Mieszkańcy miast wywalczyli zgodę na rejestrację swojego niezależnego od władz komunistycznych związku zawodowego w następstwie strajków mających miejsce latem 1980 r. Mieszkańcy wsi takiej zgody wówczas nie uzyskali, chcąc więc odnieść podobny sukces, musieli rozpocząć własne protesty, za pomocą których skłoniliby przedstawicieli władz do ustępstw i wydania korzystnej dla siebie decyzji.
Strajk rolników w Bydgoszczy przeprowadzony był w oparciu o doświadczenia niezależnego ruchu chłopskiego działającego w drugiej połowie lat siedemdziesiątych, ale również na bazie wcześniejszych strajków rolniczych, które były prowadzone w innych częściach kraju na przełomie 1980 i 1981 roku. Mowa tutaj głównie o rozpoczętym 29 grudnia 1980 r. strajku okupacyjnym z Ustrzyk Dolnych i rozpoczętym 2 stycznia 1981 r. strajku okupacyjnym dawnej siedziby WRZZ w Rzeszowie. Strajkujących w Ustrzykach milicja usunęła z zajmowanych pomieszczeń siłą, co miało miejsce 12 stycznia 1981 r. Protestujący przenieśli się wówczas do pobliskiego Rzeszowa i tam kontynuowali swoją walkę. W planach władz komunistycznych było siłowe zakończenie również tego drugiego strajku, ostatecznie jednak od tego zamiaru odstąpiono, obawiając się rozprzestrzenienia się protestów na inne części kraju. Głośne wsparcie wyrażali bowiem rolnicy z innych województw, w Świdnicy w geście solidarności podjęto nawet głodówkę, a w Bydgoszczy i Grójcu zorganizowano duże uliczne manifestacje. W obliczu takiego obrotu spraw komuniści zdecydowali się na negocjacje, które ostatecznie zakończono podpisaniem porozumienia, co miało miejsce w nocy z 18/19 lutego 1981 r.
Przygotowania
Na mocy porozumienia rzeszowsko-ustrzyckiego rolnicy wywalczyli wiele spraw, ale nie zdołali wpisać do niego zgody na rejestrację własnego związku zawodowego. Od przedstawicieli władz otrzymali jedynie ustne zapewnienia, że to wkrótce nastąpi. Wobec ewidentnych uników i braku jakichkolwiek działań zmierzających do realizacji tej obietnicy, rolnicy postanowili wznowić protesty. Wybór padł na Bydgoszcz, która była w tym czasie silnym ośrodkiem niezależnego ruchu chłopskiego.
Jeszcze w lutym w Bydgoszczy zorganizowano dużą manifestację wsparcia dla rolników, a w nieodległym Inowrocławiu zamierzano przeprowadzić strajk głodowy rolników, w którym miało brać udział ponad 50 osób. Ostatecznie od tego ostatniego pomysłu odstąpiono, głównie pod wpływem nacisków ze strony przedstawicieli Kościoła. W kolejnym miesiącu rolnicy z ówczesnego województwa bydgoskiego wykazali się jednak większą determinacją i niezłomnością. 16 marca 1981 r. zajęli znajdującą się przy ul. Dworcowej 87 w Bydgoszczy siedzibę władz wojewódzkich Zjednoczonego Stronnictwa Ludowego i ogłosili w niej strajk okupacyjny. Prowadzili go przez ponad miesiąc, aż do momentu wywalczenia zgłoszonych przez siebie postulatów.
Zamiar zorganizowania w połowie marca 1981 r. strajku chłopskiego w Bydgoszczy nie zaskoczył lokalnych władz, ponieważ jej przedstawiciele już kilka tygodni wcześniej byli informowani przez Służbę Bezpieczeństwa o takich planach. W jednym z dokumentów SB czytamy:
„uczestnicy narady przyjęli projekt Romana Bartoszcze, by zorganizować w najbliższym czasie strajki okupacyjne w gmachach administracji państwowej w Bydgoszczy i Inowrocławiu. Jednak do chwili obecnej nie ujawniono szczegółów ani terminów tej akcji. Przewiduje się, że celem tego strajku będzie wywarcie presji na władze w sprawie zarejestrowania statutu »Solidarności Chłopskiej«. Konkretne decyzje w tej sprawie mają zostać podjęte na zjeździe w Poznaniu”.
