Helena Żurowska urodziła się 24 czerwca 1905 r. w Olszanicy (pow. Lesko) w starej zamożnej rodzinie ziemiańskiej. Jej ojcem był Wiktor herbu Leliwa, matką Władysława z domu Gniewosz herbu Rawicz. Dziadek ze strony ojca był m.in. posłem na Sejm Krajowy we Lwowie, dziadek ze strony matki – wiceprezesem Towarzystwa Kredytowego Ziemskiego w Galicji.
Gdyby nie zawirowania historii, majątek rodzinny – na przełomie XIX i XX w. kilka posiadłości w Bieszczadach, m.in. Myczkowce, w dwudziestoleciu międzywojennym ok. 1200 ha w okolicach Dobromila, 20 km na południe od Przemyśla – mógł być solidną podstawą egzystencji rodziców i dzieci.
A dzieci było czworo: Maria Krystyna (1901–1973) poświęciła się medycynie, Anna (1902–1940) wyszła za mąż za Adama Drohojowskiego i osiadła w Tamanowicach niedaleko Mościsk (mieli dwóch synów Krzysztofa i Ryszarda), Adam (1904–1943?) objął część włości rodzinnych, najmłodsza Helena, której sylwetka zostanie tu przybliżona (we wspomnieniach i literaturze, jak również w źródłach archiwalnych występuje ona też pod imieniem Halina, Hala, nie jest to jednak – jak się wydaje – urzędowa forma jej imienia).
Edukacja ziemiańskiej dziedziczki
W 1914 r. Helena ukończyła we Lwowie naukę w szkole powszechnej. Gdy wybuchła I wojna światowa, cała rodzina wyjechała do Lápiszpataku na Węgrzech, a następnie do Wiednia. W połowie 1915 r. mogli już wrócić do domu, państwa centralne odparły bowiem ofensywę rosyjską. Helena udała się do Tarnowa, gdzie kontynuowała naukę w gimnazjum urszulanek, mieszkając w zakonnym pensjonacie. Na przełomie 1917 i 1918 r. przeniosła się do Lwowa i tam w 1923 r. uzyskała maturę w Gimnazjum Realnym ss. Nazaretanek. Studia na Oddziale Rolnym Politechniki Lwowskiej ukończyła w marcu 1928 r. i uzyskała dyplom inżyniera rolnika ze specjalizacją doświadczalnictwo zootechniczne. Już w ich trakcie podjęła pracę w Małopolskim Towarzystwie Rolniczym we Lwowie oraz dla doskonalenia zdolności praktycznych w rolniczych stacjach doświadczalnych.
W 1932 r. ojciec przekazał dobra w Boniowicach (461 ha) Helenie, a w sąsiedniej Posadzie Nowomiejskiej (712 ha) Adamowi. Anna już w 1927 r. stała się żoną majętnego hrabiego, właściciela dóbr ziemskich, zakładów przemysłowych i kamienicy we Lwowie, a najstarsza siostra w tymże mieście osiadła i prowadziła praktykę lekarską, intensywnie udzielając się społecznie.
Jak wynika z relacji, ziemiańska rodzina żyła w harmonii z biedniejszymi sąsiadami. Jeden z dawnych mieszkańców Nowego Miasta Przemyskiego wspominał, że Żurowscy, jadąc bryczką z Posady Nowomiejskiej do parafialnego kościoła św. Marcina (notabene dzięki bohaterskiemu proboszczowi ks. Janowi Szeteli przetrwał jako świątynia czasy komunizmu), po drodze zabierali jego dziadka inwalidę, ten zaś wnuka brał na kolana, i tak razem przemierzali drogę na Mszę św. Ukrainka z Boniowic zapamiętała, jak dziedziczka – zapalony jeździec – sama przyjeżdżała do wsi, by prosić jej matkę do pomocy w pracach we dworze. Dla niej i innych dzieci zawsze miała cukierki.
Ten sielankowy obraz mąci sprawa tragicznie zakończonego sporu z chłopską rodziną o grunt. Gdy nie udało się kwestii załatwić polubownie (o co zabiegał Wiktor Żurowski), doszło do rękoczynów, w wyniku których śmierć poniósł jeden z chłopów. O jego zastrzelenie oskarżono Adama, ostatecznie został jednak uniewinniony przez sąd.
