Po zakończeniu walk w październiku 1944 r. w Warszawie Komenda Główna Armii Krajowej praktycznie dowodziła okręgami położonymi na zachód od linii frontu sowiecko-niemieckiego. Jednak wówczas nie było kontaktu z okręgami Pomorskim i Poznańskim.
Okręg Pomorski Armii Krajowej
Próby nawiązania łączności z Pomorzem podjęto w listopadzie 1944 r. Niezależnie od przerwanej łączności Okręg Pomorski AK prowadził pracę podziemną, przygotowując się do podjęcia otwartej walki. Od września do listopada 1944 r. łączniczka Komendy Okręgu – Irena Jagielska „Ewa” przekazała do niższych szczebli organizacyjnych wiele rozkazów, które wydał szef sztabu mjr Józef Chyliński „Kamień”, „Rekin”. W tym czasie zintensyfikowano kursy sanitarne oraz zabezpieczano kwatery i lokale konspiracyjne. Starano się zorganizować pomoc dla ludności cywilnej, która mogła zostać najbardziej dotknięta działaniami wojennymi. Prowadzono także nasłuch radiowy. Okręg Pomorski starał się rozbudowywać sieć wywiadu, zwłaszcza przemysłowego i kolejowego. Zwrócono też uwagę na wzmacnianie posterunków policji, a nawet wojska w obrębie Borów Tucholskich, gdzie egzystowały oddziały partyzanckie.
Rozkaz Komendy Okręgu Pomorskiego z 1 października 1944 r. nakazywał przeprowadzenie rozpoznania sił nieprzyjaciela i ewentualne przeciwdziałanie próbom niszczenia ważnych obiektów przez wycofujące się wojska niemieckie.
Rozkaz Komendy Okręgu Pomorskiego z 1 października 1944 r. nakazywał przeprowadzenie rozpoznania sił nieprzyjaciela i ewentualne przeciwdziałanie próbom niszczenia ważnych obiektów przez wycofujące się wojska niemieckie. Starano się więc rozpoznać lokalizację niemieckiego aparatu administracyjnego, sił policyjnych i wojskowych. Prawie wszystkie szczeble organizacyjne Okręgu Pomorskiego AK nadsyłały meldunki zawierające informacje o miejscach stacjonowania poszczególnych oddziałów wojska, policji i różnego rodzaju służb pomocniczych. Meldunki nadchodziły także z Podokręgu Północno-Zachodniego.
Częściowo zachowane dokumenty obejmują okres od czerwca do grudnia 1944 r., ale z relacji wiadomo, że obserwacja była prowadzona do końca okupacji niemieckiej. W czerwcu 1944 r. na Pomorzu pojawiły się sowieckie grupy desantowe o charakterze dywersyjno-wywiadowczym i rozpoznawczym, podlegające dowództwu 1. i 2. Frontu Białoruskiego. Operowały one do połowy lutego 1945 r. Oficjalnie ich zadaniem było prowadzenie dywersji i wywiadu za linią frontu, a także zaktywizowanie miejscowej partyzantki. Natomiast nieoficjalnie chodziło o rozpoznanie terenu, w tym organizacji podziemnych działających na Pomorzu, jak również rozpowszechnianie materiałów propagandowych utworzonego przez Stalina Polskiego Komitetu Wyzwolenia Narodowego.
Polskie oddziały partyzanckie miały stanowić zalążki odtwarzanych sił zbrojnych. Komenda Okręgu Pomorskiego kładła więc nacisk na rozwój partyzantki. Działalność ta rozwinęła się głównie w 1944 r. Do najbardziej znanych akcji należy zaliczyć m.in. uderzenie zgrupowania oddziałów partyzanckich „Świerki” i „Jedliny” wraz z grupą desantu sowieckiego na Czersk Świecki w nocy z 21 na 22 września 1944 r. Akcją dowodzili ppor. Alojzy Bruski z AK i por. Kazimierz Waluk z grupy desantowej. Zaatakowano magazyny i szkołę, w której znajdowali się niemieccy lotnicy. Wobec nadchodzącej pomocy oddziałów wojskowych od strony Świecia i Grudziądza, partyzanci wycofali się bez strat. Na przełomie października i listopada 1944 r. na prawym brzegu Czarnej Wody (Wdy) w rejonie Starej Rzeki i Błędna walki toczyły oddziały partyzanckie AK Antoniego Makowskiego „Groma” i Huberta Bukowskiego „Sójki” ze Zgrupowania „Cisy-100”. W działaniach tych brały również udział dwie grupy rozpoznawczo-dywersyjne Armii Czerwonej. Zginęło tam ok. 20 partyzantów, w tym 8 Rosjan. Straty niemieckie nie są znane.
