Nie wspomniał też o Teleranku gen. Wojciech Jaruzelski, który tego dnia miał „całodzienny dyżur” w krajowych mediach. Mimo tego, czy komuś się to podoba czy nie, już na zawsze będą kojarzone z wprowadzeniem w Polsce stanu wojennego, nie tylko dzieciom z tego okresu. A pustka, jaką spowodował brak ulubionej audycji, jest chyba najlepszym dowodem jej popularności w owym czasie.
Kogut z telewizora
Kiedy 17 września 1972 r. w ramówce telewizyjnej pojawiła się pozycja „Dla młodych widzów: Teleranek”, zapewne żaden z jej autorów nie przewidywał, że stworzą coś co w dzisiejszych czasach określa się modnym słowem „kultowe”. Nie było to konieczne, bo jeśli spojrzy się na telewizyjny rozkład niedzielnego poranka to, powiedzmy sobie wprost, konkurencja nie była zabójcza. Dzień rozpoczynały pewnie potrzebne, ale odrobinę męczące dla przeciętnego Polaka, kurso-poradniki dla rolników, więc obdarowani wolnym czasem posiadacze Neptunów, Rubinów czy Ametystów chętnie obejrzeliby cokolwiek innego, zatem funkcjonujące do tej pory w tym paśmie „Zrób to sam”, „Niewidzialną rękę” i „Klub pancernych” śledziły nie tylko osoby niepełnoletnie. Niemniej pomysłodawca programów Maciej Zimiński oraz reżyser Joanna Koenig uznali, że trzeba je nieco obudować, aby z ekranu popłynęło trochę więcej życia.
Program emitowany od lat 60. do początku 80. XX w. stał się podstawą Teleranka. Punktualnie o godz. 9.00 w każdąniedzielę na płot wskakiwał kogut, by oznajmiać młodemu widzowi, że już czas wstawać.
Pierwszy z tej dwójki to postać jakby nie pasująca do PRL. Laureat licznych odznaczeń państwowych, członek PZPR, a z powołania nauczyciel i harcerz, za cel swojego życia obrał sobie zarażanie młodzieży czynieniem dobra. Najpierw jako dziennikarz tygodnika „Świat Młodych”, potem redaktor programów dziecięco-młodzieżowych Telewizji Polskiej. To właśnie on uczył dzieci późnego Gomułki, a później Gierka altruizmu w programie, w którym trzeba było wykonywać zadania polegające na bezinteresownym pomaganiu, zwłaszcza osobom starszym i chorym, w ten sposób, aby nie dać się zobaczyć, na miejscu pozostawiając tylko znak odbitej dłoni. „Niewidzialna ręka to także Ty”, słyszeliśmy na koniec.
Program emitowany od lat 60. do początku 80. XX w. stał się podstawą Teleranka. Punktualnie o godz. 9.00 w każdąniedzielę na płot wskakiwał kogut, by oznajmiać młodemu widzowi, że już czas wstawać. Ciekawe, że na początku był to podobno żywy ptak, zastąpiony dopiero po dwóch latach animowaną wersją. Jej twórczynią była Joanna Zacharzewska, utalentowana grafik i reżyser przez wiele lat pracująca w Studio Miniatur Filmowych w Warszawie. Mimo że w swoim dorobku ma udział w licznych produkcjach, to właśnie czołówka Teleranka pozostaje jej główną wizytówką.
Zmiany w formule, ciągłość w popularności
Przez lata funkcjonowała opinia, że godzina wybrana na rozpoczęcie audycji posiada też swoje drugie dno. Podobno miała być to część strategii Biura Politycznego w walce z kościołem katolickim, polegająca na odciągnięciu ludzi od udziału w cotygodniowej mszy świętej, od której jak wiadomo lwia część Polaków zaczynała niedzielny dzień. Z perspektywy czasu można powiedzieć, że summa summarum całkowicie nieudana, ale faktem pozostaje, że w swoim prosperity Teleranek potrafił gromadzić przed telewizorami ponad 10 milionów ludzi! Niemniej tezę taką mogłaby również potwierdzać ówczesna ramówka, bowiem po obudzeniu przez koguta i spółkę całe przedpołudnie wypełniały obywatelowi dość interesujące jak na ówczesne standardy pozycje, czyli hitowe seriale, ciekawe dokumenty czy koncert życzeń.
