Czym były spowodowane takie działania? W maju – czerwcu 1948 r. UBP dość nagle zorientował się, że istnieje na terenie Polski dobrze funkcjonująca siatka konspiracyjna – eksterytorialny Okręg Wileński AK.
Przechwycone przez komunistów materiały wskazywały, że jest to mocno rozbudowana i doskonale zakonspirowana struktura. A właśnie w tym okresie UBP realizował, na polecenie i pod kierunkiem sowieckich władz, operację „Cezary”, czyli tworzenie fikcyjnego kierownictwa podziemia niepodległościowego, tzw. V Komendy Zrzeszenia WiN.
Taka prowokacyjna siatka nie mogła tolerować obok siebie żadnej konkurencyjnej i niezależnej struktury. Uznano więc, że należy jak najszybciej zlikwidować Okręg Wileński AK.
Plany rozbicia kresowego podziemia
Początkowo komuniści zamierzali rozbicie przeprowadzić przez punktowe działania, obserwowanie i aresztowanie poszczególnych wykrytych działaczy wileńskiego podziemia. Czas jednak gonił, a wyniki były znikome. Postanowiono więc sięgnąć po działania szersze. Zdecydowano się na ogólnopolską akcję przeciw wilnianom, której efektem miała być dekonspiracja i rozbicie siatki. Plan ten narodził się w Wydziale II Departamentu III Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego.
Zamierzano przede wszystkim zewidencjonować wszystkich wilnian (komuniści mieli problemy z rozróżnieniem terytorialnym i włączali do tej kategorii nowogródczan i mieszkańców Grodzieńszczyzny) przebywających na terenie Polski. Następnie, po selekcji, miała powstać lista wilnian zaangażowanych w działalność konspiracyjną i partyzancką podczas II wojny światowej. Praca operacyjna w stosunku do nich wszystkich miała doprowadzić do odtworzenia struktury Okręgu Wileńskiego, a następnie, przez przesłuchania i zwerbowanie agentury, wyłuskania aktywnie działających ciągle konspiratorów.
W drugim etapie zamierzano w krótkim czasie aresztować wszystkie podejrzane osoby, aby uzyskać efekt zaskoczenia. Tej drugiej części akcji nadano kryptonim „X”.
Na początku czerwca rozpoczęły się ostatnie przygotowania. 7 czerwca do wszystkich wojewódzkich UBP na terenie Polski dyrektor Departamentu III Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego ppłk Jan Tataj skierował pismo, w którym m.in. czytamy:
„Na terenie Waszego województwa zamieszkuje liczna ilość repatriantów wileńskich. Ludzie ci stanowią zwartą grupę wspomagającą siebie nawzajem, wskutek łączących ich więzi etnograficznych, współpracy w organizacjach AK-WiN, oraz przeżyciach [sic!] jako internowani w ZSRR (za działalność wywrotową na ziemiach wcielonych do Rosji).
Ośrodek ten, jak wynika z posiadanych przez nas materiałów, pozostaje nadal wrogo usposobiony do obecnej rzeczywistości, stanowiąc przez to korzystny teren działania dla wszelkiego rodzaju pracy podziemnej, szczególnie na rzecz II Oddziału Andersa.
Repatriacja wileńska wg naszej klasyfikacji jest ośrodkiem niebezpiecznym. W związku z tym polecam przeprowadzić następujące przedsięwzięcia operacyjne:
1. wziąć na ewidencję wszystkich repatriantów z Wilna, oraz przybyłych więźniów z ZSRR […] uwzględniając
a. przynależność organizacyjną (AK-WIN itd.)
b. szczebel organizacyjny
c. czy ujawniony i kiedy
d. jakie zajmuje stanowisko obecnie, zawodowe, społeczne
2. Na podstawie posiadanych przez Was materiałów, w związku z nadszarpniętym w swoim czasie okręgiem wileńskim AK ustalić:
a. wszystkich jego b. członków
b. schematycznie nakreślić strukturę okręgu i obsadę personalną i wziąć ich w aktywne opracowanie
3. Za pomocą operatywnych przedsięwzięć wszcząć silne poszukiwanie za
b. komendantem okręgu wileńskiego AK Podhoreckim1 oraz szefem wywiadu Kuleszą2.
4. Uaktywnić istniejącą agenturę ze środowiska wileńskiego i nastawić ją w/g wymogów chwili.
5. Przeprowadzić nowe korzystne werbunki, w celu ustalenia ich obecnej pracy wywrotowej. […]
O wynikach przeprowadzonych przez Was przedsięwzięć poinformować szczegółowym raportem do dnia 30 czerwca 48”.
