Książka Grzegorza Rossolińskiego-Liebe, „Polnische Bürgermeister und der Holocaust: Besatzung, Verwaltung und Kollaboration” („Polscy burmistrzowie i Holokaust: okupacja, administracja i kolaboracja”), która ukazała się w języku niemieckim, miała przedstawiać najnowsze wyniki badań dotyczące Zagłady Żydów, wpisując się w debatę o stosunkach polsko-żydowskich pod okupacją niemiecką.
Rossoliński-Liebe uznaje, że terytorium Generalnego Gubernatorstwa było kontrolowane przez Niemców metodami zbliżonymi do tych, które stosowali w państwach okupowanych, gdzie istniały autonomiczne rządy złożone z przedstawicieli lokalnych elit.
Autorowi, absolwentowi Uniwersytetu Viadrina we Frankfurcie nad Odrą, pracownikowi Wolnego Uniwersytetu Berlińskiego, na podstawie wyżej wymienionej pracy przyznano stopień doktora habilitowanego.
Autor wcześniej podejmował badania poświęcone historii nacjonalizmu ukraińskiego. Ogromne kontrowersje wśród Ukraińców wzbudziły przedstawione przez niego tezy dotyczące działalności Ukraińskiej Powstańczej Armii, które określał jako spełniające kryteria ludobójstwa. Podejmowane przez niego próby przedstawienia wyników swoich badań w Kijowie napotykały na protesty ukraińskich nacjonalistów, co prowadziło do odwołania jego wykładów.
Polscy burmistrzowie i Holokaust
Badania Rossolińskiego-Liebe były omawiane na łamach portalu Instytutu Pamięci Narodowej w 2019 r., po ukazaniu się w „Der Tagesspiegel” jego artykułu „Forschung zu Kollaborateuren. Willfährige Beamte und Mörderbanden”. Przedstawione w nim tezy omawiał historyk stosunków polsko-żydowskich Tomasz Domański. W swojej recenzji podkreślał między innymi nadmierne uogólnienia i uproszczenia.
„(…) autor słusznie definiuje Holokaust jako zbrodnię powszechną okupacji niemieckiej, o złożonym i skomplikowanym przebiegu. Jednocześnie nie chce zauważyć diametralnych różnic w polityce okupacyjnej prowadzonej przez władze niemieckie w poszczególnych krajach europejskich. Tekst nawet w minimalnym stopniu nie oddaje złożoności tego zagadnienia”
– podkreślał Domański. Idąc za tą koncepcją, Rossoliński-Liebe uznaje, że terytorium Generalnego Gubernatorstwa było kontrolowane przez Niemców metodami zbliżonymi do tych, które stosowali w państwach okupowanych, gdzie istniały autonomiczne rządy złożone z przedstawicieli lokalnych elit.
„Na ziemiach polskich nie istniała polska administracja krajowa, działała jedynie administracja niemiecka, na której czele stali m.in.: Hans Frank, Arthur Greiser, Albert Forster. Administracja lokalna składała się z wyższego personelu niemieckiego. Niższy personel, poza tymczasowym tworem, jakim było Generalne Gubernatorstwo (GG), także został obsadzony przez Niemców. Na terenie GG z przyczyn praktycznych Niemcy tymczasowo wykorzystali na zasadzie przymusu Polaków wcześniej pełniących funkcje, jednak bezwzględnie ich podporządkowano urzędnikom niemieckim, likwidując jakiekolwiek formy samorządności”
– argumentował Tomasz Domański.
Zdaniem recenzenta fundamentalnym założeniem narracji Rossolińskiego-Liebe był fakt, że „całe narody były jednocześnie ofiarami i sprawcami”, a tym samym niemiecki badacz zakładał, że zbrodnie były dokonywane przez przedstawicieli narodów okupowanych samodzielnie – niezależnie od władz okupacyjnych. W tym kontekście przytoczono między innymi tezy Jana Grabowskiego, Barbary Engelking i Jana Tomasza Grossa, uznające zbrodnie, takie jak ta dokonana w Jedwabnem, za dzieło ludności polskiej.
