Cel rabunku dzieci zawsze był ten sam – wynarodowienie kulturowe. O problemie rabunku dzieci niestety nie możemy mówić w trybie przeszłym. Również w toku rosyjskiej napaści na Ukrainę słyszymy informacje o masowym wywożeniu dzieci ukraińskich do Rosji.
Ideologia „Blut und Boden”
Kluczem do zrozumienia procederu „rabunku dzieci” w Trzeciej Rzeszy była teoria rasy i praktyka tzw. higieny rasowej. Oparta na darwinizmie społecznym, zakładała, że natura zawsze daje prawo silniejszemu, temu, który ma lepsze geny i „czystą krew”. Jak uważali teoretycy rasy – wśród narodów „podludzi”, przede wszystkim Słowian, można znaleźć osobniki wartościowe rasowo, z „dobrą krwią”. Dlatego też dzieci „wartościowe rasowo” należało pozyskać dla narodu niemieckiego.
W 1932 r. Walther Darre wydał książkę „Blut und Boden jako źródło nowej arystokracji”, w której hasło to uczynił centralnym pojęciem ideologii nazistowskiej.
W 1932 r. Walther Darre (od 1933 r. do 23 maja 1942 r. sprawował stanowisko Ministra Rzeszy do spraw Żywności i Rolnictwa, a do 1938 r. stał na czele RuSHA – Głównego Urzędu dla spraw Rasowych i Osadnictwa SS) wydał książkę „Blut und Boden jako źródło nowej arystokracji”, w której hasło to uczynił centralnym pojęciem ideologii nazistowskiej. Połączenie pojęcia Blut (krew) i Boden (ziemia), miało stworzyć razem Lebensraum, czyli „życiową przestrzeń”, niezbędną do życia dla rasy aryjczyków.
Efektem takiego myślenia był plan podboju ziem, wysiedlania i eksterminacji ludności obcej rasowo, pozyskiwania taniej siły roboczej oraz zniemczania – w tym przede wszystkim germanizacji dzieci „wartościowych rasowo”.
Inicjatorem i pomysłodawcą procederu rabunku dzieci był sam Reichsführer SS Heinrich Himmler, który obsesyjnie strzegł czystości rasy, ale równocześnie widział możliwość, jak to sam nazywał, „pożądanego napływu krwi” z narodów podbitych. Himmler pełnił również funkcję komisarza Rzeszy dla umocnienia niemczyzny.
W opracowanym przez niego w 1940 r. dokumencie „Kilka myśli o traktowaniu obcoplemiennych na wschodzie” przedstawił plan germanizacji i selekcji dzieci słowiańskich (przede wszystkim polskich), który w konsekwencji wpisywał się w politykę wyniszczenia narodów słowiańskich.
Żołnierze Wehrmachtu otrzymywali rozkazy i zalecenia, by zwracać uwagę na dzieci o nordyckim wyglądzie: blondwłose i niebieskookie. O takich dzieciach mieli obowiązek meldować albo do lokalnego oddziału Lebensborn, albo funkcjonariuszom Urzędu Rasy i Osadnictwa.
Na mocy wydanego w 1940 r. rozporządzenia Głównego Urzędu Rzeszy dla Spraw Umocnienia Niemczyzny w okupowanej Polsce zaczęły działać instytucje, których zadaniem była m.in. weryfikacja dzieci pod względem przydatności rasowej. Z oczywistych względów na celowniku znalazły się te, które wykazywały aryjskie cechy urody, takie jak blond włosy czy niebieskie oczy.
W przemówieniu wygłoszonym dnia 16 września 1942 r. do wyższych oficerów SS w Żytomierzu Himmler powiedział:
„Gdziekolwiek napotkacie na dobrą krew macie ją zdobyć dla Niemiec albo postarać się o to, by przestała istnieć”.
W mowie wygłoszonej dnia 14 października 1943 r. w Bad Schachen, mówiąc o narodach słowiańskich Himmler powiedział:
„Jest jasne, że w tej mieszaninie narodów pojawiać się będą zawsze pewne typy bardzo dobre pod względem rasowym. W tym wypadku – sądzę – jest naszym zadaniem zabrać ich dzieci do nas, oderwać je od środowiska, choćbyśmy mieli dzieci te zabrać albo ukraść. Albo zdobędziemy dobrą krew, którą możemy spożytkować u siebie i wprzęgniemy w nasze szeregi, albo – moi panowie, możecie to nazwać okrucieństwem, ale natura jest okrutna – zniszczymy tę krew. Nie możemy usprawiedliwić przed naszymi synami i potomkami pozostawienia tej krwi po drugiej stronie“.