Po zjeździe w Poznaniu, który miał miejsce na w dniach 8–9 marca, zapadła decyzja o radykalizacji działań. Już 12 marca rolnicy powołali w Bydgoszczy Wojewódzki Komitet Strajkowy, przekształcony później w Ogólnopolski Komitet Strajkowy. Jego celem miało być
„ostateczne rozwiązanie problemu kółek rolniczych, które winny być tylko organizacjami usługowo-gospodarczymi, a nie społeczno-zawodowymi”.
Rzeczywistym celem ogłoszenia gotowości strajkowej – co zresztą przyznawali sami rolnicy w opublikowanej przez siebie ulotce – była jednak nie tyle walka o kółka rolnicze, ale
„prawo uznania Niezależnego Samorządnego Związku Zawodowego Rolników Indywidualnych »Solidarność« jako jedynej społeczno-zawodowej reprezentacji rolników polskich”.
Jednocześnie rolnicy liczyli, że zdołają załatwić sprawę polubownie, bez potrzeby sięgania po rozwiązania strajkowe. Napisali nawet list do premiera Wojciecha Jaruzelskiego. W swoim piśmie rolnicy deklarowali, że nie zamierzają radykalizować swoich działań, ponieważ zbliżają się wiosenne prace polowe, którymi w spokoju chcieliby się zająć. Swój list do premiera kończyli słowami:
„Sądzimy więc, że nie odmówi Pan pomocy rolnikom, którzy spodziewają się od ludowego państwa sprawiedliwości dla ludu”.
Wezwania rolników do polubownego rozwiązania sporu i wydania zgody na rejestrację ich związku zawodowego pozostały jednak bez echa. Wobec powyższego zdecydowano o rozpoczęciu strajku okupacyjnego. Pierwotnie planowano zajęcie siedziby Wojewódzkiego Związku Kółek i Organizacji Rolniczych przy ul. Zygmunta Augusta 16 w Bydgoszczy. Dwa dni przed akcją rolnicy przybyli nawet do miasta, aby na miejscu zapoznać się z położeniem budynku, zabezpieczeniem wejścia do niego i rozplanowaniem poszczególnych pomieszczeń. Gdy jednak przybyli na miejsce 16 marca okazało się, że zastali pozamykane drzwi, bowiem pracownicy dostali tego dnia wolne od pracy. Było to następstwem zdobytych przez SB wyprzedzających informacji na temat planów strajkowych rolników.
W siedzibie ZSL
Zaskoczeni początkowo chłopi postanowili zmodyfikować swoje pierwotne plany i udać się do leżącej kilkadziesiąt metrów opodal kamienicy przy ul. Dworcowej 87, w której mieściła się siedziba ZSL. Około godz. 9.30 rozpoczęto strajk okupacyjny i ogłoszono powstanie Wojewódzkiego Komitetu Strajkowego w Bydgoszczy, na czele którego stanął Roman Bartoszcze. Antoni Kuś, który był jednym z uczestników protestu, w następujący sposób wspominał po latach początek strajku:
„Każdy wiedział, gdzie kto ma wejść i co zrobić. Część zablokowała wejście i schody, grupki rozeszły się po kolejnych piętrach do pokojów, a niektórzy zajęli się odcinaniem łączności. Do gabinetu prezesa WK ZSL, Antoniego Wesołowskiego z Mogilna, wszedł sam Stanisław Mojzesowicz. Przy sekretarce, pani Ewie Niedbalskiej, wyrwał sznur z gniazdka telefonicznego i oznajmił, że nikomu nie wolno nigdzie dzwonić, ani opuszczać budynku. Prezes był w swoim gabinecie, ale jakimś cudem znikł. Nawet mówiliśmy, że chyba miał jakieś tajne przejście. Był człowiek i od razu nie było człowieka. Spanikował”.
Wybór siedziby ZSL na miejsce strajku był być może spektakularny i symboliczny, ale jak się po czasie okazało także niepraktyczny i stwarzający wiele zagrożeń dla samych strajkujących. Witold Rak, rolnik z Grójca, który przyjechał w późniejszym czasie do Bydgoszczy, aby wspomagać w trakcie strajku swoich kolegów w następujący sposób opisał miejsce protestu:
„Strajk odbywał się w bardzo małym budynku, o niewielkiej klatce schodowej, gdzie siedziało i przebywało kilkuset ludzi. Panowała tam ciasnota, łatwo wszystko można było spacyfikować czy doprowadzić do jakiejś prowokacji, która mogłaby się bardzo źle skończyć dla nas wszystkich. […] Uważam, że nie jestem osobą lękliwą, ale wtedy, podczas tego strajku, gdy zobaczyłem ten budynek, autentycznie się bałem. Wystarczyłby jeden granat [hukowy], jedna świeca [dymna] wrzucona do środka mogła wywołać taką panikę, żebyśmy się tam nawzajem zadeptali”.
