„Gdybym o każdym z siedmiu rozstrzelanych Polakach chciał rozwieszać plakaty, to w Polsce nie starczyłoby lasów na wyprodukowanie papieru na takie plakaty”
– powiedział 6 lutego 1940 r. w wywiadzie dla „Völkischer Beobachter” Hans Frank, gubernator Generalnego Gubernatorstwa. Nie mijał się z faktami. Po wkroczeniu na teren naszego kraju hitlerowcy zaczęli masowo mordować Polaków, by – jak deklarował gubernator Frank –
„Polska nie śmiała nigdy powstać!”.
Obszar II RP w 1939 r. zamieszkiwało 35 mln obywateli, z czego 13 mln na Kresach, na które 17 września wkroczyły sowieckie wojska. Wszystko zgodnie z planem ustalonym 23 sierpnia 1939 r., kiedy to ministrowie spraw zagranicznych III Rzeszy i sowieckiej Rosji, Joachim von Ribbentrop i Wiaczesław Mołotow, podzielili Polskę między oba kraje. Interesy Niemiec i ZSRS miały zostać rozdzielone wzdłuż linii Narwi, Wisły i Sanu.
Z oficjalnych szacunków wynika, że w latach 1939–1945 – na skutek działań wojennych i podczas okupacji – spośród każdego tysiąca przedwojennych obywateli II Rzeczypospolitej zginęło 220 osób (co czwarta). Dla porównania we Francji były to 22 osoby, a w ZSRS – 116. W odbudowującym się po wojnie kraju było 600 tys. inwalidów, 1,2 tys. chorych na gruźlicę, 3,6 tys. wdów i sierot.
Celem obu totalitaryzmów, hitlerowskiego i sowieckiego, stało się podporządkowanie sobie okupowanych terenów, by na trwałe zlikwidować naszą państwowość. Zorganizowane akcje eksterminacyjne objęły przede wszystkim inteligencję i warstwy wykształcone. W wyniku działań wojennych zginęło ponad 5,5 mln obywateli polskich, w tym 2,9 mln Żydów. Liczba ludności zmniejszyła się o blisko jedną czwartą w porównaniu z okresem przedwojennym. Leżąca pomiędzy Niemcami, a Związkiem Sowieckim Polska poniosła największe straty ludzkie i materialne spośród państw biorących udział w II wojnie światowej.
Choć od 78 lat II wojna światowa należy już do przeszłości, jednak pamięć o niej jest wciąż w społeczeństwie żywa. Wspomnienia o wojennych losach bliskich są integralną częścią historii rodzinnych, przekazywanych z pokolenia na pokolenie. W ten sposób, pomimo odchodzenia osób bezpośrednio dotkniętych wojennym dramatem, ich przeżycia kształtują naszą wiedzę historyczną, budują świadomość przeszłości. Opowieści o okrucieństwie niemieckich i sowieckich okupantów, przejmującym głodzie i śmierci stały się dziedzictwem wpływającym na młodszą generację. Nawet jeśli reminiscencje te nie są precyzyjnie umocowane w warstwie faktograficznej, to siła ich oddziaływania na psychikę młodszych pokoleń jest niezaprzeczalna. Są świadectwem indywidualnych doświadczeń i przeżyć, pokazują emocje i jednostkowe reakcje na wojenne wydarzenia.
Wojna i wieloletnia okupacja kraju przez Niemców i Sowietów przyniosła zniszczenia gospodarcze, polityczne i społeczne państwa. Okrucieństwa, których doświadczyli obywatele polscy w czasie okupacji i wynikające z nich cierpienie, w ocenie psychologów predestynowały do występowania u nich, zarówno zbiorowo, jak i indywidualnie, cech zespołu stresu pourazowego (PTSD) będącego zaburzeniem psychiatrycznym pojawiającym się jako reakcja na traumatyczne zdarzenie. Nieustające uczucie strachu determinowało zachowania i postawy ludzi, wprowadzając w stan zbiorowej psychozy. Wpływało na zmianę osobowościową oraz problemy natury psychicznej setek tysięcy poranionych jednostek.