Procedura rabunku dzieci „wartościowych rasowo”
Do sprawnego funkcjonowania procederu pozyskiwania dzieci „czystych rasowo” niezbędne było zaangażowanie wielu instytucji. Najważniejszymi były: Główny Urząd Rasy i Osadnictwa (Rasse- und Siedlungshauptamt – RuSHA), Główny Urząd Kolonizacyjny dla Niemców etnicznych (SS-Hauptamt Volksdeutsche Mittelstelle – VoMi) oraz Stowarzyszenia Lebensborn (niem. Źródło Życia).
Nieco upraszczając, można wyłonić trzy ścieżki „pozyskiwania dzieci”:
- Żołnierze Wehrmachtu otrzymywali rozkazy i zalecenia, by zwracać uwagę na dzieci o nordyckim wyglądzie: blondwłose i niebieskookie. O takich dzieciach mieli obowiązek meldować albo do lokalnego oddziału Lebensborn, albo funkcjonariuszom Urzędu Rasy i Osadnictwa. Wówczas wdrażano odpowiednie procedury.
- Drugą ścieżką były tzw. akcje przesiewowe w domach dziecka (Durchschleusung). Była to dla Niemców najbardziej komfortowa sytuacja. W placówkach pojawiała się komisja, która badała dzieci pod kątem rasowym, a później dzieci zakwalifikowane jako zdatne do zniemczenia ( eindeutschungsfähig) przechodziły kolejne etapy procedury. Z czasem pojawiły się rozkazy, aby corocznie organizować takie „przeglądy” dzieci w domach dziecka.
- Trzecią ścieżką były akcje specjalne (Sonderaktionen), jak np. na Zamojszczyźnie czy w czeskich Lidicach. Warto zaznaczyć, że akcje wysiedleńcze na Zamojszczyźnie robiono błyskawicznie, w wielkim pośpiechu. Mimo protestów dowódców Wehrmachtu, znaleziono czas na zebranie polskich dzieci w jednym miejscu, zbadanie ich pod kątem rasowym, selekcję i skierowanie ich do zniemczenia. Zwracano głównie uwagę na dzieci do 10. roku życia.
Dzieci wstępnie zakwalifikowane jako „czyste rasowo” przechodziły dalszą kwalifikację, mającą potwierdzić lub odrzucić ich przynależność rasową. Procedury były jasne, a warunki, które dzieci musiały spełniać, jednoznacznie sprecyzowane. Żeby zbadać czystość rasową potrzebowano specjalistów, a tych brakowało, bowiem naukowcy nie palili się, by zamieniać wygodne uniwersyteckie gabinety w Rzeszy na niebezpieczne tereny zaplecza frontu wschodniego. Z czasem do ekip „eksperckich” angażowano nawet studentów medycyny i to oni zajmowali się selekcjami.
Dzieci wstępnie zakwalifikowane jako „czyste rasowo” przechodziły dalszą kwalifikację, mającą potwierdzić lub odrzucić ich przynależność rasową. Procedury były jasne, a warunki, które dzieci musiały spełniać, jednoznacznie sprecyzowane.
O losach zrabowanego dziecka decydował często jego wiek. Dla Niemców najlepsze były niemowlęta i najmłodsze dzieci, które jeszcze nie mówiły w języku ojczystym. Wstępna selekcja przeprowadzana była w specjalnych ośrodkach Lebensbornu, których w Polsce było sześć. Polegała na badaniu cech fizycznych, m.in. mierzono czaszkę czy długość nosa. Po przejściu fizycznej selekcji, dzieci obserwowano pod względem charakterologicznym. Na tym etapie dyskwalifikowano te, które uważano za zbyt nadpobudliwe, niegrzeczne i buntujące się. Ostatni etap selekcji to badania przeprowadzane przez „ekspertów” Lebensbornu albo Urzędu Rasy i Osadnictwa – z reguły lekarzy. Po pozytywnej selekcji młodsze dzieci były zwykle od razu adoptowane przez rodziny niemieckie. Starsze dzieci rzadko trafiały do adopcji, częściej do specjalnych szkół z internatami, gdzie prowadzono intensywną germanizację. Stamtąd często trafiały do Hitlerjugend albo Wehrmachtu.
W sumie losy zrabowanych dzieci można podzielić na trzy kategorie:
- Dzieci, które przeszły selekcję i cały proces zniemczenia, trafiały do rodzin niemieckich. Tam również bywało różnie. Najgorszą sytuacje miały starsze dzieci, które pamiętały polskich rodziców. Nierzadko zdarzało się jednak, że dzieci, mimo całego dramatyzmu ich sytuacji, trafiały do rodzin, w których miały dobre warunki i faktycznie były kochane.
