Związki społeczności żydowskiej z Tyczynem sięgają połowy XVI w. Pierwsze cztery rodziny żydowskie mieszkały w tym mieście co najmniej od 1566 r. W kolejnych wiekach ich liczba sukcesywnie zwiększała się. W 1765 r. w okręgu kahalnym Tyczyna mieszkało 586 Żydów, zaś w samym mieście 375 (27,7 % ogółu mieszkańców). Pod koniec XIX w. liczba ta zwiększyła się prawie dwukrotnie i wynosiła 735 osób. Tendencja wzrostowa miała również miejsce w dwudziestoleciu międzywojennym. Według spisu powszechnego z 1921 r. Tyczyn liczył 3095 mieszkańców. Pod względem wyznaniowym najwięcej, bo 2134 osób (69 % ogółu mieszkańców), stanowili rzymscy katolicy (Polacy), kolejni w zestawieniu byli wyznawcy religii mojżeszowej (Żydzi) liczący 957 osób (30,9 %) oraz grekokatolicy (Ukraińcy) w liczbie zaledwie czterech (0,1 %).
W II RP Tyczyn był niewielkim miastem, wielokulturowym i wielonarodowościowym, związanym administracyjnie i gospodarczo z pobliskim Rzeszowem. Na czele miasteczka stał burmistrz, wybierany przez dwunastoosobową Radę Miejską. Jednocześnie Tyczyn był także siedzibą wójta gminy zbiorowej.
Przed wybuchem II wojny światowej w Tyczynie mieszkało około 900 Żydów, którzy stanowili niespełna 28 % mieszkańców miasta.
Dla miejscowej ludności polskiej i żydowskiej miasteczko stanowiło lokalny ośrodek rzemiosła i handlu, w dużej mierze nastawiony na potrzeby mieszkańców pobliskich wsi. Tyczyński rynek prawie w całości zamieszkany był przez Żydów, którzy w kamienicach i domach wokół prowadzili mniejszy lub większy handel, stanowiący ich główne źródło utrzymania. Według wspomnień mieszkańca Tyczyna Antoniego Mikruta, Żydzi handlowali
„wszystkim, co tylko było potrzebne do życia na co dzień […]. Klientami, szczególnie tych mniejszych sklepików, byli ludzie wiejscy, niekiedy bardzo biedni, którzy zamiast gotówki przynosili różne produkty, np. jajka, drób, przetwory mleczne [czy] suszone grzyby. Wówczas odbywał się handel wymienny na podstawowe artykuły, jak sól czy cukier, ale również na niektóre artykuły potrzebne w gospodarstwie, np.: gwoździe, powrozy, łańcuchy”.
Na terenie Tyczyna prowadziła działalność gmina żydowska, która swoim zasięgiem obejmowała miejscowości: Biała, Błędowa Tyczyńska, Borek Nowy, Borek Stary, Brzezówka, Budziwój, Chmielnik, Dylągówka, Grzegorzówka, Hadle, Hermanowa, Hucisko, Hyżne, Jawornik, Kielnarowa, Lecka, Lubenia, Lutoryż, Matysówka, Przedmieście Jawornickie, Siedliska, Słocina, Sołonka, Straszydle, Szklary, Tyczyn, Widaczów, Wola Rafałowska, Zabratówka i Zalesie. Tyczyński kahał utrzymywał dwie synagogi i znajdujący w południowo-zachodniej części miasta cmentarz żydowski, będący miejscem spoczynku m.in. Eliezera i Miruszy Lipmanów – rodziców słynnego cadyka Elimelecha z Leżajska.
II wojna światowa i nastanie okupacji niemieckiej
Przed wybuchem II wojny światowej w Tyczynie mieszkało około 900 Żydów, którzy stanowili niespełna 28 % wszystkich mieszkańców tego miasta. Pierwsze oddziały niemieckie wkroczyły do Tyczyna 9 września 1939 r. około godz. 14. Według tekstu pt. Tyczyn w okresie okupacji hitlerowskiej (1939-1944) autorstwa Tadeusza Kowalskiego i Bolesława Piotrowskiego:
„na murach miasta oblepiono plakaty obwieszczające „nowy porządek” zabraniając mieszkańcom zgromadzeń ulicznych oraz udzielania pomocy żołnierzom Wojska Polskiego. Nakazano przy tym obywatelom złożyć wszelką broń, radioodbiorniki itp. Już w pierwszych dniach okupacji obrabowano tutejsze sklepy żydowskie”.
