Obywatele Federacji Rosyjskiej przez krótki czas, na początku lat 90. XX w., gotowi byli uznać imperium sowieckie za własnego opresora, a siebie – za jego ofiary. Wkrótce jednak tę postawę miało zmienić doświadczenie nowej wielkiej smuty, chaosu na każdym poziomie życia, od ekonomii, polityki po system wartości. Zwyciężyła siła nostalgii za ZSRS jako „rajem utraconym”, która uformowała ludzką bazę do prób reintegracji przestrzeni postsowieckiej.
Źródła putinowskiej polityki historycznej
Nowy kierunek polityki historycznej na tle tych zjawisk zapowiadało przywrócenie w końcu 2000 r., z inicjatywy premiera Władimira Putina, hymnu sowieckiego z lekko zmienionym tekstem. Podobne działania realizowane przez polittechnologów podporządkowane były początkowo legitymizacji „nowej klasy”, która wywodziła się z sowieckiej nomenklatury i służb specjalnych (według badań socjologicznych ok. 80 proc. ludzi rządzących Rosją i jej majątkiem było związanych z dawnymi sowieckimi służbami biografią lub rodzinnie). Pojawiające się treści ideologiczne odpowiadały nie tylko ich interesom jako nowej elity (w 2017 r. 1 proc. populacji było posiadaczami 74,5 proc. własności). Reprodukowały także wrażliwość i pamięć warstwy rządzącej ZSRS i jej specyficznej części – środowiska „czekistów”.
Specjaliści od socjotechniki z FSB świadomie odwołali się do najprostszego i najbardziej skutecznego mechanizmu, czyniąc swych obywateli zakładnikami własnej historii ze skrytymi w niej zbrodniami, strachem przed rozpadem państwa, przed Zachodem, imperialnymi tęsknotami, dla których jedynym ujściem była propozycja odbudowy imperium.
Powrotowi symboliki sowieckiej, szczególnie w armii, służbach specjalnych, w formie kultu sowieckich czekistów, towarzyszyło ostentacyjne nawiązywanie do tradycji imperialnej i religii prawosławnej, czego wyrazem były kanonizacja Mikołaja II i jego rodziny jako męczenników za wiarę, ofiar bolszewickiego reżimu, czy też – odbywające się przy dźwiękach wskrzeszonego sowieckiego hymnu i pod czerwoną flagą Armii Sowieckiej – pochówki białych generałów sprowadzanych z emigracyjnych cmentarzy.
Z czasem, gdy putinowska Rosja podjęła próbę odbudowy strefy wpływów, kremlowscy polittechnolodzy stworzyli narracje historyczne, które pozwoliły połączyć nieraz wzajemnie sprzeczne tradycje i przekierować głęboką społeczną frustrację oraz odziedziczony „totalitarny potencjał” na zewnątrz. W ten sposób odwołanie się do pamięci zideologizowanego ostatniego imperium i poczucia krzywdy (utrata ziem uważanych za „odwiecznie rosyjskie”) oraz losu Rosjan pozostawionych za granicą – dostarczyły niewyczerpanych pokładów emocjonalnego paliwa. Spowodowało to żądzę odwetu na przeżywającym swój „koniec historii” liberalnym Zachodzie, z USA na czele. Tu kolejnymi etapami było uruchomienie kampanii propagandowej podczas Pomarańczowej Rewolucji na Ukrainie w 2004 r., podczas najazdu na Gruzję w 2008 i w dniach rewolucji Majdanu w Kijowie w 2013/2014 r.
Kremlowskie elity oraz ich intelektualne zaplecze odtwarzały w swym podejściu do polityki historycznej doświadczenia z formacji sowieckiej szkoły politycznej. Wśród charakterystycznych cech tak utylitarnego podejścia do historii należy zauważyć zjawisko „sekurytyzacji historii” – traktowanie historii, jej nauczania i tworzonych narracji jako kolejnej formy operacji specjalnej, podporządkowanej bezpieczeństwu państwa. W tym celu wprowadzono do oficjalnych dokumentów pojęcie „bezpieczeństwa kulturowego”. Oznacza to, że kulturę traktuje się niemal tak jak za Lenina – jako propagandę, a historia, zgodnie ze znaną stalinowską definicją – jest „polityką rzutowaną w przeszłość”. Wszelkie konkurencyjne narracje uważane są za śmiertelne zagrożenia i opisywane jako „broń kognitywna” na służbie obcych państw i interesów.