Po zajęciu siedziby ZSL rolnicy rozpoczęli pertraktacje z władzami, ale nie przynosiły one żadnych efektów. Do strajkujących przybywali przedstawiciele urzędu wojewódzkiego, ale nie mieli dla rolników żadnej oferty, a ponadto nie posiadali pełnomocnictw rządu do składania deklaracji związanych z wydaniem zgody na rejestrację rolniczej „Solidarności”.
Zaognienie kryzysu
W pierwotnym planie rolników rozpoczęcie strajku okupacyjnego miało m.in. wzmocnić pozycję negocjacyjną Jana Rulewskiego, który 19 marca wraz z ekipą związkowców i towarzyszących im rolników miał udać się do Urzędu Wojewódzkiego, aby wziąć tam udział w sesji Wojewódzkiej Rady Narodowej i w jej trakcie domagać się od władz wydania zgody na rejestrację rolniczej „Solidarności”. Finalnie osiągnięto jednak odwrotny skutek od zamierzonego. Zamiast wzmocnić nacisk na władze spowodowano jej usztywnienie i obawę, że zajęty zostanie kolejny budynek, tym razem siedziba wojewody. W efekcie, sesję WRN przedwcześnie przerwano, nie dopuszczając delegacji związkowej do głosu i tym samym nie pozwalając jej przedstawić swoich argumentów. Zaskoczeni związkowcy postanowili pozostać na sali posiedzeń, co faktycznie groziło rozpoczęciem strajku okupacyjnego w tym miejscu.
Po kilku godzinach nerwowego wyczekiwania, negocjacji i sporów władze zdecydowały się na siłowe rozwiązanie sporu. Do sali wkroczyły oddziały milicji, które usunęły związkowców na zewnątrz. W wyniku tych działań kilka osób zostało poszkodowanych, a trzy spośród nich znalazły się w szpitalu. Byli to przedstawiciele „Solidarności” pracowniczej w osobach jej przewodniczącego Jana Rulewskiego i jego współpracownika Mariusza Łabentowicza oraz przedstawiciel rolników Michał Bartoszcze, który był jednocześnie ojcem przywódcy rolniczego strajku z siedziby ZSL.
Co ciekawe, problem strajku rolniczego pierwotnie również zamierzano rozwiązać za pomocą siły. Kazimierz Barcikowski na posiedzeniu Biura Politycznego KC PZPR z 17 marca 1981 r. mówił:
„Dziś miały się odbyć rozmowy między przedstawicielami władz a „S[olidarnością]” w sprawie opuszczenia okupowanego lokalu ZSL. Ustalono, że jeśli rozmowy nie odniosą skutku, sekretarz ZSL odwoła się do władz porządkowych o pomoc w przerwaniu okupacji budynku. Sekretarz nie wezwał jednak MO”.
Wtórował mu Tadeusz Grabski:
„Była przyjęta dyrektywa, że zajęty budynek państwowy może być uwolniony od okupujących jeśli zainteresowani zwrócą się o pomoc do sił porządkowych. W Bydgoszczy sekretarz WK ZSL miał się zwrócić, ale stchórzył i sytuacja może się rozwinąć podobnie jak w Rzeszowie”.
Przedstawiciele resortów siłowych przygotowali nawet plan takich działań, któremu nadali kryptonim „Noteć”. Do Bydgoszczy udała się delegacja wysoko postawionych przedstawicieli komendy głównej MO, którzy mieli koordynować na miejscu przebieg akcji. Jednak wobec braku inicjatywy ze strony gospodarzy okupowanego obiektu, którymi byli przedstawiciele ZSL, a później także w efekcie oburzenia społecznego, które nastąpiło w następstwie wydarzeń w Urzędzie Wojewódzkim z 19 marca, władze musiały wycofać się ze swoich pierwotnych planów. Pozostały długotrwałe, trudne i żmudne negocjacje.
