Ks. Tadeusz Peik, syn ziemi wielkopolskiej, urodzi się 12 września 1891 r. w Rogoźnie, w tym okresie należącym do zaboru pruskiego. W 1911 r. wstąpił do Seminarium Duchownego w Poznaniu. Wraz z wybuchem I wojny światowej został powołany do wojska. Wkrótce udało mu się wrócić do Seminarium Duchownego w Poznaniu, gdzie (jako wojskowy sanitariusz) kontynuował służbę wojskową w szpitalu i jednocześnie studia seminaryjne. Od 1917 r. studiował teologię na uniwersytecie w Münster w Westfalii.
Posługa kapłańska
W pierwszym roku odzyskanej przez Polskę niepodległości, w dniu 5 czerwca 1919 r., w Poznaniu przyjął święcenia kapłańskie z rąk kard. Edmunda Dalbora. Następnie pełnił posługę wikariusza w Gostyniu, w parafii pw. Św. Marcina w Poznaniu, a w latach 1923-1931 był wykładowcą w Seminarium Nauczycielskim w Lesznie. Od 1931 r. do 1940 r. był proboszczem w Sierakowie. W swej posłudze duszpasterskiej kierował się doświadczeniami polskich księży-społeczników z czasów zaborów. Aktywizował wiernych wokół życia parafialnego w myśl katolickiej nauki społecznej Kościoła i w ramach prawnych zakreślonych przez Kodeks Kanoniczny z 1917 r.
Podczas II wojny światowej, w latach 1939-1945, z Wielkopolski Niemcy stworzyli Reichsgau Wartheland, będący częścią ziem polskich „wcielonych” do III Rzeszy. Reichsgau Wartheland stał się poligonem ćwiczebnym niemieckiego narodowego socjalizmu – tzw. Mustergau, gdzie naziści podejmowali szereg działań w różnych dziadzinach: gospodarczych, politycznych, czy kulturalnych, aby tu sprawdzone mogły być później wdrażane na terenie całej Rzeszy.
M.in. 25 września 1940 r. wydano okólnik uściślający zachowania ludności niemieckiej wobec polskiej. Przepisy te rozdzielały obie narodowości i zakazywały ludności niemieckiej obcowania z ludnością polską (poza kontaktami służbowymi) pod groźbą umieszczenia w obozie koncentracyjnym. Kościół w Sierakowie został zamknięty i jak wiele innych, zamieniony na magazyn. W całym Wartheland karane było m.in. uczestniczenie Niemców w polskich nabożeństwach. Uniemożliwiono legalną egzystencje materialną, zabroniono zbierania składek itp., wprowadzono rozdział na kościół dla Polaków i osobno dla Niemców, ograniczono nauczenie religii do katechezy pierwszokomunijnej i tylko w wybranych kościołach: w Poznaniu były dwa, a w każdym powiecie po jednym.
Ks. Tadeusz Peik czas okupacji został wyznaczony na administratora jednego z nich, w kościele parafialnym w Żoniu (archidiecezja gnieźnieńska), skąd w miarę możności spełniał funkcje duszpasterskie w szerokim kręgu przyległych parafii w obu archidiecezjach. W specyficznych warunkach Wartheland funkcjonowało tajne duszpasterstwo, obejmujące szerokie spektrum działań: od tajnego wyświęcania kleryków, po organizacje tajnej posługi: sakramentu chorych, spowiedzi, małżeństwa, czy chrztu. Zmuszało to m.in. do prowadzenia tajnych zapisów metrykalnych.
Była to działalności charakterystyczna na ziemiach wcielonych do Rzeszy niemieckiej. To właśnie w ramach wielkopolskiego Tajnego Duszpasterstwa działał podczas wojny ks. Tadeusz Peik. Na pewno współpracował z podziemiem, o czym świadczą zachowane w Archiwum Archidiecezjalnym w Poznaniu oświadczenia świadków tych wydarzeń, m.in. dr. Ireny Krzywoszyńskiej, która była żołnierzem AK.
Sprawa pogrzebu Jana Dankowskiego
Po zakończeniu II wojny światowej władze przejęli komuniści, których celem było utworzenie Polski bezwyznaniowej. Stąd uznawali za największych wrogów tych, którzy głosili światopogląd idealistyczny, przede wszystkim duchownych.
Od początku metody jak i główne kierunki działań władz komunistycznych w Polsce uwarunkowane były polityką wyznaniową państwa i specyfiką regionu. Polityka wyznaniową przez cały okres Polski Ludowej kierowało Biuro Polityczne i Sekretariat KC PPR/ PZPR. Na poziomie województwa – KW PPR/PZPR, wspomagany przez administrację i specjalne urzędy. Od 1947 r. najważniejsze decyzje w zakresie spraw wyznaniowych należały do kompletacji V Departamentu MBP i jego terenowych wydziałów oraz sekcje V WUBP i jego organów powiatowych.
