Jednym z deportowanych był Kazimierz (właściwie Stanisław Kazimierz) Cybulski1. Swoje wspomnienia zawarł on w niepozornej książeczce Przerwany bieg życia. Syberyjskie wspomnienia nastolatka2, jak również w notacjach znajdujących się w archiwum Instytutu Pamięci Narodowej3.
Start: Medyka
Kazimierz Cybulski urodził się 5 grudnia 1926 r. w Medyce koło Przemyśla. Jego ojciec Stefan był organistą w medyckiej parafii oraz prezesem miejscowej Akcji Katolickiej. Ponadto pracował jako kasjer w Kasie Stefczyka w Medyce. Matka Kornelia (z d. Wiszyńska) zajmowała się wychowywaniem dzieci. Kazimierz miał dwie siostry – starszą Helenę oraz młodszą Zofię. Rodzina Cybulskich mieszkała w organistówce, a razem z nią mieszkał dziadek ze strony ojca – Michał Cybulski.
W Medyce Kazimierz Cybulski rozpoczął edukację w szkole powszechnej i tam ukończył pięć klas. Rok wcześniej został członkiem Ligi Morskiej i Kolonialnej i w jej ramach latem 1938 r. był na wycieczce w Warszawie, Gdyni oraz Jastarni. W tym samym 1938 r. ks. płk Antoni Miodoński założył Związek Szlachty Zagrodowej. Prezesem na powiat przemyski został ojciec Kazimierza. Celem Związku było spolszczanie rodzin polskich, które zostały poddane rusyfikacji w trakcie zaborów.
W 1939 r. Kazimierz Cybulski ukończył 6. klasę Publicznej Szkoły Powszechnej im. Jana Kantego w Przemyślu, a w czerwcu 1939 r. zdał egzamin do II Państwowego Gimnazjum im. Kazimierza Morawskiego w Przemyślu4. Do tego Gimnazjum Cybulskiemu nie dane było jednak uczęszczać. Szkoła znajdowała się na Zasaniu (w północnej części Przemyśla), które po 17 września 1939 r. zostało zajęte przez Niemców, a tymczasem rodzina Cybulskiego mieszkała w sowieckiej strefie wpływów (granicę między niemiecką i sowiecką strefą okupacyjną wyznaczał przepływający przez Przemyśl San).
W wakacje 1939 r. Kazimierz Cybulski przebywał na obozie w Sławsku w Karpatach Wschodnich zorganizowanym przez Związek Szlachty Zagrodowej. Potem wyjechał do Lwowa do kuzynki matki. Do Medyki wrócił pod koniec sierpnia 1939 r. Kilka dni później ojciec Kazimierza został zmobilizowany do 22. Pułku Artylerii Lekkiej w Przemyślu.
Zmiana reguł
O wybuchu wojny Kazimierz Cybulski dowiedział się 1 września 1939 r. z komunikatu radiowego. Kilka dni potem przeżył pierwszy nalot niemieckiego lotnictwa na Medykę, a niedługo później był świadkiem pierwszego bombardowania tamtejszej stacji kolejowej. Po tych nalotach matka Kornelia postanowiła przenieść się z dziećmi i teściem do nieodległych od Medyki Balic. Pod koniec września rodzina wróciła z powrotem do domu. Dołączył do niej ojciec Stefan, który powrócił z kampanii wrześniowej.
Również pod koniec września do Medyki wkroczyli Sowieci. Szli „w oberwanych płaszczach, z karabinami na sznurkach. To był obraz nędzy i rozpaczy”5. Gdy Sowieci otworzyli szkoły, Kazimierz wraz z siostrą Heleną przez miesiąc uczęszczali do przedwojennego I Państwowego Gimnazjum im. Juliusza Słowackiego w Przemyślu6. Do domu powrócili na uroczystość Wszystkich Świętych.
2 listopada 1939 r. (w Dzień Zaduszny) zaraz po Mszy św. ojciec Kazimierza został aresztowany przez NKWD. Razem z nim aresztowano proboszcza parafii – ks. Szymona Korpaka. Nawiasem mówiąc, kapłan ten był ojcem chrzestnym Kazimierza Cybulskiego. Ojciec trafił do przemyskiego więzienia. Przez dwa tygodnie matka Kazimierza nie znała losu swojego męża. Dopiero po wojnie Kazimierz poznał prawdopodobny powód aresztowania ojca. Była nim zapewne jego działalność w Związku Szlachty Zagrodowej, która nie podobała się miejscowym nacjonalistom ukraińskim (czynili oni o to zarzuty przed NKWD).
