Miejscowość Oszmiana (w języku litewskim Ašmena), przed II wojną światową położona była na terenie polskiego województwa wileńskiego. Dziś leży w granicach Białorusi, w obwodzie grodzieńskim. W czerwcu 1941 r., po zajęciu tych ziem przez Niemców, Oszmiana została początkowo włączona w skład Generalnego Komisariatu Białorusi, a w kwietniu 1942 r. dołączono ją do Generalnego Komisariatu Litwy.
W okresie międzywojennym w Oszmianie zamieszkiwało kilka osiadłych tam rodzin romskich. Ich domy położone były w biedniejszej części miasta, tuż za starą garbarnią. Po wkroczeniu Niemców na terytorium Litewskiej SRR, Romowie i Żydzi uznani zostali za „osoby niepożądane, przeznaczone w myśl ideologii narodowosocjalistycznej do zgładzenia”.
Z hasłami przeprowadzenia „czystki z politycznie i ideologicznie niepożądanych elementów” wystąpiła nie tylko propaganda niemiecka, lecz również propaganda litewskich aktywistów.
Element wymagający szczególnego uporządkowania
Represyjna polityka wobec osób narodowości romskiej na terenie Komisariatu Rzeszy Ostland wynikała z uznania ich za „element szkodliwy, wymagający szczególnego uporządkowania”. Szkodliwość ta miała polegać na przenoszeniu chorób zakażanych, dokonywaniu kradzieży, uprawianiu czarów oraz innych zachowań wyliczanych w pismach urzędowych i rozporządzeniach władz administracyjnych i policyjnych Ostlandu.
W pierwszym i drugim roku rządów urzędujący w Wilnie Niemcy próbowali ustalić na polecenie Głównego Urzędu Bezpieczeństwa Rzeszy w Berlinie choćby przybliżoną liczbę osób narodowości romskiej zamieszkującą obszary wschodnie. Zadanie to okazało się bardzo trudne, gdyż jak stwierdził w piśmie skierowanym do komendanta niemieckiej policji bezpieczeństwa, oddziału kryminalnego w Kownie P. Pamataitis – kierownik policji kryminalnej:
„Cyganie przenoszą się ze swoimi wozami mieszkalnymi na całym obszarze Litwy. Oni przebywają przeważnie na krańcach lasów, nad rzekami i stawami, gdzie znajdują się państwowe działki gruntu, a rozbijanie na prywatnych działkach obozowiska jest niedozwolone. [...] Cyganie na Litwie nie są zaopatrzeni w szczególne zaświadczenia; posiadają oni te same dokumenty, jak wszyscy inni mieszkańcy. Był pomysł brania od nich odcisków palców i zaopatrywania ich w specjalne zaświadczenia, jednak z powodu bolszewickiej okupacji nie powiodło się to. Przemieszczający się Cyganie nie mają żadnej stałej pracy i nie starają się o jej uzyskanie. Mężczyźni zajmują się końmi, kobiety uprawiają wróżenie, dzieci chodzą żebrać”1.
Ostatecznie liczba Romów zamieszkujący na terenie okupowanego Generalnego Komisariatu Litwy została przez Niemców oszacowana na 1000 osób.
Niemcy od samego początku bardzo negatywnie odnosili się do obywateli polskich narodowości romskiej. Uważali, iż najbardziej pożądane byłoby umieszczenie wszystkich Romów zamieszkujących w Generalnym Komisariacie Litwy w obozach pracy – w celu odizolowania ich od reszty społeczeństwa i zmuszenia do pracy fizycznej. W raporcie nr 2899/ KII/42 z dnia 29 VII 1942 r. nieznanego autora czytamy:
„W ciągu poprzedniego roku ilość kradzieży koni, przy której Cyganie najczęściej brali udział, była znacznie mniejsza. Moim zdaniem Cyganie, którzy są pod względem kryminalnym obciążeni mogliby być doprowadzeni do obozu pracy przymusowej, a wszyscy inni, którzy tylko koczują i żebrzą umieszczeni w obozie torfowym Ezerelis. Przez to powstają jednak trudności gdzie umieścić członków rodzin niezdolnych do pracy (dzieci i starców). Jeżeli Cyganie mają zostać izolowani od społeczeństwa, najlepiej byłoby wyszukać jakieś dobra państwowe i Cyganów wraz z ich rodzinami umieścić w przygotowanych do tych celów obozach, gdzie znajdą dach nad głową, a przy tym mogliby pracować pod ścisłym nadzorem”2.
Te plany nigdy nie zostały urzeczywistnione. Wprawdzie w obozie pracy w Prawieniszkach koło Kowna osadzono bardzo dużo osób narodowości romskiej, które wykorzystywano głównie przy kopaniu torfu, jednak nigdy Niemcy nie stworzyli specjalnego obozu przeznaczonego tylko dla Romów. Z drugiej strony nierzadko Romowie byli przenoszeni do gett żydowskich położonych na terenie całego Ostlandu. Do dziś nie udało się ustalić, ilu Romów zginęło w akcjach likwidacji gett.
