Amerykanin po przybyciu do ottawskiej placówki oświadczył, że chciałby się spotkać z polskim attaché wojskowym. Przybysz był w pełni świadom, że pełniący tę funkcję oficer jest jednocześnie pracownikiem wywiadu wojskowego PRL (Zarządu II Sztabu Generalnego Wojska Polskiego). Prawdziwym celem wizyty Amerykanina było bowiem złożenie oferty sprzedaży wywiadowi wojskowemu PRL dokumentacji ściśle tajnych amerykańskich technologii wojskowych, w tym rozwijanego wówczas systemu Patriot.
50 kilogramów tajemnicy wojskowej
Niespodziewany przybysz był inżynierem w jednym z amerykańskich kompleksów przemysłowych, produkujących nowoczesne technologie wojskowe i posiadał dostęp do dokumentów o najwyższej klauzuli tajności. Jednocześnie zdawał sobie sprawę, że jeśli zgłosi się do ambasady któregoś z państw komunistycznych na terenie USA, to może zwrócić na siebie uwagę FBI. Dlatego też, w oparciu o wspomnianą wyżej legendę, udał się w podróż do Ottawy, aby dopiero tam zaoferować dokumenty wywiadowi wojskowemu PRL.
Niespodziewany przybysz był inżynierem w jednym z amerykańskich kompleksów przemysłowych, produkujących nowoczesne technologie wojskowe i posiadał dostęp do dokumentów o najwyższej klauzuli tajności.
Niejednokrotnie zdarzało się, że oferenci tego typu byli zupełnie ignorowani przez placówki dyplomatyczne, do których się zgłaszali. W tym jednak przypadku, ówczesny attaché wojskowy i jednocześnie oficer Zarządu II, płk Jan Klasa „Dreszer”, po rozmowie z przybyszem i oględnym przyjrzeniu się siedmiu dokumentom dotyczącym systemu Patriot, które ten przywiózł ze sobą, zdecydował się zakupić ja za 800 dolarów kanadyjskich.
Klasa rozmawiał z Amerykaninem blisko półtorej godziny, co doprowadziło go do wniosku, że przybysz może być rzeczywiście oferentem, chcącym zarobić pieniądze na własne prywatne potrzeby, a nie podstawionym prowokatorem lub człowiekiem niegodnym uwagi. Na rzecz takiej oceny miało przemawiać to, że przywiezione dokumenty były oryginalne, miejsce pracy faktycznie istniało, zaś jego legenda i motywy działania były wiarygodne. Wspomniane siedem dokumentów było tylko swego rodzaju próbką, mającą uwiarygodnić całość pakietu, na którą składało się ok. 50 kilogramów dokumentów, które mężczyzna chciał sprzedać Zarządowi II za 30 tys. dolarów amerykańskich.
Kończąc spotkanie z Amerykaninem, Klasa zaproponował, by ten za kilka tygodni ponownie pojawił się w ambasadzie w Ottawie, z dokładnym wykazem dokumentów w jego posiadaniu. Datę spotkania mieli ustalić telefonicznie, przy czym faktycznie miało ono nastąpić 7 dni później niż dzień, który będzie wymieniony w rozmowie telefonicznej. Ponadto Klasa obiecał, że niezależnie od tego czy Zarząd II zdecyduje się na zakup rzeczonych dokumentów, oferentowi zostaną zwrócone koszty podróży do Ottawy.
Zmiana decyzji
Po tym jak Klasa wysłał do centrali Zarządu II raport ze spotkania z Amerykaninem i pozyskane dokumenty, rozpoczęły się gorączkowe analizy jego propozycji oraz rozważania w sprawie ewentualnego dalszego wykorzystania oferenta. Za kontynuowaniem kontaktów z nim przemawiała ocena zakupionych przez Klasę siedmiu dokumentów, dokonana w pionie informacyjnym Zarządu II. Wszystkie zostały określone jako przydatne i interesujące, przy czym jeden opisano jako cenny, a dwa jako bardzo wartościowe.
Siedem dokumentów było tylko swego rodzaju próbką, mającą uwiarygodnić całość pakietu, na którą składało się ok. 50 kilogramów dokumentów, które mężczyzna chciał sprzedać Zarządowi II za 30 tys. dolarów amerykańskich.