Strajkowa codzienność
Problem strajku w Bydgoszczy przykuł uwagę najważniejszych osób w państwie. Pochylali się nad nim zarówno premier, jak i wicepremier, kilku ministrów, a także przedstawiciele Biura Politycznego KC PZPR. Rozwój sytuacji był również uważnie śledzony przez przedstawicieli „Solidarności” z Lechem Wałęsą na czele. Ze względów oczywistych strajkujący rolnicy otrzymywali też wsparcie od bydgoskiej „Solidarności”. Przewodniczący Rulewski przebywał po pobiciu w szpitalu, więc początkowo nie mógł się osobiście angażować, ale wydelegował swojego zastępcę Krzysztofa Gotowskiego, aby wspierał rolników. Odwiedzał on ich często w zajętej siedzibie ZSL, a także kontaktował się z poszczególnymi komisjami zakładowymi NSZZ „Solidarność” w bydgoskich zakładach pracy, aby uzyskać ich poparcie dla strajkujących chłopów oraz pomoc na wypadek ewentualnej interwencji władz. Bydgoska „Solidarność” oddelegowała także kilka osób, które stale wspierały poczynania strajkujących rolników. Szczególnie aktywni byli w tym zakresie: Mariusz Łabentowicz (po wyjściu ze szpitala), Stanisław Lewandowski, Jarosław Wenderlich, Stefan Pastuszewski i Bogdan Guść.
Według szacunków SB podczas całego strajku w siedzibie ZSL zaangażowanych było łącznie około 250 osób, pochodzących praktycznie z całego kraju. Było to efektem odezwy wystosowanej przez Ogólnopolski Komitet Strajkowy, aby wszystkie wojewódzkie struktury rolniczej „Solidarności” przesyłały do Bydgoszczy swoich przedstawicieli. Przeważnie przyjeżdżały grupy liczące po dwie–trzy osoby, chociaż bywały też bardziej liczne delegacje. Przeważnie przebywali na miejscu przez kilka dni, wracali do domu, a na ich miejsce przyjeżdżały kolejne osoby. Wśród strajkujących były jednak także osoby, które uczestniczyły w nim sposób ciągły. Z oczywistych względów byli to mieszkańcy województwa bydgoskiego. Według dokonanych przez SB szacunków było 25 takich osób, w tym: Piotr Bartoszcze, Roman Bartoszcze, Zdzisław Burczyński, Andrzej Chrzanowski, Józef Dernoga, Tadeusz Drążyk, Kazimierz Dudek, Władysław Dudek, Zbigniew Gedowski, Jerzy Goryński, Witold Hatka, Telesfor Horodecki, Jerzy Klinger, Józef Koczeń, Eugeniusz Kowalski, Eleonora Kurowska, Tadeusz Kwiatoń, Urban Matuszewski, Stanisław Mojzesowicz, Jan Panaszczyk, Marek Pasturczak, Józef Piłat, Józef Waźbiński, Andrzej Wołowski, Józef Żak.
Niektóre z przybyłych z innych części kraju osób odgrywały istotną rolę w strajkowej codzienności. Przykładem może być Kazimiera Micherda z Witkowic w województwie bielskim, która po przybyciu do Bydgoszczy prawie przez miesiąc pełniła funkcję sekretarki Ogólnopolskiego Komitetu Strajkowego. Na podkreślenie zasługuje w tym miejscu również postawa miejscowych działaczy, którzy równie aktywnie angażowali się w działalność strajkową. Do szczególnie aktywnych osób należeli m.in. Eleonora Kurowska, która prowadziła Biuro Prasowe Strajku oraz Tadeusz Jakubek, który był rzecznikiem prasowym strajkujących rolników, upoważnionym do udzielania w ich imieniu wywiadów oraz współredagowania komunikatów strajkowych.