Od stycznia 1949 r. PZPR podjęli stanowczą walkę z Kościołem katolickim, powołano specjalną komisję międzyresortową, która wskazała główne kierunki represji: przygotowywanie procesów pokazowych z udziałem księży, likwidacja szkół katolickich, nałożenie wysokich podatków na nieruchomości kościelne i zaktywizowanie propagandy antykościelnej w środkach masowego przekazu (prasa, radio). Placówki terenowe prześcigały się w szukaniu pretekstu do podjęcia tego rodzaju akcji.
W powiecie średzkim taka okazji nadarzyła się w listopadzie 1949 r., kiedy w Kostrzynie Wielkopolskim zmarł Jan Dankowski (ur. 1885 r.), robotnik kolejowy, który ożenił się z Weroniką zd. Rusek jeszcze podczas wojny, w 1942 r. Mieszkali w Kostrzynie Wlkp. przy ul. Poznańskiej 18 i wychowywali dwoje dzieci. Opisująca wydarzenia kronikarka Anna Majewska pisze, że zgodnie z obowiązującym w tym okresie Kodeksem Kanonicznym prowadzono w parafii rejestry, które wskazywały, że – mimo że wzięli ślub kościelny – nie byli praktykującymi katolikami: nie uczęszczali na niedzielną mszę św., ani nie przystępowali do spowiedzi wielkanocnej w latach 1947, 1948, 1949. Jan Dankowski był członkiem PZPR.
Sąsiadką Dankowskich była Róża Kozłowska, jak wynika z akt funkcjonariusza przechowywanych w archiwum IPN: córka Kazimierza i Franciszki, urodzona w Kostrzynie w 1919 r., znana też jako Róża Ludwika Pietrzak. Od 15 sierpnia 1945 r. pracowała jako maszynistka w Powiatowym Urzędzie Bezpieczeństwa Publicznego (PUBP) w Środzie Wlkp. W 1949 r. awansowała i od 1 marca 1949 r. pracowała jako referentka w Wojewódzkim Urzędzie Bezpieczeństwa Publicznego w Poznaniu.
Jak wyżej wspomniano komunistyczny działacz, kostrzynianin Jan Dankowski, zmarł w środę w dniu 9 listopada 1949 r. w szpitalu kolejowym w Poznaniu z powodu wylewu krwi do mózgu. W stanie nieprzytomnym ostatniego namaszczenia udzielił kapelan szpitalny. Wdowa, Weronika Dankowska, w piątek 11 listopada zgłosiła śmierć męża w biurze parafialnym u proboszcza ks. Tadeusza Peika. Ks. proboszcz rutynowo sprawdził kartoteki spowiedzi wielkanocnej i powiadomił wdowę, że zgodnie z Kodeksem Kanonicznym musi ograniczyć ceremonie pogrzebowe i nie będzie uczestniczył w zwyczajowym kondukcie pogrzebowym męża z domu żałoby na cmentarz, lecz tylko od bramy cmentarza do grobu, gdyż zmarły był niepraktykującym parafianinem.
Pani Weronika Dankowska po powrocie do domu podzieliła się tą wiadomością z sąsiadką, wyżej wspomnianą Różą Kozłowską. Od tego momentu w sprawy pogrzebu wmieszał się aktyw partyjny i zapadła decyzja o zorganizowaniu pogrzebu świeckiego.
W sobotę 12 listopada zorganizowano wiec protestacyjny pracowników największego w Kostrzynie przedsiębiorstwa Zakładu Przemysłu Drzewnego (powstał w 1945 r. z upaństwowionego, poniemieckiego warsztatu stolarskiego). Propagandowo wykorzystano przy tym aktualną wówczas sprawę ekskomuniki Piusa XII wobec komunistów i powiązano ze sprawą odmowy uczestniczenia proboszcza w zwyczajowym kondukcie pogrzebowym z domu żałoby na cmentarz zmarłego kostrzyńskiego komunisty. Podczas wiecu, o godz. 13.00 przemówienie wygłosił Woźniak (prawdopodobnie sekretarz zakładowego PZPR), potępiając działania proboszcza.
Gdy kostrzyński proboszcz dowiedział się o wiecu i postanowieniu zorganizowania świeckiego pogrzebu przez aktyw partyjny, odmówił całkowicie udziału w pogrzebie. Użyczył jednak karawanu i krzyża.
W niedzielę 13 listopada 1949 r. po południu odbył się świecki pogrzeb Jana Dankowskiego. W sporządzonym na koniec miesiąca listopada raporcie Szefa PUBP w Środzie Wlkp. napisano, że w pogrzebie manifestacyjnie brało udział ponad 3 tys. osób, w tym tak partyjni jak i bezpartyjni, jednym słowem – prawie cała parafia kostrzyńska.
W tymże sprawozdaniu jest także informacja, że „W związku z powyższym wystąpieniem ks. Peika został dnia 19. 11. br. zdjęty”.
