Oddziały te tworzono z obywateli państw alianckich znajdujących się na wyzwalanych terenach w charakterze jeńców wojennych, więźniów obozów koncentracyjnych lub robotników przymusowych m.in. Polaków, Czechów, Słowaków, Jugosłowian, Greków, czy obywateli państw nadbałtyckich. Polskie oddziały tworzono również z wziętych do niewoli Polaków służących w Wehrmachcie, żołnierzy Polskich Sił Zbrojnych, czy uciekinierów z kraju. Do służby wstępowano na podstawie indywidualnych kontraktów. Członkom oddziałów zapewniano umundurowanie, zakwaterowanie, wyżywienie i niewielki żołd, a także umożliwiano kontynuowanie przerwanej nauki oraz zdobycie zawodu.
Za kontakty i komunikację z dowództwem amerykańskim odpowiadali oficerowie łącznikowi skupieni w polskich sekcjach łącznikowych. Zadaniem sekcji było dbanie o interesy żołnierzy polskich, w tym zapewnienie opieki konsularnej i prawnej. Szczytowy punk rozwoju kompanii wartowniczych nastąpił na przełomie 1946 i 1947 r., kiedy stan liczbowy służących w nich żołnierzy osiągnął ponad trzydzieści tysięcy. Po tym okresie przystąpiono do stopniowej likwidacji oddziałów, co ostatecznie nastąpiło dopiero w 1989 r.
Wywózka na roboty
Jednym z pierwszych wartowników tej formacji w Niemczech był Jan Korytko, były robotnik przymusowy III Rzeszy. Urodził się 23 maja 1925 r. w Woli Węgierskiej, pow. Jarosław, gdzie dorastał w religijnej rodzinie chłopskiej. Jego rodzice mieli jedenaścioro dzieci. Gdy wybuchła II wojna światowa domowników zaczęło ubywać. Najpierw niemieccy najeźdźcy aresztowali najstarszego brata Stanisława. Następnie Sowieci próbowali zgwałcić siostrę Klementynę, przebywającą w zakonie w Jazłowcu. Zmarła siostra Monika.
W kwietniu 1941 r Jan wraz siostrą Władzią zostali aresztowani w Pruchniku, pod bronią przewiezieni do Kańczugi, a stamtąd do Krakowa. Tu zostali rozdzieleni. Przeszli segregację, która miała na celu oddzielenie Żydów od reszty aresztowanych osób, a następnie poddani zabiegom higienicznym wraz z goleniem wszelkich owłosionych miejsc na ciele. W dalszej kolejności zostali skierowani przez Krajowy Urząd Pracy Dystryktu Krakowskiego na roboty przymusowe do Niemiec.
27 kwietnia 1941 r. o godz. 13.15 Jan i Władysława, tym samym transportem lecz w innych wagonach, zostali wywiezieni z Krakowa do Würzburga (Bawaria). Po dotarciu na miejsce wszystkich zaznajomiono z obowiązującymi ich zasadami oraz karami jakie grożą m.in. za słuchanie zagranicznych audycji radiowych, spoufalanie się z Niemkami czy przemieszczanie się bez stosownych przepustek. Następnego dnia tamtejszy urząd pośrednictwa pracy zorganizował przydział do poszczególnych miejsc pracy przymusowej. Jan trafił do gospodarstwa ogrodniczego prowadzonego wówczas przez 66 letniego mężczyznę o nazwisku Dicker, który jednocześnie pełnił funkcję prezesa ogrodników w powiecie. Był to człowiek wierzący, co dawało nadzieję na dobre traktowanie.
5 kwietnia 1945 r. wojska amerykańskie zdobyły Würzburg. Kilka dni później wyzwolono ciemiężonych Polaków i ludzi innych narodowości, lecz wojna trwała nadal.
Pracował przy uprawie roślin w inspektach (z rozsadą ogórków sałaty i rzodkiewki). Mimo odcięcia od informacji docierały do niego wieści o kolejnych podbojach Hitlera w Europie, dostarczane mu przez niemieckich pracowników gospodarstwa. Te hiobowe wieści napawały go trwogą, aż do chwili, gdy nastąpił atak III Rzeszy na ZSRR i Niemcy zaczęli odnosić porażki. Słychać było pomstowania wśród niektórych pracowników gospodarstwa Dickerów.
Przez cały okres pobytu na robotach często ogłaszano alarmy lotnicze, zarówno w dzień jak i w nocy. Jan Korytko najbardziej zapamiętał noc 16 marca 1945 r. Dotychczas nietknięty przez wojnę Würzburg został zbombardowany przez lotnictwo brytyjskie. Naloty aliantów trwały jeszcze kilka dni. Zniszczeniu uległo 90 procent zabudowy miasta, które zyskało miano „Grobu nad Menem”. Panika, krzyk i przerażenie, bomby burzące, zegarowe i zapalające, gryzący dym, zabici i ranni. Wspomnienie to do dziś budzi u niego ogromne emocje. Radość z porażki Niemców mieszała się z lękiem o zachowanie życia własnego, kobiet i dzieci.
