Jezuita, o. Stefan Dzierżek, urodzony 23 września 1913 r. w Szymanowicach koło Łowicza, pochodził z wielodzietnej rodziny o silnych wartościach patriotyczno-religijnych, co rzutowało na obraną przez niego drogę.
Wartości te rozwijane były również na dalszych etapach edukacji, m.in. w Małym Kolegium Piusa X w Pniewach, szkole prowadzonej przez siostry urszulanki szare, gdzie miał sposobność poznać św. Urszulę Ledóchowską, z którą aż do jej śmierci utrzymywał stałą korespondencję, która przełożyła się na jego postawę duchową.
W trakcie okupacji o. Dzierżek zaangażował się w pracę konspiracyjną w Armii Krajowej Okręg Wileński. Zajmował się wraz z o. Stanisławem Kiałką wystawianiem fałszywych dokumentów.
W 1928 r. wstąpił do jezuickiego nowicjatu w Kaliszu, a po dwóch latach przyjął śluby. W drugiej połowie lat 30. XX wieku rozpoczął studia na Wydziale Matematyczno-Przyrodniczym Uniwersytetu Stefana Batorego w Wilnie na kierunku matematyka i fizyka, które musiał przerwać w połowie grudnia 1939 r. z powodu zamknięcia uczelni przez władze litewskie.
W trakcie okupacji o. Dzierżek zaangażował się w pracę konspiracyjną w Armii Krajowej Okręg Wileński. Zajmował się wraz z o. Stanisławem Kiałką wystawianiem fałszywych dokumentów. Działalność ta stanowiła początek tzw. komórki legalizacyjnej w domu wileńskich jezuitów, która w dość krótkim czasie przemieniła się w samowystarczalny zakład, produkujący fachowo pieczątki, pomniejsze druki i dokumenty, niczym nie różniące się od oryginałów. W marcu 1942 r. o. Dzierżek wraz z pozostałymi jezuitami wileńskimi został aresztowany i osadzony w więzieniu na Łukiszkach, z którego został wypuszczony w październiku 1942 r.
Powojenna działalność i związki z opozycją
Po zakończeniu II wojny światowej w kwietniu 1946 r. przyjechał do domu zakonnego przy ul. Rakowieckiej w Warszawie, a następnie piastował wiele wysokich stanowisk, łącznie z funkcją przełożonego Prowincji Wielkopolsko-Mazowieckiej (1961–1967). W lipcu 1978 r. powrócił do Kalisza, na stanowisko rektora miejscowego kolegium. Był to okres intensywnej współpracy z budującą się wówczas opozycją antykomunistyczną i demokratyczną (ROPCiO), która od 1977 r. za pozwoleniem o. Dzierżka odbywała spotkania w murach jezuickiego klasztoru. Pełnił on wówczas rolę ich duszpasterza, zaś w trakcie strajków w sierpniu i wrześniu 1980 r. wspierał moralnie i duchowo odprawiając msze święte w intencji strajkujących robotników.
W 1978 r. powrócił do Kalisza, na stanowisko rektora miejscowego kolegium. Był to okres intensywnej współpracy z budującą się wówczas opozycją antykomunistyczną i demokratyczną (ROPCiO).
Od momentu powstania NSZZ „Solidarność” w Kaliszu o. Dzierżek ściśle współpracował z jego działaczami. W marcu 1981 r. przyczynił się do założenia Klubu Inteligencji Katolickiej oraz udostępnił pomieszczenia w klasztorze jezuitów na spotkania i prelekcje. Bezpośrednio po wprowadzeniu stanu wojennego w Polsce powołał przy kościele Ojców Jezuitów w Kaliszu Komitet Pomocy Represjonowanym i był jego przewodniczącym. Od początku wprowadzenia stanu wojennego o. Dzierżek uważał go za bezsprzeczne złamanie obowiązującego prawa i konstytucji:
„od nas zależy, by prawo wojenne nie stało się wojennym bezprawiem, trzeba się otrząsnąć ze strachu, bo tylko człowiek, który przezwycięża strach, potrafi być sobą, tzn. działać zgodnie ze swymi przekonaniami, swoim sumieniem, czyli być wolnym”.
Jezus na drucie kolczastym
W zdecydowany sposób zareagował na krwawą pacyfikację kopalni „Wujek” w Katowicach. Zlecił kaliskiemu rzeźbiarzowi Wiesławowi Andrzejowi Oźminie wykonanie w kościele przy Kolegium Księży Jezuitów bożonarodzeniowego żłóbka, którego symbolika i treść wyrażałyby zdecydowany sprzeciw wobec pogwałconych przez władze PRL praw do wolności i życia. Ojciec Dzierżek wspominał:
„bolało mnie to poniewieranie człowiekiem, dlatego postanowiłem zaprotestować. W pracy duszpasterskiej zawsze się starałem, żeby moje głoszenie Słowa Bożego było umieszczone w kontekście współczesnym. Stąd powstała myśl żeby przygotowany właśnie żłobek Bożonarodzeniowy umieścić w warunkach stanu wojennego”.