Z dokumentu tego można wnioskować, że akcja „X”, obejmująca swym zasięgiem wszystkich wilnian, miała rozpocząć się nie wcześniej niż 1 lipca 1948 r. Dopiero bowiem po otrzymaniu tego pisma poszczególne wojewódzkie UBP zaczęły realizować zlecone działania. Zaczęto zbierać dane z archiwów (w tym z kartotek osób ujawnionych) i dokumentację oraz przygotowywać do tego zadania aktualną agenturę i werbować nową. Praca ta była zakrojona bardzo szeroko, więc nawet podstawowych danych nie należało spodziewać się w ciągu najbliższych tygodni.
Wskazuje to wyraźnie na chęć prowadzenia akcji dopiero w drugiej połowie 1948 r.; możliwe, że dopiero w sierpniu–wrześniu. Jednak rozpoczęła się ona wcześniej. Powodem było najprawdopodobniej przechwycenie w połowie czerwca kolejnego meldunku wywiadowczego Okręgu Wileńskiego, przekazywanego na Zachód. Jego zawartość zapewne podważała materiały przekazywane na Zachód przez dezinformacyjną siatkę UBP.
Aresztować Wilniuków
Ministerstwo Bezpieczeństwa Publicznego postanowiło więc przyspieszyć akcję i nie czekając na sporządzenie list, aresztować wszystkich pochodzących z Wileńszczyzny. Licząc, że sparaliżuje w ten sposób konspiracyjną siatkę. Do rozpoczętej akcji „X” rzucono wszystkie posiadane siły. Pierwszym, bo już 20 czerwca, aresztowanym z kierownictwa Okręgu Wileńskiego był przesyłający meldunek oficer łączności por. Edmund Bukowski, a wkrótce po nim faktyczny zastępca komendanta Okręgu por. Wacław Walicki.
W toku intensywnych przesłuchań, połączonych z biciem i brutalnym szantażem dotyczącym losu rodziny, aresztowani zaczęli podawać adresy innych członków konspiracji. Były one natychmiast wykorzystywane. 26 czerwca został aresztowany komendant Okręgu ppłk Antoni Olechnowicz. Tego samego dnia aresztowano w Szklarskiej Porębie por. Zygmunta Szymanowskiego, szefa sieci wywiadowczej.
30 czerwca ujęto mjr. Zygmunta Szendzielarza „Łupaszkę”. 3 lipca 1948 r. aresztowany został w Poznaniu kwatermistrz Okręgu por. Kazimierz Pietraszkiewicz „Konrad”. Kierownictwo wileńskiej konspiracji zostało ujęte.
Tymczasem pracą w terenie zajęły się poszczególne wojewódzkie UBP. Cyklicznie sporządzano informacje o postępach akcji „X”. Przede wszystkim ustalano wszystkie osoby pochodzące z Wileńszczyzny bądź tylko z nimi związane towarzysko. Identyfikowano ich miejsce zamieszkania i pracy, ewentualne wzajemne kontakty, zbierano materiały obciążające. Dane te pochodziły zarówno z uaktywnionej lub już aktywnej agentury, jak i ze zbieranych w dotychczasowych ramach akcji „X” materiałów. Istotnym źródłem były też sporządzone listy repatriantów z Wileńszczyzny, spośród których wyłaniano podejrzane grupy. Najważniejsze informacje wysyłano do Warszawy telefonogramami lub przesyłano przez specjalnych kurierów. Trwało ustalanie najistotniejszych wiadomości i ich koordynacja.
Zbierano informacje, organizując także obserwację osób podejrzanych. Liczono, że w ten sposób uda się dotrzeć do dalszych członków siatki Okręgu. Jednak te działania były rzadkie, znacznie częściej po prostu aresztowano osoby, starając się wydobyć od nich jak najwięcej podczas przesłuchań. Uważano to za pewniejszy i szybszy sposób. Ruszyła fala zatrzymań. Akcja „X” przechodziła więc z etapu likwidacji kierownictwa do fazy masowych represji.
Masowe represje uderzały równocześnie i brutalnie, gdyż
„większość z nich [żołnierzy AK Okręgu Wileńskiego] przeszła dłuższą lub krótszą »służbę« w bandach leśnych [... ] ludzie ci znają się nawzajem, kontaktują się ze sobą, ostrzegają się wzajemnie o akcjach organów Bezpieczeństwa i dlatego przy jakimkolwiek rozpracowaniu należy całą »grupę wileńską« i jej ludzi traktować jako jedną organizację, a w śledztwie lub przy jakichkolwiek przedsięwzięciach operacyjnych szukać należy dojść do innych członków”.
