Tzw. lojalki, deklaracje lojalności, podsuwane przez funkcjonariuszy Służby Bezpieczeństwa zatrzymywanym po 13 grudnia 1981 r., długo wywoływały kontrowersje. Bezpośrednio po wprowadzeniu stanu wojennego nawet Lech Wałęsa, rozmawiając z ministrem ds. związków zawodowych Stanisławem Cioskiem, miał stwierdzić, że internowanych należy wypuścić po uprzednim podpisaniu przez nich deklaracji lojalności. Nie wszyscy internowani uznali ten swoisty „pragmatyzm” za słuszny.
Internowany w Jaworzu Władysław Bartoszewski, szukając analogii w historii, przytoczył sytuację, mającą miejsce w Generalnym Gubernatorstwie, gdzie w czasie wojny taką deklarację lojalności mieli podpisywać urzędnicy. Wówczas gen. Władysław Sikorski ogłosił, żeby wszyscy podpisali, ponieważ to się i tak nie liczy, tym samym pozbawił ten akt ostrza i znaczenia, a także nie dopuścił do podziału na twardych i złamanych.
„Kuszenie wolnością”
Historycy nie znają dokładnej liczby osób, które podpisały te wątpliwej jakości „papiery”. Wiadomo, że np. w ramach operacji „Klon” do 24 grudnia 1981 r. przeprowadzono 6 307 rozmów, w wyniku których 5 625 osób podpisało oświadczenie, w którym zobowiązywało się do niepodejmowania wrogiej działalności, natomiast 409 osób, które złożenia takiej deklaracji odmówiły, internowano.
Wśród innych przykładów, wskazujących na liczbę podpisanych lojalek, można wymienić sytuację w ośrodku odosobnienia w Wierzchowie Pomorskim. 6 stycznia informowano Warszawę, że spośród 14 internowanych w Wierzchowie Pomorskim działaczy Solidarności, z którymi przeprowadzono rozmowy, 13 wykazuje pełny upór, wrogie i nieprzejednane stanowisko, a tylko jedna z osób wykazuje chęć dialogu. Przykładowo, internowany Mariusz Świontkowski miał stwierdzić, że nie będzie podpisywał żadnych oświadczeń i nie widzi sensu prowadzenia z nim dyskusji, gdyż
„to, co się dzieje w kraju, to jest burdel i bezprawie”.
Deklarował także kontynuowanie działalności po opuszczeniu ośrodka odosobnienia. Podobna sytuacja miała miejsce w ośrodku odosobnienia w Gołdapi, w którym ulokowano same kobiety. Płk Roman Topolski, omawiając na lutowej naradzie w Warszawie problemy tego miejsca, stwierdził, że pracującej w ośrodku grupie MSW nie udało się zwerbować ani nakłonić do podpisania oświadczenia ani jednej osoby, a internowane w ogóle odmawiały przychodzenia na rozmowy. Znana jest również sprawa Haliny Gaińskiej, internowanej matki, której od podpisania deklaracji lojalności uzależniono zgodę na udział w pogrzebie syna w Szczecinie. Wówczas pozostałe kobiety zareagowały protestem i głodówką.
Realne skutki
Oczywiście nie wszyscy wykazywali się taką hardością jak internowane kobiety, zwłaszcza, że najczęściej owe „świstki” podsuwano zatrzymanym jeszcze na komendach wojewódzkich, zanim już jako internowani trafili do ośrodków odosobnienia. Jak pisał Andrzej Friszke, było to swoiste kuszenie wolnością.
Szybko stały się sprawą, która wywoływała najwięcej emocji wśród internowanych. Wykształciło się bowiem przekonanie, podsycane przez SB, że podpisanie przez internowanego oświadczenia o lojalności jest równoznaczne z opuszczeniem ośrodka, tak jednak nie było. Na porządku dziennym były przypadki podpisania, które nie skutkowały zwolnieniem. Wielu spośród tych, którzy podpisali oświadczenie, na wolność wypuszczono po kilku tygodniach, nawet miesiącach.
W ramach operacji „Klon” do 24 grudnia 1981 r. przeprowadzono 6 307 rozmów, w wyniku których 5 625 osób podpisało oświadczenie, w którym zobowiązywało się do niepodejmowania wrogiej działalności.
