Pojawił się nagle i tak samo niepostrzeżenie rozpłynął się w mrokach historii powojennej komunistycznej Polski. Nigdy nie został ujęty przez UB, choć niewiele brakło, aby tak się stało. W archiwum IPN zachował się tylko jeden dokument napisany własnoręcznie przez niego i jego fotografia. Tym dokumentem jest oświadczenie o ujawnieniu podczas tzw. prowokacyjnej amnestii, złożone przez niego osobiście w Powiatowym Urzędzie Bezpieczeństwa Publicznego w Kłodzku w dniu 23 kwietnia 1947 r.
To w nim podał swoje dane osobowe tj. imię i nazwisko, datę urodzenia, imię ojca, zawód, stopień wojskowy, pseudonimy i nazwiska konspiracyjne których używał, krótki przebieg działalności itd. Nie mamy jednak pewności, czy napisane przez niego informacje były prawdziwe? Pomimo upływu lat i coraz większej dostępności archiwów oraz ich cyfryzacji, poszukiwań jego rodziny, nie udało się ustalić dalszych jego losów i pełnych danych biograficznych. Oto jego historia.
Życie konspiratora
Franciszek Woźniak urodził się 18 grudnia 1907 r. we Lwowie (według zapisów ewidencyjnych SB – Franciszek Bogumił Woźniak, ur. 28 grudnia 1907 r. w Rzepinie województwo kieleckie), jako syn Pawła i Zofii z domu Wolnickiej. Z braku źródeł nic nie wiemy o jego dzieciństwie i młodości, a podane przez niego dane personalne mogą być nieprawdziwe.
Prawdopodobnie we Lwowie ukończył szkołę powszechną i 6 klas gimnazjum. Nie wiemy czy podszedł do matury. Oficjalnie podawał zawód jako zegarmistrz, choć mogło być to tylko zajęcie dorywcze. Prawdopodobnie był podoficerem w stopniu plut. sł. st. 40. Pułku Piechoty Dzieci Lwowskich, lecz niewykluczone, że mógł być też oficerem sł. st. WP lub rezerwy innych formacji wojskowych. Brakuje informacji czy uczestniczył w wojnie obronnej we wrześniu 1939 r.
Zachował się tylko jeden dokument napisany własnoręcznie przez niego i jego fotografia. Tym dokumentem jest oświadczenie o ujawnieniu podczas tzw. prowokacyjnej amnestii, złożone przez niego osobiście w Powiatowym Urzędzie Bezpieczeństwa Publicznego w Kłodzku w dniu 23 kwietnia 1947 r.
W 1943 r. czyli w trakcie trwania okupacji niemieckiej zamieszkał wraz z rodziną (żoną i synem) w Orzechówce w powiecie krośnieńskim, a później w Brzozowie. W maju 1944 r. objął funkcję zastępcy komendanta Obwodu AK Brzozów, którą pełnił do lutego 1945 r., tj. do czasu rozwiązania AK. Nie wiemy w jakich okolicznościach to nastąpiło.
Od lutego 1945 r. sprawował nadal funkcję zastępcy komendanta tego obwodu będącego w likwidacji. W tym czasie organizował struktury antykomunistycznej organizacji „Nie”, a od maja tego roku DSZ. Rozwinął współpracę z rozlokowanymi na terenie obwodu w gminach Dynów, Nozdrzec i Domaradz pododdziałami kompanii partyzanckiej „D–14” kpt. Dragana Sotirovicia „Draży” należącej do zgrupowania Obszaru Lwowskiego AK krypt. „Warta” ppłk Franciszka Rekuckiego „Topora” ewakuowanego na ten teren. Doszło wówczas do kilku wspólnych akcji – m.in. 5 marca 1945 r. patrol lwowiaków z tej formacji zlikwidował na rozkaz brzozowskiej komendy obwodu AK komunistycznego starostę Wacława Mamborta–Orlickiego i ranił inspektora szkolnego Leona Dobruckiego, a 5 kwietnia 1945 r. zabił konfidenta NKWD i UB Arona Schertza.
29 kwietnia 1945 r. uczestniczył jako przedstawiciel lokalnych struktur likwidowanej AK w próbie porozumienia z tamtejszym dowództwem OUN–UPA w sprawie tymczasowego zawieszenia broni i zaprzestania mordów na ludności polskiej. Do tego spotkania doszło w miejscowości Poręby (Huta Poręby) nad Sanem, a porozumienie podpisano w pobliskich Siedliskach.
Po rozwiązaniu DSZ przygotował i dowodził akcją ekspropriacyjną na samochód przewożący pieniądze z NBP w Rzeszowie do Urzędu Skarbowego w Brzozowie, w wyniku której 22 sierpnia 1945 r. w okolicach Domaradza zdobyto 740 tys. zł z przeznaczeniem na cele organizacyjne, odprawy dla oficerów i podoficerów likwidowanej DSZ. Po zakończeniu demobilizacji AK na terenie obwodu oraz po wyjeździe dotychczasowego komendanta obwodu kpt. Józefa Cząstki „Kotwicza” w sierpniu 1945 r. objął funkcje komendanta obwodu DSZ Brzozów w likwidacji.
