W latach 1941-1944 do kraju przerzucono 316 cichociemnych, w tym jedną kobietę – Elżbietę Zawacką „Zo” (odpowiedzialną za utrzymywanie łączności między okupowaną Polską a Rządem RP w Londynie).
Skok
Desant pierwszych elitarnych żołnierzy Armii Krajowej przeszkolonych w Wielkiej Brytanii odbył się w ramach operacji lotniczej o kryptonimie „Adolphus” (ekipa „0”). Przeprowadziła go angielska eskadra do zadań specjalnych podległa SOE (ang. Special Operations Executive, Kierownictwo Operacji Specjalnych). Co istotne, był to również pierwszy aliancki zrzut w okupowanej Europie.
Jego lokalizacja różniła się od tej pierwotnie wyznaczonej, bowiem brytyjski dwusilnikowy samolot Whitley z eskadry RAF, którym odbywał się lutowy lot, zboczył z kursu i nie zdołał dotrzeć do placówki odbiorczej położonej 7,5 km od Włoszczowej. Pamiętać należy, że ten, jak i kolejne zrzuty prowadzone do kwietnia 1942 r., miały charakter doświadczalny (testowano m.in. system odbioru, stworzenie placówki przyjmującej, łączność radiową itd.).
Ostatecznie trzech cichociemnych, których zadaniem była walka partyzancka z Wehrmachtem oraz Głównym Urzędem Bezpieczeństwa Rzeszy, skoczyło ze spadochronem 10 km na wschód od Cieszyna, w okolicach miejscowości Dębowiec na Śląsku Cieszyńskim, na teren włączony do Rzeszy. Byli to: dowódca ekipy – mjr Stanisław Krzymowski „Kostka” (1899–1969), były adiutant Komendanta Głównego Policji Państwowej – rtm. Józef Zabielski „Żbik” (1902–1981), oraz kpt. Czesław Raczkowski „Orkan”, „Włodek” (1917–1994).
„Żbik”, „Orkan” i „Kostka”
Samo ich lądowanie również nie było pozbawione problemów. Jak pisał Jędrzej Tucholski (syn Tadeusza Tucholskiego zamordowanego w Katyniu), „Żbik” uszkodził wówczas staw skokowy oraz śródstopie1. Początkowo razem z Raczkowskim spędził noc z lesie, następnie w Dębowcu zdołali wynająć furmankę i razem dotarli najpierw do Skoczowa, a następnie pociągiem do Bielska-Białej. Tam skoczkowie rozdzielili się z zamiarem indywidualnego przedostania się przez granicę Generalnego Gubernatorstwa, do Krakowa i Warszawy.
Ranny Józef Zabielski musiał uciekać z Bielska przed tropiącym go gestapo. Zdołał jednak przekroczyć granicę GG i dostał się z pomocą miejscowych ludzi do pobliskiej stacji kolejowej. Stamtąd wyruszył do Nowego Sącza. W kwietniu natomiast przybył do Warszawy, meldując się na punkcie kontaktowym Komendy Głównej Związku Walki Zbrojnej. Miesiąc później wrócił na miejsce skoku, gdzie odnalazł pocztę oraz pieniądze, po czym przekazał je adresatowi.
Został przydzielony do Okręgu ZWZ Kielce Oddział III, gdzie pełnił funkcję pomocnika kierownika referatu lotniczego, już jednak w kwietniu 1942 r. odwołano go z Okręgu, mianując go emisariuszem Komendanta Głównego AK do Naczelnego Wodza. 29 lipca 1942 r. wyruszył z Warszawy do Wielkiej Brytanii, gdzie dotarł 24 października tego roku (pokonał trasę przez: Niemcy, Szwajcarię, Francję, Hiszpanię i Portugalię). Na miejscu dostał przydział do Oddziału VI Sztabu Naczelnego Wodza jako instruktor bytowania na kursach dla cichociemnych. Następnie od lipca 1943 do stycznia 1944 r. był przedstawicielem Oddziału Specjalnego w Algierze, z zadaniem badań jeńców pochodzenia polskiego. Po zakończeniu wojny został na emigracji w Wielkiej Brytanii2.