Temat psychicznych i fizycznych konsekwencji przeżyć wojennych jest zagadnieniem szerokim. Zajmują się nim historycy, socjologowie, jak i psychiatrzy oraz psycholodzy. W publikacjach wspomnieniowych można znaleźć dowody na to, że wstrząs, jakim była wojna, wpłynął na zmianę w sferze emocjonalnej i psychicznej ludzi. Przykładem tego niech będą trzy ekstremalne sytuacje, które doprowadziły do powstania głębokich traum nie tylko u uczestników wydarzeń, ale też u ich dzieci i wnuków.
Trauma poobozowa
Choć możemy różnie przeżywać to samo zdarzenie i każdy ma własny filtr emocji i doświadczeń, który zniekształca nieco obraz rzeczywistości, to w sytuacjach ekstremalnych istnieje kilka podstawowych i podobnie odbieranych źródeł silnego stresu, w następstwie którego powstają głębokie traumy. Jednym z takich wydarzeń (stresorów) w czasie okupacji była wszechobecność śmierci i ciągłe zagrożenie życia, czyli niepewność jutra.
Drugim ważnym czynnikiem powodującym szereg trwałych psychicznych i fizycznych urazów stał się głód – zwłaszcza w miastach, gdzie możliwości aprowizacyjne zostały drastycznie ograniczone. Ratunkiem stało się szmuglowanie żywności ze wsi, jednak wymagało to ogromnego wysiłku, a poza tym było to ogromnie niebezpieczne – groziła za to śmierć. Sytuację komplikował obowiązek dostarczania Niemcom przez gospodarstwa rolne produktów rolnych oraz hodowlanych (tzw. kontyngentów). Niewywiązanie się z tych obciążeń zostało obwarowane dotkliwymi karami, nawet karą śmierci.
Prof. Maria Orwid: „Kępiński miał na przykład wielki problem z uznaniem za ważny fakt, że byłych więźniów obozu bawiły po wojnie pogrzeby. Jednostkowa śmierć nie miała dla nich żadnego znaczenia... Oni mi ciągle powtarzali – u nas nie tak się umierało i nie tak się grzebało ludzi…”.
https://www.tygodnikpowszechny.pl/jedziemy-na-jednym-wozku-130011
Kolejnymi stresorami były dla Polaków: utrata domów będąca efektem wojennych zniszczeń, wysiedleń czy ucieczek oraz stałe zagrożenie zatrzymaniem w czasie ulicznych łapanek, aresztowań, co często prowadziło do osadzenia w obozie koncentracyjnym, łagrze czy do zmuszenia do wyjazdu na przymusowe roboty. Niepewność jutra powodowała, że ludzie skupiali się, by żyć „tu i teraz”, czyli na przetrwaniu kolejnego dnia. Codziennie paraliżował ich strach przed utratą kontaktu z bliskimi. Bali się, że wyjdą z domu i nie wrócą, a rodzina nawet nie dowie się o ich uwięzieniu. Martwiono się o współmałżonków, rodziców i dzieci.
Źródłem traum był także rozpad instytucji publicznych i dotychczasowego porządku społecznego. Państwo polskie nie chroniło już swoich obywateli, a działania Polskiego Państwa Podziemnego były w tym zakresie bardzo ograniczone.
Badania nad kondycją psychiczną społeczeństwa rozpoczęto w Polsce tuż po wojnie, już w 1945 r. Podjęła je grupa psychologów pod kierunkiem Stefana Baleya, Stanisława Batawii, Marii Żebrowskiej. Brała w nim udział także Maria Kaczyńska, która analizowała wpływ przeżyć wojennych na psychikę dzieci i młodzieży.
Alicja Hintz-Zdybska, urodzona w 1932 r. w Warszawie. W 1944 r. jako 12-letnia dziewczynka została wywieziona do Auschwitz-Birkenau: „Na rampie od razu wyrzucili wszystkich z wagonów, znowu zaczęli oddzielać mężczyzn od kobiet. Wyrywali niektóre wyrośnięte dzieci, myśleli, że starsze. Wyrywali, więc jeden krzyk, płacz. Sceny niesamowite, co się tam działo. Szczuli psami. Do dzisiejszego dnia panicznie boję się dużych [psów], że jak idę ulicą i ktoś prowadzi psa nie na smyczy, to przystaję i mówię: »Proszę tego psa przypiąć do smyczy, bo puszczam gaz«. Bez gazu się nie ruszam. Przez tyle lat. To już tyle lat minęło, a mnie uraz pozostał i ciągle jestem częściowo w obozie”.
