Jego pamiętnik był w walizce w zawalonym bunkrze, gdzie się ukrywał przez kilka miesięcy. Rankiem 21 maja, 37-letni oficer podłożył sobie pod głowę granat – zginął śmiercią samobójczą. Wiedział, że oblegający jego kryjówkę komuniści uśmiercą go i tak, tyle że po długich torturach, a on nie chciał nikomu zaszkodzić.
Pochodził z Radzica Starego, niedaleko Lublina. Przyszedł tam na świat 24 grudnia 1912 r. Ojciec, Franciszek Broński, gospodarzył na 12 ha. Wraz z żoną Apolonią nauczyli szóstkę swoich dzieci modlitwy, ciężkiej pracy i miłości do Ojczyzny. Zdzisław ukończył szkołę powszechną i uczęszczał do Gimnazjum im. Stefana Batorego w Lublinie; do matury nie podszedł. Wrócił na ojcowiznę, potem służył w 23. pułku piechoty we Włodzimierzu Wołyńskim. Po zakończeniu służby pomagał rodzicom w gospodarstwie, działał w Związku Młodzieży Wiejskiej „Siew”, a wolne chwile poświęcał próbom kościelnego chóru.
W konspiracji
W kampanii wrześniowej był dowódcą plutonu ckm i 8 września trafił do niewoli. Przetrzymywany w Stalagu II-B Hammerstein, potem wywieziony na roboty, uciekł 17 października 1940 r., by pod koniec miesiąca dotrzeć w rodzinne strony. Z pomocą kolegów z „Siewu” nawiązał kontakt z Polską Organizacją Zbrojną i szybko włączył się w konspirację.
Przyjął pseudonim „Zdzich”, który potem zmienił na „Uskok”. W 1942 r. został dowódcą plutonu Armii Krajowej w Radzicu Starym. Do jego podkomendnych należał Zygmunt Libera „Babinicz”, w 1942 r. w oddziale pojawili się: Stanisław Staropiętka „Stańczyk”, Franciszek Kasperek „Hardy” i Czesław Hermanowski „Chętny”. Wiosną 1943 r. pluton liczył 42 osoby.
Nocą z 15 na 16 maja drużyna Dywersji Bojowej „Uskoka” przeprowadziła akcję, po której usłyszała o nich okolica. Żołnierze weszli do Łęcznej, zlikwidowali niemieckich wartowników, zerwali linię telefoniczną, spalili papiery Arbeitsamtu i posterunku granatowej policji oraz podpalili budynek magistratu. Podobną akcję wykonali miesiąc później w Ludwinie. Dzięki dokumentom Komendy Obwodu AK Lubartów wiemy, że 30 grudnia 1943 r. Broński dowodził już 82 osobami.
Przełom 1943 roku
Początek roku 1943 przyniósł klęskę Niemców pod Stalingradem, a w Moskwie został powołany Związek Patriotów Polskich.
„Zagończycy Gwardii Ludowej i politykierzy pepe[e]rowscy zaczęli pojawiać się na moim terenie, jako krańcowym obwodu lubartowskiego. Wiedziałem już, na czym polega niebezpieczeństwo z ich strony. Naiwnych i nieuświadomionych przyciągają do siebie, dając im broń, stopnie wojskowe, a nawet pieniądze. Z opornymi potrafią się załatwiać bez skrupułów”
– tak opisywał początek tego roku „Uskok”. Widział, że żołnierze AK i Batalionów Chłopskich są wypierani przez powstające oddziały Gwardii Ludowej – Sowieci tych ostatnich wspierali, zrzucali im broń.
„We Włodawskiem, koło Ostrowa [Lubelskiego], powstało właśnie pierwsze gniazdo czerwonej zarazy. I zaraza zaczęła się rozszerzać. Trafiając na trudności w terenie już zorganizowanym, pepe[e]rowcy zaczęli od mordowania opornych im przywódców BCh i PZP (Polski Związek Powstańczy). Tak zginął por. »Sęp« (Józef Milert) i kilku innych!”
– opisywał.
On i jego ludzie starali się zachowywać poprawne stosunki z miejscowymi komunistami, bo takie dostali wytyczne. Analizując ówczesną sytuację w terenie, pisał:
„Do końca [19]43 r. udawało mi się unikać starć z pepe[e]rakami, ale od Nowego Roku stało się to rzeczą niemożliwą”.