„Podobnie jak ci autorzy zdaje się autor nie rozumieć, że żaden sołtys, «granatowy» policjant czy strażak, spośród tych, którzy wzięli udział w działaniach antyżydowskich, nie czynił tego jako funkcjonariusz państwa polskiego ale jako ludzie wtłoczeni w tryby funkcjonowania Rzeszy Niemieckiej”
– argumentował Tomasz Domański, dodając jednocześnie, że w „Der Tagesspiegel” całkowicie pominięto kontekst stosowanego przez Niemców terroru, a także „wprowadzenie kary śmierci za nieujawnienie informacji o ukrywanych i ukrywających się Żydach” oraz całkowite podporządkowanie tzw. „granatowej policji” poprzez włączenie do niemieckiej Policji Porządkowej (Ordnungspolizei), a Ochotniczej Straży Pożarnej w 1941 r. do niemieckich sił policyjnych.
Tomasz Domański definiował także zauważany przez niego brak „symetrii językowej” w argumentacji autora artykułu w niemieckim dzienniku, wskazując na język, którym operował Rossolinski-Liebe.
„Kiedy prezentuje ogólne informacje o Holokauście, nie używa wielkich kwantyfikatorów językowych jak w przypadku Ukraińców czy Polaków. Pisze, że ukraińscy nacjonaliści mordowali Żydów, a «Polacy w szczególnych okolicznościach stworzonych przez okupantów sami mordowali swoich żydowskich sąsiadów»”
– zauważył Domański.
W jego opinii nieadekwatne do zasad rasistowskiej ideologii III Rzeszy jest również określanie niemieckiego stosunku wobec mieszkańców Europy Środkowej.
„Autor pisze też, że na wschodzie Europy okupanci traktowali ludność jako «gorszą» i popełnili wobec niej wiele «przestępstw». W świetle faktów i wiedzy historycznej poprawniej by było napisać, że Niemcy traktowali tę ludność jak «podludzi» i popełnili na niej nie przestępstwa, lecz zbrodnie szacowane na miliony ofiar”
– podsumował Tomasz Domański.
Polemika Damiana Sitkiewicza
Tezy przedstawione przez Grzegorza Rossolińskiego-Liebe w omawianym wyżej artykule prasowym zostały rozszerzone przez niego we wspomnianej monografii „Polnische Bürgermeister und der Holocaust: Besatzung, Verwaltung und Kollaboration”, której obszerne omówienie autorstwa Damiana Sitkiewicza ukazało się na łamach szóstego tomu (dostępnego on-line) rocznika „Polish-Jewish Studies”, wydawanego przez Instytut Pamięci Narodowej.
„Będąc pewnym ich udziału w tym procesie Rossoliński-Liebe już we wstępie z pełnym przekonaniem wskazuje, że polscy burmistrzowie brali udział w Holokauście, czyli byli jego współsprawcami, a jego celem badawczym jest tylko zgłębienie tej problematyki”
– podkreśla Sitkiewicz. Jak dodaje autor recenzji, jest to dla Rossolińskiego-Liebego punkt wyjścia do dociekań w jaki sposób polscy burmistrzowie dokonali zbrodni we współpracy z okupantami.
„Za główny cel badań, co sygnalizowane jest już od pierwszych kart monografii, przyjął ukazanie działań polskich burmistrzów, którzy według niego wspierali Niemców w prowadzonej przez nich polityce zagłady Żydów, a więc byli ich «partnerami»”
– podsumowuje Sitkiewicz.
,,Polish-Jewish Studies” to dwujęzyczny (polsko-angielski) rocznik wydawany nakładem Instytutu Pamięci Narodowej, poświęcony dziejom społeczności żydowskiej na ziemiach polskich w XX w., kultywowaniu pamięci o polskich Żydach, a także złożonym relacjom polsko-żydowskim w tym okresie. W zamierzeniu Redakcji periodyk ma być forum wymiany aktualnych ustaleń badawczych w tej dziedzinie oraz miejscem dyskusji uczonych z różnorodnych ośrodków naukowych. Zapraszamy na stronę: czasopisma.ipn.gov
Celem autora jest również stworzenie „zbiorowej biografii polskich burmistrzów”, której elementami są między innymi takie problemy jak ich współpraca z władzami niemieckimi, kwestia tworzenia gett i kontaktów z członkami Judenratów. Przedmiotem analizy historyka jest działalność 50 urzędników z 22 miast obszaru GG, ale „szczegółowo przebadał 35 z nich, z czego 31 to Polacy, a 4 – etniczni Niemcy”. Jak podkreślił, ze względu na toczącą się wojnę rosyjsko-ukraińską, pominął ukraińskich burmistrzów, pełniących tę funkcję we wschodniej części GG.