https://www.1944.pl/archiwum-historii-mowionej/alicja-hintz-zdybska,2573.html
Od połowy lat pięćdziesiątych Antoni Kępiński i Stanisław Kłodziński prowadzili badania wśród byłych więźniów obozów koncentracyjnych. W swoich pracach naukowych poświęconych traumie wojennej Kępiński opisywał syndrom KZ, nazywany także syndromem poobozowym, zespołem obozu koncentracyjnego lub chorobą drutów kolczastych. Problem traum wojennych systematycznie pojawiał się na łamach pisma medycznego „Przegląd Lekarski”, publikowano opracowania naukowe na ten temat autorstwa m.in. wspomnianych już Stefana Baleya i Antoniego Kępińskiego oraz Marii Orwid, Wandy Półtawskiej i Aleksandra Teutscha.
Część autorów sama doświadczyła obozowego życia i potrafiła zrozumieć emocje byłych więźniów. Najbardziej znanym objawem syndromu KZ był ciągły strach przed głodem, a w efekcie tego ukrywanie chleba w różnych miejscach, np. w butach, noszenie w kieszeniach. Zaobserwowano również, że chorzy bardzo emocjonalne reagowali na dźwięk syren czy warczenie psa. Fizycznymi objawami choroby były m.in. przedwczesne starzenie się, utrata wagi i zaburzenia naczyniowo- ruchowe, a psychicznymi: stany depresyjne, obniżone poczucie własnej wartości, trudności komunikacyjne, lęk, zaburzenia snu, niepokój ruchowy, fobie, a także poczucie winy względem poległych, że samemu się ocalało (survivor syndrome).
Bazując na przeprowadzonych badaniach, Kępiński uznał, że pod wpływem skrajnie brutalnego traktowania zmianie ulegał system wyznawanych wartości, co w późniejszym życiu powodowało w nich uczucie samotności i alienacji oraz problemy adaptacyjne do życia w społeczeństwie. Osoby straumatyzowane często czuły się zrozumiane tylko przez podobnie doświadczone osoby; nawet wśród kochających ich ludzi czuły się wyobcowane.
Międzypokoleniowa pamięć wojny i traumy
Badania naukowe dotyczące wojennych traum od lat sześćdziesiątych XX w. zyskały nowy wymiar, gdy objawy syndromu KZ ujawniły się wśród dzieci ofiar obozów. Zwrócono wówczas uwagę na tzw. transfer międzypokoleniowy i przekazywanie traumy, co wpływało na kształt relacji rodzinnych oraz indywidualne cechy osobowościowe członków rodziny. Psychiatrzy zauważyli, że dzieci przejmowały od rodziców takie cechy, jak np. nieufność wobec świata, ciągłe poczucie zagrożenia, przewlekły smutek, nieumiejętność wyrażania emocji.
Wychowywane przez okaleczonych dorosłych, same nie potrafiły stworzyć właściwych relacji rodzicielskich. Wśród potomków więźniów obozów pojawiło się poczucie winy, depresja, ale też trudności z budowaniem niezależnej od ojca i matki tożsamości. Czasami z powodu „niewidzialnej” lojalności wobec cierpiących rodziców lub dziadków rezygnowano z własnego, szczęśliwego życia. Poświęcano się i zabiegano o to, by w żadnym wypadku nie budzić ich bolesnych emocji byłych więźniów – płaczu czy złości. Często wśród młodszych osób wychowywanych przez straumatyzowanych rodziców dochodziło do odwrócenia ról i przejęcia wobec matki i ojca postawy opiekuńczej (parentyfikacja). W takiej relacji dzieci nie tylko odpowiadały za codzienne sprawy, ale zmuszone były do zarządzania emocjami dorosłych. Pomimo własnej niedojrzałości psychicznej stawały się powiernikami, biorąc na siebie – za dużą przecież – rolę psychologa. W konsekwencji w młodym pokoleniu pojawiło się uczucie rozdarcia pomiędzy budowaniem własnego, samodzielnego życia a powinnością wobec starszego, doświadczonego członka rodzinnego.
