Z czasem wyszło na jaw, że oprócz około 8 tys. oficerów Wojska Polskiego dużą część zamordowanych stanowili również przedstawiciele innych służb mundurowych oraz administracji. Świadectwa nielicznych ocalonych oraz znalezione przy ofiarach dokumenty świadczą o tym, że większość z nich przetrzymywana była uprzednio w obozach w Kozielsku, Starobielsku i Ostaszkowie.
Pomimo upływu ponad 80 lat od ujawnienia zbrodni katyńskiej nadal nie udało się ustalić tożsamości części zamordowanych, odnaleźć wszystkich miejsc pochówku ani wyjaśnić niektórych okoliczności związanych z tym tragicznym wydarzeniem. Przez pół wieku główną przyczyną trudności w zrekonstruowaniu faktów było oczywiście zatajanie samego mordu, a potem fałszowanie historii przez Związek Sowiecki – przypisywanie winy Niemcom i datowanie zbiorowych egzekucji na jesień 1941 r.
Dopiero w 1990 r., wkrótce przed rozpadem ZSRS, władze Kremla przyznały, że masowy mord sprzed 50 lat został dokonany na mocy decyzji ich poprzedników. Mimo przekazania Polakom części dotyczących tej sprawy dokumentów, na rządach ZSRS, a potem Rosji ciąży odpowiedzialność za utrudnianie kompleksowych badań i negowanie ludobójczego charakteru zbrodni.
Odkrycie zbrodni
Prawdopodobnie w lutym 1943 r. Niemcy dowiedzieli się o masowych grobach w Lesie Katyńskim od miejscowych chłopów (Katyń znalazł się pod niemiecką administracją wkrótce po napaści na Związek Sowiecki latem 1941 r.). Znalezienie dowodów zbrodni NKWD władze hitlerowskie postanowiły wykorzystać propagandowo w marcu 1943 r., kiedy koleje wojny zaczęły się odwracać na korzyść ZSRS.
Upowszechniając wiedzę o zbiorowym mordzie dokonanym przez Sowietów, Niemcy z jednej strony liczyli na rozpad koalicji antyhitlerowskiej, a z drugiej – na dostarczenie motywacji do dalszej walki własnym żołnierzom, których morale podupadło po miażdżącej klęsce pod Stalingradem. Rzecz jasna zdawali sobie sprawę, że wiadomość o odkryciu masowych grobów ofiar zbrodni sowieckiej usłyszana z ust niemieckich będzie dla opinii publicznej mało wiarygodna. Dlatego równolegle z rozpoczęciem 29 marca 1943 r. prac ekshumacyjnych podjęli szeroko zakrojoną akcję na rzecz nadania sprawie charakteru międzynarodowego.
Wiosną 1943 r. Niemcy zaczęli zapraszać do Katynia liczne delegacje, aby na miejscu zapoznawały się one z dowodami zbrodni. Oprócz dziennikarzy sprowadzono m.in. oficerów polskich i anglosaskich z niemieckich oflagów. Polskim pracownikom przywiezionym z zakładów pracy z Generalnego Gubernatorstwa i Kraju Warty nie tylko pokazano masowe mogiły, ale wręcz zachęcano ich do zabrania ze sobą wydobytych podczas ekshumacji pamiątek ofiar. Wstrząsające wspomnienia, poparte namacalnymi świadectwami sowieckiego bestialstwa, miały być przekazywane dalej – wszędzie tam, gdzie wizytujący groby następnie się udawali.
Związek Sowiecki storpedował powołanie komisji Międzynarodowego Czerwonego Krzyża, postulowane zarówno przez Polaków, jak i przez Niemców. Prace ekshumacyjne w Katyniu prowadziła początkowo, od 29 marca 1943 r., komisja pod przewodnictwem prof. Gerharda Buhtza, dyrektora Instytutu Medycyny Sądowej i Kryminalistyki Uniwersytetu Wrocławskiego. Wkrótce potem Niemcy utworzyli tzw. Komisję Techniczną Polskiego Czerwonego Krzyża, złożoną z Polaków z Generalnego Gubernatorstwa (m.in. Mariana Wodzińskiego, Kazimierza Skarżyńskiego, Ferdynanda Goetla, Józefa Mackiewicza). Część z nich przybyła do Katynia 11 kwietnia, część 16 kwietnia 1943 r. Do 3 czerwca tego roku wykonali tytaniczną pracę, dzięki której – na podstawie znalezionych przy ofiarach dokumentów, dla Niemców często nieczytelnych – udało się większość zabitych zidentyfikować.
W ostatnich dniach kwietnia 1943 r. w Katyniu prowadziła badania Międzynarodowa Komisja Lekarska, również utworzona staraniem Niemców. Znalazło się w niej 14 wybitnych specjalistów medycyny sądowej z różnych krajów Europy, w tym z neutralnej Szwajcarii. Wyniki ustaleń międzynarodowego gremium, podobnie jak pozostałych komisji, potwierdziły znane dzisiaj okoliczności zbrodni.
Długi cień sowieckich kłamstw
Sowieci dla „naukowego” poparcia własnej, kłamliwej wersji wydarzeń w styczniu 1944 r. powołali tzw. komisję Burdenki, która swoje wnioski oparła na sfabrykowanych dowodach i zeznaniach fałszywych świadków.
W Polsce pod panowaniem komunistów aż do lat osiemdziesiątych XX w. za demaskowanie kłamstwa katyńskiego groziły represje. Kwestia zbrodni na oficerach i innych przedstawicielach władz RP, pomijana w oficjalnym dyskursie publicznym, w okresie PRL pozostawała jedną z najbardziej bolesnych „białych plam” polskiej historii. Kłamstwa, a następnie przemilczenia w sprawie zbrodni katyńskiej w okresie PRL były symbolem sowieckiego zniewolenia i nieczystych intencji władz komunistycznych.
Na Zachodzie, w imię niezadrażniania stosunków ze Stalinem, wokół Katynia przez dłuższy czas również panowała zmowa milczenia. Dopiero w roku 1951 powstała tzw. komisja Maddena – organ śledczy w Izbie Reprezentantów Kongresu Stanów Zjednoczonych do zbadania sowieckiej zbrodni. Instytut Pamięci Narodowej w latach 2017–2020 wydał polskie tłumaczenie prowadzonych przez nią przesłuchań. Lektura ta jest prawdziwie wstrząsająca.
Więcej interesujących materiałów na profilu Archiwum IPN