W mieście wprowadzono także rozpoczynającą się od 21:00 godzinę policyjną.
Tyczyn po nastaniu okupacji niemieckiej stał się siedzibą gminy zbiorowej będącej integralną częścią starostwa okupacyjnego w Rzeszowie (Kreishauptmanschaft Reichshof) dystryktu krakowskiego, którą kierował burmistrz Jerzy Heuchert. Poza strukturami lokalnej administracji terenowej, okupant niemiecki zorganizował także jednostki siłowe, które miały czuwać i zapewnić należyty „ład” na podległym obszarze. Na terenach wiejskich i mniejszych miastach powołano wówczas policję granatową (Polonishe Polizei) i żandarmerię niemiecką, wchodzącą w skład Policji Porządkowej (Ordnungspolizei). W Tyczynie utworzono posterunek policji granatowej nadzorowany przez punkt oparcia żandarmerii (Stützpunkt) w Błażowej dowodzony przez leutnanta Konrada Bezolda, a także trzyosobowe einzatzkommando w składzie meister Franz Lennartz (dowódca), Willi Pickard i [N.] Rajnowsky, podporządkowane posterunkowi żandarmerii (Gendarmerie Posten) w Rzeszowie.
Tyczyński rynek prawie w całości zamieszkany był przez Żydów, którzy w kamienicach i domach wokół prowadzili mniejszy lub większy handel, stanowiący ich główne źródło utrzymania.
Od jesieni 1939 r. polityka niemiecka wobec miejscowej ludności miała zdecydowanie represyjny charakter. Od początku okupacji władze niemieckie stosowały terror i przemoc wobec miejscowej ludności. 8 listopada 1939 r. rozstrzelani zostali Wincenty Gutkowski i Wilhelm Różkiewicz. Ten ostatni był znanym działaczem społeczno-politycznym w Tyczynie i byłym kierownikiem szkoły. Obydwaj aresztowani zostali przez Niemców w październiku 1939 r. w ramach szerszej akcji wymierzonej w inteligencję na terenie Rzeszowa i okolic. Podobny los z początkiem 1940 r. spotkał także Władysława Mazurka i Zbigniewa Majkę, miejscowych studentów, byłych członków Związku Polskiej Kształcącej się Młodzieży.
Od stycznia 1940 r. Niemcy przystąpili w Tyczynie także do grabieży mienia i dóbr kultury. Z miejscowego kościoła pw. św. Katarzyny Aleksandryjskiej i Trójcy Przenajświętszej zarekwirowano na potrzeby armii niemieckiej dwa dzwony, spalono także okazały księgozbiór miejscowej biblioteki żydowskiej. Równie dotkliwe były obciążenia kontyngentowe, które na terenie Tyczyna i okolic odczuły gospodarstwa małorolne, stanowiące największą ich ilość. Chłopi zmuszeni byli oddawać pod karą więzienia lub chłosty kontyngenty w postaci mleka, zboża i żywca. Niewielkie gospodarstwa, nie dysponujące nadwyżkami zbóż, nierzadko musiały dokupywać produkty rolne i inne środki żywności by oddać kontyngent i wyżywić rodzinę. W tej grupie w dość krótkim czasie nastąpiło duże zubożenie.
Represje na ludności żydowskiej
Po wkroczeniu pierwszych jednostek niemieckich do Tyczyna miały miejsce wypadki bicia Żydów przez żołnierzy i dewastacji sklepów żydowskich. W 1940 r. na terenie miasta zorganizowany został Judenrat. Jego przewodniczącym został Mosze Goldman, zaś sekretarzem Jakub Eisen. Siedziba tyczyńskiej rady mieściła się w rynku w domu Tuchmana. Utworzenie Judenratu miało wprowadzić społeczeństwo w błąd, sugerując, że oto niemiecka władza okupacyjna zapewniła Żydom samodzielną możliwość organizowania sobie życia.
Od jesieni 1939 r. polityka niemiecka wobec miejscowej ludności miała zdecydowanie represyjny charakter. Od początku okupacji władze niemieckie stosowały terror i przemoc wobec miejscowej ludności.