Dowody na międzypokoleniową transmisję traumy można znaleźć w literaturze wspomnieniowej:
„To, co mama przeżyła w Ravensbrück, tak się na mnie odcisnęło, że nie byłam w stanie od niej się oderwać. To było dla mnie niewyobrażalne, żebym mogła mamę zostawić. Wydawało mi się, że muszę z nią być w każdej chwili – kosztem mojego życia osobistego. A równocześnie bardzo mamę kochałam. Więc mogę powiedzieć, że dla mnie to była trauma”1.
„Żyłam w cieniu tych obozowych historii całe dzieciństwo. To ponuractwo, które było w domu, ta niemożność dogadania się”1.
„I o tyle ważne są badania nad dziećmi, że my, żyjąc w tej atmosferze i z tymi obciążeniami, przez to, że rodzice byli w obozach, jesteśmy… inni”3.
„Moja siostra, tak jak ja, bała się samolotów. W ogóle bałyśmy się rzeczy, których nie przeżyłyśmy. Miałam z cztery – pięć lat, kiedy zawyły syreny, pewnie był jakiś próbny alarm. Nie wiedziałam, co to jest. Ale ten strach, że dzieje się coś naprawdę strasznego… I wtedy mi wytłumaczono, że takie syreny odzywały się w czasie bombardowania”4.
Powyższe cytaty potwierdzają, że przeżycia rodziców miały duży wpływ na dzieci.
Pojęcie „międzypokoleniowej pamięć wojny i traumy” wzbudziło spore zainteresowanie także w zachodniej kulturze popularnej. Zwrócono uwagę na dzieci migrantów z Kanady i Stanów Zjednoczonych ocalałych z Holokaustu, które w latach sześćdziesiątych i siedemdziesiątych XX w. wchodziły w dorosłość. Okazało się bowiem, że potomkowie ocalonych mieli trudności w budowaniu relacji społecznych oraz często cierpieli na depresję. Szukając przyczyn swojego nieprzystosowania do normalnego życia, w gabinetach psychologów dokonywały analizy rodzinnego dziedzictwa, doszukując się w nim przyczyn swoich problemów.
W latach osiemdziesiątych, dzięki amerykańskim badaniom wśród weteranów wojny w Wietnamie wyodrębniono zaburzenie psychiczne nazwane syndromem stresu pourazowego (PTSD). W literaturze przedmiotu doświadczenia, które stały się udziałem Polaków w czasie wojny, określane są często w kategoriach PTSD.
Łagrowa trauma
Oszacowanie strat wśród obywateli polskich sprawia naukowcom duże trudności ze względu na rozproszone dane i utrzymywanie w tajemnicy wielu zbrodni, o których opinia publiczna nie miała pojęcia, przykładem zbrodnia katyńska. Do zniesienia cenzury w 1989 r. obowiązywał zakaz pisania o polskich ofiarach, które straciły życie w wyniku zbrodni Sowietów. Ich pojawienie się przyniosło mieszkającym tam Polakom terror i bezprawie. Pod hasłami walki z „wyzyskiwaczami”, „burżujami”, „wrogami ludu pracującego” rozpoczęły się aresztowania i deportacje obywateli polskich, zwłaszcza tych należących do elit intelektualnych, politycznych i gospodarczych, do odległych obszarów ZSRS.
Sabina Potoczak, w 1940 r. z czwórką rodzeństwa i matką wywieziona do sowieckiego łagru: „Jak my poszli może 40 kilometrów i konia zdechłego znaleźli. Już oblazł ze skóry, ale Polacy wszystko zjedli. Było z nami trzech chłopców starszych. Obłupili tego konia i dali nam co gorsze, bo lepsze to oni zabrali. I wzięli my w te torby brzozowe. Wracamy z powrotem 40 kilometrów. Już słoneczko zachodziło. Zaczął deszcz padać. Jeden chłopiec miał kurzą ślepotę i zaczął płakać; ja też płakałam, on miał 10 lat, ja 11. Już nie mogliśmy dojść. Tam płynęła rzeka. Pokładliśmy się spać, torbę przywalili my kamieniami. Rano 10 kilometrów doszliśmy do baraków. I cieszyliśmy się, że już troszkę mamy co jeść”.