W trakcie strajku obserwować można było różnego rodzaju przejawy wsparcia dla protestujących rolników. Przywożono dla nich żywność, organizowano dla nich zbiórki pieniędzy, ale również pomoc sąsiedzką polegającą na wykonywaniu bieżących prac polowych oraz opiece nad inwentarzem żywym osób biorących udział w strajku. Przywoływany już Antoni Kuś wspominał:
„Od następnego dnia pobytu w [siedzibie] ZSL-u, kiedy nie tylko po mieście, ale i po całej Polsce rozeszła się wieść, co zrobiliśmy, ludzie z »Solidarności« zaczęli nam znosić śpiwory, koce, herbatę, kawę itd. Aż takiego odzewu nigdy byśmy się nie spodziewali. Z dnia na dzień takich ofiarodawców przybywało. Oprócz wyrazów solidarności i zachęty do wytrwania, przywożono nam ze wsi nawet całe połówki świń. Piekarze dostarczali codziennie świeży chleb, a różni ludzie mleko, herbatę, napoje, kompoty. Kto wtedy słyszał, żeby w marcu jeść pomidory? A my mieliśmy, całe walizy przywiezione spod Warszawy. W krótkim czasie zebrał się tego spory zapas. W piwnicy była stołówka i kuchnia ZSL-u, tam to wszystko gromadziliśmy i wydelegowani ludzie pichcili dla wszystkich posiłki, najczęściej zupy”.
W celu wzmocnienia swojej pozycji przedstawiciele Komitetu Strajkowego zwrócili się o pomoc do przedstawicieli Kościoła. Z namaszczenia biskupa Jana Michalskiego i prymasa Stefana Wyszyńskiego do strajkujących przybył ks. Bogusław Jerzycki, który od tej pory aktywnie ich wspierał. Duchowny cieszył się dużym zaufaniem protestujących, wyrazem czego było dopuszczenie go do udziału w naradach kierownictwa strajku. Ksiądz Jerzycki odprawiał również dla strajkujących nabożeństwa, towarzyszyli mu w tym inni duchowni, w tym tacy jak ks. Tadeusz Dzięgiel, ks. Benon Kaczmarek, ks. Mieczysław Bieliński i ks. prałat Józef Majchrzak. Rolnicy otrzymywali również wsparcie ze strony biskupów sufraganów gnieźnieńskich Jana Michalskiego i Jana Czerniaka, którzy przyjechali nawet kilkakrotnie do Bydgoszczy, aby osobiście odprawić tutaj msze święte. W ceku podkreślenia związków z Kościołem i katolicyzmem strajkujący w widocznym miejscu okupowanej przez siebie siedziby ZSL wywiesili krzyż, obraz Matki Boskiej Częstochowskiej oraz portret Jana Pawła II.
Wsparciem dla strajkujących były również odwiedziny znanych przedstawicieli „Solidarności” takich jak m.in. Lech Wałęsa, Anna Walentynowicz czy Jacek Kuroń. Informowano o nich za pomocą gazetek związkowych. Chcąc nagłośnić swoje postulaty z okien okupowanego budynku ZSL wystawiono głośniki, za pomocą których informowano mieszkańców o celach podjętego protestu, a także o postępach negocjacji prowadzonych z władzami. Wydawano również ulotki i gazetki za pomocą których również rozprzestrzeniano informacje o strajku. Dla wzmocnienia efektu zaczęto również drukować plakaty, którymi obklejono wkrótce ściany wielu budynków w mieście i regionie. Szczególnie dużo plakatów zawisło na ścianie kamienicy, w której odbywał się strajk.
Do zwycięskiego końca
Nie mogąc w nieskończoność przeciągać strajku władze musiały się ugiąć i podjąć rozmowy ze strajkującymi rolnikami. 3 kwietnia 1981 r. do Bydgoszczy przybyła komisja rządowa z wiceministrem rolnictwa Andrzejem Kacałą na czele. Rozmowy niczego nie rozstrzygnęły, ale były sygnałem, że sprawy idą w dobrą stronę. W celu wzmocnienia swojego stanowiska 6 kwietnia rolnicy udali się do Warszawy, aby spotkać się z przedstawicielami władz: sekretarzem KC PZPR, a zarazem przewodniczącym Klubu Poselskiego PZPR i członkiem Biura Politycznego Kazimierzem Barcikowskim, prezesem ZSL Stanisławem Gucwą oraz wicemarszałkiem Sejmu PRL Haliną Skibniewską. W trakcie spotkania rozmawiano głównie na temat rejestracji NSZZ RI „Solidarność”. Kolejnego dnia przedstawiciele komitetu strajkowego wzięli udział w posiedzeniu nadzwyczajnej komisji sejmowej do spraw realizacji porozumień ze strajkującymi robotnikami z lata poprzedniego roku. W trakcie posiedzenia posłowie wysłuchali rolników i przyjęli ich postulaty, w tym m.in. ten, który dotyczył wydania zgody na rejestrację rolniczej „Solidarności”.