Żłóbek umieszczony został w bocznym ołtarzu. Główne tło stanowiła grupa górników z kopalni „Wujek”, w którą wdzierała się krew, spływająca z obrazu aż na sam jego dół i przechodząca dalej w czerwień tkaniny spływającej na ołtarz i dalej, do stopni ołtarza. W górze była twarz Matki Boskiej Częstochowskiej z wielką krwawą łzą. Z lewej strony biała płyta na której niby na śniegu – wymalowane ślady transporterów i czołgów. U jej stóp przewrócony żłóbek, a Pan Jezus wrzucony na zwój kolczastych drutów.
Bezpośrednio po wprowadzeniu stanu wojennego powołał przy kościele Jezuitów w Kaliszu Komitet Pomocy Represjonowanym.
Reakcja władz Kalisza była natychmiastowa, gdyż już 29 grudnia 1981 r. prezydent miasta Andrzej Spychalski zażądał zmiany wystroju żłóbka, na taki o charakterze bardziej religijnym.
Rano 6 stycznia 1982 r., w święto Trzech Króli, o. Dzierżek został telefonicznie wezwany na rozmowę do prezydenta miasta (na następny dzień). Wobec tego wieczorem po ostatniej mszy świętej postanowił rozebrać żłóbek, aby
„dać władzom okazję do zgrabnego wycofania się z tej historii. Przypuszczałem, że rzecz cała zakończy się – w najgorszym razie – na kolegium do spraw wykroczeń”.
Ostatecznie władza wykorzystując Dekret o „ochronie wolności sumienia i wyznania” z 5 sierpnia 1949 r. („Kto przy wykonywaniu obrzędów lub innych funkcji religijnych nadużywa wolności sumienia i wyznania na szkodę interesu PRL, podlega karze pozbawienia wolności od roku do lat dziesięciu”) postanowiła skierować akt oskarżenia do Sądu Rejonowego w Kaliszu. Ojciec Dzierżek uważał, że powodem, dla którego wytoczono mu proces, była obawa przed zakłóceniem porządku publicznego i podżeganiem mieszkańców Kalisza:
„Gdy chodzi natomiast o zakłócenie spokoju publicznego, to społeczeństwo, przynajmniej w Kaliszu, tak było przygnębione tym co się stało, że trzeba je było podnosić na duchu, dodawać otuchy, mówić mu: nie lękajcie się, nie bójcie się oddychać. To zadanie miał spełnić między innymi i żłóbek. Widmo niepokojów, rozruchów w Kaliszu na skutek ukazania rzeczywistości stanu wojennego w ramach przeżyć religijnych mogło powstać jedynie w chorobliwej wyobraźni SB”.
Szopka przed sądem
Pierwsza rozprawa odbyła się w Sądzie Rejonowym w Kaliszu 28 kwietnia 1982 r. Oprócz o. Dzierżka i jego obrońców, uczestniczył w niej także ogromny tłum wiernych oraz zagraniczni dziennikarze, m.in. korespondenci Timesa i agencji Reuters. Prokurator Ewa Ostrowska w notatce służbowej, sporządzonej 26 maja, uświadomiła sobie, że skutek procesu oraz jego odbiór w kaliskim społeczeństwie jest wprost przeciwny do zakładanego przez władze. Odnotowała:
„z posiadanych przez Służbę Bezpieczeństwa KWMO w Kaliszu informacji wynika, że na drugą część rozprawy przygotowywane są w ośrodku kaliskim manifestacje, których celem będzie okazanie »oburzenia« społeczeństwa faktem postawienia księdza w stan oskarżenia. Przygotowania powyższe czynione są między innymi przez byłych działaczy NSZZ »Solidarność« i mają polegać na demonstracyjnym wejściu do budynku Sądu znacznej ilości ludzi, a także zgromadzenia społeczeństwa miasta Kalisza przed budynkiem Sądu”.
Wobec powyższego, nazajutrz 27 maja odbyło się posiedzenie Sądu Rejonowego w Kaliszu, na którym postanowiono zwrócić się do Sądu Najwyższego z wnioskiem o przeniesienie sprawy do innego miasta. Sąd Najwyższy przychylił się do tej prośby, jako miejsce kolejnej rozprawy wyznaczył Sąd Rejonowy w Łodzi.