Już w 1941 r. Niemcy wprowadzili szereg obostrzeń wobec ludności romskiej, polegających głównie na ogłoszeniu zakazu zmiany miejsca pobytu i budowania przejściowych obozowisk oraz izolowania się od pozostałych mieszkańców. Osoby uznane za niepokorne kierowano do obozów pracy (m.in.: wspomnianych Prawieniszek, ale też do obozu torfowego Ezerelis i obozu pracy w Pobrodziu).
Mord na Romach osadzonych w Oszmianie
W interesującym nas mieście Oszmiana przed wojną mieszkało kilkanaście rodzin romskich. Ich liczba zwiększyła się jesienią 1941 r. Przybyli całymi taborami Romowie nadal prowadzili koczowniczy tryb życia, nie dbając o to, by dopełnić obowiązku meldunkowego. Nakaz meldunkowy był niezwykle istotny dla administracji niemieckiej, gdyż miał za zadanie zapewnienie kontrolowanej migracji mieszkańców, jak również ukrócenie możliwości fałszowania dokumentów. Osoby, które uchylały się przed zgłoszeniem swoich danych w Urzędzie Meldunkowym, podlegały karze grzywny, aresztu, więzienia bądź ciężkiego więzienia. Kary lżejsze – w postaci grzywny bądź aresztu – były orzekane w stosunku do osób, które niedopełniały tego obowiązku w skutek niedbalstwa. Względem osób, które celowo uchylały się przed ujawnieniem swych danych, stosowano bezwzględnie kary więzienia.
Wszyscy zostali rozstrzelani nad wcześniej przygotowanym dołem. Ich zwłoki nigdy nie zostały ekshumowane i przeniesione na miejscowy cmentarz, pomimo, iż kilkakrotnie zabiegała o to Sokołowska.
Na tej podstawie w okolicy Oszmiany ujęto grupę około 30 Romów (w grupie tej było 16 dzieci w wieku od 3 do 8 lat), która nie zameldowała się w Meldungsamt w Oszmianie. Wszyscy zostali osadzeni w miejscowym więzieniu. Wśród aresztowanych była nawet „królowa Cyganów” o nazwisku Sokołowska. Cześć z uwięzionych kobiet romskich zatrudniono w więziennej kuchni.
Więzienie w Oszmianie mieściło się przy ul. Piłsudskiego. Był to kompleks czterech drewnianych parterowych budynków, pochodzących jeszcze z czasów carskich, otoczonych wysokim drewnianym płotem z wieżyczkami strażniczymi. W jednym z budynków mieściły się tylko cele męskie, a w drugim cele żeńskie, cele dla więźniów młodocianych oraz łaźnia, kuchnia i pomieszczenia gospodarcze. Trzeci budynek, połączony z krytym wejściem na teren więzienia, zajmowała administracja.
Cele w budynku przeznaczonym dla mężczyzn były jednakowej wielkości: ok. 6 na 8 metrów, przebywało w nich od 70 do 120 osób. Z uwagi na znaczne zagęszczenie, więźniowie spali na podłodze, na stole i pod pryczami przymocowanymi do ściany. Okna były maleńkie, zasłonięte siatką. W celach zawsze panował półmrok, mimo, iż przez całą dobę zapalone było światło.
Analizując przesłuchania więźniów z Oszmiany, zeznających po wojnie w charakterze świadków na okoliczność zbadania historii tego zakładu, odnaleźć można kilka odnoszących się bezpośrednio do pobytu tam ludności romskiej. Według relacji pozostawionej przez osadzoną w oszmiańskim zakładzie penitencjarnym Stefanii Kowalczyńskiej z domu Czenko, wszystkie cygańskie dzieci zostały ochrzczone w więzieniu przez dziekana oszmiańskiego ks. Waleriana Holaka. Jej zdaniem Romowie w więzieniu przybywali bardzo krótko. Zostali wyprowadzeni z cel przez funkcjonariuszy miejscowej policji. W więzieniu pozostawiono jedynie wspomnianą „królową Cyganów” Sokołowską.
Romowie zostali zaprowadzeni do lasu położonego 3 kilometry od Oszmiany (w kierunku Mołodeczna), który należał do majątku hrabiego Feliksa Czapskiego. Wszyscy zostali rozstrzelani nad wcześniej przygotowanym dołem. Ich zwłoki nigdy nie zostały ekshumowane i przeniesione na miejscowy cmentarz, pomimo, iż kilkakrotnie zabiegała o to Sokołowska.
Dalsze zbrodnie
Tego samego roku – 1941 – do położonej w powiecie oszmiańskim wsi Nowosiady przybył tabor cygański złożony z 5 wozów i liczący około 25 osób. Były to całe rodziny, złożone z kobiet, mężczyzn i dzieci. We wsi spędzili tylko jedną noc. Następnego dnia zostali zmuszeni przez funkcjonariuszy policji niemieckiej do zebrania się w stodole jednego z gospodarzy. W pomieszczeniu tym spędzili całą noc, a następnego dnia rano wszyscy zostali rozstrzelani na pobliskim pastwisku.