Kurierka
Wybuch wojny zniszczył istniejący z dawien dawna ład. Już po dziesięciu dniach okolice Dobromila zajęli Niemcy, a dwa tygodnie później rewolucyjne porządki zaczęli wprowadzać Sowieci. Całą trójkę rodzeństwa ograbiono z majątków (rodzice na szczęście już tego nie dożyli). Helena, wiedząc, co nadchodzi ze wschodu, rozdała majątek ruchomy okolicznym chłopom, a sama, ubrana po męsku, na oklep bezdrożami odjechała na zawsze z domu, nie czekając na sowieckich żołdaków.
Choć często wykonywała zadania w niesłychanie trudnym terenie, los jej sprzyjał dzięki inteligencji, fantazji, czujnej postawie.
Początkowo zatrzymała się u Anny we Lwowie, wkrótce jednak opuściła okupowany kraj. Była zdecydowana włączyć się do walki o jego wolność, być może jesienią 1939 r. miała już kontakt z pączkującą w tym czasie w mieście Semper Fidelis konspiracją. Nie wiadomo, jak trafiła na szlak białych kurierów, czy samodzielnie, czy w grupie przekroczyła granicę w Karpatach na początku 1940 r. Dotarła do Laturki na Węgrzech, była internowana krótko w Nyíregyházie, ale w drodze do kolejnego obozu zdołała się odłączyć i zgłosiła w Budapeszcie w polskim konsulacie. Gotowość do podjęcia działalności niepodległościowej wyraziła natychmiast, nawiązując (przez znajomego ks. płk. Antoniego Miodońskiego, prezesa Związku Szlachty Zagrodowej) kontakt z mjr. Janem Mazurkiewiczem „Zagłobą”, kierownikiem technicznym łączności z krajem Bazy „Romek”. „Zagłoba” i kpt. Wincenty Medyński „Jasiewicz” 18 stycznia 1940 r. przyjęli ją jako kurierkę o pseudonimach „Baśka” i „Leliwa” do Związku Walki Zbrojnej (formalne zaprzysiężenie nastąpiło 16 maja). Zaraz potem prowadzona przez przewodnika „Rudka” trasą na Zakopane przeszła pod okupację niemiecką, by od polskiej strony organizować szlak przerzutowy w okolicach Sanoka.
Choć często wykonywała zadania w niesłychanie trudnym terenie, los jej sprzyjał dzięki inteligencji, fantazji, czujnej postawie. Tak było na trasie kryptonim „Las” (Budapeszt – Ungwar – Żubracze – Sanok), kiedy należało przejść zimą 70 km, i to bez pomocy nart, które zwracały uwagę wrogo zwykle ustosunkowanej ludności ukraińskiej. Jednak zagrożona aresztowaniem w kwietniu 1940 r. znalazła się znów na dłużej w Bazie „Romek”.
Po kilku tygodniach, w czerwcu 1940 r., została skierowana do pracy w kraju. Tym razem przekraczała granicę w okolicach Szczawnicy. W zreorganizowanej łączności zagranicznej ZWZ objęła, pod ps. „Heniek”, funkcję II zastępcy kierownika Odcinka „Południe” Adama Smulikowskiego „Rafała”. Zamieszkała w Krakowie, prowadziła inspekcje przerzutów, organizowała nowe trasy, czterokrotnie do wiosny 1941 r. osobiście, jako kurier do zadań specjalnych, udawała się na Węgry. Wtedy to nastąpiła wielka wsypa Komendy Obszaru Kraków, w ramach której pod koniec maja został aresztowany kpt. Józef Prus „Adolf”, I zastępca „Rafała”. Talenty konspiracyjne „Heńka” docenili przełożeni, dając jej rozkaz zabezpieczenia tras i ewakuacji do Warszawy finansów i archiwum.
Gdy w maju znalazła się ponownie we Lwowie, aresztowano ją jako rzekomą Żydówkę i dopiero po miesiącu zwolniono dzięki pomocy najstarszej siostry Marii Krystyny. Nie udało się wtedy uratować brata Adama, który w nieznanych okolicznościach został uwięziony w obozie koncentracyjnym na Majdanku i tam zginął.