Aresztowania miały dotyczyć nie tylko członków AK, ale także ich rodzin czy osób związanych tylko formalnie (np. wynajmujących mieszkania u „Wilniuków”).
„Uzyskane w śledztwie wyjścia są przez podejrzanych traktowane jako towarzyskie. Po ustaleniu jednak, że kontakty te pochodzą z wileńskiego należy je traktować jako kontakty natury organizacyjnej. Z tych powodów stosujemy areszty w stosunku do wszystkich osób związanych z »grupą wileńską« i z przeprowadzoną »akcją X«. Zatrzymanie tych osób musi przynieść w rezultacie ustalenie ich kontaktów organizacyjnych i form ich działalności. W stosunku do masy zatrzymanych osób nie można uzyskać odgórnie żadnych materiałów kompromitujących oprócz znanych nam ogólnie zadań i charakteru konspiracji tych osób. Dlatego też szczególnie ważne jest zorganizowanie [... ] należytego śledztwa w celu rozpracowania każdej osoby”.
Osoby aresztowane w terenie przesyłano więc niejednokrotnie do Warszawy, by przesłuchania prowadzili bardziej „fachowi” śledczy. A było tych aresztowanych z dnia na dzień coraz więcej.
„Należy zatrzymywać na zasadzkach wszystkie osoby pochodzące »zza Buga«. Przyjście tych ludzi na zasadzkę oznacza, że są one związane w takiej czy innej formie z grupą wileńską. […] na wszystkie aresztowane osoby pochodzące z wileńskiego uzyskać w czasie trwania aresztu prewencyjnego materiały kompromitujące [... ]. Zatrzymanie danej osoby na zasadzce czy też aresztowanie jej jako kontaktu znanego nam czł. »grupy wileńskiej« wskazuje, że osoba ta była albo zorganizowana biernie, albo też pracowała w sieci wywiadowczej”.
Szeroko zakrojona akcja powodowała jednak, że „masa zatrzymanych osób na zasadzkach jest przeszkodą dla pracy operacyjnej”.
Można mówić wręcz o „zakorkowaniu się” UBP aresztantami i prowadzonymi sprawami. Widać to szczególnie w zachowanej korespondencji z przełomu lipca i sierpnia 1948 r.
Partyzanci 5 Wileńskiej Brygady AK we wsi Kiersnowo (Białostocczyzna). Stoja od lewej: plut. Jerzy Lejkowski „Szpagat”, Jan Gabis ,,Wieczorek”, Stanisław Lipowski „Lipa”, Danuta Siedzikowna „Inka”. Na prawo od niej stoi plut. Henryk Wieliczko „Lufa”, kl"czy przed nim kpr. Bogdan Obuchowicz „Zbyszek”, obok „Lufy” stoi st. strz. Roman Dopierało „Dabek”, N.N., por. Marian Plucinski „Mscisław”, strz. Leon Krzemien „Mur”, N.N., Stanisław Wujec „Błyskawica” (fot. z zasobu AIPN)
Selekcja wrogów
Nadszedł więc czas kolejnej modyfikacji działań. Na podstawie zebranych materiałów zaczęto od końca sierpnia 1948 r. zawężać śledztwo, poszukując już konkretnych osób. Zrezygnowano z masowych aresztowań. Nie znaczy to jednak, że liczba zatrzymanych spadała gwałtownie. Zaczęto bowiem tylko bardziej „selekcjonować” zatrzymanych, starając się uderzyć w wybrane środowiska i osoby. Działania koordynowała Warszawa, rozsyłając okólniki na temat dalszego postępowania.
Funkcjonariusze zajmujący się akcją „X” mieli sporządzić kolejną listę osób przeznaczonych do zatrzymania, składającą się tym razem z wszystkich ujawnionych i nieujawnionych członków podziemia wileńskiego. Już aresztowanych natychmiast kierowano do wydziałów śledczych. Wszelkie ustalenia wynikające z przesłuchań miały być znowu natychmiast realizowane, czyli kontynuowano „karuzelę” zatrzymań. Wszelkie zaś ustalenia dotyczące innego niż dane WUBP terenu miały być przekazywane do Warszawy, która koordynowała rozsyłanie odpowiednich materiałów. Miano także w dalszym ciągu wysyłać do Warszawy codzienne meldunki z przebiegu pracy.