Powoli spełniał się czarny scenariusz, o czym meldował przełożonym:
„Rosja po Niemcach może tu przyjść w charakterze zaborcy, ale przecież reszta świata będzie miała coś do powiedzenia. Polska w tej wojnie zasłużyła na to, aby zostać wolną. Przesłałem meldunki sytuacyjne swoim dowódcom i oświadczyłem, że w najbliższej przyszłości spodziewam się agresji PPR w swoim terenie. Zaznaczyłem, że będę zmuszony bronić się przed nimi według posiadanych możliwości”.
Wyzwolicielska Armia Czerwona
W lipcu 1944 r. Broński nawiązał kontakt z przedstawicielami 27. Wołyńskiej Dywizji Piechoty AK, której pododdziały przeszły na teren Lubelszczyzny. Zachwycił się tą jednostką.
„Imponowała ona swą siłą i sprężystością żołnierską każdemu prawemu Polakowi. Kilka tysięcy ludzi owianych duchem idei czysto polskiej, zdyscyplinowanych i zaprawionych w bojach, niosło Polakom wiarę w dobrą przyszłość”
– opisał swoje wrażenia. Wspólnymi siłami starali się wyprzeć Niemców z Lubelszczyzny.
Tymczasem Sowieci mieli wobec Polaków prosty plan – Armia Krajowa miała przestać istnieć. 1 sierpnia żołnierzom 27. WDP AK kazano natychmiast złożyć broń i sprzęt wojskowy przed komisją sowiecką.
„Z ZSRR nadciąga już armia polska pod dowództwem gen. Berlinga i wszyscy żołnierze 27. [WDP AK] mają się zgłaszać w najbliższych dniach do punktów werbunkowych tej armii. Łatwo sobie wyobrazić, co działo się w sercach naszych tułaczy kresowych. Żadne słowa już nie padły. Sprzeciwianie się temu zarządzeniu prowadziłoby w następstwie do rozlewu krwi. 27. [WDP AK] była już otoczona planowo przez Sowietów”
– opisywał ten dramatyczny moment „Uskok”. Rosjanie zrobili też wszystko, by polscy partyzanci nie dotarli na pomoc powstańczej Warszawie. Dwa dni później Broński rozwiązał swój oddział, ale z kolegami ukryli broń.
„Powiedziałem, że każdy z nas nadal jest żołnierzem AK, i chciałem mówić dalej, lecz popełniłem błąd – zbyt dokładnie patrzałem w oczy tych chłopaków. Gdy uścisnąłem rękę ostatniego, odszedłem na stronę pod starą wierzbę, aby ochłonąć. […] Nie wiem, dlaczego płakałem”
– opisał rozwiązanie jednostki.
Powrócił na gospodarstwo rodziców. Liczył się z tym, że może zostać zmobilizowany do armii Berlinga i nie był temu przeciwny.
„Broń, jeśli nie będę miał innych zarządzeń z AK, oddam. […] Od służby wojskowej uchylać się nie będę. Na front chętnie pójdę”
– wyznał w zapiskach. Nie minęły dwa tygodnie, gdy do drzwi rodziców zapukało NKWD. Musiał porzucić drogę wstąpienia do WP i zacząć się ukrywać.
Oddział Zdzisława Brońskiego „Uskoka”, wiosna 1946 r. Siedzą w pierwszym rzędzie od lewej: Fran. Kasperek „Hardy”, Zdzis. Broński „Uskok”, Aleksand. Radko „Paw”, Wal. Waśkowicz „Strzała”, przed nimi N.N. „Przybysz”, w drugim rzędzie od lewej: Stan. Ciołek „Lew”, Stan. Libera „Burza”, Stan. Staropiętka „Stańczyk”, Józef Jóźwiak „Osa”. Stoają od lewej: Czes.Sajko „Sowa”, Fran. Oberc „Orzełek”, Mieczys.Zwoliński „Jeleń”, N.N. „Toporek”, Paweł Orzechowski „Wilk”, Zyg. Libera „Babinicz” (fot. AIPN)
Powrót do lasu
W podobnej sytuacji znalazło się wielu żołnierzy AK, Narodowych Sił Zbrojnych i Batalionów Chłopskich. Masowe represje NKWD i UB spowodowały powrót części z nich do lasu. Organizowali się w oddziały samoobrony, dołączali do nich dezerterzy z komunistycznego wojska. „Uskok” stworzył 12-osobowy oddział partyzancki, który jesienią 1944 r. zaczął likwidować milicjantów i ubeków.
