To Halina Oktabiańczuk (inna forma nazwiska Oktabijańczuk) i Zdzisław Badocha „Żelazny”, który jako oficer 5. Wileńskiej Brygady Armii Krajowej mjr. „Łupaszki” stanie na czele szwadronu i nie pierwszy już raz w swoim młodym życiu rozpocznie walkę z kolejnym okupantem ziem polskich – Sowietami i polskimi komunistami.
Na odwrocie zdjęcia Halina umieściła dedykację „Za parę dni, kiedy będziesz daleko spojrzyj na swoją żonusię młody poruczniku”, którą opatrzyła datą 10 kwietnia 1946 r. Było to ich ostatnie spotkanie, nigdy więcej się już nie zobaczyli, albowiem „Żelazny” zginął 28 czerwca 1946 r. w walce z komunistyczną obławą w Czerninie k. Sztumu.
Dedykacja była zapewne wyrazem łączącego ich całkiem świeżego uczucia i nadziei na wspólne, szczęśliwe życie, które nie było im dane. Znajomość tych młodych ludzi trwała zaledwie kilka tygodni. Oboje mieli inne doświadczenia okupacyjne, pochodzili z różnych środowisk i różnych części Polski, a jednak połączyło ich uczucie na tyle silne, że postanowili dać temu wyraz, decydując się na wykonanie tej wzruszającej fotografii.
Halina i Maria Leokadia Oktabiańczuk – wojenne losy młodych Warszawianek
Halina Oktabiańczuk była córką Bolesława i Kazimiery z d. Szpocińskiej i urodziła się 17 sierpnia 1924 r. w Warszawie1. Jej starsza siostra Maria Leokadia (ur. 8 grudnia 1921 r.) także jest istotna w tej opowieści. Ojciec, z zawodu krawiec, zmarł już w 1934 r. Rodzina Oktabiańczuków mieszkała w Warszawie przy ul. Myszynieckiej 33 (lokal dziadków ze strony matki). Obie siostry kształciły się do 1939 r. w warszawskich szkołach. W czasie niemieckiej okupacji żadne źródła nie potwierdzają ich zaangażowania w konspirację niepodległościową. Ich matka Kazimiera jeszcze przed 1939 r. pracowała w 1. Szpitalu Okręgowym im. Marszałka Józefa Piłsudskiego przy ul. 6 Sierpnia w Warszawie. Zgodnie z zeznaniami Marii Leokadii (z lipca 1948 r.) matka w szpitalu zatrudniona była do przełomu lat 1941/1942. Po zwolnieniu z pracy zamieszkała u dalszej rodziny w Szczypiornie k. Kalisza.
Maria Leokadia zeznawała, że jeżdżąc do matki, zajmowała się także szmuglem żywności. W czasie jednej z takich podróży w 1942 r. została zatrzymana przez niemiecką żandarmerię w momencie przekraczania granicy między III Rzeszą a Generalnym Gubernatorstwem. Przez kolejny rok wykonywała pracę przymusową jako służąca u jednego z niemieckich właścicieli restauracji w Szczypiornie (podała nazwisko Pletz).
Na przełomie lat 1943/1944 uciekła, ale, ponownie zatrzymana przez Niemców, została skierowana do sprzątania w firmie budowlanej „Wende”. Razem z nią wysłano tam także jej siostrę Halinę. Obie pracowały do końca 1944 r., kiedy to Niemcy zarządzili ewakuację personelu na teren Prus Wschodnich, do miejscowości Gross-Schiemanen (ob. Szymany) k. Szczytna.
Około połowy stycznia 1945 r. miejscowa ludność, w tym także personel firmy „Wende”, została ewakuowana na zachód, rozpoczynając marsz w stronę Gdańska. Po kilku dniach Niemcy oddzielili nie-Niemców i skierowali ich do obozu koncentracyjnego w Stutthofie. Jednak jak zeznawała Maria Leokadia, w tym czasie w obozie panował już chaos związany z nadciąganiem Armii Sowieckiej. Przy pomocy polskiej rodziny Chodnickich udało jej się uciec z kolumny ewakuacyjnej. Ucieczka powiodła się także Halinie, ale siostry straciły ze sobą kontakt. Maria podała, że przez kilka tygodni ukrywała się w wykopanej wraz z Chodnickimi ziemiance.