Wkrótce potem Cybulscy zostali zmuszeni do opuszczenia organistówki. Kornelia wraz z dziećmi i teściem przez kilka następnych miesięcy zamieszkała w domu medyckiego kolejarza Nowotyńskiego.
Lekcja geografii
W sobotę 10 lutego 1940 r. około godz. 15.00 do domu Nowotyńskich, gdzie zamieszkiwała Kornelia Cybulska wraz z dziećmi (teść Michał Cybulski wyjechał do córki), wszedł enkawudzista z dwoma sowieckimi milicjantami. Kornelia dosłownie przed chwilą wróciła z Przemyśla, dokąd udała się, by do więzienia dostarczyć paczkę z czystą bielizną i papierosami dla męża oraz ks. Korpaka. Mężczyzna nakazał kobiecie przygotować się do opuszczenia mieszkania, a jeden z milicjantów polecił zabrać ciepłe rzeczy dla dzieci. Starsza siostra Kazimierza wypowiedziała wówczas prorocze słowa:
„Ja już tatusia nie zobaczę”7.
Co ciekawe, Kazimierz zabrał ze sobą atlas geograficzny Eugeniusza Romera. Matka, zaskoczona tym pakunkiem, zapytała syna:
„Po co to bierzesz?”.
„Żeby patrzeć, gdzie nas powiozą”
– stwierdził Kazimierz8. Warto dodać, że z książką tą młody Cybulski rozstanie się dopiero w obozie Masindi w Afryce.
Kornelię wraz z dziećmi przewieziono saniami na stację kolejową w Medyce i umieszczono w jednym z kilkudziesięciu bydlęcych wagonów, w których już znajdowali się mieszkańcy okolicznych osad i wsi. Miejscowy Żyd o nazwisku Katz przekazał pani Cybulskiej litrową butelkę (bezcennego – jak się później okazało) spirytusu9.
W czasie trzytygodniowej podróży koleją na miejsce zesłania autor Przerwanego biegu życia zapamiętał siarczyste mrozy.
„Przez pierwsze dwie noce siedziałem na pryczy. Włosy przymarzły mi do ściany wagonu”10.
Zesłańcom towarzyszyło też ogromne pragnienie.
„Nigdy nie przypuszczałem, że można być tak spragnionym w zimie”11
– wspominał Kazimierz.
„Z dachu przez zakratowane okienka ściągaliśmy śnieg, żeby mieć wodę do picia”12
– dodawał.
Chęć ugaszenia pragnienia omal nie spowodowała odmrożenia palców. Gdy na jednej ze stacji Sowieci pozwolili Polakom nabrać wody, Kazimierz wybiegł z wagonu z dwoma butelkami w kieszeniach i naczyniem w ręku. Wodę nalewał z rury zasilającej cysternę lokomotywy. Chłopiec nie przewidział jednej rzeczy. Siarczysty mróz, brak rękawiczek, mokre od wody ręce oraz kilkaset metrów drogi powrotnej do wagonu spowodowały, że po powrocie jego ręce były „prawie że zamarznięte, a paznokcie sine. Poczułem tak wielki ból w palcach, że zacząłem płakać”13. Na szczęście rozcieranie dłoni śniegiem zapobiegło odmrożeniu palców.
Trasa podróży wiodła przez Lwów, Kijów, Charków, Omsk, Kujbyszew, Nowosybirsk. Stacją docelową okazał się Krasnojarsk, do którego Cybulscy wraz z innymi Polakami dotarli w marcu 1940 r. Gdy zesłańcy osiągnęli ten punkt podróży, opuścili pociąg i wsiedli na podstawione sanie. Przed nimi pozostało do pokonania ostatnie 80 km do wsi Pima.
Pima – meta?