W styczniu 1945 r. komendant główny AK gen. Leopold Okulicki „Niedźwiadek” wydał rozkaz rozwiązujący AK, ale wysłał też sygnał, by powołano do życia tajną organizację – „Uskok” uznał, że to wezwanie do kontynuowania zbrojnego oporu. W połowie marca 1945 r. w Zezulinie jego ludzie zlikwidowali 2 oficerów politycznych Armii Czerwonej. Rosjanie osaczyli ich potem na kwaterach w Uciekajce – cudem się wydostali i schronili w lesie. W kwietniu ludzie „Uskoka” rozbili zebranie kół PPR i Samopomocy Chłopskiej w Brzostówce, zlikwidowali wójta i 2 działaczy PPR. W ramach zemsty grupa operacyjna Powiatowego Urzędu Bezpieczeństwa Publicznego z Lubartowa i WP spacyfikowała 2 wsie, spaliła gospodarstwa należące do rodziców „Uskoka” oraz „Stańczyka”. Ubecy zabili też Jana Szymanka i Józefa Ciołka (ojca Stanisława Ciołka „Lwa”) z Wólki Zawieprzyckiej.
„Po parogodzinnym przetrząsaniu krzaków i obejrzeniu krwawych śladów trafiono na zwłoki. W lesie, we wgłębieniu leżała krwawa masa ciała ludzkiego, przyrzucona gałęziami i mchem”
– opisywał „Uskok” odnalezienie zwłok ojca kolegi.
W maju chłopcy od „Uskoka” rozbroili posterunek Milicji Obywatelskiej w Ostrowie Lubelskim, zastrzelili 2 funkcjonariuszy MO w Ludwinie, a niedługo potem w Spiczynie śmierć poniosło 2 funkcjonariuszy UB, 3 milicjantów oraz 4 członków Polskiej Partii Robotniczej. Trzy dni później partyzanci zostali osaczeni we wsi Bójki. Zastępca „Uskoka” słabo znał teren, dlatego stracili 4 ludzi, 2 złapano i oddział został rozbity. Broński oparł się wówczas na starej gwardii, czyli st. sierż. Zygmuncie Liberze „Babiniczu” oraz sierż. Stanisławie Staropiętce „Stańczyku”. Sam awansował na porucznika, został komendantem partyzantów w obwodzie, dostał Srebrny Krzyż Zasługi z Mieczami.
„Na terenie gm. Ludwin i Spiczyn przez pięć lat okupacji niemieckiej nie zginęło tylu Polaków, ilu zginęło przez pięć miesięcy »demokratycznej niepodległości«. My wiemy, że prowadzimy walkę bratobójczą i choć serce się kraje, choć sumienie się wzdraga, nie możemy jej uniknąć, bo nie jesteśmy jej prowokatorami. My chcemy Polski! Chcemy pokoju! Chcemy demokracji! Chcemy reformy rolnej! Ale przede wszystkim chcemy niepodległości!”
– tłumaczył wybory swoje i kolegów.
W czerwcu 1945 r. komuniści przeprowadzili cichą amnestię, chcąc wyprowadzić partyzantów z lasu. W połowie miesiąca „Uskok” czasowo zdemobilizował oddział. Ubecy kusili go wizją spokojnego życia.
„Przyrzekali wiele – całkowitą gwarancję osobistego bezpieczeństwa członkom grupy […], zapewnienie pracy w dowolnej dziedzinie, awanse wojskowe o stopień wzwyż, wynagrodzenie przez skarb państwa tych członków, którym władze bezpieczeństwa zniszczyły mienie osobiste […], wydanie pozwoleń na posiadanie broni krótkiej […]”
– zapisał w pamiętniku. Tyle że Broński nie ufał im za grosz. Uzależnił swoje ujawnienie od zwolnienia osób aresztowanych, a także wywiezionych do łagrów.
„Warunki te były mało realne do spełnienia, nawet przez przedstawicieli Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego. Stanowiły formę odmowy”
– podkreśla dr Artur Piekarz z Oddziałowego Biura Poszukiwań i Identyfikacji w Lublinie, biograf „Uskoka”.