Spalona na południu, została od czerwca do października 1941 r. kurierką „Dworca Wschodniego” – komórki Oddziału V KG ZWZ utrzymującej łączność z okręgami wschodnimi. Mimo że także były objęte okupacją niemiecką, nadal oddzielały je kordony graniczne. Wtedy ponownie zetknęła się z mjr. Mazurkiewiczem, pozostającym od półtora roku poza ZWZ. Tajna Organizacja Wojskowa, którą założył na początku wojny, rozciągała swe wpływy na dawną okupację sowiecką. Żurowska wystąpiła z ZWZ i z polecenia nowego przełożonego przemierzała szlaki do Wilna oraz Lwowa pod pseudonimem takim jak jej imię: „Helena”, dysponując dokumentami na nazwisko Anna Helena Jaroszewicz (pozostała przy nim po wojnie). Jednak wcześniej przeszkolono ją na czterdziestogodzinnym kursie konspiracyjnym TOW w Warszawie, a później ukończyła dwudziestogodzinny kurs ogólnodywersyjny. W styczniu 1942 r. zaczęła pełnić obowiązki szefa łączności Obszaru Lwów TOW – do końca marca 1943 r. Wówczas, po scaleniu TOW z Armią Krajową, mjr Mazurkiewicz został zastępcą szefa Kierownictwa Dywersji – Kedywu, a „Helena” została kurierką Kedywu KG AK i opuściła Lwów, nadzorując jednak scalenie lwowskiej TOW. Gdy w maju znalazła się ponownie we Lwowie, aresztowano ją jako rzekomą Żydówkę i dopiero po miesiącu zwolniono dzięki pomocy najstarszej siostry Marii Krystyny. Nie udało się wtedy uratować brata Adama, który w nieznanych okolicznościach został uwięziony w obozie koncentracyjnym na Majdanku i tam zginął. Trzeba wspomnieć, że Anna zmarła we Lwowie z powodu choroby już w lutym 1940 r.
W Kedywie Helena Żurowska pełniła też funkcje oficerskie jako najbliższa współpracowniczka ppłk. Mazurkiewicza „Sępa” (potem „Radosława”). Podczas wigilii żołnierskiej 1943 r. „Sęp” udekorował ją Krzyżem Walecznych. W lipcu 1943 r. wyznaczono ją do produkcji materiałów wybuchowych w komórce o kryptonimach „Mleczarnia”, „Tłoki-Silniki”, w Dziale Produkcji Kedywu.
Powstanie
W lipcu 1944 r. po zatruciu lub poparzeniu chemikaliami otrzymała miesięczny urlop zdrowotny i godzina „W” zastała ją w Śródmieściu. Zanim 29 sierpnia przedostała się na Stare Miasto do Zgrupowania „Radosław” dowodzonego przez ppłk. Mazurkiewicza (to czas, gdy Niemcy zamienili Starówkę w piekło), była łączniczką do specjalnych poleceń mjr. Jerzego Antoszewicza, dowódcy batalionu „Iwo” w rejonie ulic Kruczej i Marszałkowskiej. W macierzystej jednostce nadal pełniła tę funkcję, występując jako „Łabędź”.
„Radosław” przekazywał za jej pośrednictwem ustne meldunki do dowódcy powstania gen. Antoniego Chruściela „Montera”. Brała udział w walkach na Czerniakowie, przeprowadzała rozpoznania kanałami między Czerniakowem a Mokotowem i Śródmieściem.
17 września znalazła się w szpitalu na ul. Wspólnej, ciężko ranna w prawą rękę. Za jej pełną poświęcenia postawę w czasie powstania w ostatnich jego dniach mianowano ją podporucznikiem i odznaczono Krzyżem Walecznych po raz drugi.
Emisariuszka
6 października 1944 r. znalazła się w niewoli, najpierw w szpitalu Gross Lübars (Stalag XI A Altengrabow), a od 7 stycznia 1945 r. w obozie jenieckim Molsdorf (Oflag IX C), który 11 kwietnia został wyzwolony przez Amerykanów. Na parę dni trafiła do szpitala w Erfurcie, potem przebywała w obozach dla byłych jeńców-kobiet w Burgu, Darmstadt i Weinheim. W pierwszym kwestionariuszu osobowym, wypełnionym miesiąc po uwolnieniu, zadeklarowała, że chce pozostać w dalszej służbie, najchętniej jako kurier.