Po wyparciu Niemców przez Sowietów powróciła do dziadków do Warszawy. Halina ukrywała się na terenie Gdańska, gdzie korzystała z pomocy młodego Polaka, robotnika przymusowego o imieniu Izydor, a którego nazwiska Maria nie pamiętała. Halina po zakończeniu walk nie wróciła do Warszawy, tylko zamieszkała w Sopocie (Aleja Józefa Stalina 840, ob. Aleja Niepodległości) i podjęła pracę w gdańskim Wojewódzkim Urzędzie Ziemskim. Maria przyjechała do siostry w czerwcu 1945 r. i zatrudniła się w gdańskiej Izbie Rzemieślniczej jako maszynistka.
Jednak ze względu na chorobę matki musiała na kilka tygodni wyjechać, porzucając pracę. Powróciła jednak do Sopotu i mieszkała razem z siostrą i jej przyjaciółką Izabelą Derwińską. I tutaj w dniu 29 czerwca 1946 r. trzy kobiety zostały zatrzymane przez funkcjonariuszy Urzędu Bezpieczeństwa Publicznego pod zarzutem współpracy z członkami niepodległościowej konspiracji mjr. „Łupaszki”.
Maria Leokadia zeznawała w tej sprawie tak:
„U siostry swej byłam do chwili aresztowania nas, t.j. 29 czerwca 1946 r. Aresztowane zostałyśmy wszystkie trzy, to znaczy ja, siostra i koleżanka Derwińska Izabela przez Wojewódzki Urząd Bezpieczeństwa Publicznego, jako podejrzane o kontaktowanie się z partyzantami. Rozchodziło się o to, że znaleziono u nas zdjęcie fotograficzne moje wraz z niejakim Smolińskim Leonardem [chodzi o Leona Smoleńskiego „Zeusa”] oraz siostry mej z jej kolegą o nieznanym mi nazwisku o imieniu Zdzisiu [chodzi o Zdzisława Badochę „Żelaznego”]”.
Po kilku dniach trzy kobiety zostały zwolnione z WUBP w Gdańsku.
Wileńscy partyzanci i siostry Oktabiańczuk – jak zaczęła się ich znajomość
Jak do tej pory w opisanej wyżej historii nie ma niczego, co pozwalałoby stwierdzić, że do późnej zimy, przynajmniej do marca 1946 r., Halina i Maria Leokadia Oktabiańczuk miały jakiekolwiek związki z powojennym podziemiem niepodległościowym. Sytuacja zmieniła się nieoczekiwanie w marcu 1946 r., kiedy to zupełnie przypadkowo Halina spotkała w Sopocie towarzysza swojej niedoli z ostatniego okresu niemieckiej okupacji w Gdańsku, Izydora. I ten młody człowiek jest tutaj postacią kluczową dla odpowiedzi na pytanie o początek znajomości sióstr z partyzantami.
Oddajmy głos Marii Leokadii, która tak o tym dość obszernie i szczegółowo mówiła w czasie przesłuchania w lipcu 1948 r.:
„Smolińskiego Leonarda poznałam w miesiącu kwietniu 1946 r., w Sopocie przez por. Wiesztorta Waldemara [właśc. Walentego Wiesztorta], który pracował w PKS w Bydgoszczy, w jakim charakterze, tego nie wiem, względnie przez jakiegoś szofera imieniem Izydor, nazwiska na razie sobie nie przypominam. Okoliczności towarzyskie poznania Smolińskiego Leonarda w tej chwili nie pamiętam. Porucznika Wiesztorta zapoznałam przez jego szofera Izydora wiosną 1946 r., w miesiącu marcu lub kwietniu, natomiast z szoferem Izydorem zapoznała mnie moja siostra gdzieś w tym samym czasie na ulicy spotykając się z nim pierwszy raz po wyzwoleniu całkiem przypadkowo w Sopocie. Siostra moja znała Izydora z ostatnich dni okupacji, ukrywając się razem z nim gdzieś w Gdańsku, po ewakuacji nas z Gross-Schiemanen, gdzie razem pracowaliśmy, i w tym czasie moja siostra w drodze zagubiła się gdzieś. W czasie tego spotkania Izydor powiedział siostrze, że przyjedzie ją kiedyś odwiedzić razem z porucznikiem, na co siostra się zgodziła. Za kilka dni Izydor przyjechał nas odwiedzić i wówczas poznałam Izydora. W rozmowie z nim powiedział, iż pracuje w PKS-ie w Bydgoszczy, ma tam narzeczoną i dobrze się mu powodzi. Następnego dnia, względnie parę dni później, spotkaliśmy się z nim i z por. Wiesztortem […]”.