Wolność i Niezawisłość
„Uskok” się nie ujawnił. 26 listopada 1945 r. na terenie gmin Spiczyn i Ludwin szukało go prawie 400 osób z różnych służb. Żaden z jego partyzantów nie został ujęty, ale on sam otrzymał niegroźny postrzał w nogę, gdy uciekał z ogarniętej obławą wsi. Odtąd jego partyzanci operowali w małych grupach. Likwidowali ludzi współpracujących z władzą i Urzędem Bezpieczeństwa, walczyli z grupami MO i WP. W nocy z 18 na 19 czerwca 1946 r. przeprowadzili jedną ze swoich najgłośniejszych akcji – podali się za grupę operacyjną UB i zlikwidowali placówkę Ochotniczej Rezerwy Milicji Obywatelskiej w Charlężu. Zastrzelili tych, którzy zgłosili się „likwidować bandę”. W pobliskiej kolonii Jawidz rozstrzelali kolejnego członka ORMO, a na trupach pozostawili kartki:
„Nie bierz broni na brata”.
W tym czasie Broński uzyskał awans na kapitana i odtąd podlegał mjr. Hieronimowi Dekutowskiemu „Zaporze”. Spotkali się 2 i 3 lipca najpierw w Radzicu, później w kolonii Zawieprzyce. Skierowano przeciwko nim w ten rejon 400-osobową grupę Wojsk Bezpieczeństwa Wewnętrznego Lublin wspartą przez pododdziały 7 pp WP, MO, UB i okoliczne placówki ORMO, jednak zdołali się jej wymknąć. Latem 1946 r. pod komendę „Uskoka” przeszedł Stanisław Kuchcewicz „Wiktor”, były szef oddziału Narodowych Sił Zbrojnych-Narodowego Zjednoczenia Wojskowego Stefana Brzuszka „Boruty”, i kilku jego żołnierzy. Młodzi, radykalni, ideowi ludzie stali się postrachem nowej władzy. W październiku 1946 r. oddział „Uskoka” opanował Łęczną i rozbił miejscowy posterunek MO, a w grudniu razem z oddziałem Leona Taraszkiewicza „Jastrzębia” spacyfikował w akcji odwetowej wieś Rozkopaczew.
„Rozkopaczew liczył około osiemdziesięciu uzbrojonych ormowców, nawet w broń maszynową. Na zlecenie swoich władz, szubrawcy ci plądrowali ciągle teren i maltretowali ludność”
– opisywał „Uskok”.
Początek nowego roku okazał się dla niego pechowy – 12 stycznia 1947 r. dostał ciężki postrzał w nogę.
„Pocisk karabinowy przewiercił mi staw kolanowy, przechodząc przez środek rzepki u tej samej nogi (prawej), w którą byłem już ranny”
– wspominał. Stało się to, gdy kwaterująca w kolonii Łuszczów grupa Brońskiego (ok. 25 ludzi) starła się z liczącym 12 osób patrolem MO i ORMO. Gdy podkomendni zobaczyli stan dowódcy, przerwali walkę, umieścili go na saniach i się wycofali. Odwrotem kierował „Wiktor”, który zmylił pościg grupy Korpusu Bezpieczeństwa Wewnętrznego. W kolejnych tygodniach „Uskok” stale zmieniał miejsca pobytu. Gdy nie było sań, podkomendni go nieśli lub wlekli po śniegu.
„Woda Burowa, woda utleniona, spirytus, maść ichtiolowa, wata, lignina i trochę bandaży – oto środki, którymi leczyłem ranę. Na szczęście kula nie wniosła do rany brudu i po paru dniach wiedzieliśmy, że leczenie będzie postępować normalnie”
– zanotował.
22 lutego 1947 r. komunistyczne władze ogłosiły kolejną amnestię. W Lublinie ujawniło się 13 735 osób. Broński wiedział, że ludzie pragną stabilizacji, wydał więc zarządzenie:
„Ujawniający się mogą wziąć ze sobą potrzebną broń, a przed komisją amnestyjną mogą składać dowolne zeznania korzystne dla siebie, byleby nie były szkodliwe dla pozostałych”.
Wkrótce w województwie lubelskim przestały funkcjonować zorganizowane struktury konspiracyjne. Z „aktu łaski” nie skorzystała stosunkowo nieliczna grupa dowódców polowych i szeregowych partyzantów, m.in. „Zapora” i „Uskok”. Mieli na swoim koncie spore sukcesy w walce z komunistami, byli więc pewni, że im nie wybaczą.
Pod koniec maja 1947 r. na kwaterę „Uskoka” w kolonii Kijany przybyli żołnierze dawnego Okręgu WiN Lublin: płk Wilhelm Szczepankiewicz „Drugak”, kpt. Konrad Bartoszewski „Wir” (zastępca „Uskoka”) oraz kpt. Czesław Gregorowicz „Janusz” (w czasie wojny przełożony „Uskoka”). Chcieli nakłonić go do ujawnienia się, ale nic nie wskórali. Decyzję przesłał na piśmie.