Zsyłka na Syberię, oprac. Elżbieta Dziwisz, „Biuletyn IPN” 2020, nr 1–2
Odbywało się to w bardzo brutalny sposób. W czasie aresztowania dochodziło do pobić, zabójstw, pełnego dramatyzmu rozdzielania kobiet, dzieci i mężczyzn. Mężczyźni znikali bez śladu. Kobiety i dzieci wyrzucane były z własnych domów, dostawały zaledwie chwilę, by zabrać najpotrzebniejsze rzeczy. Z małym, naprędce pakowanym dobytkiem, który często i tak trzeba było porzucić, bo nie mieścił się w bydlęcych wagonach lub był za ciężki do dźwigania, bez wody i jedzenia, wysyłane były w głąb ZSRS. Po pierwszym wstrząsie, jakim była strata mężów, ojców, braci, synów i wygnanie z domu, następował kolejny – długa podróż w przeludnionych wagonach, zimnych i bez elementarnego zaplecza sanitarnego. Wielu nie przetrwało podróży, zmarło dużo dzieci i starszych osób.
Ci, którzy dotarli do miejsca swojego wygnania, byli już innymi ludźmi. Przerażeni, samotni i poniżeni zostali ulokowani na terenie łagrów w lepiankach, ziemiankach lub barakach – brudnych, pełnych insektów, źle ogrzanych, bez wody i pomieszczeń sanitarnych. W nowych „domach” mieszkało po kilka rodzin. Szczęściem było trafić na rodaków, wówczas można było liczyć na wzajemne wsparcie. Wspólna niedola łączyła i dawała nieco siły do przetrwania. Codziennością stały się głód, obawa o los rodziny pozo stałej w Polsce oraz ciężka praca, często ponad siły.
Przyczyną późniejszych traum stał się kontakt z załogą łagru oraz przebywającymi tam więźniami kryminalnymi, terroryzującymi pozbawionych wolności ludzi. Dodatkową przyczyną stresów był ograniczony lub zupełnie uniemożliwiony kontakt z rodziną. Jak wynika ze wspomnień łagierników, zerwanie więzi rodzinnych powodował kolejny dramat – po zwolnieniu z łagru ludzie nie potrafili już wrócić do dawnego życia. Nikt na nich nie czekał. Brak perspektyw lub obawa przed powrotem do kraju powodowały, że część więźniów decydowała się na pozostanie w miejscu swego wygnania, godząc się na życie w kołchozowej biedzie. Po wielu latach to surowe miejsce było już w pewnym stopniu oswojone, ludzie mieli jakieś zajęcie, które pozwalało utrzymać się choćby na minimalnym poziomie. Zdarzało się również, że byli więźniowie wchodzili w skład obsługi obozu.
Ci, którzy wrócili, musieli na nowo organizować swoje życie. Nie było to łatwe. Komunistyczne państwo nie zapewniło pomocy wracającym. Czasami pojawiał się problem w nawiązaniu relacji z pozostałymi w kraju członkami rodzin. Wracający z ZSRS spotykali bowiem w kraju osoby borykające się z własnymi traumami. Byli łagiernicy czuli się niezrozumiani. Jedna z takich osób wspominała:
„Tak nas traktowali… Tutaj Polacy, rodacy nasi. W kółko: powstanie i powstanie, rozstrzeliwania, gestapo. Mówili: »Wam to było dobrze, nawet bomby nie widzieliście. Jedna bomba w pobliżu was nie spadła«. Tylko starzy ludzie, którzy wiedzieli – jeszcze z 1920 roku – co to Sowieci, rozumieli, co to znaczy. Myśmy czuli się tacy malutcy, upokorzeni, bo nie przeżyliśmy tutaj wojny. Powstanie i obozy były na okrągło – ojciec siedział w obozie i tylko to było ważne. Rodzice byli przez to skłóceni. Ojciec mówił: »Przecież tam byliście w normalnych warunkach. Mieliście co jeść, nie groziły wam bomby, nie grozili wam esesmani«. Ten powrót nie był taki słodki… Radość była absolutna, tylko to uczucie nasze takie… To było poczucie mniejszości. Bo tu wszyscy walczyli, wszyscy mieli czym się chwalić. A my nic. – »Siedzieliście gdzieś tam, nie widzieliście gestapowca ani rozstrzeliwań. Nie groził wam żaden obóz«. Nie groził, bo już byliśmy w obozie. […] nikt mnie nie pytał i mnie nie słuchał. I nie chciał – to nie było ciekawe. Dopiero jak spotykaliśmy się w kilka znajomych rodzin – stamtąd – wtedy sobie opowiadaliśmy i dopiero wtedy rzeczywiście czuliśmy się dobrze wśród swoich”5.
