1944 i 1945 r. skala dywersji była już jednak znacznie mniejsza niż latem 1944 r. Wieści docierające z Podokręgu Rzeszów o represjach wobec żołnierzy AK spowodowały z kolei odejście od koncepcji współdziałania z Sowietami i ujawniania się przed nimi. Rozpatrywano różne warianty działań: przebijanie się oddziałów AK do Austrii lub rozwiązanie szeregów i przejście do jeszcze głębszej konspiracji. Szczegółowych wytycznych do stycznia 1945 r. jednak nie wydano i gdy ruszyła ofensywa Armii Czerwonej, decyzje podejmowali lokalni dowódcy w inspektoratach, a nawet w samych oddziałach. Rozkaz o rozwiązaniu AK przyjmowano z mieszanymi uczuciami, zwłaszcza, że towarzyszyła mu niepewność co do dalszego losu, brak precyzyjnych rozkazów, pospieszne ukrywanie broni i dokumentów.
Tworząc na początku 1945 r. „Wytyczne na okres po rozwiązaniu AK” kolejny komendant Okręgu Kraków, cc płk Przemysław Nakoniecznikoff „Kruk 2”, podkreślał zasługi AK w walce z Niemcami oraz ciągłość podległości władzom polskim na uchodźstwie. Precyzował i rozwijał rozkaz rozwiązujący AK, nie namawiał do podejmowania otwartej walki z Sowietami, ale przestrzegał przed tworzonymi przez nich pozorami wolności; dawał wskazówki, jak przetrwać rządy komunistów i paraliżować ich działania. Kolejne dni przyniosły jednak aresztowania i represje, a w konsekwencji tworzenie nowej, już antykomunistycznej konspiracji.
Tekst pochodzi z numeru 1-2/2024 „Biuletynu IPN”