„Zdaję sobie sprawę, iż z organizacją podziemną trzeba skończyć i w tym kierunku pracuję. UB wyświadczy mi przysługę, a sobie oszczędzi kłopotu, gdy przestanie interesować się moją osobą. Ludzie, którzy przeze mnie ucierpią, na pewno mi przebaczą, tak jak przebaczy mi mój ojciec, 83-letni staruszek, siedzący dziś w lochach lubelskiego UB”
– pisał Broński. Pozostawał na stałe poza oddziałem. Poruszał się o kiju, słabo zginał kolano. Na co dzień pomagał mu stary druh Zygmunt Libera „Babinicz”. W czerwcu 1947 r. rozkazom Brońskiego podporządkowano grupę sierż. Józefa Franczaka „Lalusia” i jego dwóch ludzi. Liczący wówczas 16 ludzi oddział „Uskok” podzielił na lotne patrole. Ich dowódcy raz w miesiącu spotykali się z „Uskokiem”, by rozliczyć się z przeprowadzonych akcji (w tym ze zdobytej gotówki).
Akcja w Puchaczowie
Jak tłumaczy dr Piekarz, Broński praktycznie nie dowodził już oddziałem w polu, a możliwość kontrolowania na bieżąco poczynań podkomendnych była iluzoryczna. Stąd mamy takie dramatyczne sytuacje, jak akcja w Puchaczowie, która została przeprowadzona bez jego wiedzy. Z obecnej perspektywy należy uznać ją za nieuzasadnioną. Jej skala, sposób przeprowadzenia, liczba ofiar daleko wykraczały poza to, co chcielibyśmy dziś interpretować jako akcje odwetowe podziemia niepodległościowego.
Dystansowali się wobec niej konspiratorzy, krytyczne stanowisko zajął m.in. mjr „Zapora”. I mimo że była samodzielną inicjatywą części żołnierzy „Uskoka”, w pewnym sensie obciąża jego konto, bo de facto był dowódcą tych ludzi. Akcja stanowiła reakcję na śmierć 3 partyzantów: „Czarnego”, „Marysia” i „Stacha”, którzy 26 czerwca 1947 r. zostali zaskoczeni na kwaterze w Turowoli pod Puchaczowem i zabici w walce. Wyśledzili ich szpicle z Puchaczowa, którzy natychmiast sprowadzili UB.
„Nic więc dziwnego, że w miesiąc później, 3 lipca, »Wiktor«, nawet bez mojej wiedzy, a w porozumieniu z »Żelaznym« (bratem śp. »Jastrzębia«) i »Ordonem« wziął krwawy odwet na Puchaczowie. Zabito 21 osób, wybierając najbardziej winnych. Zrobiło to wrażenie na komunistach. Rozdmuchano ten fakt okropnie”
– opisywał wypadki „Uskok”. Jednak śmierć poniosły 23 osoby, w tym 2 niepełnoletnie, a akcja ta wywołała gwałtowną reakcję ze strony Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego. Do sierpnia 1947 r. zatrzymano 213 osób podejrzanych o wspieranie partyzantów. Trafili do aresztu w szkole w Puchaczowie, gdzie straszliwie ich torturowano, a potem odsyłano do Lublina na dalsze śledztwo. Rodziny uznane za „bandyckie” wysiedlano na Ziemie Odzyskane i konfiskowano ich majątek. W czasie lipcowych akcji pododdziały KBW zabiły co najmniej 7 partyzantów, kolejni 4 byli ranni.
O śmierci Józefa Struga „Ordona” Broński dowiedział się dużo później, bo widząc, co się dzieje, stale zmieniał miejsca pobytu. Zwłaszcza że 12 września 1947 r. „Zapora” mianował go dowódcą oddziałów partyzanckich w byłym Inspektoracie WiN Lublin.
