Do SB trafiali najbardziej zaufani ludzie reżimu, a sam resort charakteryzował się wysokim upartyjnieniem i przywiązaniem do zasad marksizmu-leninizmu.
Dogmatycy i oportuniści
Gdyby trzeba było usytuować SB na mapie frakcyjnej PZPR, to duża część funkcjonariuszy pasowałaby do nurtu dogmatycznego, wyróżniającego się szczególną afirmacją marksizmu-leninizmu i niechęcią do reform politycznych, które podważały kierowniczą rolę PZPR. Taka postawa wynikała w dużej mierze z przesłanek ideologicznych, jak również z uprzywilejowanej pozycji funkcjonariuszy SB, którzy mogli liczyć na szczególne apanaże w systemie politycznym PRL.
Liczba członków partii wśród funkcjonariuszy SB rosła stopniowo od początku działalności resortu, jednak nie miało to bezpośredniego wpływu na rzeczywiste poparcie dla marksizmu-leninizmu. Rola ideologii jako kluczowego czynnika awansu w aparacie bezpieczeństwa zaczęła znacząco maleć, co zostało dostrzeżone już w 1983 roku, kiedy to pion „wychowawczy” MSW zwrócił uwagę na konieczność „bojowej i ofensywnej” popularyzacji marksizmu wśród funkcjonariuszy.
Wskazywano, że utrwalenie się „kultury świeckiej” w tej grupie nie spełniało oczekiwań kierownictwa resortu. W szczególności krytykowano uczestnictwo w obrzędach religijnych oraz wysyłanie dzieci do komunii świętej, co było powszechne wśród pracowników MSW, szczególnie w rejonach wiejskich. Co więcej, wielu funkcjonariuszy bardziej skupiało się na kwestiach związanych z ustawą o zaopatrzeniu emerytalnym i sprawami socjalnymi, niż na praktycznej realizacji zasad marksistowskich.
Funkcjonariusze SB we własnych oczach
Wyniki ankiety przeprowadzonej w 1986 roku przez WUSW w Nowym Sączu dostarczyły interesujących informacji. Badaniem objęto 304 pracowników „bezpieczeństwa” o stażu służby nieprzekraczającym trzech lat. Na pytania odpowiedziały 156 osoby, co stanowiło 51,3% badanej grupy. Jakie wnioski płynęły z tych odpowiedzi? Okazało się, że dla 30% głównym powodem podjęcia służby była perspektywa uzyskania własnego mieszkania w niedalekiej przyszłości, 25% wskazało na korzyści materialne, a największa grupa wskazała po prostu zainteresowanie zawodem. Na pytanie o politykę władz wobec opozycji, 79 ankietowanych stwierdziło, że była ona adekwatna do zagrożeń, 61 – że zbyt łagodna, a jedynie cztery osoby zaznaczyły, że była zbyt radykalna – co wyraźnie ilustrowało „twardogłowe” poglądy dużej części funkcjonariuszy SB.
Z drugiej strony 47,4% stwierdziło, że światopogląd marksistowski był nieodłącznym elementem służby, ale aż 66 ankietowanych uznało, że powinna to być kwestia prywatna każdego z pracowników. Ostatni rezultat mocno zaniepokoił kierownictwo resortu, które wydedukowało, że młodzi „czekiści” wymagali większej indoktrynacji, zwłaszcza pod względem „negatywnej roli Kościoła”. Kolejne badania (z drugiej połowy 1987 r.) również zademonstrowały, że to nie marksizm-leninizm, a niskie zarobki i pogarszający się poziom życia miały największy wpływ na nastroje funkcjonariuszy.
Stosunek do zmian w kraju
Władze były świadome dość silnej niechęci funkcjonariuszy MSW wobec idei reform, dlatego na początku 1988 roku gen. Czesław Kiszczak zlecił przeprowadzenie szczegółowego badania dotyczącego postaw SB i MO wobec przemian polityczno-gospodarczych. Analiza wyników sugerowała, że resort rzeczywiście przyjmował postawę zachowawczą i sceptycznie odnosił się do reform, jednak zastrzeżenia te rzadko miały charakter stricte ideologiczny:
„Zdecydowana większość funkcjonariuszy w pełni akceptuje rozwój demokratyzacji życia polityczno-społecznego, wskazując, iż jest to proces konieczny dla prawidłowego rozwoju naszego kraju. Równocześnie jednak powszechnie wyrażany jest niepokój z powodu zagrożeń, jakie mogą wynikać z przyspieszonego procesu przemian”.