Godzina rozpoczęcia pozostała nietykalna aż do końca PRL, natomiast zmieniała się formuła Teleranka. Pojawiły się nowe pozycje, a współpracę z programem zaczęło wiele znanych nazwisk ze świata literatury, teatru, filmu, muzyki i sportu, m.in. legendarny rysownik Szymon Kobyliński, współautor licznych przebojów Jacek Cygan czy bardzo znany zespół dziecięcy „Gawęda”. Pojawiali się kawalerowie Orderu Uśmiechu, choć akurat Michaiła Gorbaczowa nie udało się namówić na wypicie soku z cytryny przed kamerą. Z kolei dzięki Telerankowi wielką gwiazdą Telewizji stał się późniejszy laureat tej nagrody Tadeusz Broś, który z bijącym wówczas rekordy popularności boysbandem Papa Dance nagrał przebój „Na dzień dobry jestem dobry”. Całość zwykle wieńczył kolejny odcinek serialu dla młodzieży w „Kinie Teleranka” i trzeba powiedzieć, że tygodniowe oczekiwanie na to co się stanie z Pippi Langstrumpf, psem Lessie czy piękną Arabelą bardzo się dłużyło.
Zimiński próbował zarazić dzieci bezpieczną jazdą na dwóch kółkach, organizując telewizyjny kurs na kartę rowerową. Za tę inicjatywę został zresztą nagrodzony swoistym „medalem kolaboranta” – 3 lutego 1970 r. stał się honorowym członkiem ORMO d/s ruchu drogowego.
Urodzony pedagog, jakim był Maciej Zimiński, nie zapominał też o roli kultury fizycznej w kształtowaniu młodych charakterów, więc do udziału w Teleranku zaprzęgnięci zostali wybitni przedstawiciele działu sportowego Telewizji. Redaktor Jerzy Mrzygłód patronował na przykład rozgrywkom hokejowym „O złoty krążek”, a Tomasz Hopfer stał się pomysłodawcą akcji „Bieg ku słońcu”. Z kolei znakomity komentator Włodzimierz Szaranowicz cyklem gawęd o sporcie debiutował w ogóle przed szklanym ekranem, bo do tej pory był znany głównie słuchaczom Polskiego Radia. Sam Zimiński już parę lat wcześniej próbował zarazić dzieci bezpieczną jazdą na dwóch kółkach, organizując telewizyjny kurs na kartę rowerową. Za tę inicjatywę został zresztą nagrodzony swoistym „medalem kolaboranta”, bowiem 3 lutego 1970 r. stał się honorowym członkiem ORMO d/s ruchu drogowego.
* * *
Z końcem Polski Ludowej popularność Teleranka zaczynała spadać. Posiadacze telewizji satelitarnej zachłysnęli się zachodnimi programami i nie inaczej było z dziećmi. Dość szybko telewizja państwowa zyskała prywatnych konkurentów, którzy rychło dostrzegli, że wychowanie swojego widza trzeba rozpocząć od najmłodszych lat. Na dodatek programowi zaczęły przytrafiać się wpadki. Najbardziej spektakularna dotyczyła piosenki „Lizak” Jacka Skubikowskiego, której słowa dzieci i dorośli interpretowali zupełnie inaczej. Z kolei w 2002 r. jeden z gości zachęcał do założenia pamiętnika internetowego, ale okazało się, że strona, do której odesłano widzów, zawiera treści gejowskie. W rezultacie przeżywająca kłopoty finansowe Telewizja Polska zdecydowała w 2009 r. o zaprzestaniu nadawania audycji. Co prawda ponad 6 lat później program próbowano reaktywować, ale rynek brutalnie zweryfikował ten pomysł i dziś po magazynie, który wychował miliony, pozostało już tylko piękne wspomnienie…