„Niemal automatycznie stał się najważniejszym dowódcą partyzanckim w centralnej Lubelszczyźnie, poszukiwaną osobą numer jeden przez Wojewódzki Urząd Bezpieczeństwa Publicznego w Lublinie”
– podkreśla dr Piekarz. Na południe od Lublina miał mu pomagać ppor. Mieczysław Pruszkiewicz „Kędziorek”. Dekutowski przesłał „Uskokowi” list:
„Zdzichu – Posyłam Ci rozkaz, jaki otrzymałem od Kom[endy] Okręgu [sic!]. Por. »Kędziorek« będzie u Ciebie, wszystko Ci opowie – opiekuj się moimi ludźmi. Ja dziś wyjeżdżam na angielską stronę – jestem umówiony z chłopakami co do kontaktów, jak będę na tamtej stronie! Stary – najważniejsze nie daj się nikomu wykiwać i bujać, jak tam wyjadę załatwię sprawy nasze pierwszorzędnie – kontakt będziemy mieć stale. Trzymaj kontakt z »Kędziorkiem«. Czołem Hieronim”.
„Zapora” padł ofiarą prowokacji – w połowie września aresztowano go wraz z grupą oficerów w okolicach Nysy i Grodkowa. „Uskok” nawiązał kontakt z „Kędziorkiem” dopiero po kilku tygodniach.
„Poleciłem mu, tak jak i innym, zerwać kontakty z wszelkimi »Okręgami« i innymi »górami« i ograniczyć się tylko do pracy mającej na celu przetrwanie. Inne sprawy mieliśmy regulować w przyszłości przy spotkaniach i korespondencyjnie”
– napisał. Pewność, że „Zapora” wpadł, zyskał dopiero w kwietniu 1948 r.
Ostatnie lata
Ostatnie dwa lata życia „Uskoka” były naprawdę trudne. Od października 1947 r. przebywał często w bunkrze w stodole Wiktora Lisowskiego w Dąbrówce k. Łęcznej. O jego lokalizacji wiedzieli tylko domownicy (Wiktor Lisowski, żona Katarzyna, syn Mieczysław oraz wnuczki Helena i Irena Dybkowskie), a także „Babinicz” oraz „Wiktor”, który czasem do nich dołączał. Zimą 1948/1949 r. ukrywał się tam także ranny „Żelazny”. Żołnierze mieli radio i książki. Tam Broński uporządkował swoje zapiski, które od jesieni 1947 r. spisywał w formie pamiętnika.
„Kilka lat temu przeprowadziłem rozmowę z Marianem Pawełczakiem »Morwą«, oficerem w sztabie zgrupowania »Zapory«, który w lipcu 1946 r. ukrywał się wraz z »Uskokiem« po akcji grupy operacyjnej KBW w rejonie Zawieprzyc. Broński zachęcał go do pisania wspomnień i pokazał mu swoje zapiski”
– mówi dr Piekarz.
„Uskok” związał się z łączniczką oddziału Marią Jędrzko (z d. Drzał) „Wiką”, „Dzikuską”. Ukochana nosiła pod sercem jego dziecko.
„Starał się być u mojej matki, co dwa tygodnie. Płacił żołd najbliższym osobom tych, którzy zginęli, np. żonie Antoniego Kopaczewskiego »Lwa«, która miała troje dzieci”
– opowiadał Adam Broński, syn „Uskoka”. „Wika” była już w ciąży, gdy aresztowano ją w Wigilię 1946 r. Dostała wyrok trzech lat więzienia, ale karę darowano na mocy amnestii. Schroniła się w klasztorze w Nowym Tomyślu i tam, 29 lipca 1947 r. przyszedł na świat Adam.
„Matkę stale nachodzili ubecy. Bała się, że mnie jej odbiorą i umieszczą w domu dziecka”
– wspominał. Z relacji rodzinnych dowiedział się, że ojciec miał go na rękach trzy razy i że był bardzo religijny. „Wychowaj go porządnie na patriotę” prosił ukochaną „Uskok”, przewidując swoją rychłą śmierć.
Pod koniec roku 1948 stan oddziału wynosił tylko 9 ludzi. Wkrótce oddział przestał istnieć, bo 23 stycznia 1949 r. w starciu z MO w Klimusinie zginął ostatni podkomendny „Lalusia” – Jerzy Marciniak „Sęk”, a ostatniego dnia marca w kolonii Pasów funkcjonariusze PUBP w Krasnymstawie aresztowali 2 żołnierzy „Strzały”: Stanisława Bartnika „Górala” i Stanisława Skorka „Piroga”. Wydobyte od „Górala” zeznania pozwoliły zlokalizować jedną z głównych kwater „Uskoka” – u Władysława Zarzyckiego w kolonii Łuszczów. Tej samej nocy 275-osobowa grupa UB-KBW otoczyła Pliszczyn k. Lublina, gdzie ukrywał się Waśkowicz. Po krótkiej walce „Strzała” zginął. Znalezione przy nim notatki potwierdziły, że u Zarzyckiego ma się odbyć spotkanie. W nocy z 2 na 3 kwietnia 1949 r. budynki jego gospodarstwa zostały otoczone przez 30 żołnierzy KBW i kilkunastu funkcjonariuszy UB i MO.