Wbrew twierdzeniom Grzegorza Rossolińskiego-Liebe, jakoby zagadnienia poświęcone tym urzędnikom w czasie okupacji niemieckiej były całkowicie pomijane w polskiej historiografii, temat ten pojawiał się w rozważaniach polskich historyków.
„Z pewnością dotychczas szerszych analiz badań na ten temat nie przedstawiono. Nie oznacza to, że nikt ich nie opisywał. Prawdopodobnie ze względu na podrzędną rolę, jaką burmistrzowie odgrywali w strukturze niemieckiej administracji, nie cieszyli się większym zainteresowaniem badaczy”
– podkreślił Sitkiewicz.
Wspomniana „podrzędna” rola polskich burmistrzów w strukturze administracyjnej Generalnego Gubernatorstwa wynika z nakreślonego przez autora funkcjonującego pod okupacją niemiecką systemu całkowitego podporządkowania polskich urzędników ich niemieckim zwierzchnikom – Kreishauptmanom.
„Urzędy te piastowali wyłącznie Niemcy. Mieli oni pełnię władzy administracyjnej w Kreisach (obejmujących 2-3 przedwojenne powiaty – przyp. M.Sz.), a urzędnicy polscy, w tym burmistrzowie, musieli bezwzględnie wykonywać ich rozkazy”
– podkreślił autor recenzji. Sitkiewicz dodał, że Niemcy sprawowali także władzę nad wyspecjalizowanymi obszarami administracji, między innymi w rolnictwie, leśnictwie i spółdzielczości.
„Administracja, także ta lokalna, była niemiecka, w stworzonym przez Niemców państwie przybocznym Rzeszy – GG, a etnicznych Polaków zatrudniano w niej jedynie jako urzędników zmuszonych do bezwzględnego posłuszeństwa”.
Szczególnie krytycznie Sitkiewicz ocenił stawianą przez Rossolińskiego-Liebe tezę o ciągłości funkcjonowania administracji lokalnej pomiędzy II RP a GG. Autor podkreślił, że Niemcy nie zachowali w żaden sposób ciągłości państwa polskiego sprzed października 1939 r., a tworzony przez nich system prawny nie miał nic wspólnego z systemem prawnym niepodległej Polski.
Wbrew twierdzeniom Grzegorza Rossolińskiego-Liebe, jakoby zagadnienia poświęcone tym urzędnikom w czasie okupacji niemieckiej były całkowicie pomijane w polskiej historiografii, temat ten pojawiał się w rozważaniach polskich historyków.
Warto zauważyć, że to zagadnienie było już szeroko omawiane w pracy Macieja Jana Mazurkiewicza „Ludobójstwo Niemiec na narodzie polskim (1939-1945). Studium historycznoprawne” wydanej przez IPN w 2021 r. Autor uważa, że od powołania przez Adolfa Hitlera Generalnego Gubernatorstwa celem okupantów było całkowite zlikwidowanie polskiego systemu prawnego, ponieważ przestrzeganie jego zapisów uniemożliwiałoby realizację niemieckiej polityki okupacyjnej, szczególnie procesu depolonizacji.
„W istocie nie tyle uchylono polskie prawodawstwo, ile zanegowano je i zaniechano jego stosowania. W zamian zaczęto wdrażać wytyczne partyjne pod pozorem wprowadzenia prawa niemieckiego”
– zauważył Maciej Jan Mazurkiewicz.
Niezgodna z wnioskami Macieja Jana Mazurkiewicza teza o ciągłości prawnej II RP i GG ma, zdaniem Damiana Sitkiewicza, na celu zbudowanie przekonania o kolaboracji z okupantem, która w opinii Grzegorza Rossolińskiego-Liebe miała częściowe wsparcie rządu RP na uchodźstwie, który dopuszczał pracę polskich urzędników w GG.
„Stwierdzenie autora to oczywiste nadużycie wskazujące na zupełne niezrozumienie warunków przymusu i terroru, w jakich znaleźli się zarówno burmistrzowie jak i mieszkańcy okupowanych miast”
– wskazał Damian Sitkiewicz. Od listopada 1939 r. praca polskich urzędników dla niemieckiej administracji miała charakter przymusowy. Podobny nakaz służby już w listopadzie 1939 r. objął wszystkich przedwojennych funkcjonariuszy policji, którzy pozostali w Generalnym Gubernatorstwie.
