Strajki zakończyły się w pierwszych dniach lipca. Strajkujących wspierał proboszcz parafii św. Katarzyny w Jastrzębiu Górnym ks. Bernard Czernecki, cieszący się wielkim autorytetem wśród górniczych rodzin.
Górny Śląsk a propaganda komunistyczna
Po II wojnie światowej na Górnym Śląsku nastąpił intensywny rozwój przemysłu, co przyspieszyło powstawanie nowych osiedli mieszkaniowych w górnośląskich miastach. W tym czasie propaganda komunistyczna kładła akcent przede wszystkim na werbowanie ludzi do pracy w kopalniach. Wykorzystywano do tego prasę, radio i telewizję, gloryfikując w mediach pracę górników i hutników. Od 10 listopada 1947 r. szczególnie uroczyście obchodzono Dzień Górnika, również po to, żeby zdyskredytować uroczystości religijne.
Na Górny Śląsk za chlebem przyjeżdżali głównie ludzie z regionów rolniczych, m.in. z Podkarpacia, Lubelszczyzny, Podlasia i Kielecczyzny. W rodzinnych stronach na mieszkanie musieliby czekać kilkanaście lat. Potwierdza to Grzegorz Stawski, jeden z sygnatariuszy Porozumień Jastrzębskich, który przybył z Grudziądza:
„Przyjechałem na Śląsk w 1977 r., po połowie stycznia. Rozpocząłem pracę w kopalni »Manifest Lipcowy«. Zmusiła mnie do tego sytuacja życiowa. Tutaj pierwsze mieszkanie – co prawda małe – uzyskałem w 1977 r., na początku grudnia. W miejscu, z którego pochodzę, musiałbym czekać 10–12 lat na jakiekolwiek mieszkanie”.
Dlatego Górny Śląsk i sąsiednie Zagłębie były postrzegane jako regiony bogate, o rozwiniętej infrastrukturze i zaopatrzeniu gwarantującemu lepsze życie. Tym bardziej że w tym czasie powstawały nowe kopalnie zapewniające stosunkowo dobre płace.
W oficjalnej propagandzie górnośląscy i zagłębiowscy robotnicy byli przedstawiani jako ludzie sumienni i pracowici, a zarazem zawsze gotowi poprzeć władzę. A ona dbała o to, żeby nie docierały do nich wiadomości o wydarzeniach, które miały miejsce w innych częściach Polski albo informacje te były niepełne lub zmanipulowane. Uwidoczniło się to szczególnie w lipcu i sierpniu 1980 r. Wtedy też Polacy z innych regionów zarzucali mieszkańcom województwa katowickiego bierność i brak jedności z resztą kraju, ale też z ówczesnych przekazów medialnych nie można było dowiedzieć się o niedzielnej pracy górników (także w ramach czterobrygadowego systemu), naciskach na produkcję kosztem bezpieczeństwa pracowników i zanieczyszczeniu środowiska naturalnego.
Właściwie robotnicy górnośląscy byli pozostawieni samym sobie, nie mogli liczyć na ówczesne związki zawodowe. Jedyną instytucją, która ich wspomagała, był Kościół katolicki, organizujący m.in. stanowe pielgrzymki mężczyzn do Piekar Śląskich, zwane potocznie „pielgrzymkami świata pracy”. Mogli też liczyć na biskupa katowickiego Herberta Bednorza, którego zresztą nazywano „biskupem robotników”.
Czterobrygadowy system pracy w kopalniach
Biskup Bednorz sprzeciwiał się czterobrygadowemu systemowi pracy obowiązującemu w górnictwie od końca 1977 r. W rozmowach z władzami odrzucał ich argumenty ekonomiczne, natomiast zwracał uwagę na przemęczenie górników, czego skutkiem były coraz częstsze wypadki w kopalniach (nierzadko śmiertelne). Także wielokrotnie ostrzegał rządzących przed możliwymi niepokojami społecznymi.
Władze wprowadziły ten system, ponieważ ciągle wzrastało zapotrzebowanie na węgiel, ważne źródło dewiz. Był to również surowiec eksportowany do Związku Sowieckiego, dlatego roczne wydobycie węgla było coraz większe, co można zauważyć zwłaszcza w tzw. dekadzie gierkowskiej1. Jednocześnie od 1968 r. sukcesywnie narastał kryzys społeczno- gospodarczy, którego przejawem były m.in. problemy z zaopatrzeniem. Pogłębił się on w latach siedemdziesiątych, gdy coraz bardziej uwidaczniało się zadłużenie państwa przy jednoczesnym niedoborze energii i surowców. Częstą praktyką była wówczas „praca na rolkach”, to znaczy przez dwie zmiany z rzędu.
W 1977 r. górnicy mieli przepracować pięć niedziel. Obiecywano im, że z czasem praca niedzielna zostanie wstrzymana. Załogi poszczególnych kopalń zostały podzielone na cztery brygady, z czego trzy pracowały przez sześć dni, a czwarta miała dzień wolny. W rezultacie w kopalniach pracowano zarówno w niedziele, jak i w święta2. Dzień wolny zazwyczaj wypadał w środku tygodnia, kiedy żony były w pracy, a dzieci w szkole. Okazało się też, że w systemie czterobrygadowym wypłaty były niższe niż wcześniej.
