Wśród wielu monotonnych więziennych dni były również Święta Wielkanocne, których wspomnienie Elżbiety znalazło się m.in. w tomie drugim publikacji pt. „Zawołać po imieniu. Księga kobiet więźniów politycznych 1944–1958”, opracowanym przez Barbarę Otwinowską i Teresę Drzal i wydanym w Pruszkowie w 2003 r.1. Fragmenty tych wspomnień prezentujemy poniżej:
Wielkanoc na Mokotowie
„Wielkanoc kojarzy się więźniowi z szarzyzną dnia codziennego. Dzień taki w więzieniu rozpoczynał się pobudką, poranną toaletą, która w przypadku naszej kobiecej celi »zamieszkałej« przez osiemnaście do dwudziestu trzech kobiet, odbywała się przy jednej umywalce, w zimnej wodzie, pod okiem oddziałowego, który nie odchodził od wizjera […].
Jaśniejszym akcentem tego dnia była świadomość, że przynajmniej dziś nie będzie przesłuchania i bicia, bo panowie śledczy mimo odmiennego światopoglądu również świętują. Myśmy też świętowały. Nasze świąteczne menu przygotowywałyśmy, tak jak wszystkie kobiety na wolności, już tydzień przed świętami, a było naprawdę wytwornie i można by rzec, że był to przegląd dań międzynarodowych. […] Każda opowiadała o świętach w swoim rodzinnym domu, podawano sobie nawzajem przepisy różnych smakołyków świątecznych, starałyśmy się zapamiętać albo, tak jak mnie się udało, zapisać na bibułce papierosowej mikroliterkami. Ten kulinarny gryps zaszyty w szwie płaszcza wyniosłam na wolność i do dziś jest moją pamiątką.
Poza sprawami kulinarnymi postanowiłyśmy urządzić sobie »ucztę duchową«, aby złagodzić, na ile nas było stać w tych warunkach, okrucieństwo dni, jakie przyszyło nam przeżywać. Role zostały podzielone, miały odbyć się w czasie świąt »popisy artystyczne«. […] Ja uczestniczyłam w skeczu łowickim, przebrana w długą, jak na mnie, spódnicę koleżanki o dość obfitych kształtach. Były piosenki i wiersze.
Oddziałowy, nazwany przez więźniów »Dziadźka«, miał wówczas dyżur. Często otwierał drzwi do celi i krzyczał, że hałasujemy, ale przyglądał się naszym występom i robił to kilkakrotnie. Jedna z nas po kolejnym odejściu oddziałowego podeszła do drzwi, aby sprawdzić, czy już sobie poszedł i czy możemy kontynuować nasz przedstawienie, i okazało się, że drzwi są otwarte, po prostu zapomniał je zamknąć, wchodząc i wychodząc z celi co chwilę. Te niezamknięte drzwi, ewenement w życiu więziennym, stały się clou programu świątecznego w mokotowskiej celi.
Zaskoczenie nasze było tak wielkie, że w ciągu kilku sekund w umyśle każdej z nas powstawały najróżniejsze pomysły. Byłyśmy oszołomione zaistniałą sytuacją, niektóre z nas wyszły z celi na korytarz, ale bardzo szybko wróciły z powrotem, gdyż oddziałowy również zdumiony, ale i przestraszony, głośnym krzykiem przywołał nas do porządku.
Po »występach estradowych« odbyło się »wielkie żarcie«. Tak się szczęśliwie złożyło, że niektóre z nas otrzymały z domu tak zwane świąteczne paczki z kawałkiem kiełbasy i domowego ciasta. Miałyśmy suchą herbatę, a nasz »Dziadźka« okazał się na tyle sympatyczny, że przyniósł nam gorącej wody – była więc i herbata, której żadna z nas nie miała w ustach od momentu aresztowania, a niektóre z koleżanek siedziały już dobrze ponad rok.
Przedstawiając niniejszą relację, myślę, że może ona wydać się naiwną dla wszystkich tych, którzy nie doznali pobytu w aresztach i więzieniach PRL ani aresztowań i przesłuchań przez UB”.
Nastoletnia więźniarka
Elżbieta Amalia Ostrowska urodziła się 9 lipca 1932 r. (taką datę podała we własnoręcznie sporządzonym życiorysie znajdującym się w Archiwum Urzędu do Spraw Kombatantów i Osób Represjonowanych w Warszawie. W materiałach aparatu represji można natomiast także spotkać daty: 8 lipca 1932 r. i 8 sierpnia 1932 r.) w Tarnogrodzie jako córka lekarza weterynarii Franciszka i nauczycielki Anny z d. Gabryś.
Do wybuchu II wojny światowej mieszkała z rodzicami i młodszym bratem Wojciechem na terenie Wileńszczyzny. W 1939 r. przeniosła się z mamą i bratem do Sambora koło Lwowa, gdzie ukończyła szkołę podstawową. W sierpniu 1945 r. zamieszkali w Jaśle, a następnie w Kamiennej Górze. W 1947 r., po śmierci ojca, rodzina przeprowadziła się do Gdyni, gdzie Elżbieta uczęszczała do szkoły średniej.
Jej mama była zaangażowana w powojenną działalność niepodległościową. W ich mieszkaniu przy ul. Focha w Gdyni mieścił się punkt kontaktowy, z którego korzystał zarówno Władysław Śliwiński, jak i członkowie Ośrodka Mobilizacyjnego Okręgu Wileńskiego AK.
W czerwcu 1948 r. Elżbieta została zatrzymana razem z matką przez Urząd Bezpieczeństwa. Przewieziono ją do Warszawy i osadzono w areszcie śledczym przy ul. Rakowieckiej na warszawskim Mokotowie. Spędziła w nim 16 miesięcy, po czym – z braku dowodów winy – w październiku 1949 r. została zwolniona. Jej mamę, Annę, w tym samym miesiącu skazano na 10 lat pozbawienia wolności. Mury więzienia opuściła w 1955 r.
* * *
W zasobie archiwalnym IPN przechowywane są akta kontrolno-śledcze sprawy prowadzonej przez Ministerstwo Bezpieczeństwa Publicznego w latach 1948–1949 w związku z podejrzeniem Elżbiety Ostrowskiej o współpracę z obcym wywiadem.
Więcej interesujących materiałów na profilu Archiwum IPN
1 Str. 22–23.