Cały dobytek zamordowanych Romnów został następnie przez niemieckich funkcjonariuszy sprzedany miejscowej ludności. Ciała pomordowanych zostały ekshumowane w latach osiemdziesiątych, kiedy zaczęto budować tam drogę. Wówczas też w miejscu masowej egzekucji postawiono pomnik upamiętniający pomordowanych.
Z kolei latem 1942 r., na cmentarzu żydowskim w Oszmianie, została zamordowana inna rodzina romska. Bezpośrednim świadkiem tej zbrodni była Halina Daniszewska, która zrelacjonowała te wydarzenia:
„Mieszkając w mieście Oszmiana, przy ul. Mickiewicza 18, gdzie ja mieszkam i obecnie, wyszłam z dziećmi do miasta i widziałam, jak Stanisław Rachalewicz razem z niemieckimi żołnierzami i policjantami prowadził na rozstrzał Cyganów i Żydów w kierunku żydowskiego cmentarza. Stanisław Rachalewicz był z karabinem, ja sama osobiście go widziałam, ponieważ szedł on blisko mnie. Tego dnia ich wszystkich rozstrzelali około godziny 3-4 w dzień”3.
Zdarzenie to potwierdził kolejny świadek – Albina Piotrowska:
„Osobiście widziałam jak Rachlewicz prowadził do miasta Oszmiana Cyganów, aby ich rozstrzeliwać na żydowskim cmentarzu. Pośród Cyganów była jedna kobieta i troje dzieci. Po upływie pewnego czasu ja usłyszałam serię z automatu, ludzie mówili, że to Rachlewicz rozstrzeliwał tą rodzinę cygańską ”.
Również w 1942 r., na trasie kolejowej Wilno – Mińsk, pomiędzy miejscowościami Cudogay i Loska, w dniu 13 lipca 1942 r. 40 Romów (mężczyzn, kobiety i dzieci) zostało rozstrzelanych przez oddział żandarmerii zmotoryzowanej stacjonującej w Kownie.
Natomiast w lipcu 1943 r. miała miejsce ostatnia udokumentowana zbrodnia popełniona na ludności romskiej z powiatu oszmiańskiego, o której wspominają świadkowie. Do zdarzenia doszło na oszmiańskim targu, na którym Romowie handlowali końmi. Na targowisko przybył oddział żandarmerii niemieckiej i policji litewskiej. Otoczyli cały plac. Wszyscy Romowie, w liczbie około 40 osób, zostali złapani. Dwoma ciężarowymi samochodami wywieziono ich do lasu w miejscowości Osinówka i tam rozstrzelano.
W Oszmianie doszło do jeszcze jednego udokumentowanego mordu, popełnionego na dwóch osobach narodowości romskiej. Niestety, w tym przypadku nie została doprecyzowana data zbrodni. Zdarzenie to relacjonuje przesłuchany przez policję miejską w Günzburgu Oskar Wiljan:
„Następne podobne zabójstwo zostało dokonane przez tych samych żołnierzy żandarmerii polowej w tym samym czasie na dwóch nieznanych mi Cyganach. Chodzi o znany przypadek, gdy pewien ślusarz i dwaj inni ludzie z getta w Oszmianie zostali przyłapani na ulicy po godzinie 19.00, w czasie, gdy obowiązywał zakaz wychodzenia i według obowiązujących przepisów powinni zostać rozstrzelani. Rada żydowska z getta w Oszmianie przeprowadziła zbiórkę złota i innych wartościowych rzeczy i w ten sposób ci trzej ludzie drogą przekupstwa zostali wykupieni od żandarmerii polowej. Ponieważ jednak już były wykopane groby, na cmentarzu ściągnięto po prostu dwóch Cyganów i rozstrzelano ich i pochowano w miejscu tych trzech Żydów. Odczuwam to jeszcze do dziś jako niesprawiedliwość wołającą o pomstę do nieba, aby tak zwyczajnie niezwiązanym ze sprawą ludziom kazać odpokutować za winę innych”4.
1 Lietuvos Centrinis Valstybės Archyvas Vilnius, sygn. R 1216 Ap 2 B 4 L 2, Pismo z dnia 29 VII 1942 r. dot. swawoli cygańskiej w Okręgu Generalnym Litwy.
2 Lietuvos Centrinis Valstybės Archyvas Vilnius, sygn. R 1216 Ap 2 B 4 L 9, Pismo dot. zwalczania plagi cygaństwa.
3 Sąd Wojewódzki w Koszalinie, sygn. IV K 61/62, Sprawa przeciwko Stanisławowi Rachalewiczowi, T. I, ppś Haliny Daniszewskiej z dnia 24 X 1960 r., s. 24.
4 Zentrale Stelle der Landesjustizverwaltungen, Bundesarchiv Aussenstelle Ludwigsburg, sygn. Az II 207 AR 1156/6948.
