Inspektorat Rejonowy Miechów krypt. „Maria” obejmował północną część Krakowskiego Okręgu Armii Krajowej. W jego skład wchodziły przedwojenne powiaty miechowski, pińczowski oraz wschodnia część olkuskiego. Wiosną 1944 r. na obszarze tym operowało kilka oddziałów dywersyjnych oraz zawiązki 10-12 batalionów AK, które w przyszłości miały wejść w skład większych jednostek wojskowych.
Rozkazy dla „Marii”, „Domu”, „Banku”
Ostatecznie rozkazem komendanta Okręgu z 31 lipca 1944 r. w centralnej i północnej części inspektoratu powołano 106. Dywizję Piechoty AK krypt. „Dom”. Na jej czele stanął inspektor miechowski mjr Bolesław Nieczuja-Ostrowski „Bolko”. W ramach dywizji Obwód Miechów miał sformować 112. pp, Obwód Olkusz – 116. pp, a Obwód Pińczów – 120. pp.
W południowym pasie Inspektoratu, na linii Skała – Iwanowice – Luborzyca – Proszowice, przystąpiono do organizacji Krakowskiej Brygady Kawalerii Zmotoryzowanej krypt. „Bank” pod dowództwem mjr. Edwarda Kleszczyńskiego „Dzika”.
Siła bojowa inspektoratu była jednak znacznie niższa niż mogłyby to wynikać z nazw powołanych jednostek. Biorąc pod uwagę stan uzbrojenia, do otwartej walki z Niemcami mogło przystąpić nie więcej niż około 1500 żołnierzy AK.
Rozkaz określający zadania „Domu” w powstaniu powszechnym i akcji „Burza” został wydany 1 sierpnia. Zgodnie z nim należało
„uderzać zgrupowaniami wielkości do kompanii na szpice tylne npla. [nieprzyjaciela], szarpać i niszczyć jego małe i oderwane oddz.[iały]”.
Realizacja walk „burzowych” została uzależniona od wejścia na teren inspektoratu wycofujących się pod naporem Armii Czerwonej oddziałów niemieckich. Podobne zadania w odniesieniu do „Banku” wydano 5 sierpnia 1944 r.
Walki lipcowo-sierpniowe
Jeszcze przed wydaniem tych rozkazów – między 20 a 24 lipca – zapoczątkowano w inspektoracie szereg samorzutnych uderzeń na siły okupanta przeprowadzanych przez różne oddziały podziemia. Najbardziej znanym z nich stało się rozbicie posterunku policji niemieckiej w Racławicach przez grupę bechowców z Ludowej Straży Bezpieczeństwa.
Siła bojowa inspektoratu była jednak znacznie niższa niż mogłyby to wynikać z nazw powołanych jednostek. Biorąc pod uwagę stan uzbrojenia, do otwartej walki z Niemcami mogło przystąpić nie więcej niż około 1500 żołnierzy AK.
Tymczasem 25 lipca w celu patrolowania okolic przybyła z Krakowa do Kazimierzy Wielkiej niemiecka kompania Policyjnego Batalionu Wartowniczego XXI. Dzień później jej dowódca ściągnął do swojego miejsca postoju okoliczne niemieckie posterunki ze Skalbmierza, Koszyc i Nowego Brzeska. Tym samym miejscowości te zostały niemal całkiem ogołocone z jednostek okupanta, dzięki czemu po kilku dniach, niemal bez walki, mogły je opanować oddziały AK.
Nad ranem 26 lipca żołnierze oddziału partyzanckiego ppor. Tomasza Adrianowicza „Pazura” przy pomocy fortelu rozbroili niemiecki Stützpunkt w Działoszycach, zajmując miasteczko. Jadąca na spóźnioną pomoc posterunkowi kompania z Kazimierzy Wielkiej została tuż przed Skalbmierzem, w wiosce Sielec Dwór, zaatakowana przez połączone oddziały podziemia. Wskutek przeważającej siły akowców Niemcy zawrócili, by po pewnym czasie – pod ogniem AK w Brzesku Nowym – przedrzeć się do Krakowa.
Jednocześnie Kazimierzę Wielką opuścił przedstawiciel starosty niemieckiego, a pozostali tam ukraińscy kolaboranci poddali się bez walki. 27 lipca miejscowość zajęli żołnierze AK dowodzeni przez Mariana Miklaszewskiego „Odweta”. Rozbrojono też różne formacje wroga lub stoczono z nim walki, m.in. w Kocmyrzowie, Nowym Korczynie, Opatowcu, Pińczowie, Rosiejowie, Sancygniowie Słaboszowie i Święcicach. 28 lipca akowcy pod dowództwem Jerzego Biechońskiego „Kłosa” zajęli opuszczone przez nieprzyjaciela Proszowice w Obwodzie Miechów. W okresie od 20 do 28 lipca teren całego Obwodu AK Pińczów oraz wschodniej części miechowskiego (w rejonie Proszowic i Racławic) został wyzwolony od okupanta.