Trudno stwierdzić, w jakim stopniu mjr Trojanowski był zorientowany w planach „Burzy”. Wydaje się, że wobec utrudnionej, a w ostatnim czasie przerwanej łączności z Warszawą, rozkazy dotyczące akcji „Burza” na Pomorze nie dotarły. Tak było również w przypadku Okręgu Poznańskiego.
W warunkach pomorskich tego typu wystąpienia zbrojne, jak i inne drobniejsze potyczki stanowiły duże osiągnięcie i podtrzymywały ludność na duchu. Do zwalczania partyzantki Niemcy musieli używać specjalnych skoszarowanych oddziałów pościgowych (Jagdkommando), żandarmerii, a nawet Wehrmachtu. Przeprowadzane akcje partyzanckie w drugiej połowie 1944 r. nie miały jednak związku z planami powstańczymi z 1941 i 1942 r. opracowanymi przez Komendę Związku Walki Zbrojnej-Armii Krajowej ani później z „Burzą”.
W dotychczasowej literaturze przedmiotu dominował pogląd, że obszar Pomorza został objęty akcją „Burza”. Trzeba jednak postawić pytanie, czy rzeczywiście tak było, czy też planowano wystąpienia powstańcze. W zachowanych częściowo dokumentach Okręgu Pomorskiego, czyli rozkazach komendanta okręgu mjr. Franciszka Trojanowskiego „Fali” i szefa sztabu mjr. Chylińskiego, nie używano terminu „Burza”.
Trudno stwierdzić, w jakim stopniu mjr Trojanowski był zorientowany w planach „Burzy”. Wydaje się, że wobec utrudnionej, a w ostatnim czasie przerwanej łączności z Warszawą, rozkazy dotyczące akcji „Burza” na Pomorze nie dotarły. Tak było również w przypadku Okręgu Poznańskiego. Zwrócił na to uwagę historyk dr Marian Woźniak z Poznania, stwierdzając, że
„Okręgi Poznań i Pomorze nie otrzymały do »Burzy« żadnych wytycznych. Był to więc plan na tym obszarze formalnie nieznany”1.
Sam Trojanowski pisał o mającej nastąpić na Pomorzu „akcji powstańczej”, ale jednocześnie nazywał także „działaniami powstańczymi” walki prowadzone w ramach „Burzy” na Kresach Wschodnich i w Generalnym Gubernatorstwie. Jak wynika z meldunku nr 242 z 14 lipca 1944 r. skierowanego przez komendanta głównego AK gen. Tadeusza Komorowskiego „Bora” do Naczelnego Wodza gen. Kazimierza Sosnkowskiego:
„Okręgi leżące na zachód od Wisły rozkazów uzupełniających do Burzy jeszcze nie otrzymały. Zamierzam je wydać z chwilą stwierdzenia, jak będą się zachowywać Sowieci”2.
Jest tu mowa o „rozkazach uzupełniających”, więc sprawa byłaby prosta, gdyby istniała łączność pomiędzy Warszawą a Pomorzem i Wielkopolską. Ponadto w tym samym meldunku gen. Komorowski wyjaśniał, że oddziały AK są gotowe do podjęcia działań: a) w formie walki powstańczej; b) „Burzy” i jednocześnie powstania; c) względnie oddzielnie: „Burzy” i powstania, „lecz na różnych terenach” w zależności od sytuacji. Stwierdzono więc wyraźnie, że chodzi tutaj o trzy formy walki: a) powstania powszechnego, b) „Burzy” i powstania, c) powstania i „Burzy” oddzielnie. Być może jest to klucz do rozwiązania sprawy rozkazów Trojanowskiego nakazujących rozpoczęcie walki powstańczej „w odpowiedniej chwili”, a nie w ramach planu „Burza”. Cel i zadania „Burzy” określono bowiem następująco:
„Podkreślenie naszej woli bicia Niemców i to nawet w wypadku niekorzystnego dla nas stosunku sił, czyli wśród okoliczności nie zezwalających na podjęcie powszechnego powstania oraz samoobrona przed wyniszczeniem nas przez wycofujących się Niemców […]. Działania będą polegały na zaciętym nękaniu cofających się straży tylnych (ew. nawet oddziałów tylnych straży tylnej) na silnej dywersji na całej głębokości terenu, w szczególności na komunikację”3.