W kolejnym zaś oficer śledczy PUBP w Środzie Wlkp. napisał, że w dniu 19 listopada 1949 r. na polecenie szefa wyjechał do Kostrzyna, gdzie przesłuchiwał Kozłowską Franciszkę i Dankowską Stanisławę „na okoliczność odmowy wzięcia udziału w pogrzebie [przez ks. Peika]. Dalsze dochodzenie w tej sprawie prowadzi Wydział V WUBP Poznań”.
Aresztowanie i śmierć
Tak naprawdę ks. Peik już 18 listopada 1949 r. został bezprawnie aresztowany pod pretekstem „nietolerancji religijnej” przez funkcjonariuszy Wojewódzkiego Urzędu Bezpieczeństwa Publicznego w Poznaniu.
Dorywczo w posłudze duszpasterskiej zastępował nieobecnego ks. Peika proboszcz parafii w pobliskim Czerlejnie, ks. Stanisław Remelski, który zmarł nagle 19 grudnia 1949 r. Pełniącym obowiązki proboszcza parafii pw. Świętych Apostołów Piotra i Pawła w parafii był krótko ks. Marian Marcinkowski, który święcenia kapłańskie otrzymał rok wcześniej. Na wstępie swego posługiwania w parafii kostrzyńskiej, jak wynika z raportu UB, poprosił wiernych, aby nie dyskutowali na temat ks. Peika ponieważ to może i im i ks. Peikowi tylko zaszkodzić.
Jak pisze kronikarka Anna Majewska, fakt zatrzymania i uwięzienia duchownego spowodował wielkie poruszenie. 23 listopada 1949 r. parafianie skierowali pismo do Urzędu Bezpieczeństwa Publicznego w Poznaniu w sprawie uniewinnienia ks. T. Peika. Pismo podpisało 1287 osób.
W odpowiedzi na prośby parafian, lokalne władze partyjne przygotowały drugi list – potępiający księdza. Według oświadczenia organisty Wacława Grzegorskiego, przedstawiciele partii wymuszali składanie na niej podpisów.
Jak pisze ks. prof. Leszek Wilczyński w biogramie zamieszczonym w pierwszym tomie Leksykonu Duchowieństwa represjonowanego w PRL w latach 1945-1989 (Warszawa 2002), sprawa ks. Peika była prowadzona przez prokuratora Sądu Apelacyjnego w Poznaniu (nr VI.S. 181/49). Adwokat, dr Bolesław Majchrzycki, wniósł zażalenie do Sądu Najwyższego, lecz sąd zażalenie oddalił. Prośby do władz w obronie ks. Tadeusza Peika słały też władze kościelne oraz dawni, sierakowscy parafianie, wskazując na jego zasługi w okresie okupacji w tajnym duszpasterstwie (ich kopie zachowały się w Archiwum Archidiecezjalnym Poznaniu). Piszący zapewne nie zdawali sobie sprawy, że świadectwa te mogą raczej przyczynić się do większej bezwzględności wobec niezłomnego duchownego i polskiego patrioty. Tacy jak on hamowali proces ateizacji społeczeństwa. Ks. Peik należał więc do największych wrogów komunistów.
Bez wyroku, przez pół roku przetrzymywano go w więzieniu WUBP w Poznaniu. Jak wynika z rejestru więźniów WUBP w Poznaniu i zaświadczenia lekarskiego ze szpitala WUBP w Poznaniu przy ul. Niegolewskich 29, ks. Tadeusz Peik zmarł w szpitalu UB w Poznaniu 25 maja 1950 r.
Anna Majewska przytacza ważne oświadczenie mieszkanki Kostrzyna, Marty Mikołajczak, która widziała go w szpitalu. Znalazła się tam w maju 1949 r. zupełnie przypadkowo, odwiedzając swego chorego przyrodniego brata, zatrudnionego w WUBP na stanowisku kierowcy. Podczas rozmowy wskazał pokój, gdzie pod strażą leżał ks. Peik. Jak wynika z jej relacji:
„zobaczyła z bliska umęczonego kapłana i była zdziwiona, że ma on taką dużą głowę… Pani Marta Mikołajczak wiadomościami ze swej wizyty u ks. Peika podzieliła się z wieloma kostrzyniakami, których znała; opowiadając jak ksiądz wyglądał i że musiał być bardzo bity i męczony”.
Jak pisze regionalista Kazimierz Matysek, śmierć ks. Peika pogrążyła w bólu całą parafię. W dniu 27 maja 1950 r., miał miejsce manifestacyjny pogrzeb. Kondukt żałobny w drodze na cmentarz parafialny prowadził arcybiskup Walenty Dymek w towarzystwie licznych księży i tłumnie zgromadzonych parafian. Pamięć o kapłanie jest wciąż żywa wśród parafin w Kostrzynie Wielkopolskim.
Wspominana funkcjonariuszka UB Róża Kozłowska z dniem 1 września 1950 r. awansowała na stanowisko kierownika kancelarii w Wydziale Ogólnym WUBP w Zielonej Górze w nowoutworzonym województwie zielonogórskim.