Jedną z pierwszych decyzji rady było przeprowadzenie rejestracji wszystkich Żydów zamieszkałych w Tyczynie i okolicy, którzy ukończyli 12 rok życia. Ewidencja służyła przede wszystkim ustaleniu zawodu i aktualnego miejsca pracy. W wyniku dokonanej weryfikacji każdy z bezrobotnych Żydów kierowany był do ciężkich prac m.in. w rolnictwie, przy budowie dróg i czy osuszaniu bagien. Wraz z początkiem 1940 r. tyczyńscy Żydzi zostali wyrugowani przez okupanta niemieckiego z życia gospodarczego poprzez pozbawienie ich warsztatów i sklepów, zaś w czerwcu tego samego roku zabroniono im wyjazdu z Tyczyna do Rzeszowa bez specjalnych przepustek.
W maju 1941 r. w Tyczynie przebywało 953 Żydów. Z liczby tej 250 osób przybyło tu 15 grudnia 1940 r. z Kalisza i Łodzi. Część z nich, głównie mężczyzn, jeszcze w czerwcu 1941 r. deportowano do niemieckiego obozu pracy w Babicach.
„Aktion Reinhardt”
Apogeum zbrodni okupanta niemieckiego na niewinnej ludności żydowskiej nastąpił w 1942 r. wraz z realizacją zbrodniczej Aktion Reinhardt, której celem było wymordowanie wszystkich Żydów z Generalnego Gubernatorstwa i Okręgu Białostockiego. Wraz z jej rozpoczęciem w marcu 1942 r. do Tyczyna zwieziono Żydów z okolicznych wsi, których ulokowano w nowopowstałym getcie otwartym – a więc nieogrodzonym i niestrzeżonym. Każdy z nich zaopatrzony był jedynie w najpotrzebniejsze rzeczy i nieco żywności. Niemcy w tym samym miesiącu pod groźbą kary śmierci zabronili Żydom opuszczać getto w Tyczynie.
Żydzi mieli trzy dni na opuszczenie getta w Tyczynie i przeniesienie się do getta w Rzeszowie.
Na terenie miasta rozplakatowano wówczas niemieckie afisze, zabraniające miejscowej ludności pod groźbą kary śmierci udzielania pomocy Żydom. Jednocześnie dla podtrzymania atmosfery terroru i strachu w Tyczynie rozstrzelano na miejscowym kirkucie 14 Żydów. W tym niewielkim getcie Żydzi przebywali do końca czerwca 1942 r. Wówczas, na mocy lokalnego rozporządzenia dowódcy SS i policji, każdy z nich miał opuścić getto otwarte i przenieść się do pobliskiego getta w Rzeszowie. Wszystkim deportowanym okupant niemiecki zapewnił chłopskie podwody, za które jednak Żydzi musieli zapłacić.
Zapewne większość z Żydów domyślała się wówczas prawdziwych intencji okupanta niemieckiego i swojego losu. W swoim artykule pt. Tyczyn w okresie okupacji hitlerowskiej… Tadeusz Kowalski i Bolesław Piotrowski zapisali:
„wolno im było zabrać wszystko, co chcieli, a na wozach pozwolono jechać jedynie starcom, niedołężnym i dzieciom. Zdrowi Żydzi musieli iść obok wozu oczywiście pod eskortą Niemców. Bito ich przy tym i obrzucano wulgarnymi słowami”.
Żydzi mieli trzy dni na opuszczenie getta w Tyczynie i przeniesienie się do getta w Rzeszowie.