Nie jest wykluczone, że jakieś dane o planach „Burzy” mogły dotrzeć na Pomorze. Jest to jednak mało prawdopodobne, gdyż w zachowanych dokumentach nic nie ma na ten temat, pomijając brak łączności z Warszawą.
Nie jest wykluczone, że jakieś dane o planach „Burzy” mogły dotrzeć na Pomorze. Jest to jednak mało prawdopodobne, gdyż w zachowanych dokumentach nic nie ma na ten temat, pomijając brak łączności z Warszawą.
Akcja „Burza” trwała od stycznia 1944 r. do stycznia 1945 r., tj. od momentu wkroczenia wojsk sowieckich na Wołyń do końcowych walk podczas letniej ofensywy na linii dolnej Narwi–Wisły i Wisłoki i akcji zbrojnych w Okręgu Poznańskim. Poprzedzał je bezpośrednio okres działań dywersyjnych i partyzanckich o różnym natężeniu, charakterze i różnych formach.
Z relacji wynika, że określenie „Burza” pojawiło się na Pomorzu dopiero późną jesienią 1944 r., chociaż nie przywiązywano wówczas wagi do formalnej nazwy. Działo się to w czasie prób nawiązywania kontaktu z odtwarzaną Komendą Obszaru Zachodniego po upadku Powstania Warszawskiego. Do przeprowadzania akcji bojowych nie było jednak sprzyjających warunków. Dlatego w końcu grudnia 1944 r. łączniczka Komendy Okręgu Pomorskiego Jagielska rozwoziła po Pomorzu rozkaz, skierowany do niższych jednostek organizacyjnych, odwołujący „Burzę” na tym terenie. Prawdopodobnie był to jeden z ostatnich rozkazów mjr. Chylińskiego i został napisany w okresie świąt Bożego Narodzenia w Kruszynach Szlacheckich, gdzie major miał kwaterę.
Potem, 27 grudnia 1944 r., rozesłano go do poszczególnych inspektoratów. Rozkaz zawierał wytyczne dotyczące zabezpieczenia obiektów strategicznych, udzielania pomocy rannym żołnierzom polskim i sowieckim, a także byłym więźniom powracającym z obozów, stworzenia oddziałów samoobrony, rozwiązania oddziałów partyzanckich oraz obsadzania stanowisk państwowych po wojnie. Szef sztabu wezwał także młodzież do podjęcia nauki i zaniechania dalszej konspiracji. Uważał on bowiem, że dłuższe przebywanie w lesie może doprowadzić do deprawacji, której i tak sprzyjała tocząca się wojna.
Autorzy Polskich Sił Zbrojnych w drugiej wojnie światowej, oceniając ówczesną sytuację na terenie Obszaru Zachodniego, określili okręgi Poznań i Pomorze jako: „w owym czasie praktycznie martwe, jeśli chodzi o akcję »Burza«”. Poza tym wcześniejsze rozkazy: generałów Kazimierza Sosnkowskiego, Tadeusza Komorowskiego „Bora” i Stanisława Kopańskiego z sierpnia, października i listopada 1944 r., nakazywały ograniczenie do minimum akcji zbrojnych, dopuszczając akty samoobrony miejscowej ludności. Działania partyzanckie prowadzone na Pomorzu latem i jesienią 1944 r. nie mogły tym samym stanowić elementu „Burzy” czy samej akcji „Burza”, ponieważ wobec oddalenia frontu wschodniego byłyby sprzeczne z założeniami Komendy Głównej Armii Krajowej.
W tym czasie rozpoczęcie działań zbrojnych w jakiejkolwiek formie nie miało na Pomorzu żadnych szans powodzenia. Władze okupacyjne powołały przy komisarzu Rzeszy w Gdańsku Komisję Okręgową ds. Wojny Totalnej. Na początku września 1944 r. ukończony został tajny plan ewakuacyjny dla Okręgu Rzeszy Gdańsk-Prusy Zachodnie oznaczony kryptonimem „Ewa” („Eva-Plan”). Obszaru Pomorskiego miała bronić Grupa Armii „Wisła”, zorganizowana w drugiej połowie stycznia 1945 r. Chodziło o uniemożliwienie rozwinięcia ofensywy wojskom sowieckim w kierunku Gdańska i Poznania, a także niedopuszczenie do odcięcia Prus Wschodnich od Rzeszy.