Aresztowany w 1948 r. i przesłuchiwany w WUBP w Szczecinie Leon Smoleński „Zeus” potwierdził, że poznał Halinę (a więc i Marię) Oktabiańczuk w marcu 1946 r. i stało się to za pośrednictwem por. Wiesztorta, chociaż Izydora nie wspominał. Jeśli chodzi o por. Walentego Wiesztorta, to jego związki z wileńską konspiracją w Polsce północnej są dość dobrze opisane. Na początku 1946 r. był on kierownikiem bazy samochodowej bydgoskiej PKS i utrzymywał kontakty z mjr. „Łupaszką” i grupą jego partyzantów. To Wiesztort zapewniał wileńskim patrolom dywersyjnym samochody, dokumenty, obsługę mechaników. Jego mieszkanie było lokalem partyzanckim, gdzie zatrzymywali się m.in. por. Bolesław Łopian „Stefan”, Wacław Beynar „Orszak”, Zdzisław Badocha „Żelazny”, Henryk Wojczyński „Mercedes”, Jerzy Lejkowski „Szpagat” czy łączniczka Regina Mordas-Żylińska „Regina”. Jednak to dzięki tajemniczemu Izydorowi siostry Oktabiańczuk poznały por. Wiesztorta i zetknęły się z konspiracją. Maria Leokadia podała, że mężczyzna pracował jako kierowca w bydgoskiej PKS, a jego obecność obok Wiesztorta dowodzi, że był jego zaufanym człowiekiem.
Po analizie zachowanych materiałów archiwalnych twierdzę, że chodzi o Izydora Tucholskiego, urodzonego w 1924 r. Jeszcze przed 1939 r. rodzina Tucholskich mieszkała w Bydgoszczy, a Izydor od czerwca 1942 do wiosny 1945 r. był robotnikiem przymusowym na niemieckiej kolei w Gdańsku (zakłady naprawcze). To z nim los zetknął dwukrotnie Halinę Oktabiańczuk, po raz pierwszy wiosną 1945 r. w Gdańsku, po raz drugi w marcu 1946 r. w Sopocie. Od 1945 r. Izydor Tucholski pracował u Wiesztorta w Bydgoszczy. Jego bliskim kolegą w pracy, rówieśnikiem, był inny kierowca Henryk Wojczyński „Mercedes”. Od stycznia 1946 r. Wojczyński należał już do wileńskiej konspiracji i jako szofer woził patrol dywersyjny „Żelaznego” do miast, gdzie grupa dokonywała akcji ekspropriacyjnych na rzecz konspiracyjnej Armii Krajowej (Gdańsk, Toruń, Koszalin i in.). Bywał także w Bydgoszczy, spotykał się tam z Wiesztortem i Tucholskim. I to ten ostatni wprowadził wileńskich konspiratorów w otoczenie sióstr Oktabiańczuk (marzec 1946 r.).
…narzeczony siostry mojej Zdzicho miał pseudonim „Żelazny”
Pierwsze tygodnie 1946 r. (do połowy kwietnia) to okres działania patroli dywersyjnych zorganizowanych przez mjr. „Łupaszkę”. Ich celem było zdobycie pieniędzy na działalność konspiracyjną i przygotowanie odtwarzanej na Powiślu, w okolicach Sztumu, 5. Wileńskiej Brygady AK do wyjścia w pole. Jednym z takich patroli dowodził Zdzisław Badocha „Żelazny”. W jego składzie byli m.in. Leon Smoleński „Zeus”, Henryk Wojczyński „Mercedes”, Jerzy Lejkowski „Szpagat”, a także Regina Mordas-Żylińska „Regina”.