Moment, gdy „Uskok”, „Wiktor” i „Żelazny” zorientowali się, że pod dom podchodzą nie swoi, a wrogowie, jest ostatnim wydarzeniem zrelacjonowanym przez Brońskiego w zapiskach:
„»Wiktor« rzucił już jeden i drugi granat przez oszklone drzwi na zewnątrz, a ponieważ z zamkiem nie mógł sobie poradzić ręką, puścił weń serię z automatu. »Żelazny« mu pomagał, przygotowując swoje granaty. […] W ciemnościach, gdzieś przy łóżku, szeptały strwożone dzieci. Gospodyni znajdowała się obok nich. Gdy zobaczyła mnie wracającego do pokoju, przyjęła to widocznie za znak naszego niepowodzenia i zapytała: – Nie dacie rady? Może na strych? O Boże! Ratujcie się!…”.
Przedarli się przez pierścień okrążenia, zamiast nich aresztowano gospodarzy. Stefania Zarzycka zmarła w więzieniu na Zamku w Lublinie 29 maja 1949 r. tuż po urodzeniu córki.
Śmierć w bunkrze
Bezpieka robiło wszystko, by ich odnaleźć. Pomógł im zdrajca, ktoś, do kogo „Uskok” miał bezwzględne zaufanie. Franciszek Kasperek „Hardy” był w jego oddziale niemal od początku.
„Dużo odwagi i własnej inicjatywy. Ryzyk[ant]. Na własną rękę rozbroił 4 Niemców […]. Posłuszeństwo dla d[owó]dców”
– uzasadniał „Uskok” jego Krzyż Walecznych. Ale „Hardy” podjął współpracę z PUBP w Lubartowie.
„Z dokumentów zgromadzonych w teczce osobowej informatora ps. »Janek« wynika, że miał podjąć tę współpracę dobrowolnie – niewykluczone, że był jednak szantażowany. Zgodnie z otrzymanymi poleceniami starał się odnowić dawne kontakty, by dotrzeć w bliskie otoczenie »Uskoka«. W końcu, po kilku miesiącach od werbunku, spotkał się z Zygmuntem Liberą »Babiniczem«”
– mówi dr Piekarz.
Kasperek pochodził z Wólki Nowej w powiecie lubartowskim. Po ujawnieniu powrócił do pracy na gospodarstwie, w tym czasie przynajmniej raz odwiedzili go „Uskok” z „Babiniczem”. Ministerstwo Bezpieczeństwa Publicznego przygotowało kombinację, w której Kasperek miał spełnić kluczową rolę. Udało mu się spotkać z „Babiniczem” u byłego łącznika oddziału Józefa Gąsiora „Kaczora” z Ziółkowa. Zaproponował „ Babiniczowi”, że odda mu granaty i amunicję, jeśli ten odwiedzi go w gospodarstwie. Tam na Liberę czekało 16 żołnierzy KBW i 4 funkcjonariuszy PUBP z Lubartowa. „Babinicz” bronił się, powalony na ziemię próbował jeszcze rozerwać granat obronny. Poddano go brutalnemu śledztwu i ostatecznie wydał miejsce pobytu swojego dowódcy.
Aresztować „Uskoka” przybył z Warszawy sam dyrektor Departamentu III MBP, płk Jan Tataj. Stanął na czele 140 żołnierzy, wyposażonych w radiostacje i służbowe 3 psy oraz funkcjonariuszy UB i MO. 20 maja o godz. 20.10 gospodarstwo Lisowskich zostało zamknięte dwoma pierścieniami obławy, zatrzymano wszystkich domowników. Ubecy przyrządzili kawę, do której wsypali środek usypiający i kazali Irence Dybkowskiej ją zanieść „Uskokowi”. Dziewczynka powiedziała: „Przyniosłam panu kawę”, a obie z siostrą zwracały się do niego „wujku”. „Uskok” zrozumiał i kawy nie wypił.
Nad ranem żołnierze zaczęli dobierać się do bunkra.
„Czego szukacie i co chcecie?”
– spytał Broński, a płk Tataj wezwał go do poddania się. „Poczekajcie, aż się namyślę” – usłyszał. Kolejna próba też spełzła na niczym.