Naczelne Dowództwo Wojsk Lądowych zamierzało bronić Pomorza, gdyż jego utrata oznaczała odcięcie od baz morskich i odsłonięcie północnego skrzydła frontów, co stwarzało dogodne warunki do podjęcia operacji berlińskiej. Mimo trudnej sytuacji frontowej przewaga militarna niemieckich sił zbrojnych nad oddziałami Armii Krajowej była miażdżąca, zwłaszcza jednostek pancernych i zmotoryzowanych, nie mówiąc już o lotnictwie czy flocie wojennej na Wybrzeżu Gdańskim.
Sytuacja na Ziemiach Zachodnich była bardzo złożona. Obszary te, mimo formalnego rozwiązania Armii Krajowej w dniu 19 stycznia 1945 r., nadal znajdowały się pod okupacją niemiecką i praca podziemna była tam kontynuowana aż do momentu wkroczenia wojsk sowieckich i polskich. Podejmowane sporadycznie akcje zbrojne, np. opanowanie lotniska w Bydgoszczy, zdobycie posterunku policji na Bielawkach, zabezpieczenie szpitala (obecnie Szpital Kliniczny im. dr. A. Jurasza), elektrowni miejskiej, mostów na Brdzie czy spektakularna akcja „B- 2” w Gdyni, polegająca na przekazaniu przez Tajny Hufiec Harcerzy dowództwu 2 Frontu Białoruskiego planów obronnych tego miasta, nie miały nic wspólnego ani z powstaniem, ani z „Burzą”4.
Zagrożenie niepodległości ze strony ZSRS spowodowało wydanie 5 stycznia 1945 r. przez komendanta okręgu ppłk. Jana Pałubickiego rozkazu przygotowującego szeregi Armii Krajowej do zadań w zmienionej sytuacji politycznej i militarnej. Nakazano też przerwanie współpracy z oddziałami sowieckimi na Pomorzu.
Aresztowania trwały do ostatnich dni okupacji niemieckiej. Później przyszły represje stosowane przez NKWD i UBP. Ujawnianie się żołnierzy i oficerów Armii Krajowej i Delegatury Sił Zbrojnych w Bydgoszczy, Gdańsku i Szczecinie nie uchroniło ich od represji i szykan.
„Burza” w Okręgu Poznańskim Armii Krajowej
Tak jak Okręg Pomorski również i Poznań nie otrzymał rozkazów do realizacji planu „Burza”. Z dotychczasowych ustaleń wynika, że ostatni zachowany meldunek komendy okręgu przesłano do Warszawy 23 listopada 1943 r., a już od wiosny 1944 r. łączność z Komendą Obszaru Zachodniego została przerwana. Ten stan rzeczy trwał do stycznia 1945 r. Również druga faza „Burzy”, oznaczona kryptonimem „Deszcz”, z 26 października 1944 r., polegająca na ograniczeniu do minimum działań zbrojnych, nie miała praktycznego odzewu na Pomorzu i w Poznańskiem. Podobnie było z rozkazem Komendanta Głównego AK z 8 stycznia 1945 r., skierowanym do Komendy Obszaru Zachodniego nakazującym ograniczenie wszelkich wystąpień bojowych.
Na Ziemiach Zachodnich do działań „burzowych” przygotowywały się okręgi Łódzki i Śląski. Wiadomo już, że po upadku Powstania Warszawskiego Komenda Główna Armii Krajowej czyniła wysiłki w celu nawiązania łączności z okręgami Pomorskim i Poznańskim. Przystąpiono do tworzenia Komendy Obszaru Zachodniego. Do Ostrowa Wielkopolskiego, gdzie kwaterował sztab Okręgu Poznańskiego z p.o. komendanta por./kpt. Janem Kołodziejem „Drwalem”, przesyłano różnego rodzaju rozkazy z Komendy Okręgu Pomorskiego. Jednak w okresie 1944–1945 poszczególne ośrodki Armii Krajowej działające na terenie Wielkopolski często nie miały ze sobą kontaktu. W tym czasie poważną siłą mającą możliwości działania były wielkopolskie Narodowe Siły Zbrojne. Na Ziemiach Zachodnich – w tym w Wielkopolsce – dominujące były wpływy obozu narodowego. Chęć odwetu za ponadpięcioletnią nieludzką okupację okazała się bardzo silna. Niemal cała Wielkopolska była gotowa do ostatecznej walki o niepodległość. Podejmowano wiele inicjatyw samodzielnych bez łączności z poszczególnymi dowódcami AK. Przykładowo jeszcze wiosną 1944 r. z inicjatywy dr. Gerwazego Świderskiego zaczęto organizować zespoły sanitarno-medyczne, które w momencie wybuchu powstania miały stanowić zalążek powstańczych lazaretów. Utworzone zostały one w styczniu 1945 r. w Krotoszynie, Pleszewie i Marysinie.