Równolegle z rozmowami władze komunistyczne starały się również rozbijać środowisko uczestników chłopskiego strajku, poprzez rozpuszczanie różnych plotek na temat jego uczestników. Przykładowo, w celu skompromitowania Urbana Matuszewskiego wykorzystywano fakt, iż był on kuzynem wicepremiera Mieczysława Rakowskiego. Sugerowano, że jest on nielojalny wobec swoich kolegów, ponieważ o wszystkich zamierzeniach strajkujących informuje swojego krewnego. Z kolei, Stanisława Mojzesowicza pomawiano o dostarczanie informacji o strajku Służbie Bezpieczeństwa. W trakcie trwania strajku „nieznani sprawcy” podpalili stodołę Romana Bartoszcze, a Piotr Bartoszcze otrzymywał telefonie groźby, w których nieznana mu osoba informowała, że „powybijają mu szyby w mieszkaniu, a następnie go załatwią”.
Dezintegracyjne działania tego typu okazały się nieskuteczne. Strajkujący nie dali się złamać i w całości wytrwali do końca protestu.
Przedstawiciele strajkujących starali się wywierać nacisk na władze również za pomocą wydawanych przez siebie komunikatów. W jednym z nich napisano:
„Jesteśmy oburzeni tym nowym dowodem lekceważenia klasy chłopskiej. Jest to widać sposób rządu na rozwiązanie konfliktów ze społeczeństwem. Czy można traktować poważnie i darzyć szacunkiem kogoś, kto najpierw oświadcza, że negocjacja jest jedyną metodą likwidacji spraw spornych, a w konkretnym przypadku głuchnie i ślepnie na wszelkie objawy społecznego niezadowolenia”.
Była to odpowiedź na fakt ociągania się przez władze do podjęcia się kolejnych negocjacji. Widząc jednak, że ciągłe odwlekanie rozmów działa raczej na niekorzyść władz niż strajkujących, przedstawiciele strony komunistycznej postanowiły w końcu zamknąć sprawę. Sprawa była dla władz o tyle groźna, że rolnicy planowali rozszerzyć protest na inne miejscowości. 15 kwietnia zajęli w tym celu budynek ZSL w Inowrocławiu. Podobny protest zainicjowano w Częstochowie, a zapowiedziano rozpoczęcie kolejnych.
Na wieść o takim rozwoju sytuacji władze zdecydowały się na pilne rozmowy, które zakończyły się ostatecznie 17 kwietnia 1981 r. zawarciem porozumienia między komitetem strajkowym rolników a stroną rządową. W rozmowach po stronie rządowej uczestniczyli: minister Stanisław Ciosek, wiceminister rolnictwa Andrzej Kacała, doradca ministra ds. związków zawodowych Zbigniew Piesiewicz i wicedyrektor Wydziału Rolnictwa Urzędu Wojewódzkiego w Bydgoszczy Ludwik Skowronek. Obecny był także sekretarz WK ZSL w Bydgoszczy Antoni Duraj. Strajkujących reprezentowali: Roman Bartoszcze, Witold Hatka, Gabriel Janowski, Kamil Matuszewski, Urban Matuszewski, Stanisław Mojzesowicz, Wojciech Obernikowicz, Tadeusz Szymańczak, Józef Ślisz oraz przewodniczący MKZ NSZZ „Solidarność” w Bydgoszczy – Jan Rulewski. W charakterze doradców komitetu strajkowego występowali Bolesław Banaszkiewicz i dr hab. Błażej Wierzbowski.
Trwający ponad miesiąc strajk rolników w Bydgoszczy przyczynił się niewątpliwie do wydania przez władze komunistyczne zgody na rejestrację rolniczej „Solidarności” i jej sądową legalizację, która nastąpiła ostatecznie w maju 1981 r. Bez jego przeprowadzenia władze przeciągałyby swoją decyzję jeszcze wiele miesięcy, a kto wie czy wydały by ją w ogóle – biorąc pod uwagę, że równolegle prowadziły przygotowania do wprowadzenia w Polsce stanu wojennego. Dzięki determinacji bydgoskich rolników przedstawiciele środowisk wiejskich mogli przynajmniej przez kilka miesięcy cieszyć się z posiadania własnej legalnej organizacji, które ich reprezentowała i za pomocą której mogli walczyć o prawa mieszkańców wsi.