Należy tu podkreślić, że w przeciwieństwie do traum po obozach niemieckich, krzywdy osób spowodowane przez Sowietów zostały całkowicie przemilczane w Polsce „ludowej”. Los Polaków wywiezionych do łagrów nie istniał w przestrzeni publicznej oraz w literaturze przedmiotu. Dopiero po 1989 r. zaczęły się pojawiać publikacje wspomnieniowe dotyczące historii ludzi wywiezionych na Wschód. Jak wspominała jedna z osadzonych w łagrze, a potem aresztowana przez UB, podczas przesłuchania przez funkcjonariuszy nie wolno było o tym wspominać:
„Zaczynało się od życiorysu: »Kiedy się pani urodziła? A gdzie pani mieszka?«. I od początku. Ale jak tylko dochodziłam do wywózki na Sybir, to przeskakiwali: »Ja o to nie pytałem. Proszę dalej: co było w 1946 roku?«. Zawsze był przeskok, o tamtym w ogóle nie wolno mi było wspominać”6.
To dodatkowo utrwalało traumę i poczucie wyobcowania.
Trauma przesiedleńców
Do końca wojny Niemcy przymusowo wysiedlili ponad 1 mln 650 tys. osób, a ok. 2 mln obywateli polskich wywieźli do Rzeszy.
Ksiądz Józef Anczarski, wyjazd ekspatriacyjny z Tarnopola 22 maja 1946 r.: „Jutro już wyjeżdżamy. Jest transport. Długi skład wagonów czeka na stacji. Paskudne i obskurne są te wagony. Krytych i zamkniętych jest mało, najwięcej otwartych, które normalnie służą do wożenia węgla, kamieni czy cegły do budowy domów. Najgorsze są te zupełnie gołe bez żadnego obrzeża. I na tym mają jechać całe rodziny ze swoim dobytkiem, z krowami, końmi, nierogacizną, kurami i wszystkim, co dało się zabrać. Także i z paszą dla bydła. Jak się z tym wszystkim rozmieścić? Miejsca niesłychanie mało. Ale ludzie i tak się cieszą, że wreszcie mają te wagony. Niektórzy czekali na nie całymi tygodniami, koczując w szałasach przy torach. Przy ładowaniu jest niesamowite podniecenie i ogromne ludzkie utrudzenie. […] Dzisiaj pod wieczór mamy wyjechać. To już ostatni dzień naszego pobytu w tym mieście i na tej ziemi. Ostatnia Msza św. w naszym kościele. I mówią nam, że wyjeżdżamy na zawsze, że Polska już nigdy tutaj nie wróci. Zostawiamy to Bogu i Jego zrządzeniom. My tu już teraz nie mamy nic do powiedzenia. Jest jak jest. Wyrzucają nas gwałtem, przemocą i rzeziami”.
Grzegorz Chajko, Ekspatriacja. Przymusowe przesiedlenia Polaków do „nowej Polski”, „Biuletyn IPN” 2021, nr 1–2
Z terenów zaanektowanych przez ZSRS deportowano kolejnych ok. 300 tys. Polaków. Następna fala migracyjna nastąpiła w połowie lat pięćdziesiątych. W sumie przyjechało 2–2,5 mln przesiedleńców ze Wschodu.
Przesiedlenia, oprócz pozbawienia środków materialnych, czasami dziedzictwa całych pokoleń, spowodowały zerwanie więzi rodzinnych i sąsiedzkich. Osoby siłą przenoszone na obcy teren czuły się zagubione, osamotnione, a do tego pełne obaw o los pozostałych członków rodziny.