Nie wiemy, jakie konkretnie zadanie realizowała, gdy jako rzekoma repatriantka znalazła się w Polsce w październiku 1945 r. Zapewne badała realia kraju pod władzą komunistów po ogłoszeniu amnestii i akcji ujawnienia podziemia firmowanej przez „Radosława”. Spotykała się wówczas z osobami, które znała z konspiracji i powstania. Na przepustkę świąteczną 21 grudnia 1945 r. przekroczyła granicę w Cieszynie i udała się przez Czechosłowację z powrotem do Niemiec. W lipcu 1946 r. została zdemobilizowana i zamieszkała w obozie dla uchodźców w brytyjskiej strefie okupacyjnej.
W sierpniu 1946 r. zgodziła się pracować dla delegatury w Niemczech Ministerstwa Spraw Wewnętrznych Rządu RP na Uchodźstwie utrzymującej łączność z krajem. Powierzono jej organizowanie dróg przerzutowych do Polski, a od stycznia 1947 r. kierownictwo komórki kurierskiej. W lipcu 1947 r. drogą przez Berlin dotarła do Szczecina, by ożywić działalność tamtejszej delegatury MSW. W tym czasie inne analogiczne komórki powołane konspiracyjnie w środowisku Stronnictwa Narodowego w 1946 r. były już rozbite przez Urząd Bezpieczeństwa lub zaprzestały aktywności. Jednak delegat szczeciński i jego zastępca odmówili dalszej pracy. Żurowska wróciła do Niemiec, przeprowadzając na Zachód kilka osób.
W marcu 1948 r. zlecono jej nawiązanie w kraju kontaktu z następcą delegata katowickiego Władysława Piotrowskiego. Piotrowski przed ucieczką na Zachód przekazał swoją funkcję faktycznie kierownictwu IV Zarządu Głównego WiN, które dla celów emigracyjnego MSW miało występować jako rzekomy „Lenartowicz”. Emisariuszce polecono też wyjaśnić, co stało się z Janem Kaimem, Stanisławem Mierzwińskim oraz Henrykiem Pawłowskim – kurierami MSW i SN wysłanymi do Polski w listopadzie 1947 r. Według nowej koncepcji łączności, delegatów krajowych postanowiono zastąpić tzw. korespondentami MSW i Helena miała wytypować te osoby. Próby przedostania się do Polski przez Czechy w marcu i czerwcu 1948 r. (także w celu budowy nowych dróg przerzutowych i usprawnienia już istniejących) się nie powiodły.
Wpadka
Jako „Barbara” pod koniec lipca 1948 r. udała się do Monachium, a stamtąd czescy przewodnicy przeprowadzili ją najpierw przez granicę w górach Czeski Las, a potem do Polski w okolicach Wisły. Poszukując kontaktów wskazanych przez Piotrowskiego, 22 sierpnia trafiła na agenta UB Kazimierza Kruka ps. „04” z Katowic i poprzez niego nieświadomie nawiązała rozmowy z funkcjonariuszami bezpieki pozorującymi V Komendę WiN w ramach gry operacyjnej „Cezary”. W Ministerstwie Bezpieczeństwa Publicznego po rozbiciu autentycznego kierownictwa Zrzeszenia wiedziano o jego umowie z Piotrowskim, można więc było i tu rozciągnąć mistyfikację. Emisariuszka zaszyfrowane materiały z pierwszych rezultatów swej misji (kiedy w umówionym terminie nie przybył do niej kurier z Niemiec) przekazała swoim rozmówcom w celu przerzucenia na Zachód drogą zaoferowaną przez WiN – czyli faktycznie w ręce MBP.
Kontakt z agentem spowodował, że została poddana całodobowej obserwacji UB. Z raportów wynika, że „Barbara” bardzo dbała o zakonspirowanie swojej aktywności. Na przykład 24 sierpnia, gdy wyjeżdżała z Krakowa do Rzeszowa, pod pretekstem posiłku weszła do jadłodajni i wyszła drugim wyjściem, faktycznie „gubiąc ogon” – umykając obserwatorom. Późnym wieczorem zauważona została jednak na dworcu. Nie wysiadła w Rzeszowie, lecz pojechała do Przemyśla i przez kilka godzin chodziła po mieście, wstępując do kościołów. W małym i pustym mieście trudno było ją niepostrzeżenie śledzić, więc zgubiła tropiących ją, oni jednak zaczaili się na dworcu, gdzie zostawiła w przechowalni walizkę. W Rzeszowie inwigilację konspiratorki kontynuowała kolejna ekipa. Ten system, w którym rysopis poszukiwanej był znany wywiadowcom UB w całej Polsce, sprawiał, że trudno było uciec z sieci zastawianych przez bezpiekę. Z czasem, będąc już pewna, że jest śledzona, w dramatyczny sposób usiłowała zatrzeć ślady, np. w biegu wskakując i wyskakując z tramwaju. Podjęła starania, by ostrzec przedwojenną znajomą Marię Kolską, która zgodziła się sporządzać dla niej raporty z terenu Rzeszowszczyzny.