Po dotarciu na miejsce wszystkich Polaków – ok. 250 osób – umieszczono w dużym, prymitywnym baraku. Szkielet budowli tworzyły „wkopane w kilkumetrowych odstępach słupy połączone poziomymi poprzeczkami, obite po obu stronach deskami, a utworzona w ten sposób wolna przestrzeń wypełniona była trocinami, które spełniały rolę izolacji”14.
Jednak trociny wydmuchiwane były przez silne wiatry. Na podstawie odczytanych wyrazów, wyrytych w deskach baraku, okazało się, że wcześniej przebywali w nim hiszpańscy żołnierze gen. Francisco Franco, którzy dostali się do komunistycznej niewoli, a następnie zostali przetransportowani na Syberię15.
Pięcioosobowa rodzina polska deportowana przez władze sowieckie i przybyła po zwolnieniu do miejsca formowania jednostek Armii Polskiej w ZSRS gen. Władysława Andersa, 1941-1942 r. Odbitka rozpowszechniana przez komórki propagandy rządu RP i Polskich Sił Zbrojnych w Wielkiej Brytanii (fot. z zasobu AIPN)
Wkrótce potem Sowieci przeprowadzili selekcję zesłańców na osoby pracujące (wszyscy ci, którzy w 1940 r. ukończyli bądź ukończą 15 lat) i dzieci. Osobom pracującym przysługiwało 800 g chleba dziennie, niepracującym 400 g. Na skutek selekcji matka Kazimierza z 15-letnią Heleną poszły do pracy, a on z Zosią do szkoły. Matka – wraz z innymi kobietami – rżnęła piłą ręczną „koła o kilkudziesięciocentymetrowej średnicy z olbrzymich ściętych drzew. (…) Były one potem rąbane na maleńkie klocki, tzw. tiurki, które następnie używane były do wytwarzania gazu drzewnego w kotłach na traktorach, którym silniki traktorów były napędzane”16.
Z kolei Helena pracowała przy ścinaniu drzew. Niestety, pewnego dnia w drodze do lasu wpadła do rzeki. Nie pozwolono jej się przebrać w suche ubranie, skutkiem czego kilka dni później – 13 maja 1940 r. – zmarła na zapalenie płuc. Helenę włożono do zbitej z sosnowych desek trumny. Pogrzebu nie było, jedynie nad trumną zmarłej kilka słów wypowiedział młody człowiek o nazwisku Jakielaszek17. Odmówiono jeszcze modlitwę oraz zaśpiewano Wieczny odpoczynek….
Po kolejnych dwóch dniach matka zaniosła na plecach chorą na tyfus Zosię do odległej o 4 km wsi Narwa, gdzie znajdował się „szpital”, w którym przyjmował felczer. Zosia spędziła tam dwa tygodnie. Kazimierz na zmianę z matką odwiedzał siostrę w szpitalu. Po niedługim czasie dziewczynka powoli zaczęła wracać do zdrowia.
W czerwcu bądź lipcu 1940 r. matkę Kazimierza wysłano na sianokosy. Matki „przez dwa-trzy tygodnie nie było z nami”18. Z kolei z końcem lata 1940 r. matka Kazimierza została przydzielona do noszenia wiader z wodą do kotłów parowych w nowo wybudowanym tartaku.
„Praca była niezmiernie ciężka, szczególnie w zimie, kiedy mrozy przekraczały nieraz –40 stopni Celsjusza, a wodę trzeba było czerpać z wyrąbanej przerębli i nieść w górę po oblodzonym, śliskim brzegu”19.
Jesienią 1940 r. Cybulscy otrzymali kartkę z łagru na Półwyspie Kolskim od ojca, który napisał, że żyje.
Wigilia i Boże Narodzenie 1940 r. stanowiły dla zesłańców przykry czas. Nieustannie bowiem wracały wspomnienia świąt spędzanych z ukochanymi w Polsce. Cybulscy żyli w Pimie bez męża i ojca oraz bez córki i siostry… Podzielili się jednak między sobą i z innymi Polakami gliniastym chlebem oraz zaśpiewali kilka kolęd.
