Pracownicy aparatu represji mieli świadomość, że w ich ręce dostaje się tylko część środków walki, które były w posiadaniu „leśnych” i członków siatek konspiracyjnych podziemia. Wiedzieli o tym z doniesień agentów, a także z brutalnych przesłuchań aresztowanych przeciwników władzy komunistycznej.
Jesienią 1948 r. w okolicach Niekłania, Odrowąża i Wielkiej Wsi (w powiecie koneckim) działała kilkunastoosobowa grupa złożona z byłych partyzantów i konspiratorów Armii Krajowej, w tym z oddziału kpt. Antoniego Hedy „Szarego”. Poszczególni członkowie grupy, kierowanej przez Henryka Dajera, zajmowali się przechowywaniem broni, prowadzeniem działań o charakterze wywiadowczym (rozpoznawanie aparatu bezpieczeństwa) oraz
„rozpowszechniali wrogą propagandę o zmianie ustroju w niedługim czasie”.
Grupa posiadała bunkry w pobliskich lasach. Jednak po kilku miesiącach, w maju 1949 r., działania operacyjne UB (m.in. z udziałem dwóch tajnych współpracowników) doprowadziły do zatrzymania członków grupy i odkrycia miejsc przechowywania broni i amunicji. Ilość znalezionej broni zaskoczyła funkcjonariuszy aparatu bezpieczeństwa – zarekwirowano m.in.: 2 ciężkie karabiny maszynowe, 41 ręcznych karabinów maszynowych (różnego typu), 23 pistolety maszynowe, 3 rusznice przeciwpancerne, 1 granatnik, 2 karabiny 10-strzałowe, 299 karabinów zwykłych (różnego typu), 6 zapasowych luf do rkm, 7 dysków z amunicją do rkm, 10 skrzyń z taśmą załadowaną do ckm, 45200 sztuk amunicji, 30 sztuk kostek trotylu, 50 sztuk zapalników. Ponadto znaleziono w ziemnym schowku aparat nadawczo-odbiorczy i 200 kg materiału wybuchowego.
30 lipca 1949 r. Wojskowy Sąd Rejonowego w Łodzi, na sesji wyjazdowej w Odrowążu, skazał na karę śmieci Henryka Dajera, Jana Wydrę i Franciszka Rurarza (w stosunku do Franciszka Rurarza Prezydent Bolesław Bierut skorzystał z prawa łaski i zmienił karę śmierci na 15 lat więzienia). Edward Stępień i Władysław Stępień skazani zostali na dożywotnie więzienie, a pozostałe sześć osób na kary wieloletniego pozbawienia wolności.
Niebezpieczne dla władzy „środowiska dziedziczące idee niepodległościowe”
Nie dziwi zatem, że dawni żołnierze Armii Krajowej i podziemia narodowego, partyzanci i konspiratorzy podziemia niepodległościowego i antykomunistycznego, aż do końca lat osiemdziesiątych poddawani byli nieustannej inwigilacji. Służba Bezpieczeństwa, zgodnie z wytycznymi Ministerstwa Spraw Wewnętrznych, traktowała setki byłych żołnierzy, partyzantów i konspiratorów jako „potencjalnie wrogi element” i prowadziła tzw. „aktywne rozpoznanie”. W sierpniu 1956 r. w Komitecie ds. Bezpieczeństwa Publicznego w Warszawie uznano, że
„tego rodzaju element przy pewnym doświadczeniu konspiracyjnym i swoich potencjalnych możliwościach odnośnie do nawiązywania kontaktów i uzyskania broni (zamelinowane magazyny) stosunkowo łatwo i szybko może reaktywować swoją wrogą działalność”.
Brak oficjalnych wystąpień ze strony powyższego „elementu” (czyli środowisk niepodległościowych) nie oznaczał wcale kapitulacji wobec władzy. O rozwoju sytuacji donosili agenci rozpracowujący wytypowane przez SB osoby. Sytuację „zagrożenia” sygnalizowano m.in. z terenów woj. kieleckiego. W piśmie zastępcy Komendanta MO ds. Bezpieczeństwa woj. kieleckiego ppłk. Mieczysława Stanisławskiego do I sekretarza Komitetu Wojewódzkiego Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej (z datą 16 października 1961 r.) m.in. czytamy:
„Z ostatnio uzyskanych materiałów operacyjnych wynika, że elementy wywodzące się z b[yłego] reakcyjnego podziemia w swej masie nie prowadzą wrogiej działalności. Większość z nich zachowuje się biernie, ograniczając się do dyskusji na temat skutków ewentualnego wybuchu wojny. Niemniej jednak w odosobnionych wypadkach notujemy fakty wrogich wypowiedzi, żywego nawiązywania kontaktów między sobą, wysłuchiwania i rozsiewania zasłyszanych wiadomości z radia państw kapitalistycznych oraz z góry liczenia i oczekiwania wojny, która według ich obliczeń przyniesie zwycięstwo USA, przy czym nie neguje się potęgi Związku Radzieckiego. Najbardziej jaskrawe momenty świadczące o »ożywieniu« zachowania się tych elementów notujemy w niektórych środowiskach takich powiatów jak: Pińczów, Starachowice, Sandomierz, Radom Jędrzejów, Skarżysko i Kielce oraz w pojedynczych wypadkach na pozostałym terenie. (…) Ob[ywatel] Władysław D. (…) zam. Opatów twierdzi, że w tym roku musi wybuchnąć wojna i dlatego należy się organizować aby w wypadku mobilizacji zamiast do wojska iść do lasu. Dalej miał on się wypowiedzieć, że on posiada broń jeszcze z okresu pobytu w bandzie [tak określano m.in. grupy i oddziały podziemia niepodległościowego działające po 1945 r. – RSK], gdyż wszystkiej nie zdał i w wypadku jakichkolwiek rozruchów w Polsce on wraz ze swymi kolegami weźmie się za Komitet Powiatowy PZPR i Komendę Powiatową MO w Opatowie”.