Wzrost obaw budził „nadmiar wolności”, który mógł prowadzić do osłabienia dyscypliny, sprzyjać anarchizacji oraz zwiększać poziom przestępczości. Wedle części przedstawicieli MSW, niekontrolowany proces demokratyzacji sprzyjał „liberalizacji” aparatu państwowego i ograniczał kierowniczą rolę PZPR, co niechybnie wykorzystałby „przeciwnik polityczny”. Dlatego sugerowano przygotowanie środków prawnych, które uniemożliwiłyby „wykorzystanie demokratyzacji dla celów antysocjalistycznych”.
Funkcjonariusze SB obawiali się również, że reformy mogły ograniczyć ich uprzywilejowaną pozycję i ostrzegali przed preferowaniem na stanowiska państwowe bezpartyjnych kosztem „pryncypialnych, mądrych i odważnych” członków PZPR.
Wielu pracowników SB narzekało, że Kościół się bogacił, korzystał z udogodnień w zakresie budownictwa sakralnego, skutecznie oddziaływał na młodzież, a do tego łamał zasady świeckości państwa.
O ile początkowo wielu funkcjonariuszy miało krytyczne podejście do „liberalnej polityki władz” związanej z reformami, o tyle później, zwłaszcza w pionie milicji, jakoby przeważał pogląd, że decyzje ekipy Jaruzelskiego były prawidłowe.
Z drugiej strony część funkcjonariuszy była zdania, że władze prowadziły zbyt liberalną politykę wobec opozycji, co powodowało jej „rozzuchwalenie”. Stąd postulowano bardziej represyjne podejście i podjęcie „działań dyscyplinujących wobec zawodowych opozycjonistów”, które można było realizować przez bezwzględne egzekwowanie przepisów administracyjnych, celnych i skarbowych. Dodatkowo wskazywano, że potencjalna depenalizacja przestępstw o charakterze politycznym mogła doprowadzić do frustracji, apatii i zniechęcenia części funkcjonariuszy, którzy przecież przez tyle lat służyli PZPR poprzez inwigilację i represję przeciwników politycznych, z którymi teraz władza chciała się układać.
Duży zawód sprawiła „czekistom” polityka władz wobec Kościoła, a rozżalenie takie dominowało zwłaszcza w województwach „tradycyjnie sklerykalizowanych”, czyli w nowosądeckim, rzeszowskim i tarnowskim. W tym kontekście wielu pracowników SB narzekało, że Kościół się bogacił, korzystał z udogodnień w zakresie budownictwa sakralnego, skutecznie oddziaływał na młodzież, a do tego łamał zasady świeckości państwa:
„Część funkcjonariuszy SB z dezaprobatą ocenia nikłość działań dyscyplinujących wobec wojujących księży oraz nieujawniania łamania przez nich norm moralnych i prawnych”.
Wspomniany fragment wyraźnie pokazuje, że wśród aparatu bezpieczeństwa niechęć do Kościoła była bardzo głęboko zakorzeniona, co ma szczególny wydźwięk i znaczenie w kontekście badań nad wciąż niewyjaśnionymi morderstwami księży Stefana Niedzielaka, Stanisława Suchowolca oraz Sylwestra Zycha, do których doszło w 1989 r., właśnie w momencie przemian ustrojowych.
Zdecydowana większość funkcjonariuszy popierała jednak reformę gospodarczą, ale krytycznie oceniała jej praktyczną realizację. Co ciekawe, funkcjonowanie i rozwój sektora prywatnego nie budził ideologicznych kontrowersji, ale wskazywano wprawdzie na pewne uchybienia w rzemiośle, ajencjach i spółkach polonijnych:
„Wyrażane są niekiedy obawy, co do narastającego zagrożenia ideologicznego i politycznego ze strony sektora prywatnego, który może niebawem w sposób bardziej znaczący dyskontować swoja pozycję nie tylko na płaszczyźnie ekonomicznej”.
* * *
Jak wynika z tych badań, wśród funkcjonariuszy SB rzeczywiście dominowały poglądy „twardogłowe”, które znajdowały odzwierciedlenie w niechęci do reform politycznych, w tym zwłaszcza do liberalizacji systemu. Szczególną konsternację budziła polityka PZPR wobec opozycji politycznej i Kościoła, która zdaniem wielu funkcjonariuszy MSW była zbyt łagodna. Z drugiej strony, w konkluzji badań można przeczytać, że poglądy większości młodych „czekistów” ulegały przewartościowaniu, a czynnik ideowy jako siła sprawcza ich zachowania ulegał osłabieniu na rzecz bodźców materialnych.