System testowano już w 1976 r. wśród pracowników zatrudnionych przy załadunku oraz zbieraniu węgla ze zwałów. Ostatecznie w grudniu 1977 r. czterobrygadówka objęła wszystkich pracowników danej kopalni. System był wprowadzany etapami3. Na początku 1978 r. objęto nim sześć pierwszych kopalń4. Ostatecznie według takiego rozkładu pracowało 29 kopalń.
Władze komunistyczne pozytywnie oceniały czterobrygadówkę. Propagandowym argumentem za jej wprowadzeniem była mniejsza liczba dniówek. Dzięki temu udało się „skrócić pracę dniówek przy jednoczesnym wydłużeniu pracy kopalń”. Jednakże wielkim problemem było przeszkolenie pracowników, którzy przyjechali z innych regionów Polski i mieli trudności z przystosowaniem się do pracy w kopalni. Pozbawieni wsparcia rodzin nie potrafili dostosować się do nowej rzeczywistości oraz nawiązać nowych relacji interpersonalnych. Problemem były także wyśrubowane plany produkcyjne. Dlatego w tym czasie zwolniono lub zrezygnowało z pracy 80 tys. osób.
Wkrótce zaistniały trudności związane ze składowaniem i z transportem węgla, dużą awaryjnością maszyn i urządzeń górniczych z powodu braku czasu na potrzebne naprawy. Jeden z górników pisał:
„Maszyny w tym systemie nie stygły i nie było czasu ich naprawiać, więc po jakimś czasie awaryjność maszyn, szczególnie kombajnów do urobku węgla, była bardzo częsta i poważna”.
Wprowadzenie wyśrubowanych norm wydobycia węgla prowadziło do stałego zagrożenia zdrowia i życia górników. Władze bagatelizowały problem, o czym świadczy przemówienie I sekretarza KW PZPR w Katowicach Zdzisława Grudnia. Według niego przyczyną tego stanu rzeczy było zmniejszenie wymagań wobec dozoru i załogi oraz nieprzywiązywanie wagi do spraw BHP ze strony dyrektorów kopalń. Budziło to uzasadniony protest górników.
Strajk
18 czerwca 1978 r. pierwsza zmiana (od 6.00 do 14.00) zjechała na dół, ale nie podjęła pracy. Górnicy ze zmiany popołudniowej (od 14.00 do 22.00) w ogóle nie zjechali do kopalni. Podjęli natomiast rozmowy z dyrektorami obu kopalń. Nieskuteczne. Niektórych górników przeniesiono z pracy akordowej i dniówkowej na gorzej płatne stanowiska, 41 osób zwolniono dyscyplinarnie. Przywódców – jak wspominał ks. Bernard Czernecki – represjonowano, bo zamiarem dyrektorów było
„zamknięcie ludziom ust, by nie mieli odwagi domagać się zmiany”.
Adwokaci i radcy prawni nie chcieli pomóc górnikom, ponieważ doszukiwali się w ich proteście prowokacji politycznej. Strajkującym nie chciały też pomóc uzależnione od dyrektyw partii komunistycznej Związki Zawodowe Górników, które raczej – jak stwierdził ks. Czernecki – były gotowe
„odcinać ręce robotników podniesione na władzę ludową”.
A przecież strajkującym górnikom chodziło tylko o ludzkie traktowanie.
Potwierdza to w swoich zapiskach ks. Czernecki:
„Górnicy chcą mieć wolne niedziele, ponieważ są zmuszeni do pracy, jak tu się mówi ››na okrągło‹‹. To znaczy od poniedziałku do niedzieli włącznie. Niedziele i święta. I to ich potwornie zmęczyło. Chcieli w niedzielę wypocząć. Chcieli w niedzielę świętować z rodziną i w rodzinie. Pragnęli oderwać się od ściany węgla. Zdjąć robocze ubranie. Włożyć świąteczny garnitur i pójść do kościoła, który zbudowali własnymi rękami, albo na spacer. Chcieli być człowiekiem. Nie tylko usłużnym robotnikiem”.
Górnicy poprosili ks. Czerneckiego o pomoc. 29 czerwca podczas Mszy św. proboszcz parafii św. Katarzyny5 mówił:
„Po Jastrzębiu rozchodzi się wieść, że niektóre kopalnie zwalniają górników za niepodjęcie pracy w niedzielę. Nie zjechali do kopalni na znak protestu. Są zmęczeni. To grozi wypadkiem. Chcą odpoczywać w niedziele. Chcemy wiedzieć, czy to jest skandaliczna prawda, czy tylko plotka. Dlatego prosimy, aby zwolnieni zgłosili się na probostwo. Musimy wiedzieć, ilu jest zwolnionych i za co. Jeśli to, co pracownicy górnictwa mówią, jest prawdą, poinformuję o tym ks. biskupa ordynariusza Herberta Bednorza, Sekretariat Prymasa Polski i samego ks. kard. Stefana Wyszyńskiego. Jeśli będzie to konieczne – sprawa pójdzie na szczebel rozmów Watykan – PRL. A gdy zajdzie taka potrzeba, to w jedną niedzielę w całym Jastrzębiu ogłosimy kolektę przeznaczoną na pomoc dla skrzywdzonych górników. Wszyscy wiedzą dobrze, że na każdej Mszy św. niedzielnej i świątecznej jest szpicel. Nakazuję mu, by nasze słowa zaniósł tam, gdzie trzeba. Żeby wszystko i dokładnie powtórzył tym, którzy go przysłali. Amen”.