Religia zwycięstwa – główne kierunki narracji historycznej
Putinowska polityka historyczna rekonstruuje pamięć i tożsamość swego społeczeństwa, czerpiąc z wątków propagandy sowieckiej, ale i nawiązując do tradycji imperialnej historiografii. Rdzeniem oficjalnej historycznej narracji stała się opowieść o Rosji jako „dobrym imperium”, coraz bardziej nadająca jej cechy odrębnej cywilizacji. To idea imperialna łączy opowieść o kolejnych formacjach tego państwa, w oficjalnej wizji nigdy nieprowadzącego wojen niesprawiedliwych, trzymającego się pokojowej polityki i zawsze atakowanego przez wrogi świat zewnętrzny.
Istotnym elementem jest tu, od początku tego stulecia, od II wojny czeczeńskiej, budowanie pozytywnego obrazu sowieckich służb specjalnych: CzK-NKWD-KGB-FSB. Filmy i książki usiłujące w latach 90. XX w. opowiedzieć o doświadczeniu masowych represji, Gułagu, państwa policyjnego i ludobójstwa zostały zastąpione od początku XXI w. przez obrazy o dzielnych czekistach i „razwiedczikach”, bojownikach „cichego frontu”, bohaterach młodości Władimira Putina. Wbrew logice także służby zburzonego przez bolszewików w 1917 r. imperium carów ukazywane są jako obrońcy państwa zagrożonego przez anarchiczne siły rewolucji inspirowanej i finansowanej z zewnątrz.
Szczególnie w 2019 i 2020 r., w rocznice związane z rozpoczęciem i zakończeniem wojny, expressis verbis powtarzano stalinowską i kominternowską narrację opisującą Polskę, kraje bałtyckie, a wkrótce potem także Ukrainę jako państwa „faszystowskie”.
W kolejnych kadencjach prezydentury Putina (w miarę domykania autorytarnego systemu i uzasadniania go nową, spójną pseudokonserwatywną ideologią) następowała także reinterpretacja rewolucji rosyjskiej i jej aktorów. Teraz to obrońcy imperium przed siłami rewolucji stali się dobrymi bohaterami, a Lenin, Trocki, Aleksander Parvus „demonami rewolucji”, jak ukazują ich kolejne filmy. Ukoronowaniem tego procesu były obchody 100. rocznicy rewolucji październikowej w 2017 r. Choć przyjęto „humanistyczną” rangę tego wydarzenia (jako rosyjskiego odpowiednika rewolucji francuskiej), to uznano także, że Lenin i bolszewicy byli sprawcami głębokiego kryzysu państwa rosyjskiego i rozpadu imperium. Jako pozytywny wkład w dzieje Rosji podkreślano ich państwowotwórczy instynkt, który pozwolił na powrót dokonać rekonkwisty większości ziem dawnego imperium pod czerwoną flagą.
Władze już nie potrzebują twórcy partii komunistycznej, choć wciąż nie opuścił on swego sarkofagu w mauzoleum na pl. Czerwonym i cokołów na całym obszarze Rosji. W miejsce bolszewików i Lenina coraz bardziej powraca (także w sondażach opinii) Stalin, ukazywany jako właściwy architekt odbudowy imperium, który nadał mu status światowego mocarstwa.
Nowym/starym mitem łączącym Rosjan stał się tryumf nad III Rzeszą w 1945 r. To „wojna ojczyźniana” i zwycięstwo stalinowskiego imperium stworzyło fundament globalnej pozycji Związku Sowieckiego, do której współczesna Rosja nawiązuje. Pozwala to usprawiedliwić ogromne straty ludzkie i cierpienia własnego społeczeństwa, także w okresie „stalinowskiej rewolucji” i Wielkiej Czystki lat 1937–1938.
Gigantyczne straty zracjonalizowano i powiązano z poczuciem dumy i tryumfu legitymizującego stalinowski system władzy, odpowiedzialny za zbrodnie na własnym społeczeństwie, w tym za los sowieckich jeńców wojennych. Dowodzono, że idące w dziesiątki milionów ofiary były niezbędne dla osiągnięcia pozycji globalnego mocarstwa, zakazując pytania o cenę i o odpowiedzialność polityczną.