Oddziały Armii Krajowej w okręgu 2 sierpnia 1944 r. zostały postawione w stan „czujności”, co miało związek z wybuchem Powstania Warszawskiego. Podjęte działania bojowe lub powstańczo-bojowe nazywane są „wielkopolską wersją »Burzy«”, w odróżnieniu od ogólnopolskiej akcji „Burza”, gdyż jak wiadomo rozkaz ten nie dotarł ani na Pomorze, ani do Poznania. Tak samo formalne rozwiązanie AK w styczniu 1945 r. nie miało tutaj żadnego znaczenia wobec trwającej okupacji niemieckiej. Walka była więc prowadzona nadal.
Ofensywa 1 Frontu Ukraińskiego i 1 Frontu Białoruskiego ruszyła 12 i 14 stycznia 1945 r. Dowództwo niemieckie, postanowiło bronić obszaru między Wisłą a Odrą, chcąc powstrzymać atak na Berlin. W końcu stycznia 1945 r. wojska sowieckie zajęły wiele miast Wielkopolski, a 26 stycznia rozpoczęły się walki o Poznań.
Inspektorat rejonowy Ostrów Wielkopolski posiadał pewne rozeznanie co do rozmieszczenia wojsk niemieckich i systemu obrony w Ostrowie. W dniu 10 stycznia 1945 r. miasta miały bronić: batalion Wehrmachtu, batalion Sturm Abteilungen (przekształcony w Volkssturm), żandarmeria, policja i służba więzienna – razem 1723 ludzi mających do dyspozycji broń ręczną, maszynową i pancerfausty. Natomiast siły polskie szacowano na 1640 żołnierzy. Na rozkaz st. ogniomistrza Ignacego Wierzby „Bonifacego” – dowódcy placówki AK w dzielnicy Zacharzew kryptonim „Lech” 18 stycznia 1945 r. doszło do mobilizacji oddziałów AK Inspektoratu Ostrów Wielkopolski. Dwa dni później dowództwo nad placówką objął ppor. Władysław Urban „Żbik”.
Do pierwszych starć polskich patroli z Niemcami doszło w godzinach porannych 21 stycznia 1945 r. Ostrzelano i rozbito wówczas dwa zmotoryzowane patrole niemieckie i czołg „Pantera”, który został zdobyty, a następnie wykorzystany do ostrzału rejonu Czekanowa, co spowodowało panikę wśród Niemców uznających to za atak czołgów sowieckich. Ponadto koło Moszczanki stoczono potyczkę zakończoną wzięciem do niewoli czterech żołnierzy i zdobyciem samochodu ciężarowego z motocyklem, rkm-em i bronią ręczną tak cenną dla walczących oddziałów AK. Poległ wówczas oficer Wehrmachtu. Broń zdobyto też w placówce „Lech” podczas dwóch zwycięskich potyczek. Z kolei pluton Kedywu zorganizował w Topoli Małej zasadzkę, w wyniku której wzięto do niewoli ośmiu Niemców.
Wspólne działania jednostek Armii Krajowej i wojsk sowieckich zakończyły się wejściem do Ostrowa piechoty sowieckiej. Podczas likwidacji przez oddziały AK grupy SS złożonej z Ukraińców wzięto do niewoli 36 żołnierzy.
W samym Ostrowie Wielkopolskim żołnierze Armii Krajowej zaczęli przygotowywać się do przejęcia obiektów przemysłowych pilnowanych jeszcze przez Volkssturm. Przy ulicach Grabowskiej i Raszkowskiej 23 stycznia 1945 r. doszło do wspólnych działań patrolu pancernego wojsk sowieckich i oddziału AK. Tego samego dnia ppor. Armii Krajowej inż. Kazimierz Buda objął dowództwo obrony miasta. Na terenie koszar 60 pułku piechoty rozpoczęto mobilizację. Na zwołanym wiecu red. Mieczysław Urbanowicz, Tadeusz Krasiński i Henryk Fink wystąpili z koncepcją utworzenia „Komitetu Obywatelskiego”. Przygotowano także odezwę do miejscowej ludności. Przystąpiono do tworzenia władz miejskich. Burmistrzem został Henryk Serwa, a komendantem „milicji” – ppor. T. Karasiński. Powstał Tymczasowy Komitet Miasta Ostrowa i Powiatu oraz patrol Ochotniczej Obrony Miasta. Z entuzjazmem wznoszono okrzyki na cześć Polski i Armii Czerwonej.