Podobnie postąpił w najbliższą niedzielę 2 lipca. Dzięki temu nie zostały wręczone kolejne zwolnienia, jednakże nie cofnięto zwolnień dyscyplinarnych. W rezultacie pięciu górników z Kopalni „Jastrzębie” i trzech z Kopalni „Moszczenica” nadal pozostawało bez pracy.
„Proboszcz z jajami”
W następną niedzielę, 9 lipca, ks. Czernecki podczas kazania stwierdził:
„Nie jestem gołosłowny, gdy się okazuje, że niektórzy górnicy zostali dyscyplinarnie pozbawieni pracy dlatego, że chcą mieć wolną niedzielę dla dzieci, dla żony, popatrzeć na niebo, na kwiaty posiane na działce. Za to dyrektor przykładnie ich ukarał i wypędził za bramę. By inni górnicy nie mieli odwagi mówić. By wszystkim zamknąć usta. My to skądś znamy. Wiemy, kto dla przykładu kopał, bił, usta gipsował, wieszał i rozstrzeliwał, zakładał lokale i sklepy tylko dla Niemców […]. I mam prawo tak mówić, gdyż jestem synem górnika”.
W rezultacie zwolnieni górnicy zostali przywróceni do pracy na dotychczasowych warunkach. Czas strajku został im zaliczony na poczet urlopu bezpłatnego, a dyscyplinarne zwolnienia anulowano.
Ksiądz Czernecki 11 lipca poinformował o wszystkim bp. Bednorza. Biskup chciał poznać opinię górników na jego temat. W odpowiedzi usłyszał, że mają „proboszcza z jajami”:
„Myślałem, że biskup mnie zruga. Tymczasem wpadł w uniesienie i powiedział: »Ty, powtórz to jeszcze raz«. Moje słowa serdecznie go ubawiły. Odpowiedziałem: »Mówią, że nasz proboszcz to jest chłop z jajami«. Biskup ściągnął brwi, ale twarz miał ciągle uśmiechniętą i zaczął mnie uspokajać. Mówił: »Ty nie możesz się tym gorszyć. Tak górnicy gadają ze sobą. To jest ich język«. Nagle spoważniał i spytał mnie jeszcze raz: »Ty, ale oni naprawdę tak mówią?« Odpowiedziałem trzeci raz – naprawdę tak mówią. Wtedy biskup z całą energią rzekł: »To wiesz, co ci powiem? W ich języku to znaczy więcej niż honorowy górnik. Oni uważają cię… za kamrata«. I to jest dla mnie największe podziękowanie. Teraz wiem, że górnicy mają mnie za swojego”.
Ksiądz Czernecki wspomina także, że kilka dni później do Kopalni „Borynia” przybył premier Piotr Jaroszewicz, który w krótkiej rozmowie apelował, aby dobrze traktować górników i nie prowokować zajść.
Strajki z 1978 r. miały spontaniczny charakter – górnicy chcieli wolnej niedzieli i sprzeciwiali się narzuconemu im czterobrygadowemu systemowi pracy. Były sygnałem, że z górnikami należy się liczyć i szanować ich ciężką pracę. Stały się także zapowiedzią protestów w 1980 r., które doprowadziły do podpisania 3 września Porozumień Jastrzębskich, a w ich wyniku do zniesienia czterobrygadowego systemu i wprowadzenia wolnych sobót i niedziel.
Tekst pochodzi z numeru 10/2022 „Biuletynu IPN”
1 W 1970 r. wydobyto 140 mln ton węgla, cztery lata później – 162 mln ton, w 1975 r. prawie 172 mln ton, a w roku 1979 – 200 mln ton.
2 Z systemu tego wyłączono dziewięć dni: 1 stycznia, dwa dni Świąt Wielkanocnych, 1 maja, 22 lipca, 1 listopada, 4, 25 i 26 grudnia.
3 Według założeń system ten w 1978 r. miał objąć 10 kopalń, w 1979 r. – 13, w 1980 r. – 14, a w 1981 r. pozostałe 29 zakładów.
4 „Janina” w Libiążu, „Julian” w Piekarach Śląskich, „Wujek” w Katowicach, „Wawel” w Rudzie Śląskiej, „1 Maja” w Wodzisławiu Śląskim oraz „Szczygłowice” w Knurowie.
5 Jan Jurkiewicz błędnie podaje, że ks. Czernecki był wówczas w parafii NMP Matki Kościoła, która powstała dopiero w 1980 r. W rzeczywistości jako proboszcz w parafii św. Katarzyny prowadził on budowę kościoła NMP Matki Kościoła.