„Urzędników nie stosujących się do niniejszego wezwania spotkają najsurowsze kary”
– głosiła odezwa dowódcy SS i policji w Generalnym Gubernatorstwie 30 października 1939 r.
W dalszej części recenzji Sitkiewicz odniósł się do słów Rossolińskiego-Liebe, które sugerują, że polscy burmistrzowie prowadzili działania polityczne, a nie byli wyłącznie wykonawcami poleceń okupantów niemieckich. Zdaniem Sitkiewicza ma to na celu wskazanie, że urzędnicy narodowości polskiej, szczególnie burmistrzowie, prowadzili działania autonomicznie, a więc nie byli bezpośrednio zależni od swoich mocodawców, stojących wyżej w hierarchii rasowej – Niemców Poprzez taki zabieg – jak uważa Sitkiewicz – Grzegorz Rossoliński-Liebe wskazał, że urzędnicy niemieccy „stali na równi” z Polakami.
Zdaniem Sitkiewicza niezrozumiałe z punktu widzenia tradycji historiografii, logiki działań okupantów i stanu prawnego na terenach okupowanych przez Niemców jest także stosowanie „nieistniejącego i niehistorycznego” terminu „rząd krakowski”, którym Grzegorz Rossoliński-Liebe określił władze Generalnego Gubernatorstwa. Urzędujący na Wawelu „rząd” GG był podmiotem prawa niemieckiego, który po II wojnie światowej został uznany przez Najwyższy Trybunał Narodowy za organizację przestępczą.
„Za sprawą fałszywej formuły w postaci rządu krakowskiego autor stara się stworzyć wrażenie, że GG, tudzież jego władze naczelne nie były niemieckie”
– zauważył recenzent.
Grzegorz Rossoliński-Liebe stwierdził, że administracja GG miała „polsko-niemiecki charakter, nawet jeśli na niektórych z tych budynków [administracji – przyp. M.Sz.] powiewały flagi ze swastyką”. „Warto przypomnieć, że w całym GG pozwolono tylko na używanie symboliki Rzeszy Niemieckiej, a polskie godło i symbole narodowe zostały prawnie zakazane” – stwierdził Sitkiewicz.
W tym kontekście można uzupełnić argumentację Sitkiewicza cytatem z wypowiedzi generalnego gubernatora Generalnego Gubernatorstwa z maja 1940 r.
„Führer powiedział mi – (…) było to w początkach listopada (1939 r. – przyp. M.Sz.): Zatrzymamy Generalną Gubernię dla siebie, już jej nie oddamy. (…) Generalna Gubernia ma pozostać we władaniu Niemców, ale nie w formie protektoratu lub podobnej, lecz w postaci wyraźnie podległego Niemcom tworu [Machtgebilde] Rzeszy Niemieckiej, w którym absolutną władzę mają sprawować Niemcy, zaś niższa warstwa, złożona z pracujących Polaków, ma być podporządkowana Niemcom”
– mówił Hans Frank. Swoistym potwierdzeniem jego słów była dokonana w lipcu 1940 r. zmiana nazwy Generalnego Gubernatorstwa poprzez usunięcie określenia „dla okupowanych ziem polskich”.
W planach niemieckich, formułowanych już w październiku 1939 r., teren Generalnego Gubernatorstwa stał się obszarem przesiedleń z terenów wcielonych bezpośrednio do Rzeszy.
„Kierownictwo nad tym terenem winno nam umożliwić także oczyszczenie terenu Rzeszy od Żydów i Polaczków”
– stwierdził podczas jednej z narad w październiku 1939 r. Adolf Hitler. Jednak w pracy Rossolińskiego-Liebe informacja na temat niemieckich planów represji wobec Polaków i Żydów oraz ich brutalnej realizacji nie została uwzględniona, co zdaniem Damiana Sitkiewicza
„świadczy nie tylko o ogromnym błędzie merytorycznym, ale także o narzuceniu przekonania o «ograniczonym sprawstwie» Niemców”.
Damian Sitkiewicz uznał pracę Grzegorza Rossolińskiego-Liebe za nierzetelną naukowo i pozbawioną oparcia w przywoływanych materiałach archiwalnych.