Nocą z 23 na 24 stycznia 1945 r. niedobitki niemieckiego XXIV Korpusu Pancernego weszły w kontakt z resztkami Korpusu Pancernego „Grossdeutschland”. Zamierzały się one przebić przez Ostrów, ale na przeszkodzie stanęły oddziały Armii Krajowej. Powstało jednak zagrożenie ponownego zajęcia miasta przez Niemców. Po pertraktacjach dowódców AK z Rosjanami (początkowo nie bardzo kwapili się do udzielenia pomocy) czołgi sowieckie zabezpieczyły Ostrów przed kolejną okupacją. Gwałtowne walki rozgorzały 24 stycznia, kiedy Niemcy zaatakowali miasto.
Wspólne działania jednostek Armii Krajowej i wojsk sowieckich zakończyły się wejściem do Ostrowa piechoty sowieckiej. Podczas likwidacji przez oddziały AK grupy SS złożonej z Ukraińców wzięto do niewoli 36 żołnierzy. Przyznali oni, że mieli rozkaz spacyfikowania miasta za „utrudnianie ewakuacji niemieckiej na zachód”. W Ostrowie było ok. 750 żołnierzy AK oraz członkowie Ochotniczej Obrony Miasta. Sowiecki komendant miasta mjr Aleksander Fieczin 26 stycznia 1945 r. wezwał dowódców AK i podziękował za wspólną walkę. Pochwalił również postawę mieszkańców, którzy zabezpieczyli dostawy wody i energii elektrycznej. Polacy musieli zdać broń i środki łączności.
Poznań w planach niemieckich stanowił obronną twierdzę. Od 20 stycznia 1945 r. ewakuowano stamtąd ludność niemiecką. Władze miasta brały poważnie pod uwagę wybuch powstania, w którym mogły wziąć udział oddziały AK i ludność polska. Dlatego komendant Poznania gen./mjr E. Mattern nakazał jego mieszkańcom opuszczenie domów. Wezwanie to poznaniacy zbojkotowali. Garnizon poznański liczył ok. 32 tys. dobrze uzbrojonych żołnierzy niemieckich. Pierwsze czołgi sowieckie dotarły do Poznania 23 stycznia 1945 r. Po dojściu głównych sił rozpoczęła się blokada miasta i w początkach lutego przystąpiono do szturmu. Poznań został zajęty przez wojska sowieckie 17 stycznia 1945 r. Cytadela poddała się 23 lutego 1945 r.
Wobec przeważających sił niemieckich jednostki Armii Krajowej nie mogły samodzielnie rozpocząć działań bojowych. Wyłoniła się konieczność nawiązania współpracy z wojskami sowieckimi.
Wobec przeważających sił niemieckich jednostki Armii Krajowej nie mogły samodzielnie rozpocząć działań bojowych. Wyłoniła się konieczność nawiązania współpracy z wojskami sowieckimi. Współdziałanie odbywało się najczęściej na zasadzie inicjatyw oddolnych w pierwszej kolejności ze strony ludności cywilnej, później oddziałów AK. Wzajemne stosunki cechowała nieufność, znany był bowiem stosunek Rosjan do Polskiego Państwa Podziemnego. Próby nawiązania ściślejszej współpracy przez por. Jerzego Kieszczyńskiego i ppor. Mieczysława Patzera w dniu 7 lutego 1945 r. nie znalazły zrozumienia ze strony dowództwa sowieckiego. Nie było też porozumienia w sprawie mobilizacji. Podczas pertraktacji nie wymieniano nazwy „Armia Krajowa”.
Wobec takiego obrotu sprawy, w walkach o Wildę, Łazarz i Stare Miasto zawiązki 57 pp, 58 pp i 7. pułk strzelców konnych Armii Krajowej walczyły jako jednostki ochotnicze. Należy tutaj wymienić pluton ppor. Mariana Solińskiego, który pierwszy rozpoczął walkę na przedpolu Dębca, czy st. sierż. J. Orłowskiego walczącego z obroną gmachu gestapo w Domu Żołnierza i Zakładów Cegielskiego. Już wówczas zdarzały się przypadki rozbrajania oddziałów polskich przez Sowietów, wskutek czego sierż. Orłowski wstąpił do tworzącej się na Wildzie milicji. Duże zasługi położył też sierż. Jan Marciniak z odtwarzanego 57 pp AK, gdzie zgromadzili się ochotnicy harcerze. Wspólnie z sowieckimi jednostkami pancernymi opanowali Gimnazjum im. Mickiewicza i okolice Rynku Łazarskiego. Także i ten oddział został zmobilizowany do milicji.
