„Każdy ginący człowiek to cały świat sam w sobie” – napisał Melchior Wańkowicz, korespondent wojenny przy 2. Korpusie Polskim, w swojej książce Szkice spod Monte Cassino. Czy miał rację? Patrzył na żołnierzy polskich, którzy „za wolność naszą i waszą” szli w natarciu na Monte Cassino. Ich poświęcenie podczas kampanii włoskiej było kwintesencją tego, na jakich zasadach Polacy walczyli u boku aliantów i jaka była ich sytuacja w 1944 r. Szeroki kontekst polityczny i społeczny tego momentu historii przedstawił sam gen. Anders, dowódca wspomnianego 2. Korpusu, w swoim rozkazie w przeddzień rozpoczęcia natarcia:
„Obok nas walczyć będą dywizje brytyjskie, amerykańskie, kanadyjskie, nowozelandzkie, walczyć będą Francuzi, Włosi oraz dywizje hinduskie. Zadanie, które nam przypadło, rozsławi na cały świat imię żołnierza polskiego”1.
I rzeczywiście rozsławiło – ale nie tak, jak tego się spodziewał generał. Żołnierze, którzy walczyli w maju 1944 r. i mieli szczęście przeżyć, rozjechali się po całym świecie, bo w komunistycznej Polsce nie było dla nich miejsca.
Kiedy mężczyźni z 2. Korpusu Polskiego wspinali się po kamiennym zboczu zbombardowanego i spalonego wzniesienia, mieli nadzieję, że droga ta zaprowadzi ich do wolnej Polski. Wańkowicz napisał:
„Będą już przez całe życie żołnierzami spod Monte Cassino. Do tego wspomnienia przymierzą każdą okoliczność życia. Że był pod Monte Cassino zapiszą temu żołnierzowi na nagrobku, jeśli znajdzie się dla niego nagrobek. To że był pod Monte Cassino zapiszą kroniki rodzinne, jeśli będzie jakowa rodzina”2.
I tak te z się stało. Przykład? Autor tekstu piosenki Czerwone Maki spoczął na cmentarzu Mary Hill w Chicago. Twórca muzyki, Alfred Schütz, został pochowany na St. Martin w Monachium. Artysta Gwidon Borucki, który jako pierwszy zaśpiewał tę piosenkę po zwycięskim szturmie, spoczął na Springvale w Melbourne (Australia). Sam gen. Anders leży wraz żoną na Monte Cassino, na Cmentarzu Polskim, skąd rozciąga się panorama na klasztor benedyktynów. Projekt cmentarza stworzył uczestnik bitwy, inż. Roman Wajda (pochowany w Londynie).
„Wejścia pilnują w trawertynie rzeźbione przez profesora Cambelottiego dwa ogromne orły na trzymetrowych pilastrach, o potężnych szponach, o skrzydłach husarskich, przypominające Szukalskiego. Pośrodku liczącego tysiąc czterysta metrów kwadratowych plateau szesnastometrowy krzyż Virtuti Militari z wiecznie płonącym zniczem”3.
Główny napis na cmentarzu brzmi:
„PRZECHODNIU POWIEDZ POLSCE ŻEŚMY POLEGLI WIERNI W JEJ SŁUŻBIE”.
Co się wydarzyło miedzy 11 a 18 maja 1944 r.? Żeby zrozumieć tę historię, trzeba wziąć pod uwagę więcej niż tylko kolejno po sobie następujące fakty.
Geografia
Monte Cassino, jak sama nazwa wskazuje, jest górą. Wznosi się na wysokość 519 m. n.p.m. Na jej szczycie stoi średniowieczny klasztor benedyktynów. Grube mury tej obronnej niegdyś twierdzy jaśnieją nad zieloną okolicą.
W 1943 r. Włosi przewieźli tu z Neapolu bezcenne dzieła sztuki, wierząc, że głębokie piwnice, wykute w skale, uchronią arcydzieła przed zniszczeniem. Fortyfikacja leży w Apeninach Środkowych (region Frosinone) nad doliną rzeki Liri, między Rzymem i Neapolem.
U stóp góry wije się droga nr 6 – Via Casiliana – droga do stolicy Italii (dziś jest to autostrada A1). Mówi się wprawdzie, że wszystkie drogi prowadzą do Rzymu, ale trzeba też powiedzieć, iż w 1944 r. nie była to zaleta. Przecinająca góry droga nr 6 pozostawała pod niemieckim ostrzałem. Wojska alianckie nie mogły przedostać się z ciężkim sprzętem, nie mogły przeprowadzić oddziałów, nie mogły kontynuować natarcia na północ – zanim nie zdobyły wzniesień, przez które przebiegała Via Casiliana. Monte Cassino należało jednocześnie do linii obrony niemieckiej przed ofensywą aliancką (tzw. Linii Gustawa) i Niemcy nie mieli zamiaru opuścić tego przyczółku, zwłaszcza, że jego obronne walory służyły teraz im, a nie Włochom – budowniczym klasztoru.