W tej sprawie interweniował Dyrektor Biura Śledczego MSW płk Hipolit Starszak, który w piśmie z 27 lutego 1982 r. pouczał komendantów wojewódzkich, iż konsekwencją przyjęcia takiej deklaracji winno być uchylenie decyzji o internowaniu. Jeżeli natomiast okoliczności wskazywały, że internowany po wyjściu nadal będzie prowadził działalność opozycyjną, zalecano, by takiego oświadczenia nie przyjmować. Do nierzadkich należały również przypadki odmowy złożenia podpisu, po której i tak następowało uchylenie decyzji o internowaniu, choć podpisania deklaracji żądano także od osób, co do których już zapadły decyzje o zwolnieniu.
Tak było np. w przypadku internowanej w ośrodku w Jaworzu Teresy Boguckiej. Pierwsza decyzja o uchyleniu wobec niej internowania, wystawiona przez komendanta stołecznego w Warszawie, pochodzi z 24 grudnia 1981 r. Ze względu na fakt, że wezwana na rozmowę przez komendanta ośrodka odmówiła przed wyjściem podpisania deklaracji, poinformowany o tym Komendant Stołeczny MO gen. Jerzy Ćwiek polecił pozostawienie jej w ośrodku. Teresę Bogucką zwolniono tydzień później. Podobnie postąpiono wobec Marii Wosiek, również internowanej w Jaworzu. Pierwsza decyzja o uchyleniu internowania pochodzi z 30 grudnia 1981 r. Odmówiła podpisania podsuniętej przez dowódcę ochrony ośrodka mjr Józefa Lacha deklaracji, więc wstrzymał on wykonanie decyzji Komendanta Stołecznego MO uchylającej internowanie. Marię Wosiek również zwolniono tydzień później.
Wachlarz postaw
Trudno jednoznacznie ocenić, jak internowani podchodzili do sprawy podpisywania oświadczeń, bowiem była to kwestia indywidualna. Z całą pewnością jednak stwierdzenie Andrzeja Drawicza, że
„zarysowała się charakterystyczna różnica: niepodpisywanie było zgodne z etosem inteligenckim, natomiast niektórzy działacze robotniczy mieli kryteria inne: Podpisałem, a co mi tam! I tak, jak wyjdę, będę robił swoje”,
było krzywdzące wobec internowanych robotników.
Nie w każdej teczce znajduje się informacja o podpisaniu bądź nie deklaracji lojalności, zatem niemożliwe jest zrobienie na tej podstawie wiarygodnej statystyki, wydaje się jednak, że nie byłaby ona tak klarowna i jednoznaczna, jak sugerował Drawicz.
Znana jest sprawa Haliny Gaińskiej, internowanej matki, której od podpisania deklaracji lojalności uzależniono zgodę na udział w pogrzebie syna w Szczecinie. Wówczas pozostałe kobiety zareagowały protestem i głodówką.
Postawy internowanych w tej materii były różne, a linia podziału nie przebiegała wzdłuż wyznacznika „etosu inteligenckiego”. Internowani obawiali się wytworzenia wokół nich atmosfery nieufności, dwuznaczności czy opinii osób „o miękkim kręgosłupie”. Dla wielu namawianie do podpisania oświadczenia o lojalności było nadużyciem moralnym, zatem z góry było nie do przyjęcia. Stanowiłoby przyznanie się do działalności na szkodę Polski, poza tym zakłóciłoby to poczucie bezwzględnej przewagi moralnej nad odpowiedzialnymi za stan wojenny. Inni z kolei uważali, że jest to niewielka cena za wyjście na wolność, także po to, by kontynuować działalność w podziemiu. Mimo takiego uzasadnienia dla złożonego podpisu często później moralnie nie czuli się w porządku, wielokrotnie też środowisko dawało im to odczuć. Wśród internowanych pojawiały się też głosy, że podpisanie deklaracji o lojalności będzie stanowić formalną przeszkodę przy ubieganiu się o azyl polityczny na Zachodzie.
Częste były przypadki podpisania deklaracji pod naciskiem rodziny, która oczekiwała powrotu internowanego do domu. Przykładowo, w Wierzchowie Pomorskim Adam Wycichowski pisał, że podpisanie deklaracji lojalności zależy od osobistej decyzji każdego z internowanych, a podpisujący nie są piętnowani i przyjmowane jest to ze zrozumieniem (przynajmniej oficjalnie). Podobną relację składał swemu oficerowi prowadzącemu internowany tajny współpracownik SB Franciszek Skwierczyński:
„Uznano, że składanie podpisów pod oświadczeniami o lojalności jest osobistą sprawą każdego i nie będzie na to żadnych oddziaływań”.