W nocy z 20 na 21 lutego 1945 r. Sowieci rozpoczęli przeprowadzanie przymusowego poboru do walk o Cytadelę. Porucznik Kieszczyński, mając pozwolenie dowództwa sowieckiego, zorganizował I Polską Kompanię Szturmową i objął nad nią dowództwo. Fakt ten zasługuje na uwagę, ponieważ niezbyt często zdarzało się, aby mobilizację przeprowadzano z ramienia AK i PKWN. W walkach o Cytadelę zginął ppor. Patzer. Ze strony sowieckiej przejawy współpracy miały ograniczony zasięg, gdyż nie chcieli oni „bratać się” z „reakcyjną AK”. Również Komenda Okręgu Poznańskiego uważnie śledziła zachowanie się Sowietów. W nocy z 19 na 20 lutego w punkcie kontaktowym okręgu przy ul. Dworkowej 9 odbyła się odprawa ppłk. Andrzeja Rzewuskiego „Hańczy” z dowódcami poszczególnych jednostek AK, podczas której zapoznano się z ostatnimi rozkazami komendanta głównego gen. Okulickiego zakazującymi ujawniania się.
Walki oddziałów Armii Krajowej toczyły się w okolicach Krotoszyna. Nie było tam wprawdzie garnizonu niemieckiego, ale stacjonujące oddziały czyniły przygotowania do obrony miasta. Siłami AK – odtwarzanego 56 pp dowodził ppor. Władysław Kędzierski „Szach”. Jego żołnierze ostrzeliwali wycofujące się wojska niemieckie we wsi Biadki. Podporucznik Kędzierski dysponował kilkudziesięcioma żołnierzami oraz 80 ochotnikami m.in. z Szarych Szeregów i organizacji „Odrodzenie”. Na Rynku Starego Krotoszyna Czesław Piaseczny z AK wywiesił biało-czerwoną flagę. Mieszkańcy zbierali porzuconą przez Niemców broń i przekazywali ją AK.
Walki toczyły się też nieopodal stacji kolejowej, gdzie oddział kolejarzy pod dowództwem Leona Brody blokował przeciwnikowi dostęp do węzła kolejowego. Jednakże Polacy zostali zmuszeni do częściowego wycofania się. Kiedy do Krotoszyna zbliżyły się niemieckie jednostki pancerne „Grossdeutschland”, grupa ppor. Kędzierskiego zaczęła pozorować silną obronę. Niemcy ominęli więc miasto.
Z innych miejsc, gdzie doszło do zbrojnych starć pomiędzy oddziałami AK a oddziałami niemieckimi, wymienić trzeba rejon Pleszewa bronionego przez Wehrmacht i SS. Po ataku wojsk sowieckich, 24 stycznia 1945 r., do którego dołączyły jednostki Armii Krajowej pod dowództwem „Grzegorza” (N.N.) miasto zostało wyzwolone od okupacji niemieckiej. Jedną z ostatnich ofiar okupacyjnego terroru był kpt. Brunon Nikoleizig „Adam”, który po dostaniu się w ręce niemieckie, ciężko ranny i torturowany, został zamordowany 21 stycznia 1945 r. Oddziały AK przedefilowały z biało-czerwoną przez Rynek. Flaga zawisła na ratuszu. Zaczęto tworzyć polską administrację. Organizowanie administracji i Straży Obywatelskiej miało także miejsce po zakończeniu walk w Odolanowie.
Do tragicznych wydarzeń dochodziło w małych miejscowościach. Niekiedy po pierwszych zwycięskich walkach rozbite oddziały niemieckie powracały i pacyfikowały opuszczone wcześniej miasteczka, np. w Marchwaczu, Skarszewie, Ostrzeszowie czy w Kobylinie. W wielu miasteczkach powstawała polska administracja i Straż Obywatelska, później oczywiście likwidowana przez władze komunistyczne.
W wydawnictwie Okręg Poznański Armii Krajowej w końcowej fazie okupacji podsumowano działania w Wielkopolsce:
„Aktywność bojowa ludności cywilnej Wielkopolski i jej wkład w efekty bojowe Armii Czerwonej była zjawiskiem niespotykanym nigdzie w Polsce. Można to zjawisko uzasadniać specyfiką tego obszaru, swoistym renesansem panslawizmu […]. Być może o rozwoju tej sytuacji zadecydował typowy dla Wielkopolan realizm, bądź jak się niekiedy twierdzi – był to element etosu”5.