W oczekiwaniu na wyznaczenie terminu kolejnej rozprawy o. Dzierżek został upomniany przez Komendę Wojewódzką Milicji Obywatelskiej w Kaliszu za tolerowanie plakatów o treści:
„Komuna ma Generała, my Polacy mamy Papieża”, „Robotnicy Robotnikom 1981 r.”, „Hunta precz od Kościoła z brudnymi rękami”, „Hunta zginie” oraz „Niech żyje Solidarność młodzieżowa”,
a także za głoszenie kazań krytykujących wprowadzenie stanu wojennego.
Pierwsza rozprawa przed Sądem Rejonowym w Łodzi odbyła się 29 listopada 1982 r., lecz z powodu uchybień formalnych (nie doręczono wezwania o terminie rozprawy jednemu z obrońców, mecenasowi Andrzejowi Grabińskiemu) przesunięto ją na 11 grudnia. Solidarność z o. Dzierżkiem wyraził kapelan łódzkiej NSZZ „Solidarność”, jezuita o. Stefan Miecznikowski, który zaapelował do swoich wiernych o wsparcie i uczestnictwo w rozprawie. Społeczeństwo łódzkie dość licznie odpowiedziało na tę prośbę, gdyż w sądzie pojawiło się około 40 osób z biało-czerwonymi bukietami kwiatów. Na miejscu odśpiewano także „Rotę”.
Prokurator Ewa Ostrowska w notatce służbowej, sporządzonej 26 maja, uświadomiła sobie, że skutek procesu oraz jego odbiór w kaliskim społeczeństwie jest wprost przeciwny do zakładanego przez władze.
Władze za wszelką cenę próbowały utrudnić dotarcie na drugą rozprawę w Łodzi wyznaczoną na 11 grudnia 1982 r. Chociażby o. Dzierżek, jadąc z mecenasem Zdzisławem Kąkolem oraz dwoma jezuitami z Kalisza do Łodzi, został zatrzymany przez funkcjonariuszy MO do kontroli drogowej, jednak dzięki zmianie trasy uniknęli dalszych zatrzymań. Nie mieli tyle szczęścia jezuici jadący drugim samochodem inną trasą, gdyż byli zatrzymywani czterokrotnie. Kontrole drogowe były pierwszym etapem działań władz państwowych, drugim zaś – jak się przekonał o. Dzierżek na miejscu w Łodzi – było szczelne odgrodzenie Placu Dąbrowskiego, na którym znajdował się sąd, przez funkcjonariuszy MO.
Przy wejściu do budynku kilku milicjantów sprawdzało dokumenty, wpuszczano tylko tych, którzy posiadali urzędowe wezwanie, albo przypadkiem zachowali przepustkę z poprzedniej rozprawy. Wszystkich pozostałych, próbujących dostać się do wnętrza sądu, zatrzymywano i odwożono na komendę MO – m.in. o. Miecznikowskiego. Zatrzymanych zwolniono dopiero wieczorem, już po zakończeniu rozprawy. Termin celowo wyznaczono na 11 grudnia, była to bowiem sobota, czyli dzień w którym sąd nie urzęduje, dzięki czemu łatwiej było „obstawić” cały budynek funkcjonariuszami MO i nikogo do niego nie wpuścić.
Ostatnia rozprawa odbyła się rok po rozpoczęciu śledztwa, 8 stycznia 1983 r., również w sobotę i przy pełnej izolacji budynku. W mowie końcowej, skierowanej do przewodniczącego ławy sędziowskiej, o. Dzierżek zastanawiał się nad przyczyną, dla której w ogóle doszło do procesu. Jego zdaniem głównym powodem było zasadnicze nieporozumienie, wynikające z różnicy światopoglądowej. Uważał także, że jest to nieudana próba zastraszenia społeczeństwa kaliskiego. Kończąc zwrócił uwagę, że
„ci wszyscy, którzy decydowali o wdrożeniu i odbyciu się tego procesu zrobili bardzo szkodliwą robotę dla Polski Ludowej. Przyczynili się do pogłębienia przepaści między społeczeństwem, a władzą”.
Wyrokiem Sądu Rejonowego w Łodzi o. Dzierżek został skazany na rok pozbawienia wolności z zawieszeniem na okres trzech lat. Proces ten budził ogromne zainteresowanie zarówno w kraju, jak i za granicą, ponieważ w jego sprawie interweniowało Biuro Informacyjne „Solidarności” w Sztokholmie, które 30 kwietnia 1982 r. wysłało list protestacyjny do władz PRL. Z kolei Radio Wolna Europa dzień po utrzymaniu wyroku przez Sąd Wojewódzki w Łodzi 14 maja 1983 r. wyemitowało sprawozdanie z przebiegu procesu, który o. Dzierżek wspominał:
„przyznam, że dla mnie nieważne było, czy dostanę rok, czy też więcej. Ja chciałem tę rozprawę wygrać moralnie w oczach całego społeczeństwa, żeby ludzie spojrzeli we właściwy sposób na to, co się dzieje”.