Sprawa wydawała się na tyle poważna i perspektywiczna, że ówczesny szef Zarządu II, gen. Roman Misztal, poinformował o niej Szefa Sztabu Generalnego. Co więcej, rozpoczęły się w centrali przygotowania planu zorganizowania kolejnego spotkania z oferentem, przejęcia od niego listy posiadanych materiałów i – w dalszym etapie – ewentualnego ich zakupu. Poważnie rozważano także zwerbowanie Amerykanina do długofalowej współpracy jako agenta, ze względu na stały dostęp do ściśle tajnych dokumentów w miejscu jego zatrudnienia.
Z jakiegoś względu jednak, po kilku tygodniach analiz i przygotowań do kolejnych etapów działania, w Warszawie zapadła decyzja, by jednak z Amerykaninem się nie kontaktować, a gdyby sam próbował to uczynić, miał otrzymać oględną informację, że wywiad wojskowy nie jest zainteresowany jego ofertą. Z zachowanych dokumentów nie wiadomo kto konkretnie podjął taką decyzję oraz jakie czynniki spowodowały, że mimo wcześniejszych zaawansowanych planów kontynuowania dialogu z oferentem, a nawet podjęcia próby jego werbunku, nagle zdecydowano się całkowicie zaniechać tych zamiarów.
Ponowienie oferty
Rok po swoje pierwszej wizycie w ambasadzie w Ottawie, oferent po raz kolejny do niej zawitał, pytając o Klasę. Dowiedział się jednak, że ten już nie pracował w Kanadzie, na co miał zareagować bardzo nerwowo. Jego rozmówcą był następca Klasy na stanowisku attaché wojskowego, kmdr por Ryszard Kaliciński „Dock”.
Za kontynuowaniem kontaktów przemawiała ocena zakupionych przez Klasę siedmiu dokumentów, dokonana w pionie informacyjnym Zarządu II. Wszystkie zostały określone jako przydatne i interesujące, przy czym jeden opisano jako cenny, a dwa jako bardzo wartościowe.
Wyjeżdżając do Kanady otrzymał polecenie zupełnego zignorowania Amerykanina, gdyby ten ponownie pojawił się w ambasadzie. Z jakiegoś względu jednak, gdy ten faktycznie przybył, Kaliciński przyjął go i usłyszał od przybysza o sprawach, którymi ten zajmował się wraz z Klasą, oraz o tym, że oczekuje on odpowiedzi zarówno w kwestii jego oferty sprzedaży dokumentów, jak i danych o krewnych w Polsce. Dodatkowo Amerykanin poinformował Kalicińskiego, że ma ze sobą pewne dokumenty dotyczące systemu Pershing, za które chciałby otrzymać 500 dolarów amerykańskich. Attaché wojskowy przekazał mu zadatek 270 dolarów kanadyjskich i umówił się z nim na udzielenie odpowiedzi kolejnego dnia, sam w międzyczasie oczekując wytycznych z centrali w kwestii dalszych działań.
Centrala jednak nakazała Kalicińskiemu zwrócić nowe materiały, licząc, że w trakcie dysponowania nimi skopiował je, i poinformować Amerykanina, że jego oferta nie interesuje wywiadu wojskowego. Miał również udzielić ogólnych informacji na temat jego krewnych w Polsce.
Zdrada za 70 dolarów
Ostatecznie oferent wyjechał z Kanady wyłącznie z 70 dolarami kanadyjskimi, które otrzymał na pokrycie kosztów hotelu. Nie wiadomo czy podjął kolejne próby kontaktu z wywiadem wojskowym PRL lub innych państw komunistycznych. Przy okazji pierwszej wizyty i rozmowy z Klasą zapewniał, że nie ufa Sowietom i dlatego nie zwrócił się z propozycją sprzedaży materiałów do wywiadu sowieckiego.
Nieznane pozostają także przyczyny rezygnacji z jego oferty. Korespondencja z Kalicińskim nie wskazuje, by uznano go za prowokatora, podstawionego np. przez amerykańskie służby specjalne. Prawdopodobnie zdecydowały więc jakieś inne względy.