Jedną z najskuteczniejszych metod operacyjnych stosowanych przez UBP w celu rozbicia środowiska wileńskiego było zakładanie zasadzek lub (jak popularnie to nazywano) kotłów. Największą część osób objętych akcją „X” zatrzymano właśnie na takich zasadzkach. Polegało to na wprowadzaniu do mieszkań osób zatrzymanych funkcjonariuszy UBP, którzy pilnowali wszystkich domowników, aby ci nie kontaktowali się ze światem zewnętrznym. Ubowcy byli przygotowani do zatrzymywania wszystkich osób przychodzących do danego mieszkania. Celem było ustalenie tożsamości jak największej liczby osób kontaktujących się z zatrzymanymi. Zatrzymanych w zasadzkach traktowano jako podejrzanych. Wychodzono z założenia, że przychodzący mogą należeć do sieci konspiracyjnej i ostrzegać się nawzajem.
Zasadzki zakładano we wszystkich mieszkaniach, w których dokonano aresztowania. Zestawienia adresów założonych zasadzek przesyłano następnie do Warszawy, jednocześnie sporządzano także alfabetyczne spisy osób zatrzymanych w zasadzkach. W zestawieniach stosowano zasadę podziału najpierw terytorialnego, na miasta, następnie na ulice i głównych lokatorów. Przesyłano także informacje o wszelkich nietypowych zachowaniach osób zatrzymanych – m.in. próbach ucieczek. Dokumentacja była więc bardzo obfita, ale pozwalała dość szybko zorientować się w efektach pracy. Wykazy ułożone alfabetycznie czy terytorialnie pozwalały „centrali” zorientować się, jakie zachodzą powiązania pomiędzy poszczególnymi środowiskami wileńskimi na terenie województw i wskazać nowe kierunki prowadzenia śledztw.
Zasadzki likwidowano po uzgodnieniu z Warszawą. Zgodę na likwidację wyrażano dopiero wtedy, kiedy uznawano, że „kocioł” jest już znany ogółowi, a więc jest unikany, lub też wtedy, gdy uznawano, iż zatrzymano wystarczająco dużą liczbę osób. Ten ostatni powód był znacznie rzadszy, ale wykorzystywali go „przepracowani” funkcjonariusze.
Prowadzone w czasie akcji „X” zasadzki wymagały udziału dużej liczby pracowników służb. Sięgano więc po rezerwy do wszystkich wydziałów, co nie zawsze przynosiło spodziewane efekty. Osoby zatrudnione w administracji czy w Wydziale Kontroli Korespondencji nie potrafiły prowadzić przesłuchań czy „oceniać” zatrzymanych. Rozdzielano więc „siły”, starając się na każdej zasadzce zostawiać choć jednego funkcjonariusza operacyjnego.
Zakończenie zasadzki jednak zazwyczaj nie kończyło sprawy. Zwykle zlikwidowane „kotły” poddawane były w dalszym ciągu obserwacji zewnętrznej, aby ustalić, kto jeszcze może kontaktować się z zatrzymanymi. Zatrudniano w tym celu zarówno funkcjonariuszy Wydziału „A” danego WUBP, zajmujących się obserwacją, jak i zwerbowanych doraźnie informatorów (najczęściej byli to dozorcy lub sąsiedzi).
Zatrzymane osoby przetrzymywano bez sankcji prokuratorskich przez czas nieokreślony, nawet kilka miesięcy. Każde ich zwolnienie wymagało bowiem aprobaty Warszawy, zaś czekanie na odpowiedź z centrali przedłużało okres nieprawnego zatrzymania. A postępowano zgodnie z zasadą, że każdy był podejrzany.
Jak masowe były represje przeprowadzonej w 1948 r. akcji „X”? Dziś ciągle można podać jedynie dane szacunkowe. Przykładowo w ciągu jednego dnia w województwie szczecińskim zatrzymano na czterech zasadzkach 43 osoby. To dość reprezentatywna liczba także dla innych miejsc. W całym kraju w lipcu tylko w miastach wojewódzkich założono co najmniej 82 zasadzki.
Kto z Kresów, ten wróg
O skali działań świadczy to, że w ostatnim tygodniu czerwca zatrzymano w całej Polsce 148 osób, na które otrzymano sankcje prokuratorskie. Czyli ostatecznie je aresztowano. Do tej liczby należy dodać liczniejsze grono osób czasowo zatrzymanych. A największa fala aresztowań miała miejsce przecież w lipcu–sierpniu 1948 r. Wszystkie osoby zatrzymane podlegały rozpracowaniu. Co prawda większość z czasem zwolniono, ale niektóre z nich wkrótce ponownie aresztowano, a pozostałym założono karty ewidencyjne z odnotowaniem, że były zatrzymane w ramach akcji „X”.