W nowym miejscu Kresowiacy spotkali się z rezerwą, a czasami wręcz niechęcią autochtonów. Traktowani byli z politowaniem ze względu na zacofania cywilizacyjne i materialne. Utrudniało to ludziom, którzy w latach poprzednich przeszli gehennę okupacji oraz dramat utraty ojcowizny, adaptację do nowego miejsca.
Brak wystarczających środków materialnych i bolesne przeżycia Zabużan już na starcie bardzo komplikowały zadomowienie się w nowym środowisku. Tęskniący za utraconą ojczyzną, niepewni własnej przyszłości silnie odczuwali okazywane im przez miejscowych lekceważenie.
W przymusowej emigracji osoba wyjeżdżająca zostaje gwałtem wyrwana ze swojego środowiska, z własności, z roli społecznej, którą wypełniała, z planu życiowego na przyszłość.
W nowym miejscu przesiedleńcy nadal czuli się związani kulturalnie, społecznie i ekonomicznie z dawnym środowiskiem. To sprawiało, że nowe życie traktowali jako tymczasowe i prowizoryczne. Przede wszystkim paliła ich ogromna tęsknota za utraconą ojczyzną. Obawiano się, czy przekazane przez nowe władze gospodarstwa pozostaną na stałe w rękach osadników.
A to z kolei budziło negatywne nastroje i wrogość między przesiedleńcami oraz autochtonami.
* * *
Bolesne doświadczenia osób, które przeżyły wojnę, miały poważne konsekwencje, a brak możliwości przepracowania z psychologiem lub psychiatrą traum nie pozwolił uwolnić się lub choćby złagodzić dolegliwości psychicznych związanych z przeżyciami.
Skutkiem wojny była brutalizacja obyczajów, obniżenie norm moralnych i ambiwalencja wobec prawa. Z drugiej strony osoby dorastające w czasie okupacji i zmuszone do dbania o siebie i bliskich, wykazywały niezwykły zapał do nauki i zdobycia zawodu, samodzielność i zaradność oraz pewnego rodzaju „spryt życiowy”, który pozwalał im radzić sobie w bardzo trudnych sytuacjach. Niemniej narosłe w czasie wojny traumy poprzez różne psychologiczne mechanizmy przekazywane były następnym pokoleniom. W niektórych pracach naukowych pojawia się stwierdzenie, że młodzież i dzieci zakażone zostały „kompleksem wojny”, który objawiał się m.in. skłonnością do płaczu, drażliwością, afazją, zaburzeniami snu, ogólną lękliwością czy podejrzliwością w stosunku do obcych osób.
Wydarzenia okresu okupacji zdefiniowały ich późniejszy los wielu osób. Niektórzy całkowicie rezygnowali z udziału w życiu społecznym czy nawet rodzinnym, inni wręcz przeciwnie – chcieli wykorzystać każdą sytuację, by po ciężkim czasie jak najlepiej ułożyć sobie życie. Niektórzy nigdy nie otrząśli się z żałoby albo szukali ukojenia w alkoholu. Inni celebrowali niemal każdy dzień, ciesząc się, że pomimo wszystko przeżyli.
Z pewnością spojrzenie na powojenne społeczeństwo polskie z perspektywy różnych traum pozwala uświadomić sobie, w jak trudnej sytuacji znaleźli się ocaleni z wojennej pożogi i ile musieli włożyć pracy, samozaparcia by stworzyć na nowo własne domy.
Tekst pochodzi z numeru 11/2023 „Biuletynu IPN”
1 Rozmowa z Elżbietą, [w:] M.Buko, Pogłosy. Dzieci więźniów obozów koncentracyjnych, Warszawa 2020, s.66.
2 Ibidem, s.88.
3 Ibidem, s.90.
4 Ibidem, s.99.
5 Wspomnienia Izabeli Teresy Drzal, [w:] Przetrwałam. Doświadczenia kobiet więzionych w czasach nazizmu i stalinizmu, wyb. i oprac. M. Buko, K. Madoń-Mitzner, M. Szymańska, Warszawa 2017, s.394.
6 Ibidem…, s.397.