Mimo takich deklaracji ci, którzy nie podpisywali, nie patrzyli przychylnie na podpisujących. Złożenie deklaracji lojalności wielu internowanych utożsamiało z wstępnym zobowiązaniem do współpracy. Ze sprawozdań funkcjonariuszy SB wynika, że niektórzy internowani stanowczo odmawiali zgody na podpisanie oświadczenia. Większość oceniała, że nie prowadziła wrogiej działalności, w związku z tym podpisywanie takiej deklaracji mijało się z celem. Dla wielu podpisanie oznaczałoby ich aprobatę dla wprowadzenia stanu wojennego i internowania. Wielu z internowanych w rozmowach z komendantami ośrodków twierdziło, że będą przestrzegać prawa i porządku, ale negowało zasadność podpisania deklaracji. Deklarowano chęć złożenia ustnej obietnicy, ale żądanie podpisów uważano za brak zaufania.
Szybko stały się sprawą, która wywoływała najwięcej emocji wśród internowanych. Wykształciło się bowiem przekonanie, podsycane przez SB, że podpisanie przez internowanego oświadczenia o lojalności jest równoznaczne z opuszczeniem ośrodka, tak jednak nie było.
Michał Kawecki deklarował się jako marksista i zwolennik ustroju socjalistycznego w Polsce, ale odrzucał możliwość podpisania oświadczenia, uważając takie posunięcie za przyznanie się do winy. Internowany nauczyciel Franciszek Łuczko wyraził pogląd, że już raz składał przysięgę zawodową przed przystąpieniem do pracy i nie zamierza składać dodatkowych oświadczeń. Pewną próbą obejścia podpisania upokarzającej „lojalki” było pisanie własnych oświadczeń: przykładowo Mirosław Kwiatkowski, internowany w Wierzchowie Pomorskim prawnik, radca prawny Zarządu Regionu, napisał oświadczenie zbliżone do ślubowania adwokackiego, w którym zobowiązał się do przestrzegania obowiązujących norm prawnych. Z kolei Tadeusz Janukiewicz podpisał przedstawioną mu „lojalkę” podczas przeprowadzonej z nim 13 grudnia przez oficera WSW rozmowy, po czym w tym samym dniu udał się do Stoczni im. A. Warskiego w Szczecinie, gdzie wziął udział w zorganizowaniu komitetu strajkowego. W konsekwencji następnego dnia został zatrzymany, a następnie internowany i w trybie natychmiastowym zwolniony z pracy w 109. Szpitalu Wojskowym w Szczecinie.
Taktyka operacyjnego postępowania z internowanymi zakładała zindywidualizowane działanie wobec każdego z nich, zależała zatem od wielu czynników. W zamian za podpisanie deklaracji lojalności proponowano nie tylko wcześniejsze wyjście, ale też specjalne przywileje. Przykładowo, przebywającego na przepustce Andrzeja Szczypiorskiego powiadomiono o gotowości zapewnienia mu „spokojnej pracy twórczej”, a gdy odmówił złożenia podpisu, straszono trudnościami wydania książki, zrealizowania zamówionego scenariusza filmowego, a nawet utratą mieszkania:
„Nikt się nie dowie, że pan podpisał […] Dla niepoznaki odeślemy pana do Jaworza na kilka dni, a potem zwolnimy ze względów zdrowotnych”.
Ponieważ sprawa za pośrednictwem Jana Józefa Szczepańskiego dotarła do Kiszczaka, minister przedłużył nagabywanemu Szczypiorskiemu urlop o kolejne 2 tygodnie.
* * *
Bardzo często uzyskanie deklaracji lojalności służyło Służbie Bezpieczeństwa kompromitowaniu bądź szantażowaniu danej osoby. Zastrzeżenia co do metod, jakimi posługiwali się funkcjonariusze SB przy nakłanianiu internowanych do podpisania deklaracji o lojalności (np. grożenie zwolnieniem z pracy, wywiezieniem na Syberię, utrudnieniem leczenia w ośrodku) zgłosił ministrowi sprawiedliwości Sylwestrowi Zawadzkiemu Frank Schmidt z Międzynarodowego Komitetu Czerwonego Krzyża.