„Wskazane przez autora źródła, a zwłaszcza ich kreatywna i zmanipulowana interpretacja w wielu miejscach przesiąknięta kłamstwami, zdecydowanie nie potwierdzają by polscy burmistrzowie prześladowali Żydów z własnej inicjatywy. Dodajmy ponadto, iż autor uważa, że burmistrzowie nie tylko wykorzystywali antysemickie zapisy prawne, lecz także sami je doprecyzowali do potrzeb zarządzanych ośrodków miejskich”
– podkreślił autor recenzji.
Partnerstwo, którego nie było
Grzegorz Rossoliński-Liebe uznał, że szczególnie istotnym „wkładem” polskich burmistrzów w proces zagłady była kluczowa rola w tworzeniu gett.
„Rossoliński-Liebe przekonuje, że nie tylko zostali zobligowani przez władze niemieckie do powoływania gett, lecz także «sami mogli zasugerować, którą dzielnicę preferują i jaką wielkość powinno mieć getto»”
– zauważył Sitkiewicz.
Autor skupia się na tych aspektach tworzenia gett, które wiąże z działalnością polskich burmistrzów i pomija tworzenie Judenratów oraz narzucanych im przez Niemców zasad działania. Co równie istotne, jak podkreślił Sitkiewicz, zagadnienia te zostały omówione w rozdziale „Holocaust”, co w jego opinii może być traktowane jako „nadużycie naukowe”, ponieważ opisano w nim represje wobec Żydów, a nie systematyczne ludobójstwo, czyli likwidację gett oraz masową zagładę w niemieckich obozach śmierci, które są utożsamiane z pojęciem Zagłady.
Podsumowaniem tych tez jest stwierdzenie, że
„bez ich udziału [burmistrzów – przyp. M.Sz.] akcja «Reinhardt», czyli zagłada rozstrzeliwania i deportacje, nie mogłyby zostać przeprowadzone”.
Autor określił przedstawiony przez Grzegorza Rossolińskiego-Liebego obraz okupacji jako „sztucznie wykreowany”, mający przedstawiać polskich burmistrzów jako
„równoprawnych partnerów Niemców, również uczestniczących w Holokauście”.
Należy dodać, że zdaniem Damiana Sitkiewicza rozważania o „partnerstwie” Polaków i niemieckich okupantów są nieuzasadnione, jeśli weźmie się pod uwagę stosowaną przez Niemców w praktyce teorię rasową narodowych socjalistów. Jednak, zdaniem Rossolińskiego-Liebe, Polacy – postrzegając okupantów jako „rasę panów” – dążyli do wchodzenia z nimi w zażyłe relacje.
„Przypomnijmy, na terytorium GG okupanci wprowadzili politykę rasistowską, zgodnie z którą Polacy stali od nich niżej w hierarchii”
– przypominał Sitkiewicz.
W kontekście przywołanego już wcześniej omówienia stanu prawnego, obowiązującego w Generalnym Gubernatorstwie, Damian Sitkiewicz zwrócił także uwagę na pominięcie zagadnień związanych z rasistowskim ustawodawstwem III Rzeszy z lat trzydziestych.
„To nieprzywołane tło w sposób znakomity mogłoby stanowić wprowadzenie do omówienia problemu zagłady Żydów w miastach na okupowanych przez Niemców terytoriach polskich podczas II wojny światowej”
– zauważył Sitkiewicz. Tymczasem brutalność polityki w okupowanych przez Niemców miastach autor monografii starał się uzasadnić tezą o rosnących w Polsce w drugiej połowie lat trzydziestych nastrojach antysemickich. Tym kwestiom autor poświęca trzy pierwsze rozdziały pracy: „Polityka, administracja i ustawodawstwo II Rzeczypospolitej”, „Miasta jako miejsca współistnienia i przemocy”, „Przedwojenne biografie okupacyjnych burmistrzów”.
„Ich głównym założeniem jest wykreowanie obrazu międzywojennej Polski, a szczególnie miast, w których mieszkali Żydzi, jako miejsc pełnych przemocy wobec ludności żydowskiej lub w najlepszym przypadku dla nich nieprzyjaznych”
– zauważył Sitkiewicz.