Latem 1941 r. przyjechał do Pimy kolejny transport zesłańców. Obejmował on uciekinierów spod okupacji niemieckiej. Był wśród nich nauczyciel matematyki, były dyrektor gimnazjum ze Śląska. Dyrektor ten wygrał zakład z komendantem obozu w Pimie i szybciej niż on zliczył całostronicową kolumnę cyfr, którymi oznaczano wartość rubli i kopiejek. W efekcie dyrektor ten został kierownikiem obozowej stołówki, a do pomocy zaangażował m.in. Kornelię Cybulską. Dzięki temu kobieta zawsze mogła przynieść swoim dzieciom trochę jedzenia.
Niedługo przed zakończeniem roku szkolnego Kazimierz Cybulski był świadkiem pewnego incydentu. Otóż w czasie przerwy jeden z uczniów miał w buzi niewielką kostkę cukru, który popijał herbatą. W pewnym momencie wyjął kostkę z buzi, a jeden z kolegów wytrącił mu ją z ręki. Kostka powędrowała do kolejnego kolegi, a w pewnym momencie nieopatrznie uderzyła w głowę kierowniczkę szkoły. Kazimierz miał wskazać sprawcę zdarzenia. Odmówił. Wobec tego przedstawiono mu alternatywę: albo publicznie przeprosi kierowniczkę szkoły, albo pójdzie do domu poprawczego. Do namysłu pozostawiono mu dwa tygodnie czasu. Kazimierz nie miał zamiaru nikogo przepraszać, ponieważ w jego przekonaniu było to niesprawiedliwe. Matka powiedziała mu wówczas:
„Szanuję twoją decyzję, ale przeproś kierowniczkę, bo jeśli trafisz do domu poprawczego, to ja cię więcej nie zobaczę”20.
Szansa na dalszy bieg
Dzień lub dwa przed wyznaczonym terminem na przeprosiny Polaków wezwano do kancelarii obozu i zakomunikowano im, że na mocy układu Sikorski-Majski uzyskali udostawierenie, czyli dokument wystawiony przez NKWD o zwolnieniu z obozu, pozwalający im na swobodne przemieszczanie się po Kraju Rad. Ponadto Cybulscy dowiedzieli się, że w ZSRS formuje się polska armia.
Kazimierz zapamiętał, że po niedługim czasie (być może w sierpniu) matka dostała kolejną kartkę od ojca pisaną już po zwolnieniu go z łagru na Półwyspie Kolskim. Ojciec pisał:
„Jestem zwolniony z łagru. Nie wyjeżdżajcie nigdzie, czekajcie na mnie albo na wiadomość ode mnie”21.
Cybulscy postanowili czekać na głowę rodziny, która miała do przebycia ok. 6 tys. km.
Gdy ojciec przybył do Pimy, Zosia nie poznała go.
„Jak go aresztowano, miał 38 lat, a wyglądał o wiele młodziej (…) A teraz? – opuchnięty, ciemna, przez północne wiatry spalona cera i pomarszczona twarz. Wyniszczone przez szkorbut dziąsła i zęby. Pozostały tylko te same dobre, szaro-niebieskie oczy”22.
– wspominał Kazimierz.
W jaki sposób Stefanowi Cybulskiemu udało się przebyć 6 tys. km? Nie miał przecież pieniędzy na zakup biletów kolejowych. Niewątpliwie w podróży pomógł mu wybuch wojny pomiędzy III Rzeszą a ZSRS. Mężczyzna dołączał bowiem do transportów osób ewakuowanych z zachodniej części ZSRS, którym często pomagał nosić bagaże. Dostawał za to napiwki, a za nie kupował bilety. Pociągi z uciekinierami dochodziły aż do Nowosybirska. Potem podróżował traktorami, a następnie pieszo.
Cybulscy niebawem znaleźli się we wsi Narwa. Zmiana miejsca pobytu związana była z tym, że otwierano tam szwalnię wojskowych watowanych ubrań. Do tej pracy zgłosił się ojciec Kazimierza, który wkrótce został kierownikiem szwalni. Zdobyć tę „posadę” pomógł Stefanowi Cybulskiemu jeden z Polaków mieszkających w obozie w Pimie, który z zawodu był krawcem. Wyliczył on, ile będzie można wykroić kurtek i spodni z jednej beli materiału. Ale z każdej beli zostawało (zupełnie celowo) ok. 2 m materiału. Z tego naddatku korzystał Kazimierz, który czasem coś sobie uszył albo też brał materiał i szedł do pobliskiego kołchozu wymieniać go na żywność bądź sprzedawać. Ten proceder spowodował reakcję matki. Kobieta „ręce załamywała. Mówiła: «Przecież to jest wojskowy materiał. Czy zdajecie sobie sprawę z tego, co robicie? Kradniecie wojskowy materiał!». Wtedy uspokajał ją tata: «Nie bój się! Oni się nie zorientują! Oni są bardzo zadowoleni z tego, co szyjemy i dlatego, że szybko szyjemy»”23.