„W sprawozdaniu odnotowano, że »ociągał się z wyjściem podając motyw, załatwienie różnych spraw i napisanie listów«”
– opisuje dr Piekarz.
Pertraktacje z „Uskokiem” trwały długo. W raporcie dowódcy 3. Brygady KBW czytamy:
„Po wystrzeleniu kilku naboi »Uskok« odezwał się: »Uskok« już gotów, myślicie, że »Uskok« wam się podda?, po czym zaczął wymyślać na obecny ustrój i rząd. Jednocześnie usłyszano w bunkrze wybuch granatu eksplodującego i ciszę, wobec czego zachodziło pytanie: czyżby »Uskok« popełnił samobójstwo?”.
Była siódma rano. Od tego momentu zapanowała cisza. O dziewiątej wysadzono zewnętrzną ścianę bunkra. Ciało „Uskoka” leżało na ziemi, pozbawione głowy i prawej ręki. Zwłoki przewieziono do prosektorium Zakładu Anatomii Prawidłowej Człowieka UMCS w Lublinie. Miejsce jego pochówku pozostaje nieznane.
Zygmunt Libera „Babinicz” został stracony 28 maja 1950 r. w więzieniu na Zamku w Lublinie. Kasperka partyzanci zastrzelili 1 września. „Wiktor” poległ trzy lata później, a „Laluś” zginął 21 października 1963 r. w walce z grupą Służby Bezpieczeństwa-Zmotoryzowanych Odwodów Milicji Obywatelskiej w Majdanie Kozic Górnych.
Stodoła Lisowskich w Dąbrówce k. Łęcznej, w której od 1947 r. zlokalizowany był bunkier „Uskoka” i gdzie otoczony przez UB w 1949 r. popełnił samobójstwo (fot. z zasobu AIPN)
Epilog
O Zdzisławie Brońskim było cicho do 1989 r. Wcześniej pamięć o nim była pielęgnowana w gronie rodzinnym, w środowisku dawnych konspiratorów, podkomendnych i współpracowników oddziału. Na początku lat dziewięćdziesiątych XX w. rozpoczął się stopniowy proces przywracania pamięci o „Uskoku”, podobnie jak o innych dowódcach polowych podziemia okresu powojennego.
Przełomem było powstanie Instytutu Pamięci Narodowej, dzięki czemu historycy uzyskali dostęp do materiałów byłego UB-SB i przystąpili do kompleksowych badań nad dziejami antykomunistycznego podziemia, w tym nad formami jego zwalczania przez aparat bezpieczeństwa. „Z pewnością kamieniem milowym była publikacja odnalezionych w zasobie IPN zapisków »Uskoka«” – mówi Artur Piekarz.
W czerwcu 2018 r. pracownicy Biura Poszukiwań i Identyfikacji IPN przeprowadzili badania archeologiczne w Nowogrodzie, w miejscu, gdzie znajdował się bunkier „Uskoka”. Znaleźli fragment żuchwy z uzębieniem oraz łuski. Badania genetyczne wykazały, że szczątki należą do kpt. „Uskoka”.
„Znałem nazwiska i pseudonimy ludzi z oddziału mojego ojca. Mama dużo mi opowiadała. Gdy miałem dziesięć lat, przyszło do szkoły dwóch milicjantów, którzy opowiadali o »Uskoku«, »Żelaznym«. Jeden z nich pokazał na mnie palcem i powiedział: »O, widzicie go? Ten bandzior był jego ojcem. Ale on nie wie, bo się inaczej nazywa”. Miałem nazwisko matki i przez dwa tygodnie nie chciałem do szkoły pójść. Ale dziadek mnie przekonał, był mądrym człowiekiem”
– wspominał Adam Broński. Od 1997 r. starał się o zmianę nazwiska, by mieć je po ojcu, udało mu się to dopiero w 2000 r. Był przewodniczącym związku zaporczyków. Organizował rajdy śladami walk żołnierzy „Uskoka”, „Zapory”, ale też oddziałów z powiatu włodawskiego – „Jastrzębia” i „Żelaznego”. Adam Broński:
„Matka cały czas mi mówiła, że ojciec nie mógł inaczej postąpić. Żalu człowiek nie ma… Ojciec żył dla Ojczyzny i dla niej wypełnił słowa przysięgi – »wywalczymy wolność lub polegniemy«”.
Tekst pochodzi z numeru 3/2024 „Biuletynu IPN”