Autor monografii wysuwa także tezę, według której polscy burmistrzowie czerpali korzyści z darmowej pracy przymusowej Żydów, mimo iż cytowany wybiórczo dokument temu zaprzecza.
Ilustracją tak podsumowanej przez Damiana Sitkiewicza narracji są fragmenty poświęcone najbardziej znanemu z przywoływanych włodarzy miast, pośmiertnie wyróżnionego odznaczeniem From the Depths dla Sprawiedliwych im. Edwarda Mosberga, komisarycznego prezydenta Warszawy Juliana Kulskiego. Zdaniem Rossolińskiego-Liebe jego postawa wobec warszawskiej społeczności żydowskiej była naznaczona niechęcią lub obojętnością, a mottem każdego dnia jego pracy w magistracie było zdanie: „biznes jak zwykle”.
„Pojawia się więc pytanie na jakiej podstawie autor twierdzi, że postawa Kulskiego była obojętna? Co miał on zrobić, jak zareagować? Czy miał zabronić Niemcom przeprowadzania egzekucji w Warszawie? Autor stosuje wręcz odwrócenie pojęć. O jakim «biznesie» wspomina, zważywszy, że to Niemcy tworzyli urzędy powiernicze i inne struktury administracyjne w celu przejmowania mienia zarówno należącego do Polaków, jak i Żydów”
– zauważył Sitkiewicz. Zdaniem Grzegorza Rossolińskiego-Liebe w miastach Generalnego Gubernatorstwa dochodziło do stałej rywalizacji Polaków i Niemców o zagrabiony majątek żydowski, co, jak zauważa Sitkiewicz, jest kolejną próbą „zrównania okupantów i tych, którzy byli okupowani”.
Do oceny postawy prezydenta Kulskiego można odnieść równie krytyczny fragment recenzji Damiana Sitkiewicza w którym stwierdza, że
„autor nie cofa się przed nadużyciami, takimi jak przeinaczanie treści dokumentów, zakłamywanie faktów, wbrew temu co potwierdzają źródła archiwalne. Zastosowana w książce metoda oparta na powoływaniu się przez autora na prawdziwe dokumenty, wbrew ich rzeczywistej treści jest kompromitująca w świecie naukowym”.
Według jednego z cytowanych dokumentów, w czasie akcji deportacyjnej z warszawskiego getta, w 1942 r., Kulski informował pracowników o otwarciu przeznaczonego dla nich domu wypoczynkowego w podwarszawskiej Dąbrowie Leśnej.
„Aby zobrazować pracę urzędu można byłoby przytoczyć niemal każdy materiał aktowy poświadczający urzędowe funkcjonowanie Kulskiego w zakresie różnych zagadnień, którymi wówczas zajmowała się administracja miejska. Dlaczego ma to być dowodem współdziałania w Holokauście? Nie wiadomo”
– argumentował autor recenzji.
Sitkiewicz zauważył, że autor stosuje w opisach działań polskich burmistrzów i okupantów podwójne standardy.
„Bezwzględnie trzeba zwrócić uwagę, że autor być może nieświadomie akcentuje zupełnie inny stosunek do Niemców i Polaków, co przejawia się w języku. Kiedy pisze o Polakach, którzy zabierali mienie należące do Żydów używa słów «kradli» lub «rabowali». Gdy zaś wskazuje na takie same czyny Niemców pisze o wywożenie do magazynów i «przechowywaniu»”.
Specyfika języka stosowanego przez Grzegorza Rossolińskiego-Liebe jest dostrzegalna między innymi w przywoływanym opisie likwidacji przez SS getta w Węgrowie, gdzie pominięto tożsamość sprawców tej zbrodni.
„Narracja na skutek wyeliminowania sprawców traci sens, a sami odpowiedzialni za zbrodnie, choć przecież znani, zostają pozbawieni tożsamości i są nieobecni”
– argumentował Sitkiewicz. W tym samym fragmencie opisu niemieckich zbrodni w Węgrowie „w sposób bardzo wyraźny została zarysowana postać burmistrza – Polaka, w dodatku znanego z imienia i nazwiska”. „Jego narracja ma na celu jedno: jak najdalej idące oddalenie narracji o sprawstwie Niemców, jeśli chodzi o działania prowadzone przeciwko Żydom” – napisał Sitkiewicz.