W amerykańskim mundurze
5 kwietnia 1945 r. wojska amerykańskie zdobyły Würzburg. Kilka dni później wyzwolono ciemiężonych Polaków i ludzi innych narodowości, lecz wojna trwała nadal. Jan Korytko skorzystał z propozycji amerykańskiego podoficera polskiego pochodzenia, Jana Przybyły – szefa polowej piekarni wojskowej i zgłosił się do pracy przy wypieku chleba. Szybko poznał technologię wyrobu pieczywa i życie wojskowe. Po jakimś czasie trafił do Metzu (Francja), gdzie zastał go koniec II wojny światowej, obwieszczony długim i donośnym biciem kościelnych dzwonów.
Jan Korytko skorzystał z propozycji amerykańskiego podoficera polskiego pochodzenia, Jana Przybyły – szefa polowej piekarni wojskowej i zgłosił się do pracy przy wypieku chleba.
Niedługo po tym został przerzucony do Norymbergi, gdzie pracował przy rozładunkach i załadunkach żywności pochodzącej z UNRRA – organizacji niosącej pomoc krajom dotkniętym wojną i uchodźcom wojennym. Z czasem zadanie to przejęli niemieccy jeńcy, a Jan Korytko został przydzielony do kompanii wartowniczej. Był jednym z pierwszych żołnierzy nowo tworzonej polskiej formacji przy armii amerykańskiej w Niemczech.
Po umundurowaniu w mundury amerykańskie, uzbrojeniu w krótkie karabiny wielostrzałowe i przeszkoleniu strzegł żywności dostarczanej przez UNRRA w obozach niemieckich jeńców wojennych w Schongau, Bad Aibling i Hershing (prawdopodobnie chodzi o Herrsching am Ammersee w Bawarii). Warta trwała cztery godziny na dobę. W Bad Aibling zagrożenie w trakcie pełnienia służby stanowiły uzbrojone oddziały niemieckie, które jeszcze w 1946 r. skrywały się w pobliskich Alpach, a nocą przychodziły do wiosek i pod obóz w celu zdobycia żywności. Kolega z innej kompanii zginął z ich rąk.
W Hershing konwojował niemieckich jeńców do pracy w ogrodzie lub wyrębie lasu. Za niedopilnowanie i zbiegostwo jeńców groziła kara więzienia. Widmo surowych sankcji, trudne warunki bytowania, wojenna trauma i tęsknota za rodziną spowodowały, że Jan Korytko zaczął myśleć o powrocie do ojczyzny. 23 grudnia 1946 r. przekroczył próg rodzinnego domu.
Tułaczka po PGR
Wiosną 1947 r. Jan Korytko został zatrudniony w Państwowym Gospodarstwie Rolnym w Brzezie koło Oleśnicy. Jednocześnie kontynuował przerwaną wojną edukację, najpierw w gimnazjum ogrodniczym, a następnie w Technikum Ogrodniczym w Prószkowie koło Opola. Po kilku latach podjął naukę w Wyższej Szkole Rolniczej we Wrocławiu, której z przyczyn zdrowotnych nie ukończył i studium ekonomiczno-rolniczym we Wrocławiu i Poznaniu. Zawsze był pilnym uczniem, sumiennym pracownikiem i uczciwym człowiekiem. Miał zamiłowanie do ogrodnictwa, które nabył w trakcie pobytu na robotach przymusowych w Niemczech. Ogrodnicze hobby, kierunkowe wykształcenie i talent organizacyjny sprawiały, że zawsze pracował na stanowiskach kierowniczych w sieci socjalistycznych gospodarstw rolnych.
Jan Korytko (w środku) z kolegami w okresie służby w kompanii wartowniczej, Schongau (Bawaria), 1946 r.
Wyznawane wartości chrześcijańskie i niechęć do komunizmu powodowały, że nawet pod presją, kosztem intratnej posady i stabilizacji, nie ugiął się i nie wstąpił do żadnej organizacji partyjnej. Szykaną za tę bezkompromisową postawę, mimo dobrych wyników produkcyjno-finansowych, było przenoszenie wraz z rodziną z PGR-u do PGR-u – m.in. w Pawłowicach, Ligocie Polskiej, Posadowicach, Pągowie, Jastrzębiu i tak przeszło dziesięć razy. Jak podkreślił – nie zniósłby tej tułaczki, gdyby nie kochana, wyrozumiała żona Emilia i wspaniałe dzieci: Terenia, Basia i Piotr. Własnego domu w Namysłowie Korytkowie dorobili się dopiero na emeryturze.
* * *
Jan Korytko często oglądał ocalałe zdjęcia i wracał myślami do czasu wojny i służby w kompanii wartowniczej. W 2017 r. spisał swoje wspomnienia, a 2 kwietnia br. podzielił się tą historią z pracownikiem IPN i przekazał do zasobu archiwalnego Instytutu fotografie, stanowiące jedyny dowód swojego pobytu w Niemczech. Przekazane materiały zostały zdigitalizowane i włączone do zasobu oddziałowego Archiwum IPN we Wrocławiu. Łącznie 36 zdjęć uzupełnia znikomą spuściznę źródłową na temat służby kilkudziesięciu tysięcy polskich żołnierzy u boku armii amerykańskiej w czasie i po II wojnie światowej. Warto podkreślić, że wciąż istnieją trudności z ustaleniem daty formowania i określeniem łącznej liczby polskich kompanii wartowniczych w Niemczech i służących w nich osób.