Poniesione w czasie wojny straty mają nadawać Rosji specjalne prawa, szczególnie w tej części świata. Zasada ta czyni współczesnych Rosjan zakładnikami własnej, totalitarnej przeszłości.
W tę „pulę śmierci” wrzucono także tych, którzy zostali zamordowani podczas Wielkiego Terroru lub zagłodzeni w czasie przymusowej kolektywizacji. Stalinizm ukazywany bywa wręcz jako jeden z akceptowanych modeli modernizacji. Poniesione w czasie wojny straty mają nadawać Rosji specjalne prawa, szczególnie w tej części świata. Zasada ta czyni współczesnych Rosjan zakładnikami własnej, totalitarnej przeszłości.
Dzięki takiej interpretacji „zwycięstwa nad faszyzmem” zbrodniczy system stalinowski i ZSRS został uwolniony od odpowiedzialności za hekatombę II wojny i zbrodnie na własnych obywatelach. Z tej perspektywy była to cena warta zapłacenia w ramach przygotowań do wojny, wynik koniecznej rozprawy z „elementem antysowieckim” czy „piątą kolumną”, jak ofiary „operacji polskiej” oraz innych ludobójczych akcji Wielkiego Terroru.
Odwoływanie się do pozytywnej oceny roli ZSRS, zwłaszcza wkładu w zwycięstwo, zrzuca z niego odpowiedzialność za dokonane agresje. Uzasadnia też nieraz oficjalnie składaną przez Putina ofertę powrotu do stołu rozmów 5 mocarstw, sojuszników z koalicji antyhitlerowskiej i założycieli ONZ: Rosji, Chin, Francji, Stanów Zjednoczonych i Wielkiej Brytanii. To zaproszenie do odnowienia polityki stref wpływów. W imię „odpowiedzialności wobec całego świata” wielkie mocarstwa znów powinny się spotkać, by ustalić nowy, światowy porządek, tak jak w 1945 r. w Jałcie i Poczdamie. Tak pisał Putin w rocznicowym tekście z 2020 r. dla organu amerykańskich, konserwatywnych „realistów” „National Interest” (The Real Lessons of the 75th Anniversary of the World War II).
W tej interpretacji wojny np. pakt Ribbentrop-Mołotow i wspólne z Hitlerem zniszczenie Polski oraz zajęcie Europy Wschodniej w 1939 r. ukazane zostało jako niezbędny manewr wobec rzekomej kolaboracji II RP z III Rzeszą.
Taka interpretacja przebiegu II wojny światowej miała zdjąć odpowiedzialność z ZSRS. Zarazem, szczególnie w 2019 i 2020 r., w rocznice związane z rozpoczęciem i zakończeniem wojny, expressis verbis powtarzano stalinowską i kominternowską narrację opisującą Polskę, kraje bałtyckie, a wkrótce potem także Ukrainę jako państwa „faszystowskie”. Polska miała odpowiadać za sojusz z III Rzeszą i faktyczne przygotowanie oraz udział w Holokauście. Tezę tę otwarcie wypowiedziano podczas zorganizowanych w Yad Vashem w 2000 r., konkurencyjnych wobec oficjalnych, obchodów wyzwolenia obozu w Oświęcimiu. By uwolnić się od odpowiedzialności za zbrodnie w stosunku do Polski, poszukiwano także tzw. anty-Katynia, poprzez manipulowanie liczbami jeńców sowieckich z wojny 1920 r. i oskarżenia o dokonanie na nich ludobójstwa.
Narracja ta uzasadniała prawa Rosji do swej strefy wpływów na obszarze dawnego imperium. Jego granice oznaczyły pomniki i groby poległych żołnierzy. Stąd nadwrażliwość na próby usuwania symboli sowieckiej dominacji.
W istocie był to powrót do narracji z epoki Jałty, stosowanej wobec Zachodu już po wojnie, by usprawiedliwić „opiekę” stalinowskiego imperium nad (oskarżanymi o skłonność do faszyzmu i antysemityzmu) narodami Europy Środkowo-Wschodniej poprzez narzucenie im „postępowych” komunistycznych rządów. Próbowano wówczas pokazać Armię Czerwoną jako główny ratunek i siłę, która wyzwoliła Europę od nazizmu i zatrzymała Holokaust.