- Druga kategoria to dzieci, które odpadły w trakcie procesu zniemczenia. Dzieci, które były pozytywnie zweryfikowane pod względem rasowym, natomiast nie miały „odpowiedniego charakteru” nie oddawano do adopcji, ale pozostawały w Niemczech i stawały się niewolniczą siłą roboczą, najczęściej w rolnictwie. Tam ich sytuacja również wyglądała bardzo różnie. Brak jest dokładnych danych na temat liczby tych dzieci, ale szacuje się, że ok. 50% dzieci z Polski przeszło całą ścieżkę zniemczenia i pozostało w Rzeszy, natomiast reszta została odrzucona.
- Na dzieci „niezdolne do zniemczenia” Niemcy wydali wyroki śmierci, miały zostać eksterminowane. Starsze dzieci najczęściej wysyłano do obozów koncentracyjnych, gdzie albo je od razu mordowano w komorach gazowych, albo z czasem umierały z powodu panujących tam warunków. Los niemowląt i młodszych dzieci był nie mniej potworny. Odsyłano je do pseudoochronek, które w rzeczywistości były umieralniami. Te dzieci umierały z głodu w straszliwych mękach, w niewyobrażalnych warunkach. Opisy tego, co się tam działo, są wstrząsające. Czasem z litości zabijano je zastrzykiem fenolu.
Powojenny epilog
Po wojnie w Polsce, przy komunistycznym ministerstwie spraw społecznych, utworzono specjalny referat, który miał się zajmować odnajdywaniem i sprowadzaniem do Polski zrabowanych przez Niemców polskich dzieci. Na czele referatu stanął adwokat Roman Hrabar. Zadanie było bardzo trudne, gdyż Niemcy niszczyli dokumentację ośrodków Lebensborn. Nie tylko Polska, ale również inne kraje nie są w stanie określić nawet w przybliżeniu liczby „zrabowanych dzieci”.
Niektórzy z winnych rabunku i eksterminacji dzieci z krajów Europy Środkowej i Wschodniej stanęli przed sądami. M.in. od października 1947 r. do marca 1948 roku toczył się tzw. VIII proces norymberski, zwany procesem RuSHA (Główny Urząd Rasy i Osadnictwa). Na ławie oskarżonych zasiadło 14 osób – oprócz członków RuSHA znaleźli się na niej członkowie Komisariatu Rzeszy do Spraw Konsolidacji Narodu Niemieckiego, Głównego Urzędu Kolonizacyjnego dla Niemców etnicznych oraz Stowarzyszenia Lebensborn. Orzeczono kary więzienia od 3 lat do dożywocia.
Na dzieci „niezdolne do zniemczenia” Niemcy wydali wyroki śmierci, miały zostać eksterminowane. Starsze dzieci najczęściej wysyłano do obozów koncentracyjnych. Los niemowląt i młodszych dzieci był nie mniej potworny.
Oskarżonymi byli m.in. szefowie Lebensborn Max Sollmann, Gregor Ebner oraz Günther Tesch. W wyroku z 10 marca 1948 r. sąd uznał Lebensborn za „instytucję opiekuńczą”. Sąd nie skazał osób odpowiedzialnych za akcję rabunku i przymusowe odbieranie dzieci kobietom z obozów koncentracyjnych. Decyzję tę, po uznaniu przez część środowisk prawniczych za skandaliczną, zakwestionował w 1950 r. niemiecki sąd denazyfikacyjny w Monachium, uznając całość działalności Lebensborn za zbrodniczą. Kary jednak były bardzo łagodne, m.in. Max Sollmann został skazany na 30 dni robót społecznych i przepadek części mienia.
Rabunek dzieci przeprowadzany przez niemiecką Rzeszę w krajach okupowanych nosił wszelkie znamiona ludobójczego narzędzia, opisanego przez Lemkina. Celem nadrzędnym było pozyskanie dzieci wartościowych rasowo, ale w ramach tej procedury tysiące dzieci straciło życie, zmuszone zostało do niewolniczej pracy lub odesłane do obozów koncentracyjnych.
9 grudnia 1948 r. Organizacja Narodów Zjednoczonych uchwaliła Konwencję w sprawie zapobiegania i karania zbrodni ludobójstwa. Mimo, że konwencja znacznie zawęziła zakres czynów objętych zbrodnią ludobójstwa proponowanych przez Lemkina w 1944 r., to jednak w artykule II Konwencji „przymusowe przekazywanie dzieci członków grupy do innej grupy” uznano za technikę ludobójczą.