Ich deportacja miała miejsce w dniach od 25-27 czerwca 1942 r. W jej trakcie śmierć poniosło kilku Żydów, w tym niejaki Berl Kuflik. Niespełna dwa tygodnie później 7 lipca 1942 r. nastąpił pierwszy etap likwidacji rzeszowskiego getta, które podzielono wówczas na cztery części, skąd kolejno deportowano Żydów. Jego tragiczny i krwawy przebieg w swojej książce Losy Żydów rzeszowskich 1939-1944. Kronika tamtych dni opisał Franciszek Kotula:
„Mieszkańców Rzeszowa już rano obudziły odgłosy wystrzałów, wkrótce okazało się, że zabijano Żydów, którzy próbowali się ukryć albo uciec. Wkrótce na placu przy ul. Kopernika i Żeromskiego spędzono kilka tysięcy ludzi w tym także starych, zniedołężniałych i chorych. Każdy z nich musiał stanąć przed komisją, która odbierała im jedzenie, bagaże, chustki, płaszcze, ci którzy nie chcieli oddać swoich rzeczy byli bici. […] Starców i chorych policyjne auto co chwila wywoziło do lasów głogowskich i tam rozstrzeliwano. Pozostali od godz. 4.[00] rano byli przetrzymywani na placu, bez jedzenia w 40 stopniowym upale. Po godzinie 15.[00] rozpoczęła się »wywózka«. Pochód około 2500 osób ruszył w stronę stacji kolejowej Staroniwa przez ulicę Grunwaldzką, Matejki, obok Kościoła Farnego i poczty przy Moniuszki. Podczas drogi cały czas bito, popychano i zabijano idących ludzi. […] Na stacji umieszczano stłoczonych ludzi w bydlęcych wagonach. Przed odjazdem podano wodę, o którą stłoczeni w wagonach zaciekle walczyli. Cała akcja zakończyła się około godz. 18[.00]”.
Kolejne trzy niemieckie akcje likwidacyjne ponowiono w dniach 10, 14 i 17 lipca 1942 r. W porównaniu z pierwszym etapem, te miały spokojniejszy przebieg, choć także i tym razem nie obyło się bez ofiar. W trakcie tych czterech lipcowych akcji do niemieckiego obozu zagłady w Bełżcu deportowano około 16.500 Żydów, zaś niezdolnych do transportu, a więc osoby stare i kalekie, wymordowano w lesie Bór koło Głogowa Małopolskiego. Wśród ofiar lipcowych zbrodni byli także Żydzi z Tyczyna.
Po deportacji tyczyńskich Żydów, decyzją okupanta niemieckiego w połowie lipca 1942 r. rozebrano bożnicę i niektóre domy żydowskie, zlikwidowano również miejscowy kirkut, zaś macewami wybrukowano tamtejszy rynek.
Pomoc Polaków dla ludności żydowskiej
Latem 1942 r. niektórzy z miejscowych Żydów, mając świadomość losu jaki ich czeka, podjęło dramatyczną walkę o życie, kryjąc się w lasach, polach i zabudowaniach sąsiadów, za ich zgodą, a czasami także bez wiedzy gospodarzy. Od 15 października 1941 r. na terenie Generalnego Gubernatorstwa weszło w życie Trzecie rozporządzenie żydowskie o ograniczeniu pobytu w Generalnym Gubernatorstwie. Na mocy tegoż aktu prawnego karą śmierci karano wszystkich Żydów, którzy bez stosownego upoważnienia opuszczali wyznaczone im miejsca przebywania, jednocześnie tożsamą karą śmierci karano także wszystkie te osoby, które tym Żydom świadomie udzielały wsparcia. W latach kolejnych owe rozporządzenie rozszerzono na każdą formę pomocy, tak więc podanie Żydowi kromki chleba czy szklanki wody, narażało daną osobę na bezwzględną karę śmierci. Ponadto, jesienią 1942 r., w celu zastraszenia Polaków karę śmierci za pomoc Żydom rozszerzono na osoby postronne. Od tego czasu na okupowanych przez Niemców ziemiach polskich stosowana była odpowiedzialność zbiorowa.
Pomimo powszechnego terroru i strachu niektórzy z mieszkańców Tyczyna i okolic nieśli pomoc ludności żydowskiej. Jednym z nich był Edward Pękala, który w latach 1942-1944 ukrywał w swoim domu w Tyczynie zbiega z rzeszowskiego getta Maksa Scheeweissa.