Ponieważ w rozmowach z WiN-em odrzucała propozycje skontaktowania z narodowcami (w istocie agentami UB), a zarazem wyrażała chęć dalszej współpracy z tą organizacją, 15 września w MBP zapadła decyzja o jej aresztowaniu. Bezpieka nie mogła dopuścić do istnienia niekontrolowanych siatek budowanych przez „Barbarę”, nie mogła też wysłać jej sprawozdania, gdyż późniejsze aresztowanie emisariuszki rzuciłoby cień na WiN i zagroziło operacji „Cezary”. W ostatnich dniach września 1948 r. Helena przybyła do Gdańska, gdzie mieszkała dr Maria Krystyna Żurowska. 29 września została zatrzymana wraz ze swym siostrzeńcem Krzysztofem Drohojowskim i natychmiast przewieziona do siedziby MBP w Warszawie na ul. Koszykowej, gdzie była bezustannie przesłuchiwana przez funkcjonariuszy Departamentu III.
Dysponowali oni meldunkiem „Barbary” do MSW, raportami z obserwacji, zeznaniami aresztowanych kurierów i przewodników granicznych, a także Jana Ostaszewskiego z delegatury szczecińskiej, który poszedł na współpracę z UB. Znali punkty kontaktowe na drodze przez Czechy. Dzięki posiadanym informacjom śledczym udało się przekonać emisariuszkę, że jej wpadka jest wynikiem danych z Zachodu i że była obserwowana od chwili przekroczenia granicy. Takie też wnioski przekazała potem w Monachium zbiegła w 1949 r. z Polski Maria Krystyna Żurowska. Trudno rozstrzygnąć, czy powstały one w wyniku rozmów sióstr jeszcze przed aresztowaniem, czy też Helena przekazała je w jakiś sposób z więzienia (może za pośrednictwem zwolnionego 21 października 1948 r. z aresztu MBP siostrzeńca?; może był to nawet element gry bezpieki?).
W trudnej chwili nie zawiodła
Od połowy listopada ciężkie śledztwo połączone z torturami fizycznymi kontynuował Departament Śledczy w więzieniu na Mokotowie. Stawiała wyjątkowy opór, także później przed sądem. Nie odpowiadała na pytania, odwoływała zeznania, nie przyjmowała narzucanych jej wersji, zaprzeczała zeznaniom świadków. Daremnie ubecy oczekiwali, że przyjmie ich obłudną propozycję: obciąży w zeznaniach „Radosława” współpracą z Niemcami i w zamian wyjdzie na wolność. Sprawdzały się słowa, którymi scharakteryzowano ją w akowskiej opinii służbowej:
„w trudnych chwilach nigdy nie zawiedzie”.
Nie obciążyła osób, z którymi miała kontakty, przedstawiając je wyłącznie jako towarzyskie lub rodzinne.
Po rozprawie 4 sierpnia 1949 r. przed Wojskowym Sądem Rejonowym w Warszawie, podczas której odmówiono jej nawet obrońcy z urzędu, 8 sierpnia skazano ją na karę śmierci. W wyjątkowo krótkim czasie Najwyższy Sąd Wojskowy wyrok ten utrzymał w mocy, a Bolesław Bierut nie skorzystał z prawa łaski. Mokotowski kat strzałem w tył głowy odebrał Helenie Żurowskiej życie 21 września 1949 r. około godziny dwudziestej. Wobec kobiety w sprawach o szpiegostwo jest to prawdopodobnie jedyny taki przypadek. Był to wstrząs dla współwięźniarek. Przed wyprowadzeniem na egzekucję Helena poprosiła je w celi o zaśpiewanie piosenki „Wszystkim samotnym, którym wolność marzy się we śnie, których radość omija i szczęście omija i którym jest bardzo źle”.
Opuściło ją jej legendarne konspiracyjne szczęście, ale marzeniom o wolności pozostała wierna do końca.
Tekst pochodzi z numeru 3/2024 „Biuletynu IPN”