Środki i instrumenty polityki historycznej Kremla
Tak konstruowane narracje obsługiwały i nadal obsługują konkretne zadania mobilizacji masowych emocji, legitymizacji obecnego systemu władzy oraz jego agresywnych celów w polityce zagranicznej. Są wytwarzane i upowszechniane przez struktury państwowe i podporządkowane im instytucje oraz organizacje społeczne. Obronę „prawdy historycznej” powiązano z bezpieczeństwem. Potwierdzają to najważniejsze dokumenty, jak Strategia bezpieczeństwa, Doktryna bezpieczeństwa informacyjnego, Doktryna wojenna, Koncepcja polityki zagranicznej etc. W 2020 r. zasada ta wpisana została do konstytucji. Wprowadzono penalizację „rehabilitacji nazizmu” i „fałszowania historii”.
Wykorzystano struktury państwa, nauki i edukacji, a nawet wojska i służb specjalnych do upowszechniania odgórnie kreowanej wizji przeszłości. Do najbardziej spektakularnych form takiej polityki historycznej Kremla należą rozbudowane widowiska nawiązujące do sowieckiej estetyki, oswajające z wojną, jak parady wojskowe, spektakle i festyny z okazji Święta Zwycięstwa 9 maja. Aktywne formy angażujące publiczność to rekonstrukcje bitew, udział młodzieży i dzieci w militarnych formach aktywności, klasy wojskowe czy organizacje jak Junarmia.
Rosyjska Cerkiew, przez wyrażanie historycznej i kulturowej ciągłości, odgrywa w tej polityce istotną rolę wobec obszarów uważanych za „kanoniczne”, szczególnie Ukrainy czy Krymu.
Kreml sięga także do prób przejmowania oddolnych inicjatyw, czego przykładem stały się marsze „Nieśmiertelnego Pułku”, którym nadano masowy, oficjalny charakter. Równolegle realizowane są działania, które hamują niezależne badania czy upamiętnianie ofiar systemu sowieckiego. Podejmowano próby blokowania poszukiwań ofiar systemu, podmieniania ich tożsamości, jak było to w przypadku masowych grobów w Sandarmochu w Karelii, aż po wytaczanie procesów i areszty niezależnych badaczy pod sprokurowanymi oskarżeniami. Okres po rozpoczętej w lutym 2022 r. pełnoskalowej agresji na Ukrainę przyniósł zaostrzenie podobnych działań w tej sferze, szczególnie przez oficjalny zakaz działalności. Stowarzyszenie Memoriał zostało rozwiązane przez rosyjski Sąd Najwyższy w grudniu 2021 r.
W 2014 r. wprowadzono m.in. kary za „fałszowanie roli ZSRR w wojnie” czy „ekstremizm”, pod który można podciągnąć dowolne przedsięwzięcia. Usiłowano także rozszerzać działanie rosyjskiego prawa na kraje takie jak Polska za demontowanie sowieckich pomników, wydając wyroki zaocznie. Wyrazem postępujących ograniczeń w badaniach historycznych stało się reglamentowanie dostępu do archiwów.
Szczególnym przykładem instytucji pełniących funkcję narzędzi w podobnych działaniach mogą być organizacje takie jak Rosyjskie Towarzystwo Wojskowo-Historyczne. Istotną rolę odgrywają w nich ludzie o ambicjach naukowych lub pseudonaukowych, którzy wywodzą się ze środowisk wojskowych, służb specjalnych, z resortów siłowych, byli oficerowie KGB.
Miejscem, w którym eksperyment wychowania podobnymi metodami homo postsovieticusa można przeprowadzić najskuteczniej, stała się szkoła. Służyły temu wprowadzony w 2014 r. jednolity standard nauczania historii i ograniczenie liczby podręczników zaledwie do kilku. Wychowanie patriotyczne rozciągnięto na cały system edukacji, od przedszkola, przez klasy kadetów, paramilitarną Junarmię, organizowane dla młodzieży obozy, strzelnice, po uroczystości w miejscach pamięci.
Odwołanie się do pamięci zideologizowanego ostatniego imperium i poczucia krzywdy (utrata ziem uważanych za „odwiecznie rosyjskie”) oraz losu Rosjan pozostawionych za granicą – dostarczyły niewyczerpanych pokładów emocjonalnego paliwa.