Pomimo powszechnego terroru i strachu niektórzy z mieszkańców Tyczyna i okolic nieśli pomoc ludności żydowskiej. Jednym z nich był Edward Pękala, który w latach 1942-1944 ukrywał w swoim domu w Tyczynie zbiega z rzeszowskiego getta Maksa Scheeweissa, z kolei zamieszkały w Białej w gminie Tyczyn Piotr Knutel wyrobił i przekazał kenkartę na swoje nazwisko przebywającemu w rzeszowskim getcie Edwardowi Gruberowi, który przed wojną był właścicielem apteki w Tyczynie. Dzięki otrzymanemu dokumentowi tożsamości, Edward Gruber zgłosił się i wyjechał na roboty przymusowe do III Rzeszy niemieckiej, gdzie doczekał końca wojny. Również rodzina Janickich, Karolina i Józef oraz ich syn Czesław, od wiosny 1942 r. w swoim domu w Tyczynie ukrywali Stefana i Jadwigę Schleinkornów. Małżeństwo skryło się niewielkiej kryjówce w stodole, gdzie gospodarze donosili im żywność. Pomimo zachowania zasad ścisłej konspiracji, o ukrywaniu się Żydów w zabudowaniach Janickich dowiedziały się osoby postronne. W konsekwencji polscy gospodarze, bojąc się represji z rąk okupanta niemieckiego, przenieśli ukrywanych Żydów już jako Polaków (Janiccy przy współudziale Mieczysława Domino wyrobili im aryjskie papiery na nazwisko Sikorski) do Mogielnicy koło Rzeszowa. Okres okupacji przeżyła Jadwiga Schleinkorn, zaś jej mąż Stefan został aresztowany przez Niemców wiosną 1943 r. i przypuszczalnie rozstrzelany.
Okres okupacji przeżyła także urodzona w Tyczynie Pola Korn z domu Bek, która dzięki (nieznanemu z nazwiska) Polakowi uratowała się z getta w Rzeszowie.
„Wśród chłopców, którzy nam pomagali, był jeden Polak (nazwiska jego nie pamiętam). On zupełnie bezinteresownie pomagał nam, do niego też zwróciłam się, by mi ułatwił wydostanie się z getta w Rzeszowie. To był szlachetny człowiek, bardzo nam współczuł i robił wszystko, co mógł dla mnie. Dzięki niemu wydostałam się z tej kryjówki na strychu i dotarłam do Tarnowa do brata”
– czytamy w relacji jaką Pola Korn złożyła dla Instytutu Yad Vashem. Ów Polak przypuszczalnie wyrobił i dostarczył jej tzw. aryjskie dokumenty na nazwisko Janina Oleś.
Niektórzy z Polaków zamieszkałych na terenie gminy Tyczyn ponieśli śmierć za pomoc Żydom. Wśród nich byli zamieszkali w pobliskiej Białej Józef i Walenty Głowiakowie, Jan Pająk i Józef Jędrzejewski z Matysówki oraz Stefania Kamińska z Kielnarowej.
Niektórzy z Polaków zamieszkałych na terenie gminy Tyczyn ponieśli śmierć za pomoc Żydom. Wśród nich byli zamieszkali w pobliskiej Białej Józef i Walenty Głowiakowie, Jan Pająk i Józef Jędrzejewski z Matysówki oraz Stefania Kamińska z Kielnarowej. Na temat tej zbrodni wiemy niewiele. 15 października 1943 r. wszyscy zostali zamordowani przez Niemców i zakopani we wspólnym grobie na cmentarzu żydowskim w Tyczynie. Po pewnym czasie ich zwłoki zostały ekshumowane przez rodziny i przeniesione na miejscowy cmentarz parafialny.
W zachowanym protokole przesłuchania Andrzeja Kamińskiego przed GKBZN w Polsce, będącego bratem zamordowanej Stefanii Kamińskiej, wynika, że 13 października 1943 r. pod dom Kamińskich przyjechało jedenastu funkcjonariuszy niemieckich, wśród nich byli m.in. policjanci granatowi i żandarmeria niemiecka, którzy aresztowali Stefanię Kamińską, a następnie zawieźli ją i osadzili w areszcie w Tyczynie.
„Przed zabraniem wypytywano ją czy prawda jest, że handlowała z Żydami. Następnie przybyłem do Tyczyna i widziałem jak dwóch gestapowców i [N.] Jordan [posterunkowy policji granatowej] wyprowadzili moją siostrę za budynek posterunku, gdzie padły strzały. Wówczas została ona zastrzelona. Zapytałem się komendanta policji granatowej za co została rozstrzelana moja siostra, odpowiedział, że [N.] Szetelka z Kielnarowej doniosła na moją siostrę, że handlowała z Żydami”
– zeznał Andrzej Kamiński.
