Brutalna akcja odbiła się szerokim echem nie tylko w Polsce, lecz także na świecie. Natomiast wciąż mało znane pozostają porwania dokonane na działaczach podziemnych struktur „Solidarności” przez miejscowych funkcjonariuszy SB, do których doszło zaledwie pół roku wcześniej w Toruniu. Warto o nich przypomnieć, gdyż co do ogólnego schematu, sekwencja obydwu wydarzeń była uderzająco podobna. Podstawową różnicą stał się dramatyczny etap końcowy. Albowiem w przypadku porwań toruńskich ofiary przeżyły, a w przypadku porwania ks. Jerzego Popiełuszki operacja zakończyła się jego męczeńską śmiercią.
Nowy komendant
Opozycja toruńska weszła w nowy 1984 rok w zmienionej sytuacji, albowiem niewiele wcześniej (od 6 września 1983 roku) odwołano ze stanowiska komendanta wojewódzkiego Milicji Obywatelskiej płk. Zenona Marcinkowskiego, którego przeniesiono do Słupska. Nieoficjalnym, aczkolwiek powszechnie znanym powodem był jego lekceważący stosunek do władz partyjnych województwa i kontestowanie podejmowanych przez tę instancję czynności. W ten sposób pewny siebie komendant zbyt mocno podważył prestiż „przewodniej siły Narodu”, czyli PZPR. O ile w okresie stanu wojennego można było to tolerować, o tyle po jego zakończeniu stało się nie do zaakceptowania. Na jego miejsce mianowano przeniesionego ze Słupska płk. Stanisława Łukasika.
W lutym i marcu 1984 roku przez specjalną grupę operacyjno-śledczą zostały porwane cztery osoby.
Nowy komendant, aby zyskać uznanie zwierzchników i wykazać się w nowym środowisku, zapowiedział wytępienie toruńskiego podziemia najpóźniej do wyborów do rad narodowych, które przypadały na 17 czerwca 1984 roku. W tym celu powołano 19 stycznia 1984 roku specjalną grupę operacyjno-śledczą do zwalczania podziemia politycznego, na czele której stanął kpt. Henryk Misz z toruńskiej SB. Otrzymała ona – jak można domniemywać – przyzwolenie na zastosowanie metod niezgodnych z ówczesnym prawem, w gruncie rzeczy kryminalnych.
Wynikiem realizacji pierwszego postanowienia nowego komendanta stały się zapewne tak zwane porwania toruńskie, które stanowiły jeden z najdrastyczniejszych przykładów zwalczania przez SB podziemnej działalności „Solidarności” w regionie. W lutym i marcu 1984 roku przez specjalną grupę operacyjno-śledczą zostały porwane cztery osoby: Piotr Hryniewicz, Zofia Jastrzębska, Antoni Mężydło i Gerard Zakrzewski. Akcję tę przeprowadzono w sposób całkowicie bezprawny, a funkcjonariusze posunęli się do zastraszania i bicia, aby złamać porwanych oraz nakłonić ich do zeznań i współpracy. Najpierw 10 lutego 1984 r. uprowadzono Piotra Hryniewicza, członka Tajnej Komisji Zakładowej NSZZ „Solidarność” w Zakładach Chemicznych „Polchem” w Toruniu. Tego dnia wywieziono go oraz „przesłuchiwano” w ośrodku wypoczynkowym w miejscowości Kijaszkowo. Pojęcie „przesłuchiwanie” należy zapisać w cudzysłowie, gdyż było to zastraszanie, w części przypadków połączone z biciem. Dnia 21 lutego 1984 r. w „Polchemie” miało miejsce porwanie wiceprzewodniczącego TKZ „Solidarność” Gerarda Zakrzewskiego. Jego również wówczas przetrzymywano i „przesłuchiwano”.
Porwania, przesłuchania, szantaż
Dnia 2 marca 1984 roku w oddzielnych akcjach został porwany Antoni Mężydło oraz jego ówczesna narzeczona Zofia Jastrzębska. Antoni Mężydło ówcześnie pracował jako elektronik w Zakładach Radiowych i Telewizyjnych „ZARAT” w Toruniu. W działalność opozycyjną zaangażował się jeszcze w okresie przedsierpniowym, związany był nie tylko z toruńskimi, ale również z gdańskimi strukturami „Solidarności”. Zapewne z tego powodu w okresie od lutego 1984 roku do grudnia 1987 roku pozostawał w zainteresowaniu SB, gdyż kontrolowany był w ramach Sprawy Operacyjnego Rozpracowania i kryptonimie „Prymus”.
Jego przetrzymywano i „przesłuchiwano” na terenie ośrodka wypoczynkowego w miejscowości Okonin. Postępowanie funkcjonariuszy w stosunku do Antoniego Mężydły było najbardziej brutalne spośród czterech przypadków (m.in. polewano go zimną wodą i bito), ponadto trwało najdłużej ze wszystkich, albowiem ostatecznie zmaltretowanego porzucono go wieczorem 4 marca 1984 roku przy wysypisku śmieci w Brodnicy.