Autor monografii wysuwa także tezę, według której polscy burmistrzowie czerpali korzyści z darmowej pracy przymusowej Żydów, mimo iż cytowany wybiórczo dokument temu zaprzecza. Kwerenda przeprowadzona przez Damiana Sitkiewicza udowodniła, że Grzegorz Rossoliński-Liebe pominął między innymi informację o wypłaceniu Żydom zatrudnionym przez administrację miasta niewielkiego wynagrodzenia.
„Tym samym autor nie tyle myli się w interpretacji, ile przeinacza fakty”
– podsumowuje Sitkiewicz.
Autor recenzji wymienia także braki warsztatowe autora, takie jak niewystarczające dokładne opisy źródeł w przypisach oraz nieprawidłowe informacje o przechowywaniu materiałów archiwalnych.
„Podsumowując, książka autorstwa Grzegorza Rossolińskiego-Liebego stwarzając pozory naukowości nie przestrzega zasad warsztatu historyka. Można odnieść wrażenie, że jej celem jest przekonanie świata naukowego, że za Holokaust (już od 1939 r.) byli współodpowiedzialni lokalni urzędnicy miejscy w GG, w tym zwłaszcza burmistrzowie Polacy, natomiast rola Niemców – zdaniem autora – była marginalna”
– podsumował Sitkiewicz. W konsekwencji tych wniosków autor recenzji uważa, że omawiana przez niego praca, mimo deklarowanego w jej podsumowaniu odejścia od „nacjonalistycznych narracji historycznych” nie zbliża się do prawdy, lecz „kreuje fałszywy obraz Holokaustu”.
Szerokie grono czytelników mogło zapoznać się z tezami Grzegorza Rossolińskiego-Liebego także w wypowiedzi, której udzielił dla niemieckiego dziennika „Berliner Zeitung”, opublikowanej 19 listopada 2025 r. Podkreślił w niej swój negatywny stosunek do tych tez historiografii, które akcentują decydujący wpływ przedstawicieli reżimu nazistowskiego w państwach okupowanych na zagładę ludności żydowskiej.
„W Niemczech historia Zagłady od lat 90. XX wieku sprowadzana jest do historii niemieckich sprawców, a książki o kolaboracji odrzuca się jako nieistotne, mimo że w Holokauście było dziesięć razy więcej sprawców niebędących Niemcami niż Niemców, a historia Zagłady bez historii kolaboracji jest nie do pomyślenia”
– stwierdził historyk.
Przywołał także swoje tezy dotyczące polskich burmistrzów, którzy wykorzystywali „niemiecką okupację, aby czerpać korzyści z prześladowań i mordowania Żydów, a przede wszystkim często bronili interesów ludności polskiej kosztem ludności żydowskiej”. Dodał także, iż wyrażane przez nich wsparcie dla Żydów
„nie wykluczało oficjalnego udziału w Zagładzie”.
Krytycznie odniósł się także do wyciągania wniosków na temat skali polskiego wsparcia dla żydowskich sąsiadów z upamiętnień i statystyk instytutu Jad Waszem, ponieważ jak zauważył
„Polacy uratowali mniej Żydów niż Holendrzy, Francuzi czy Belgowie, jeśli odnieść to do liczby ludności. Ponadto statystyki Yad Vashem niewiele mówią o ogólnym nastawieniu do Żydów i antysemityzmie w tych krajach”.
W wywiadzie można także przeczytać, że wizja Holokaustu, sprzeczna z przedstawionym przez niego obrazem ma wsparcie historyków z Niemiec, którzy
„są dumni z wyłącznej odpowiedzialności niemieckich sprawców, a ten wybiórczy opis odpowiada oczekiwaniom politycznym rządów państw Europy Wschodniej, takich jak Polska, Węgry i Słowacja”.
Rossoliński-Liebe podkreślił również, że planowana na 25 listopada 2025 r. promocja jego książki w siedzibie berlińskiej Topografii Terroru została odwołana na skutek nacisków ambasady RP, która
„wywarła presję, twierdząc, że wydarzenie to zakłóciłoby zbliżające się konsultacje rządów Niemiec i Polski oraz rozmowy na temat przyszłości Domu Polsko-Niemieckiego w Berlinie”.
Tekst autorstwa Damiana Sitkiewicza dostępny jest na stronie: https://czasopisma.ipn.gov.pl/index.php/pjs/article/view/2761