Rzeczpospolita Partyzancka
Maszerujący przez miasteczka i wsie żołnierze witani byli kwiatami i oklaskami, na budynkach powiewały chorągwie narodowe.
Obszar zajęty przez siły polskie uniemożliwiał swobodne przemieszczanie się wojsk niemieckich w sąsiedztwie utworzonego przez Armię Czerwoną na zachodnim brzegu Wisły przyczółku baranowsko-sandomierskiego.
W miejscowościach wartę zaciągnęły posterunki AK, w pełni jawne urzędowanie rozpoczął powiatowy Delegat Rządu w Pińczowskiem Józef Dąbkowski „Dąb”. Obiekty użyteczności publicznej zabezpieczone zostały przez Państwowy Korpus Bezpieczeństwa, z zakładów zarekwirowano na potrzeby wojska i ludności cywilnej pozostawiony przez Niemców towar, tworzono sieć punktów sanitarnych, rozwijano szkolenie bojowe.
W północnej części Pińczowskiego z AK współpracowały oddziały Narodowych Sił Zbrojnych i komunistycznej Armii Ludowej, w rejonie Miechowa z konspiracji wyszły bechowskie oddziały Ludowej Straży Bezpieczeństwa. W relacji jednego ze świadków tamtych wydarzeń zapisano:
„Od czasu powstania w Miechowskiem nie ma w dalszym ciągu ani żadnej poczty, ani telefonów, ani urzędów, ani dostaw mleka do mleczarni, ani kontyngentów mięsnych. […] W ogóle cała organizacja niemiecka tak skrupulatnie konstruowana, rozleciała się doszczętnie”.
Jednocześnie zaistniała sytuacja wzbudziła duży niepokój komendanta Okręgu AK Kraków. Do opanowania terenu doszło bowiem zdecydowanie przedwcześnie, co wykluczało niezbędny element zaskoczenia w przypadku wybuchu powstania powszechnego, mogło również znacznie utrudnić realizację właściwej „Burzy”. Tempo wydarzeń zaskoczyło inspektora miechowskiego, który już 28 lipca meldował do dowództwa okręgu – niezbyt rzetelnie – że to nie jego oddziały odpowiedzialne są za zbyt wczesny wybuch walk. Później wyjaśniał:
„Nie wydałem żadnych zarządzeń celem przejścia […] do akcji zaczepnej”.
Na początku sierpnia 1944 r. front znalazł się w odległości zaledwie 15-30 km od wschodnich granic Obwodu Pińczów. 8 sierpnia w Jurkowie koło Wiślicy doszło do spotkania dowódcy 120. pp AK kpt. Romana Zawarczyńskiego „Sewera” z przedstawicielem czołówki dowództwa sowieckiego. Sowieci, zainteresowani utrzymaniem w rękach AK kluczowej drogi z południa na północ (Koszyce – Działoszyce), obiecali dostarczyć oddziałom broń i amunicję. Jednak do dalszej współpracy ze względu na późniejszy rozwój wypadków nie doszło.
Z powrotem w podziemiu
Obszar zajęty przez siły polskie uniemożliwiał swobodne przemieszczanie się wojsk niemieckich w sąsiedztwie utworzonego przez Armię Czerwoną na zachodnim brzegu Wisły przyczółku baranowsko-sandomierskiego. Dodatkowo stwarzał niebezpieczeństwo szybkiego wyjścia Sowietów w kierunku na Kraków lub Śląsk. Nie można było liczyć na to, że okupant taki stan rzeczy będzie jedynie obserwował.
30 lipca Niemcy wkroczyli do Pińczowa; 5 sierpnia uderzyli na Skalbmierz. W całodziennej walce poległo ponad 20 żołnierzy, (w tym dowódcy oddziałów ppor. Franciszek Pudo „Sokół” oraz ppor. Franciszek Kozłowski „Brzoza II”). Zginęło także około 80 mieszkańców miasta. Ponownie okupanci wdarli się do Skalbmierza 7 sierpnia; wcześniej zajęli Kazimierzę Wielką i Bejsce. Następowały kolejne ataki.
Wszystko to oznaczało, że Niemcy podjęli zdecydowaną próbę odbicia z rąk polskich utraconego terenu. W takich warunkach, wobec zatrzymania się frontu na pobliskiej linii Wisły, walka o utrzymanie Rzeczpospolitej Partyzanckiej traciła sens. Między 10 a 15 sierpnia 1944 r. większość oddziałów AK została zdemobilizowana i znalazła się na powrót w podziemiu.
Rzeczpospolita Kazimiersko-Proszowicka nie miała jednego przywódcy. Jej powstanie było wynikiem oddolnej inicjatywy dowódców niższego szczebla, którzy podjęli początkowo zupełnie nieskoordynowane walki i działania dla wyzwolenia swojego terenu. Los wolnej od Niemców przez kilkanaście dni enklawy może świadczyć, że dla szeregowych żołnierzy najważniejszą sprawą była walka o niepodległość – czasami nawet bez rozkazu.
Tekst pochodzi z serii krakowskiego Oddziału IPN „Burza” w Małopolsce