Trudno więc ustalić ostateczną liczbę zatrzymanych w całej Polsce. Szacunkowo określam ją na co najmniej 6 tys. zatrzymanych i poddanych sankcji prokuratorskiej. Liczba ta może być wyższa. Nawet dziesięć razy większa mogła być liczba osób „tylko” zatrzymanych. Szacunki te oddają obraz skali represji, w wyniku których siatka Okręgu została praktycznie rozbita. Według prowadzących sprawę wileńską funkcjonariuszy UBP przeprowadzona przez nich akcja zakończyła się sukcesem.
Akcja „X” nie dobiegła końca faktycznie w 1948 r. (jak wskazuje dokumentacja), ale trwała co najmniej do kwietnia 1949 r., samo zaś „pochodzenie wileńskie” było obciążające jeszcze wiele lat później. W dokumentacji wewnętrznej UBP znajdują się liczne informacje o kontynuowaniu wątków z akcji „X” w 1949 r., ale i w latach późniejszych. Wynika z nich, że działania nastawione były na realizację pierwotnego założenia, czyli ustalenia i rozpracowania repatriantów z Wileńszczyzny.
Zaczęto, już „na spokojnie”, określać „zagrożone” terytorium, tzn. opracowywać miejsca zamieszkania wilnian. Wyszczególniono wioski i miasteczka, w których środowisko wileńskie było wyjątkowo liczne, i objęto je dokładnym nadzorem. W celu lepszej organizacji pracy tworzono osobną dokumentację, opracowując m.in. oleaty do ukazania skupisk środowiska wileńskiego. Uruchomiono istniejącą agenturę, a tam, gdzie jej nie było, starano się zwerbować nową. Z zachowanej dokumentacji wynika, że przyjęto zasadę werbowania przynajmniej jednego agenta w środowisku wilnian, które było liczniejsze niż dziesięć osób.
W celu skoordynowania akcji poszczególne powiatowe UBP sporządzały dla urzędów wojewódzkich (a te dla MBP) miesięczne raporty specjalne i rocznen sprawozdania. Podawano w nich ogólną liczbę wilnian w danym powiecie, liczbę ustalonych wśród nich członków konspiracji, charakterystykę ich rozmieszczenia (według miejsca zamieszkania i zatrudnienia), liczbę prowadzonych na nich spraw (sprawy zakładane na poszczególne lokalne środowiska lub poszczególne osoby), liczbę agentury skierowanej do rozpracowania, liczbę osób zatrzymanych oraz charakterystykę postawionych zadań na przyszłość.
Częste powody do zaniepokojenia dziś zazwyczaj ocenia się jako absurdalne:
„ustalono drogą obserwacji, że element wileński ma ze sobą ścisłą łączność i kontakty ich sięgają nawet poza granice naszego powiatu. Zbierają się oni na różne uroczystości jak np. na imieninach u ob. Skindra w Międzychodzie było 18 osób z całego powiatu i wszyscy z wileńskiego. Wydaje nam się podejrzane, skąd robotnik zarabiający kilka tys. może sobie pozwolić na taką libację”.
Ten fragment nie jest wyjątkiem. Wrogi był także fakt wyrażania publicznie chęci powrotu w rodzinne strony, jak i np. słuchania zachodnich audycji radiowych. Tak podejrzliwe podejście znaleźć można niemal we wszystkich zachowanych dokumentach. Traktowanie Wilniuków jako wrogów w końcu nabrało charakteru niemal groteskowego –
„element wileński pozostający na terenach Polski – nie przejawia wspólnej jednolitej masowej polskości a uwidacznia się u wilniaków element dzielnicowy […] z tego też względu wilniacy […] nie zaprzestali swej walki z obecnym ustrojem w Polsce”.
Oskarżano więc wilnian wręcz o separatyzm narodowy, brak patriotyzmu czy o zdradę polskości! Takie postawienie sprawy obligowało komunistyczny aparat represji do dalszego rozpracowywania środowiska ekspatriantów z Wileńszczyzny, ze szczególnym uwzględnieniem żołnierzy Armii Krajowej. I to rozpracowanie trwało na pewno do 1981 r., kiedy głównym wrogiem władz komunistycznych stał się ruch Solidarności.
Tekst pochodzi z numeru 9/2023 „Biuletynu IPN”
1 Ppłk Antoni Olechnowicz „Pohorecki”, komendant Okręgu Wileńskiego AK w latach 1945–1948.
2 Por.Zygmunt Augustowski vel Kulesza „Hubert”, współpracujący do kwietnia 1946 r.z Okręgiem Wileńskim.