W listopadzie 1941 r. – na skutek błagalnych próśb matki – zapadła decyzja o opuszczeniu Narwy. Stefan Cybulski zdecydował się dołączyć do formowanej w ZSRS polskiej armii. Miejscowe władze z wdzięczności za wykonaną pracę zaoferowały Polakom podwózkę sańmi na stację kolejową w Krasnojarsku.
Stanisław Grabski (po lewej), polityk i działacz okresu międzywojennego, zwolniony z sowieckiego obozu, po przybyciu do miejsca formowania jednostek Armii Polskiej w ZSRS gen. Władysława Andersa, 1941-1942 r. Odbitka rozpowszechniana przez komórki propagandy rządu RP i Polskich Sił Zbrojnych w Wielkiej Brytanii (fot. z zasobu AIPN)
Stamtąd Cybulscy dotarli koleją do Nowosybirska. Tam jednak musieli czekać na wagony towarowe, które zabrałyby oczekujących na dworcu Polaków na południe. Po ok. tygodniu Cybulscy wraz z innymi Polakami zostali ulokowani w dwóch wagonach, które dołączono na koniec składu kilkudziesięciu platform z drzewem. Rozpoczęła się dalsza podróż. Przez Barnauł Polacy dotarli do Semipałatyńska, a stamtąd do Ałma-Aty. W czasie podróży zachorował ojciec, który był nieformalnym kierownikiem transportu Polaków.
Na jednej ze stacji Kazimierz wysiadł z wagonu, aby nabrać wrzątku (kipiatok). Polacy nie pili bowiem surowej wody z obawy przed tyfusem brzusznym (durem) i czerwonką24. Gdy tylko garnek zapełnił się wodą, lokomotywa gwizdnęła i niespodziewanie ruszyła. Kazimierz postawił garnek z wrzątkiem na najbliższej platformie z drzewem i po chwili sam na nią wskoczył. Gdyby czekał na przyjazd swojego wagonu, zapewne byłby on zbyt rozpędzony, by do niego wsiąść. Do wagonu z rodzicami i siostrą Kazimierz dotarł na kolejnym postoju – dopiero przed północą. Matka na widok syna powiedziała:
„Już nie wiedziałam, co myśleć”.
Kazimierz odpowiedział: „Niech się mama tak nie martwi! Ja sobie jakoś poradzę”. W odpowiedzi matka stwierdziła:
„Moją troskę zrozumiesz, jak sam będziesz miał dzieci”25.
W grudniu 1941 r. Cybulscy dojechali do Fergany (dzisiejszy Uzbekistan). Mieli przed sobą dwie możliwości: albo pracę w kołchozie, albo pracę przy budowie i utwardzaniu dróg. Ojciec Kazimierza, który zgłosił się do budowy dróg jako rzekomy inżynier, dostał za zadanie naprawę lokalnej drogi – zasypywanie dziur kamieniami oraz stawianie co kilometr słupków oznaczających odległość. Kazimierz pomagał ojcu w ten sposób, że odmierzał kolejne kilometry.
Zaraz po Bożym Narodzeniu Kazimierz zachorował w Ferganie na tyfus plamisty. Gorączka dochodziła do 41 stopni Celsjusza, a w kryzysowym momencie osiągnęła wartość 41,8 stopnia Celsjusza. Niestety, Cybulscy nie mieli żadnych leków. Miejscowy „szpital”, do którego udał się po pomoc ojciec Kazimierza, zapewniał raczej pewną śmierć niż ratunek. W pewnym momencie Kazimierz zapytał matki, czy może zjeść pomarańcza.
„Zrozpaczona matka, na sugestię młodego współmieszkańca, obrała z łupiny ziemniak (…) i surowy podała mi do ręki. Jadłem powoli, komentując ledwo już słyszalnym głosem: A no, widzi mama, nie mówiłem, że są… pomarańcze”26.