W marcu, kiedy Izydor Tucholski nawiązał ponowny kontakt z Haliną Oktabiańczuk w Sopocie, było nieuniknione, że w jej mieszkaniu pojawią się partyzanci patrolu „Żelaznego”. Trudno ustalić dokładną datę pierwszego spotkania Haliny i Zdzisława, ale musiało to nastąpić w marcu 1946 r. Z zeznań Marii Leokadii i „Zeusa” wynika, że młodzi partyzanci często bywali u sióstr Oktabiańczuk. Można więc uznać, że był to lokal konspiracyjny, pewne miejsce zatrzymania dla żołnierzy „Łupaszki”.
Jednak poza działalnością konspiracyjną młodzi ludzie wykorzystywali dany im czas na życie towarzyskie. Kilkakrotnie cała grupa młodych dziewcząt i chłopców bawiła się w różnych lokalach w Gdyni i Sopocie. Zapewne to w czasie takich wspólnych zabaw i towarzyszących im rozmów narodziło się uczucie między Zdzisławem i Haliną.
Nie ma wątpliwości, że siostry Oktabiańczuk i mieszkająca z nimi koleżanka Izabela Derwińska wiedziały, kim są odwiedzający ich młodzi chłopcy. Czasami przyjeżdżali w mundurach, zaopatrzeni w „lipne” dokumenty, posiadali broń, przebierali się w ubrania cywilne i wykonywali zadania bojowe (ekspropriacyjne). Zeznający w 1948 r. „Zeus” mówił wprost:
„Jak Maria, tak i Hanka Oktabiańczuk wiedziały, że ja i koledzy »Żelazny«, »Mercedes« i »Szpagat« należymy do organizacji, ponieważ przyjeżdżaliśmy do nich w mundurach i z bronią, razem z nimi robiliśmy zdjęcia. U nich w mieszkaniu zostawialiśmy mundury wojskowe i automat. Wiedziały o tym, że my się ukrywamy przed władzami Bezpieczeństwa”.
Potwierdza to także, w moim przekonaniu, treść dedykacji, którą Halina umieściła na zdjęciu z „Żelaznym”. Ma ona zupełną pewność, że za kilka dni jej narzeczony „będzie daleko”, a więc rozpocznie służbę w oddziale polowym. Data umieszczenia dedykacji, 10 kwietnia 1946 r., może wskazywać, że wtedy spotkali się po raz ostatni. „Żelazny” wyjechał do „Łupaszki”, do leżących koło Sztumu Jodłówki i Chojt, skąd 14 kwietnia 5. Wileńska Brygada wyruszyła w pole, rozpoczynając „po raz trzeci w czasie tej wojny” walkę o niepodległą Polskę.
„Regina” w zeznaniu z 1948 r. mówiła, że nie poznała osobiście sióstr Oktabiańczuk, ale wiozła do nich listy od „Szpagata”, „Mercedesa” i „Zeusa”, które nigdy do nich jednak nie dotarły. „Regina” została aresztowana, ale listy zdążyła zniszczyć. A potem podjęła współpracę z komunistami, wydając członków konspiracji.
Seria aresztowań nastąpiła 28 czerwca 1946 r. i to w wyniku zdrady „Reginy” zginął „Żelazny”, a 29 czerwca siostry Oktabiańczuk zostały zatrzymane przez UBP. Zdjęcie Haliny i Zdzisława, z dedykacją, zostało znalezione wśród dokumentów przy zabitym „Żelaznym”, a drugie takie samo w mieszkaniu sióstr Oktabiańczuk.
Tekst pochodzi z numeru 3/2026 „Biuletynu IPN”
Czasopismo dostępne w księgarniach IPN, placówkach Poczty Polskiej lub na stronie ksiegarniaipn.pl
1 AIPN Gd 0050/1, Kartoteka Ogólnoinformacyjna SB WUSW w Gdańsku.