Mury budynku wzniesiono z kamiennych bloków o długości 9-10 metrów, a jedynym wejściem były drewniane wrota zamykane nisko sklepioną bramę. Nawet po długotrwałym bombardowaniu Monte Cassino nie straciło swoich walorów obronnych.
Szlak nadziei
2. Korpus Polski, który otrzymał rozkaz natarcia i zdobycia wzniesienia, liczył 78470 żołnierzy i… 37272 cywilów. Myśląc o armii, wyobrażamy sobie równe szeregi młodych rekrutów. W tym wypadku było inaczej. W 1941 r. z armią Andersa opuściły ZSRS tysiące kobiet i dzieci, a wśród walczących były trzy pokolenia Polaków.
Władysław Anders powiedział o nich:
„(…) żołnierze byli fizycznie wyniszczeni, a racje żywnościowe tak małe, że nie pozwalały na normalne szkolenie. Nie mogłem użyć argumentu – o czym zresztą bolszewicy wiedzieli – że z naszych racji żołnierskich utrzymywaliśmy przy życiu wiele dzieci i kobiet ściągających w pobliże obozu”.
Szlak nadziei na powrót do ojczyzny wiódł z Buzułuk koło Kujbyszewa przez Iran, Irak, Palestynę, Egipt do Włoch. Ta podróż trwała dwa lata.
Polscy żołnierze niosą i prowadzą rannych. Na drugim planie klasztor na Monte Cassino. Po lewej zniszczony czołg M4 Sherman. Fotografia zamieszczona w pierwszym wydaniu książki Melchiora Wańkowicza Bitwa o Monte Cassino. Pod zdjęciem podpis: Znosili z gór swych rannych kolegów i drogo płacili krwią. Fot. z zasobu AIPN
Szybka decyzja
Czy Polacy musieli podjąć szturm na Monte Cassino? Gen. Władysław Anders miał na decyzję 10 minut. Dokładnie tyle czasu dał mu gen. Olivier Leese, który zastąpił gen. Montgomery’ego jako dowódca 8 Armii.
Przewidywania strat podczas natarcia opiewały na 3500 dusz. Jaką miał alternatywę Anders? Gdyby odmówił, polskie oddziały 2. Korpusu Polskiego zostałyby skierowane do walk wzdłuż rzeki Lirii i rozproszone, a straty prawdopodobnie nie byłyby mniejsze. Wybrał walkę o Monte Cassino – liczył, że dzięki wygranej sprawa polska stanie się znów medialna. Było to już po ujawnieniu sprawy katyńskiej i po konferencji w Teheranie. O Polakach i niepodległości państwa polskiego mówiło się wyraźnie mniej.
Generał uznał Monte Cassino za okazję do przypomnienia aliantom, że Polacy walczą o swój kraj. Tymczasem Naczelny Wódz gen. Kazimierz Sosnkowski był przeciwny frontalnemu atakowi. Anders podjął decyzję sam, więc musiał się liczyć z tym, że sam poniesie za nią odpowiedzialność.
Oblężenie
Pierwsza bitwa o Monte Cassino rozpoczęła się 17 stycznia 1944 r. Gen. John P. Lucas – dowódca sił amerykańskich i francuskich – nie zdołał przełamać oporu niemieckiego. Od 15 lutego 1944 r. wznowiono atak. Naloty amerykańskich bombowców B-17 spowodowały zniszczenie budynku. Góra Cassino stała się pustynią – spalone drzewa oraz ruiny straszyły wyglądem i wydawały się jeszcze bardziej niedostępne niż przed rozpoczęciem natarcia. Nie pomogło to jednak aliantom zdobyć wzgórza ani w drugim, ani w trzecim natarciu.
Czwarte natarcie, 12 maja 1944 r., poprzedził ostrzał artyleryjski z ponad 1000 dział wojsk angielskich, polskich i amerykańskich o godz. 23.00 11 maja. O godzinie 1.00 żołnierze polscy ruszyli do szturmu na pozycje niemieckie – w najciemniejszą godzinę nocy. Osypywały się na nich głazy, a całe wzniesienie spowijała chmura pyłu. Szli przez zaminowany teren poprzecinany zasiekami typu koncertina.
Paweł Dąbrowski, sybirak z 2. Korpusu, wspomina jak zwoził rannych:
„przez 48 godzin jeździłem saperską drogą […] bez świateł […]przez Cairo, przez rzekę, most, do polowego szpitala”4.
Pierwsze natarcie skończyło się niepowodzeniem. Oddziały polskie patrolowały teren, ale atak wznowiono 16 maja i 17 udało się Polakom zdobyć wzgórza Widmo, 593., Monte Castellone, Colle San Angel i Massa Albaneta. W tym czasie brytyjski 13. Korpus oraz francuskie kolonialne siły marokańskie i algierskie oskrzydliły Niemców. Ci, aby nie stracić możliwości odwrotu, ustąpili z Monte Cassino. Polacy przechwycili meldunek niemiecki o planach wycofania się z klasztoru. Artyleria ostrzeliwała drogi odwrotu. W nocy z 17na 18 maja 1944 r. Niemcy opuścili warownię.