W następnym tygodniu Kazimierz – jeszcze słaby – kopał już rowy na drodze, którą dalej naprawiał razem z ojcem.
W lutym 1942 r. przyszła wiadomość, że nieopodal Fergany tworzy się polski oddział. Ojciec wraz z matką pojechali dowiedzieć się szczegółów. Ojciec pozostał na miejscu, natomiast matka wróciła po dzieci. Wynajętą arbą (dwukołowym wozem), a potem ciężarówką dotarli do ojca. W najbliższą niedzielę Kazimierz wraz z bliskimi uczestniczył w polowej Mszy św. – pierwszej od dwóch lat.
Następnego dnia Polacy otrzymali rozkaz ewakuacji tamtejszego wojska polskiego oraz cywili z ZSRS do Iranu. Autor Przerwanego biegu życia wraz z matką i siostrą (ojciec wyjechał dzień później) wypłynęli z Krasnowodzka (obecnie Turkmenbaszy) do Pahlawi (obecnie Bandar-e Anzali) w Iranie.
„Ogarnęła nas jakaś dziwna ulga kiedy po niedługim czasie Krasnowodzk i ta «nieludzka ziemia» zniknęły z horyzontu”27
– wspominał.
Nad ranem kolejnego dnia rejsu dostrzeżono na horyzoncie światła w porcie Pahlawi. Wszyscy wybiegli na pokład statku. Po wyjściu na ląd „Polacy płakali i całowali irańską ziemię”28.
1 AIPN 3688/255, cz. 1, Kazimierz Stanisław Cybulski – notacja.
2 K. Cybulski, Przerwany bieg życia. Syberyjskie wspomnienia nastolatka, Lublin 2006, wyd. 4.
3 AIPN 3688/255, cz. 1–5, Kazimierz Stanisław Cybulski – notacja.
4 Ibidem. Zob. także M. Dalecki, Państwowe Gimnazjum II im. Kazimierza Morawskiego w Przemyślu w latach 1907–1939, „Przemyskie Zapiski Historyczne. Studia i Materiały Poświęcone Historii Polski Południowo-Wschodniej” 1991–1992, r. 8–9, s. 85–107.
5 AIPN 3688/255, cz. 1, Kazimierz Stanisław Cybulski – notacja.
6 Ibidem. Zob. także T. Pudłocki, Blask szarości... Życie codzienne w I Państwowym Gimnazjum im. Juliusza Słowackiego w Przemyślu w latach 1918–1939, Przemyśl 2004.
7 Przerwany bieg życia…, s. 12.
8 AIPN 3688/255, cz. 1, Kazimierz Stanisław Cybulski – notacja.
9 Przerwany bieg życia…, s. 13.
10 AIPN 3688/255, cz. 1, Kazimierz Stanisław Cybulski – notacja.
11 Przerwany bieg życia…, s. 14.
12 AIPN 3688/255, cz. 1, Kazimierz Stanisław Cybulski – notacja.
13 Przerwany bieg życia…, s. 15.
14 Ibidem, s. 16–17.
15 AIPN 3688/255, cz. 1, Kazimierz Stanisław Cybulski – notacja.
16 Przerwany bieg życia…, s. 20–21.
17 AIPN 3688/255, cz. 2, Kazimierz Stanisław Cybulski – notacja.
18 AIPN 3688/255, cz. 1, Kazimierz Stanisław Cybulski – notacja.
19 Przerwany bieg życia…, s. 23.
20 AIPN 3688/255, cz. 1, Kazimierz Stanisław Cybulski – notacja.
21 AIPN 3688/255, cz. 2, Kazimierz Stanisław Cybulski – notacja.
22 Przerwany bieg życia…, s. 28.
23 AIPN 3688/255, cz. 2, Kazimierz Stanisław Cybulski – notacja.
24 Przerwany bieg życia…, s. 38.
25 AIPN 3688/255, cz. 2, Kazimierz Stanisław Cybulski – notacja.
26 Przerwany bieg życia…, s. 41.
27 Ibidem, s. 44.
28 AIPN 3688/255, cz. 2, Kazimierz Stanisław Cybulski – notacja.