„Rozbrajanie terenu woj. kieleckiego”
Obawy wśród funkcjonariuszy SB budziły także uzasadnione podejrzenia o ukrywanie przez ludność broni. A broni tej, jak wykazały jeszcze lata 60., było dużo. Posiadali ją zarówno ludzie przypadkowi jak i uczestnicy walk z okupantem niemieckim oraz z „władzą ludową”. Przeprowadzone przez Milicję Obywatelską i Służbę Bezpieczeństwa w latach 50-tych i 60-tych akcje „rozbrajania terenu woj. kieleckiego”, z jednej strony mogły być odbierane jako przykłady skuteczności działań podejmowanych przez służby (wymierne korzyści w postaci odzyskanych setek sztuk broni palnej), ale z drugiej strony musiały wywoływać zaniepokojenie. Nielegalna broń ciągle była w rękach ludności.
W latach 1959-1963
„uzyskano przez dobrowolne zdanie lub podrzucenie około 1100 jednostek różnej broni, większą ilość amunicji i materiałów wybuchowych”.
W ciągu trzech następnych lat uzyskano 885 sztuk broni palnej (w tym 77 egzemplarzy broni maszynowej) a w 1967 r. jeszcze 313 jednostek broni (w tym 30 sztuk broni maszynowej). Na początku lat 60-tych agenci umieszczeni w środowiskach niepodległościowych ponownie wskazywali na
„wypowiedzi niektórych byłych członków reakcyjnych ugrupowań, zwłaszcza w okresach zaostrzonych sytuacji politycznych, że mają oni broń przechowaną i w odpowiednim dla siebie okresie mogą z tej broni skorzystać”.
Długie trwanie Polski Podziemnej
Przez następne lata Służba Bezpieczeństwa kontynuowała działania operacyjne wymierzone w „środowiska dziedziczące idee niepodległościowe”. Polegały one m.in. na:
„rozpracowywaniu i prowadzeniu przedsięwzięć profilaktycznych w odniesieniu do niektórych osób i grup”
spośród działaczy PPs-WRN, środowisk akowskich, winowskich i byłego podziemia narodowego
„które, w dalszym ciągu stoją na wrogich pozycjach”.
Szczególna uwagę funkcjonariusze SB mieli zwrócić na „elementy” wywodzące się z grup i oddziałów antykomunistycznego podziemia niepodległościowego, które
„są odpowiednio przeszkolone w zakresie wojskowym, stosunkowo młode i nierzadko jeszcze dysponujące nielegalnie posiadaną bronią palną”.
Nie ulega natomiast wątpliwości, że wielu konspiratorów i partyzantów podziemia niepodległościowego (z czasów II wojny światowej i po 1945 r.), rozproszonych w terenie, w sprzyjających okolicznościach gotowych było odpowiedzieć na wezwanie swoich dawnych dowódców. Towarzyszyło temu przekonanie, że działalność na rzecz odzyskania niepodległości rozpoczyna się od aktywności pojedynczych osób i małych, nielicznych grup.
Cenili niezwykle wysoko wierność ideałom z lat młodości i poczucie obowiązku wobec Ojczyzny, tradycji niepodległościowych i pamięci o swoich poległych dowódcach i towarzyszach walki. Z reguły działali samotnie, opierając się na zaufanym wąskim kręgu przyjaciół. Większość z Nich już nie żyje. Odeszli, zabierając ze sobą swoje tajemnice. Czasami badaczom podziemia niepodległościowego udaje się „dotknąć” tego swego rodzaju sprzysiężenia byłych akowców i członków powojennego podziemia niepodległościowego, napotykają oni jednak wszędzie przemilczenia, niejasności, niedopowiedzenia i zagadki.