W maju 1944 r. objął funkcję zastępcy komendanta Obwodu AK Brzozów, którą pełnił do lutego 1945 r., tj. do czasu rozwiązania AK. Nie wiemy w jakich okolicznościach to nastąpiło.
W październiku 1945 r. wraz z utworzeniem Podokręgu WiN Rzeszów został kierownikiem Rady WiN Brzozów, które to stanowisko sprawował do końca kwietnia 1946 r. W ramach struktur nowej organizacji zmierzał do skonsolidowania organizacji podziemnych na podległym sobie terenie tj. SN i jego młodzieżówki MWP. Dążył również do kontroli i podporzadkowania sobie największego działającego na tym terenie oddziału partyzanckiego tzw. Samodzielnego Batalionu Operacyjnego NSZ dowodzonego przez kpt. Antoniego Żubryda „Zucha”. Podjął również współpracę z miejscowymi strukturami PSL i SP. Na podległym terenie rozbudowywał struktury gminne WiN oraz tworzył sieć informacyjno-wywiadowczą w KP MO i PUBP w Brzozowie.
W konspiracji AK–WiN używał pseudonimów: „Stary”, „Brzeszcz”, „Bogoń” oraz dokumentów tożsamości na fałszywe nazwiska: „Franciszek Stanowski”, „Marcin Ziemba” i „Henryk Rudnicki”. W środowisku, w którym przebywał, był znakomicie zakonspirowany. Mieszkał z rodziną (żoną i synem) w zabudowaniach poukraińskich w Jabłonicy Polskiej, podając się za repatrianta z kresów II Rzeczypospolitej i prowadził gospodarstwo rolne. Tam przechowywał archiwum organizacji, podręczny magazyn broni, a także poakowską radiostację nadawczo–odbiorczą. W styczniu 1946 r. po przez kurierów nawiązał współpracę z wywiadem 2. Korpusu PSZ gen. Władysława Andersa, przekazując tajne dokumenty pozyskane od informatora WiN zatrudnionego w UB w Brzozowie.
Dekonspiracja i ostatni etap działalności
Początkiem marca 1946 r. nastąpiła dekonspiracja jednej ze struktur gminnych WiN w powiecie brzozowskim. Zatrzymano wówczas dwóch działaczy tej organizacji w Domaradzu, którzy znali go osobiście. Jeden z nich podczas przesłuchania zdekonspirował go przed funkcjonariuszami bezpieki. Kilka dni później grupa operacyjna złożona z funkcjonariuszy PUBP z Brzozowa i żołnierzy KBW przeprowadziła obławę na jego dom w Jabłonicy Polskiej, którą tak przedstawił w raporcie sytuacyjnym p.o. kierownika PUBP w Brzozowie ppor. Bronisław Czech:
„W ostatniej dekadzie sprawozdawczej mamy w rozpracowaniu organizację NSZ w Domaradzu, byłego w konspiracji za Niemców AK. Zostało zatrzymanych dwóch osobników jak Kobiałka Jan […] – d[owód]ca grupy 30 ludzi, zastępca „Topora” [...], który zbiegł. Drugi zatrzymany to Froń Stanisław. Zostały przy rewizji u „Topora” [Jary Adama – kierownika koła WiN w Domaradzu] znalezione dokumenty, a to pisma od komendanta obwodu „Brzeszcza”, którego przy pomocy Kobiałki Jana rozkonspirowano, a więc „Brzeszcz” – niski, łysy w okularach z zawodu zegarmistrz, miał sklep w Brzozowie, wyjechał z Brzozowa przed trzema miesiącami do Jabłonicy Polskiej, gdzie otrzymał dom, tam przebywa z Lwowa 56 ludzi, którzy także dostali domy po Ukraińcach. „Brzeszcz” w Brzozowie mieszkał pod nazwiskiem Stanowski imię nieznane, zaś w Jabłonicy pod nazwiskiem Woźniak. Przeprowadzono u niego rewizję, on wyjechał w niewiadomym kierunku”.
W ostatniej chwili uniknął aresztowania tylko dzięki ostrzeżeniu przekazanemu przez informatora WiN – oficera śledczego PUBP w Brzozowie chor. Stanisława Wojtowicza „Rotę” i zdołał zbiec wraz z rodziną. Od tego czasu ukrywał się u zaufanych gospodarzy i księży w okolicznych miejscowościach m.in. w Haczowie i Malinówce, natomiast jego rodzina w Krośnie. Pomimo trudności nadal kierował radą WiN.