Melchior Wańkowicz wspominał:
„(…) już zmobilizowano wszystkie siły, otóż zewsząd przychodziły wiadomości, że wysłany patrol został rozstrzelany. Wszędzie Niemcy się trzymali i nagle, kiedy już był pełny dzień donosi 12 Pułk Ułanów Podolskich, że wysłany patrol 10 żołnierzy z oficerem idzie i nie natrafia na sprzeciw. Idzie na klasztor! I nagle rozlegają się dzwonki telefonów, sygnały radiowe, wszędzie donoszą, że patrole idą, że nie ma oporu. Sformułował się batalion saperów, żeby iść na klasztor, oczyścić teren z min. Ja poszedłem za nimi”5.
Nad ruiną klasztoru powiewała biała flaga. Wspomniany patrol 12. Pułku Ułanów Podolskich wszedł jako pierwszy do ruin klasztoru. Ułan Józef Bruliński zawiesił proporczyk pułkowy ppor. Kazimierza Gurbiela, uszyty przez Jana Donocika z flagi Czerwonego Krzyża i chusteczki, którą Kazimierz dostał od narzeczonej.
Wkrótce, na rozkaz gen. Andersa, nad klasztorem załopotały polska i brytyjska flaga. W samo południe Emil Czech z 3. Karpackiego Batalionu Saperów dostał się na wzgórze i zagrał na murach zdobytej twierdzy Hejnał Mariacki, przecinając polską melodią ciszę po burzy bombardowań.
Gehenna oblężenia trwała ponad tydzień. Zginęło 923 polskich żołnierzy, rannych zostało 2931, a 345 nigdy nie odnaleziono. Było to zwycięstwo przez łzy.
Czerwone maki
Wieczorem 18 maja artyści należący do armii Andersa zorganizowali występ dla zwycięzców, którego głównym punktem programu była premiera piosenki Czerwone Maki na Monte Cassino. Feliks Konarski tak o tym opowiedział:
„A potem było to słynne przedstawienie dla Dwunastego Pułku Ułanów Podolskich, zdobywców klasztornej góry. Z udziałem naszej i alianckiej generalicji. Pamiętam, że generał Anders, bardzo zadowolony, gratulował nam, chociaż wyraził przypuszczenie, że »muzyka może być za trudna dla żołnierzy i prawdopodobnie się nie przyjmie«. To się nie sprawdziło. Piosenka przerodziła się w pieśń, którą pokochali bohaterowie spod Monte Cassino, bo to było dla nich i o nich pisane […]. Napisałem ponad tysiąc melodii, ale żadna nie przebiła popularności »Czerwonych maków«6. Śpiewając po raz pierwszy »Czerwone maki« u stóp klasztornej góry, płakaliśmy wszyscy. Żołnierze płakali z nami. Czerwone maki, które zakwitły tej nocy, stały się jeszcze jednym symbolem bohaterstwa i ofiary – i hołdem ludzi żywych dla tych, którzy przez miłość wolności polegli dla wolności ludzi...”7.
Czerwone maki jako symbol pamięci o żołnierzach poległych w walce (patrz. ang. Remembrance Day; fr. Jour du Souvenir lub Jour de l’Armistice – Dzień Rozejmu) – rozpowszechniły się podczas I wojny światowej, a po bitwie o Monte Cassino wpisały się także w narodową tradycję Polaków.
1 https://www.gov.pl/web/norwegia/75-rocznica-bitwy-o-monte-cassino jak również
https://www.wojsko-polskie.pl/wat/articles/aktualnosci-w/2021-05-12d-mija-77-lat-od-bitwy-na-monte-cassino/.
2 Melchior Wańkowicz, Szkice spod Monte Cassino, cyt. za IPNtv Białystok: Generał Władysław Anders. Bitwa o Monte Cassino, https://www.youtube.com/watch?v=DE_HKYNM_Oc.
3 Melchior Wańkowicz, Szkice spod Monte Cassino, Warszawa 1982.
4 cyt. za IPNtv Notacja z Pawłem Dąbrowskim - uczestnikiem walk o Monte Cassino, https://www.youtube.com/watch?v=D52g_9zog-A.
5 75. rocznica bitwy o Monte Cassino. Wspomnienia Melchiora Wańkowicza, Skarby Radiowego Archiwum, https://www.google.com/search?client=firefox-b-d&q=Wa%C5%84kowicz+na+monte+cassino#fpstate=ive&vld=cid:51067ff9,vid:8A3AvnSQ5mw,st:0.
6 Anna Mieszkowska, Była sobie piosenka, Warszawa 2006.
7 Feliks Konarski (Ref-Ren), Historia „Czerwonych maków”, Londyn 1961.