Oczywiście kadra wielkopolskiej Armii Krajowej zdawała sobie sprawę z zagrożenia niepodległości Polski. Dlatego też jej część włączyła się do dalszych działań niepodległościowych. W ten sposób powstała na tych terenach Delegatura Sił Zbrojnych, Wielkopolska Samodzielna Grupa Ochotnicza „Warta” (WSGO „Warta”) czy później Zrzeszenie „Wolność i Niezawisłość”.
Komendant Okręgu Poznańskiego ppłk Andrzej Rzewuski „Hańcza” negatywnie ocenił rozwiązanie AK w styczniu 1945 r. W ramach WSGO „Warta” zamierzał nadal prowadzić walkę o pełną suwerenność RP. Został aresztowany w Poznaniu 26 listopada 1945 r. Poniósł śmierć w areszcie Wojewódzkiego Urzędu Bezpieczeństwa Publicznego w Poznaniu 20 maja 1946 r.
Lata wojny i okupacji sprawiły, że duża część Polaków zamieszkujących Pomorze i Wielkopolskę z nadzieją oczekiwała końca tragicznych dni, co nie oznaczało aprobaty dla narzuconego z zewnątrz systemu sowieckiego.
Na terenie Obszaru Zachodniego ZWZ-AK walka bieżąca musiała być prowadzona w mniejszym zakresie niż w Generalnym Gubernatorstwie. Ani w Okręgu Pomorskim, ani w Okręgu Poznańskim nie było odpowiednich warunków do szerszych działań partyzanckich. Apogeum rozwoju Polskiego Państwa Podziemnego przypada w tych okręgach na rok 1944, podobnie zresztą jak w GG. Oba okręgi nie mogły wykonać „Burzy”, nie tylko dlatego że rozkazy te tutaj nie dotarły. Na przeszkodzie stanęły również względy organizacyjne: szczupłość sił i braki w uzbrojeniu. Do tego dochodził terror okupacyjny panujący na ziemiach zaanektowanych przez Rzeszę. Mimo to w początkach 1945 r. podejmowano działania zbrojne, zwłaszcza w Okręgu Poznańskim. Jednak w przytłaczającej większości plany powstańcze pozostały martwą literą, gdy nie było warunków do ich zrealizowania.
Lata wojny i okupacji sprawiły, że duża część Polaków zamieszkujących Pomorze i Wielkopolskę z nadzieją oczekiwała końca tragicznych dni, co nie oznaczało aprobaty dla narzuconego z zewnątrz systemu sowieckiego. Jednak dążenie do wolności było tak silne, że nie zawsze zastanawiano się, jakie będą następstwa kolejnej okupacji i zniewolenia. Społeczeństwo Pomorza i Wielkopolski zapłaciło bardzo wysoką cenę za swój patriotyzm. Żołnierze Polski Podziemnej nie doczekali się właściwego uznania ze strony władz komunistycznych, a przeciwnie – spotkały ich represje i szykany.
* * *
Tekst stanowi skrót z wcześniejszych publikacji autora – Akcja „Burza” na Pomorzu i w Wielkopolsce ([w:] Akcja „Burza”. Materiały z XXIV sesji naukowej w Toruniu w dniu 18 listopada 2014 roku, red. K. Minczykowska i J. Sziling, Toruń 2015, s. 99–120) i Okręgi Pomorze i Wielkopolska ([w:] Operacja „Burza” i Powstanie Warszawskie 1944, red. K. Komorowski, Warszawa 2004, s. 442–473).
Tekst pochodzi z numeru 1-2/2024 „Biuletynu IPN”
1 Zob. Okręg Poznański w końcowej fazie okupacji (1943–1945), red. M.Woźniak, Poznań 1995, s.61, a także s.53–60.
2 Armia Krajowa w dokumentach 1939–1945, t.III: Kwiecień 1943 – lipiec 1944, Londyn 1976, s.549–550; zob. także: Fundacja Generał Elżbiety Zawackiej, Akta Pomorskiego Okręgu AK, sygn.3, 4, 5.
3 Armia Krajowa w dokumentach…, t.III, s.211.
4 B. Chrzanowski, T. Jaszowski, Ruch oporu w Bydgoszczy, [w:] Historia Bydgoszczy 1939–1945, t.2, cz.2, Bydgoszcz 2004, s.393 i nast.
5 Zob.: Okręg Poznański Armii Krajowej w końcowej fazie okupacji…, s.50, 52, 90–107.