Dekonspiracja struktur WiN w powiecie brzozowskim i jego bezpośrednie zagrożenie aresztowaniem spowodowały, że podjął on decyzję o likwidacji odpowiedzialnych za nieudaną próbę jego ujęcia funkcjonariuszy UB, w tym wspomnianego ppor. Czecha. O swoim zamiarze poinformował kierownictwo Okręgu WiN w Rzeszowie, jednak na tę akcję nie otrzymał zgody. W dalekosiężnych planach zamiar ten miał na celu oprócz usunięcia bezpośredniego zagrożenia także to, że po zabiciu ppor. Czecha jego stanowisko miał objąć związany z WiN chor. Wojtowicz. W ten sposób Woźniak mógłby pozostać na terenie powiatu i sprawować dotychczasową funkcję. Tak się jednak nie stało, ponieważ Wojtowicz nie cieszył się zaufaniem kierownictwa WUBP w Rzeszowie.
W środowisku, w którym przebywał, był znakomicie zakonspirowany. Mieszkał z rodziną (żoną i synem) w zabudowaniach poukraińskich w Jabłonicy Polskiej, podając się za repatrianta z kresów II Rzeczypospolitej i prowadził gospodarstwo rolne. Tam przechowywał archiwum organizacji, podręczny magazyn broni, a także poakowską radiostację nadawczo–odbiorczą.
Przygotowując grunt pod ten zamach, 15 kwietnia 1946 r. dowodził akcją ekspropriacyjną patrolu Straży WiN Brzozów w okolicach Pakoszówki, gdzie zarekwirowano z samochodu Kopalnictwa Naftowego w Sanoku 250 tys. zł. Pieniądze te miały być przeznaczone dla niego i uczestników zamachu, aby ukryć się przed ścigającym ich UB. Osobiście przygotował planu zamachu i dowodził akcją patrolu brzozowskiej straży WiN 18 kwietnia 1946 r. w Woli Jasienickiej, gdzie po ostrzelaniu z broni maszynowej samochodu, którym jechał ppor. Czech, uprowadzono go wraz z trzema towarzyszącymi mu ubekami. Następnie doprowadzono ich do lasu w Woli Komborskiej. Po przesłuchaniu zastrzelił on osobiście ppor. Czecha i wydał rozkaz zabicia pozostałych ubeków.
Po tym zamachu jego przełożony prezes Okręgu WiN Rzeszów mjr Adam Lazarowicz „Klamra” końcem kwietnia 1946 r. odwołał go z funkcji kierownika Rady WiN Brzozów. Swoje obowiązki, kancelarię i archiwum przekazał następcy na początku maja 1946 r. Przez kolejnych kilka tygodni przebywał w powiecie brzozowskim. W tym czasie wraz z żołnierzami Straży Rady WiN Brzozów zabezpieczył broń poakowską i ukrył ją na strychu w kościele w Malinówce.
Kamień w wodę
Dalsze informacje o jego losach są już szczątkowe. Prawdopodobnie w drugiej połowie 1946 r. wyjechał do Rudy Śląskiej, gdzie zamieszkał. W trakcie obowiązywania tzw. prowokacyjnej amnestii 23 kwietnia 1947 r. ujawnił się przed komisja w PUBP w Kłodzku i otrzymał zaświadczenie nr 71884. W oświadczeniu napisał:
„Ja osobiście wykonałem wyrok na szefie PUBP Brzozów nazw. Czech, wraz z nim zginęło trzech funkc[jonariuszy] UB Brzozów. Jak później wyjawiło się był on folksdojczem w czasie okupacji. Następnie dokonałem napadu w [kwietniu] 1946 r. […] na samochód kopalniany na szosie Sanok – Brzozów zabierając 250 tys. zł”.
Po ujawnieniu się w obawie przed aresztowaniem ponownie zaczął się ukrywać, używając fałszywych dokumentów na nazwisko „Henryk Rudnicki”. Przeniósł się do Jeleniej Góry, gdzie mieszkał z rodziną do września 1950 r.
Ostatecznie w kwietniu 1964 r. zakończono wszelkie działania operacyjne, a realizowane sprawy przekazano do archiwum.
Dalsze jego losy są nieznane. Komunistyczna bezpieka w latach 1949–1964 bezskutecznie poszukiwała go na terenie całego kraju. W celu jego ujęcia realizowano kilka spraw m.in. agenturalno-grupową, operacyjnego rozpracowania i agenturalno-poszukiwawczą, w których był on najważniejszym figurantem. Nie przyniosły one jednak żadnych rezultatów. Do jego ujęcia wykorzystywano równię kilku tajnych współpracowników, zwerbowanych spośród jego byłych podwładnych z AK i WiN.
Ostatecznie w kwietniu 1964 r. zakończono wszelkie działania operacyjne, a realizowane sprawy przekazano do archiwum. Dzięki publikacji tego tekstu może uda się rozwikłać zagadkę jego dalszych losów oraz uzupełnić białe plamy w jego życiorysie.