Zatrzymany przez Niemców 19 lutego podczas przekraczania granicy został natomiast kpt. Czesław Raczkowski „Orkan”. Zmylił ich jednak, przekonując, że jest przemytnikiem, w konsekwencji czego został skazany na trzy miesiące więzienia oraz karę grzywny. Umieszczono go w Wadowicach, skąd nawiązał kontakt z organizacją Bataliony Chłopskie. Wpłacona za niego grzywna pozwoliła na zwolnienie „Orkana”, co nastąpiło w maju 1941 r. Bezpośrednio po tym został przerzucony do Generalnego Gubernatorstwa, do Krakowa.
Na początku czerwca 1941 r. dotarł do Delegata Rządu na Kraj, przekazując mu środki na działalność konspiracyjną. Jednym z jego zadań była organizacja łączności radiowej na potrzeby Delegatury Rządu na Kraj. Na początku grudnia, już drogą lądową, został odesłany do Londynu, jednak, napotkawszy problemy na zerwanych przez Niemców szlakach przerzutowych, nie był w stanie wydostać się z Węgier. 6 czerwca w Budapeszcie został aresztowany przez agentów węgierskiego kontrwywiadu, przekazany gestapo i przewieziony do więzienia w Wiedniu, gdzie był torturowany. W tym okresie próbował popełnić samobójstwo, jednak został odratowany przez strażników i wkrótce przewieziony do więzienia w Pradze, a stamtąd w listopadzie 1943 r. – do Warszawy (Szucha i Pawiak).
W marcu 1944 r. został wywieziony do obozu koncentracyjnego Gross-Rosen, zaś w lutym roku następnego przeniesiony do łagru Flossenbürg. Wolność odzyskał w kwietniu 1945 r. uciekając z kolumny transportowej w trakcie ewakuacji obozu na zachód. Udało mu się dotrzeć w okolicach Norymbergi do amerykańskich oddziałów wojskowych, a następnie, w maju 1945 r., „Orkan” znalazł się w Londynie. W 1953 r. wyemigrował do Stanów Zjednoczonych.
Sam dowódca pierwszych skoczków, mjr Stanisław Krzymowski „Kostka”, do Warszawy dotarł bez większych przeszkód. Od marca 1941 do czerwca 1944 r. zajmował stanowisko kierownika referatu lotnictwa Wydziału Lotnictwa Oddziału III Okręgu ZWZ Radom-Kielce, następnie pozostawał w dyspozycji KG AK.
Został aresztowany w kwietniu 1945 r. przez NKWD w Łodzi i skazany na 6 lat więzienia, jednak na mocy amnestii wyrok zmniejszono do 2 lat, a pod koniec roku zawieszono jego wykonanie. W styczniu 1946 r. „Kostka” został ponownie aresztowany, trafił do więzienia w Kielcach, skąd uciekł w kwietniu tego roku i wkrótce zbiegł do Wielkiej Brytanii. Jak podaje Krzysztof A. Tochman, w latach pięćdziesiątych nawiązał kontakt z komunistyczną bezpieką3. Ostatecznie osiedlił się w Kanadzie.
Wszyscy trzej pierwsi skoczkowie posiadali wiele państwowych odznaczeń, natomiast rtm. Józef Zabielski „Żbik” dekretem Naczelnego Wodza z 13 listopada 1942 r. został odznaczony także Krzyżem Srebrnym Orderu Wojennego Virtuti Militari.
* * *
Historia poszczególnych cichociemnych układała się bardzo różnie, los większości był jednak tragiczny. Dziewięciu z nich zginęło podczas lotu lub skoku, 84 zginęło w walce albo zostało zamordowanych przez gestapo, dziesięciu żołnierzy targnęło się na swoje życie po aresztowaniu, w obawie, że nie wytrzymają tortur podczas przesłuchań prowadzonych przez okupantów, zaś na dziewięciu z nich po wojnie wykonano wyroki kary śmierci, wydane przez stalinowskie sądy.
W 1995 r. imię Cichociemnych Spadochroniarzy Armii Krajowej nadano Jednostce Wojskowej GROM kontynuującej dziedzictwo i tradycje elitarnych żołnierzy Polskich Sił Zbrojnych z okresu II wojny światowej.
1 J. Tucholski, Cichociemni, Warszawa 1984, s. 129–130.
2 K.A. Tochman, Słownik biograficzny cichociemnych, t. 1, Oleśnica 1994, s. 141–141.
3 K.A. Tochman, Słownik biograficzny cichociemnych, t. 4, Zwierzyniec–Rzeszów, s. 116–119.