Gdy doszło do uprowadzenia i morderstwa ks. Jerzego Popiełuszki, na łamach toruńskiej prasy podziemnej natychmiast przypomniano o wcześniejszych porwaniach i wskazywano na podobieństwo spraw.
Natomiast Zofię Jastrzębską przetrzymywano i „przesłuchiwano” w pobliżu miejsca uwięzienia narzeczonego, początkowo na terenie sezonowego posterunku MO w Okoninie, następnie w tym samym ośrodku. Ją również uwolniono dopiero wieczorem 4 marca 1984 roku, z tym że w odróżnieniu od Antoniego Mężydły, odwieziono z powrotem do Torunia i wypuszczono na osiedlu Wrzosy. W tym przypadku chodziło ewidentnie o wywołanie presji na narzeczonym, poprzez szantaż. Co charakterystyczne, w całej akcji wykorzystano miejsca na terenie Pojezierza Dobrzyńskiego, które poza sezonem turystycznym pozostawały opustoszałe, gwarantując sprawcom anonimowość. Wszystkich wypytywano o osoby związane z działalnością toruńskiego podziemia, w tym szczególnie o funkcjonowanie drukarni. Nie uzyskano satysfakcjonujących informacji. Niewątpliwie przeprowadzoną akcją udało się zastraszyć środowisko opozycyjne w regionie.
Sposób działania funkcjonariuszy był bardzo charakterystyczny. Gdy sześć miesięcy później doszło do uprowadzenia i morderstwa ks. Jerzego Popiełuszki, na łamach toruńskiej prasy podziemnej natychmiast przypomniano o wcześniejszych porwaniach i wskazywano na podobieństwo spraw. Tragedia, która przykuła uwagę opinii publicznej jesienią 1984 roku, została zaplanowana oraz wykonana przez funkcjonariuszy SB z Samodzielnej Grupy „D” Departamentu IV Ministerstwa Spraw Wewnętrznych, a więc z poziomu Centrali w Warszawie. Akcja zatrzymania samochodu, którym wracał z mszy odprawionej w kościele pod wezwaniem Świętych Polskich Braci Męczenników w Bydgoszczy do swojego miejsca zamieszkania w Warszawie, przeprowadzona została 19 października 1984 roku w okolicach Torunia, między miejscowościami Górsk a Rozgarty.
Istniało wówczas przyzwolenie na bezprawne działania funkcjonariuszy SB zarówno w centrali, jak też na poziomie komend wojewódzkich.
Z zeznań funkcjonariuszy wynikało, iż następnie przejeżdżali oni ze związanym kapłanem przetrzymywanym w bagażniku służbowego Polskiego Fiata 125p przez Toruń. Tam zatrzymali się przed hotelem „Kosmos” prowadzonym przez przedsiębiorstwo Orbis, gdzie miało dojść do próby ucieczki. Być może zatrzymali się również w okolicach ruin Zamku Dybów w dzielnicy Podgórz nad Wisłą przy moście toruńskim. Z miejscem tym wiąże się ważny artefakt, a mianowicie odnaleziony tam różaniec przypisywany księdzu Jerzemu, który aktualnie znajduje się w zbiorach Delegatury IPN w Bydgoszczy. Ciało zamordowanego kapłana wyłowione zostało dopiero 30 października 1984 roku przy zaporze na Wiśle w rejonie elektrowni wodnej we Włocławku. Analizując te dwa wydarzenia można wyciągnąć następujący wniosek – bez wątpienia istniało wówczas przyzwolenie na bezprawne działania funkcjonariuszy SB zarówno w centrali, jak też na poziomie komend wojewódzkich.
Zdeterminowana prokurator, procesy i wyroki
Należy również wspomnieć o swoistym „światełku w tunelu”, choć bardziej adekwatnym określeniem może w tym przypadku być „wyjątek od reguły”. Sprawa porwań toruńskich jako jedna z nielicznych akcji przestępczych, w które zaangażowani byli funkcjonariusze SB, na początku lat dziewięćdziesiątych XX wieku doczekała się finału w sądzie i skazania sprawców. Dzięki zaangażowaniu w śledztwo prokurator Grażyny Roszkowskiej z prokuratury w Toruniu, po postawieniu zarzutów i procesie 12 kwietnia 1991 roku, zapadły następujące wyroki pozbawienia wolności w stosunku do następujących funkcjonariuszy SB biorących udział w porwaniach: Henryk Misz – pięć lat, Marek Kuczkowski – pięć lat, Bogdan Bogalecki – cztery lata, Wiesław Miros – cztery lata, Zbigniew Makulski – cztery lata, Roman Jarzyński – trzy lata i sześć miesięcy.
Jak można się domyślić, żaden z nich nie odbył pełnego wymiaru kary. Na skutek amnestii uzyskali oni warunkowe zwolnienia z więzienia w lipcu i sierpniu 1992 roku. Niemniej godny uwagi jest sam fakt doprowadzenia do skazania, co w rzeczywistości transformacji systemowej po 1989 roku nie było zjawiskiem powszechnym.