Równie istotną instytucją (używaną jako pas transmisyjny tej polityki i „patriotycznego wychowania” w duchu lojalności wobec autorytarnego państwa) stała się Cerkiew. Sojusz tronu z ołtarzem, faktyczne podporządkowanie Kościoła prawosławnego Kremlowi w tym wypadku ma jednak szczególny charakter, jeśli uwzględnimy tragedię rosyjskiej Cerkwi i duchowieństwa mordowanego w czasach bolszewików oraz jej odbudowę na polecenie Stalina pod ścisłą kontrolą KGB w 1943 r. Cerkiew, która nigdy nie zerwała z tym dziedzictwem, stała się odtąd użyteczną instytucją.
Także dzisiaj pozwala legitymizować poczynania władzy, tworząc specjalne świątynie dla wojska i FSB. Odwołując się do argumentacji religijnej, wzmacnia tezy o wyjątkowej, cywilizacyjnej odrębności Rosji przeciwstawianej Zachodowi. Rosyjska Cerkiew, przez wyrażanie historycznej i kulturowej ciągłości, odgrywa w tej polityce istotną rolę wobec obszarów uważanych za „kanoniczne”, szczególnie Ukrainy czy Krymu.
Opisane wyżej narracje są przenoszone także przez organizacje społeczne, które zostały podporządkowane państwu lub podzielają jego neoimperialną wizję, jak historyczne stowarzyszenia, fundacje, związki weteranów, organizacje kozackie. Ich działania finansowane przez administrację służą legitymizacji polityki państwowej i mobilizacji społecznej.
Najszerszym kręgiem oddziaływania treści kremlowskiej propagandy historycznej daleko poza Rosją (szczególnie na obszarach, gdzie język i kultura rosyjska jest odbierana, także na Zachodzie) stała się kultura popularna jako imperialny soft power. Nośnikiem jej treści są filmy, seriale, internet, gry, organizowane widowiska historyczne upowszechniające kremlowską wizję przeszłości i legitymizujące neoimperialne, autorytarne hasła.
Współczesny system władzy w Rosji i jej polityka, a raczej propaganda historyczna, świadomie eksploatuje ogromny negatywny potencjał postimperialnego resentymentu, „imperialnego DNA”. Podsycając wolę zemsty za poczucie poniżenia, wychowano na tym kompleksie już kilka pokoleń do rozpoczętego w lutym 2022 r. „rewanżu historii”.
Ten negatywny potencjał frustracji można było pewnie rozładować inaczej, skierować go w inną stronę. Jednak specjaliści od socjotechniki z FSB świadomie odwołali się do najprostszego i najbardziej skutecznego mechanizmu, czyniąc swych obywateli zakładnikami własnej historii ze skrytymi w niej zbrodniami, strachem przed rozpadem państwa, przed Zachodem, imperialnymi tęsknotami, dla których jedynym ujściem była propozycja odbudowy imperium.
* * *
Wykorzystałem tezy rozwinięte we wstępie do tomu: Koniec imperium (?). Imperium sowieckie: rozpad, dziedzictwo, próby odbudowy i rewanżu – po 1991 r., red. H. Głębocki i M. Komaniecka-Łyp, w druku. Wśród obszernej literatury warto zwrócić uwagę na prace Andrzeja Nowaka, od lat śledzącego tytułowe zjawisko, oraz na analizę Ośrodka Studiów Wschodnich: M. Domańska, J. Rogoża, Naprzód, w przeszłość! Rosyjska polityka historyczna w służbie „wiecznego” autorytaryzmu, Warszawa 2021. W literaturze zagranicznej warto zauważyć pracę: Le Livre noir de Vladimir Poutine, red. G. Ackerman, S. Courtois, Paris 2023. Sformułowanie w tytule zaczerpnięto ze studium zamieszczonego w tym tomie: F. Thom, Stworzenie ,,homo postsovieticus”: inżynieria dusz za rządów Putina (przekład: „Arcana”, nr 184, 2025).
Tekst pochodzi z numeru 1-2/2026 „Biuletynu IPN”
Czasopismo dostępne w księgarniach IPN, placówkach Poczty Polskiej lub na stronie ksiegarniaipn.pl
