Po aresztowaniu prezydenta Stefana Starzyńskiego, to on, aż do wybuchu Powstania Warszawskiego, sprawował pieczę nad okaleczonym miastem.
Julian Spitosław Kulski urodził się 5 grudnia 1892 w Warszawie. W latach 1914-1917 służył w Legionach Polskich. Służbę w międzywojennym Wojsku Polskim zakończył w stopniu kapitana, z orderem Virtuti Militari na piersi.
14 lutego 1935 r. został mianowany na stanowisko wiceprezydenta m.st. Warszawy i przez kolejne lata był zastępcą prezydenta Stefana Starzyńskiego.
Po agresji Niemiec na Polskę, jako komendant cywilny Obrony Przeciwlotniczej i członek Komitetu Obywatelskiego przy dowództwie Armii „Warszawa”, koordynował działania związane z obroną stolicy. Niestety, pomimo heroicznej postawy stołecznego magistratu, Warszawa upadła.
Więzień ratusza
27 października 1939 roku do gmachu ratusza przy Placu Teatralnym weszli funkcjonariusze Gestapo, którzy wyprowadzili z gabinetu prezydenta Starzyńskiego. Jeszcze przed aresztowaniem Starzyński wydał Kulskiemu dyspozycje, by ten kontynuował ich wspólną misję. Za zgodą delegata Rządu RP na Kraj – Cyryla Ratajskiego – oraz przedstawicieli Polskiego Państwa Podziemnego i rządu na uchodźstwie, Kulski przejął obowiązki prezydenta.
Od 28 października 1939 r. zaczął sprawować oficjalnie funkcję komisarycznego burmistrza Warszawy. Od tej pory pełnił w zasadzie podwójną rolę – administratora, który podlegał okupantowi i wykonywał jego rozkazy, oraz polskiego prezydenta, który współpracował z podziemiem i wspierał obywateli.
Miasto, mimo że okaleczone, nadal musiało być administrowane. Musiały działać szpitale, wodociągi, komunikacja, elektrownie czy służby sanitarne. Trzeba było rozdzielać żywność, organizować pomoc i reagować na codzienne potrzeby mieszkańców. Dlatego Julian Kulski zdecydował się na współpracę z ludźmi reprezentującymi państwo, które niszczyło jego miasto i mordowało mieszkańców. Musiał wykonywać ich polecenia, a nawet sygnować własnym nazwiskiem rozporządzenia okupanta. W końcu też musiał zachować pozory normalnego funkcjonowania administracji, kiedy tej normalności nie było.
Magistrat jako schronienie
Kulski przeznaczał fundusze z miejskiej kasy na rzecz konspiracyjnej armii, wydawał też karty żywieniowe. Dzięki niemu wielu członków państwa podziemnego miało prawdziwe lub fikcyjne zatrudnienie w ratuszu.
Kulski miał przekonać niemieckiego starostę Warszawy Ludwiga Leista, że wojenne zniszczenia spowodowały utratę ewidencji ludności i konieczne jest jej odtworzenie. Dzięki temu można było legalnie wystawiać nowe dokumenty, zatwierdzane przez niemiecką administrację. Gwarantowało to bezpieczeństwo przed aresztowaniem podczas łapanki czy przed wywiezieniem na roboty przymusowe do Niemiec, a fikcyjne etaty pozwalały wielu osobom legalizować pobyt w Warszawie i ukrywać prawdziwą działalność.
Fałszowanie dokumentów nie uszło uwadze Niemców. Postanowili polskie dowody osobiste zastąpić „kenkartami”. Zlecili ich wykonanie… Zarządowi Miejskiemu. Nawet niemieccy fachowcy nie potrafili odróżnić dokumentów fałszywych od prawdziwych. W ten sposób dokumenty otrzymały dziesiątki tysięcy osób. Jednym z najbardziej znanych przypadków był dowódca ZWZ–AK, gen. Stefan Rowecki „Grot”, który zatrudniony został pod nazwiskiem Józefa Sokołowskiego jako strażnik w Gazowni Miejskiej, a potem w Wydziale Ewidencji Ludności.
Pomoc Żydom
Wydział Ewidencji Ludności na masową skalę wydawał także fałszywe dokumenty Żydom, którzy nie chcieli przenieść się do getta. Jak jednak wspominał sam Kulski, możliwości Zarządu Miejskiego w niesieniu pomocy żydowskim mieszkańcom getta były bardzo ograniczone. Pomoc Żydom odbywała się więc także poza oficjalnymi strukturami magistratu.
Pomimo ogromnego ryzyka Kulscy ukrywali Żydów w swoich prywatnych domach. W wiejskim domu w Baniosze pod Warszawą żona Kulskiego, Eugenia, ukrywała Annę Katzner oraz jej córkę i zięcia. Jej siostra, Zofia z Soleckich Zembrzuska, która była pielęgniarką w Szpitalu Praskim, ukrywała lekarza ze Lwowa, dr Leona Katznera. Żydzi ukrywali się także w domu Kulskich przy ul. Felińskiego na Żoliborzu. Po wojnie ocaleni złożyli świadectwa dotyczące pomocy udzielanej przez Kulskich w Instytucie Yad Vashem. Śledztwo izraelskiego instytutu trwało wiele lat, jednak zakończyło się odmową uhonorowania Kulskich bez podania przyczyny.
Dopiero w sierpniu 2018 r. Fundacja From the Depths przyznająca odznaczenia dla Polaków, którzy ratowali Żydów w czasie II wojny światowej, doceniła postawę rodziny Kulskich.
Między dwoma totalitaryzmami
Przez całą wojnę Julian Kulski działał w poczuciu zagrożenia. Wiedział, czym może skończyć się pozostawanie na stanowisku. Jego najbliżsi współpracownicy byli rozstrzeliwani lub wywożeni do obozów zagłady. Miał świadomość, że w każdej chwili może stać się kolejną ofiarą okupacyjnego terroru. W mieszkaniu Kulskich dokonywano rewizji, a sam Kulski był kilkakrotnie osadzany na Pawiaku jako zakładnik. I niewiele brakowało, a podzieliłby los Stefana Starzyńskiego czy Jana Pohoskiego.
W 1940 roku Kulski otrzymał od Stefanii Chmielińskiej egzemplarz Life z reportażem Juliena Bryana o oblężeniu Warszawy. Bryan fotografował niemieckie bombardowania, ofiary i zniszczenia miasta. Jego materiał był jednym z najbardziej przejmujących świadectw tego, co wydarzyło się w Warszawie we wrześniu 1939 roku. Podczas rewizji Gestapo znalazło u Kulskiego magazyn, ukryty wśród jego rzeczy. Kulski trafił na Pawiak, a następnie został przewieziony na przesłuchanie do siedziby Gestapo przy Alei Szucha. Kluczową rolę odegrała interwencja jego niemieckiego przełożonego, Ludwiga Leista, dzięki któremu Kulski wrócił do ratusza.
Po wojnie, w latach 50., Julian Spitosław Kulski był rozpracowywany przez komunistyczny aparat bezpieczeństwa. Określono go jako człowieka inteligentnego, elokwentnego, bardzo energicznego, o wysokim poziomie intelektualnym. Jednocześnie odnotowano, że jest politycznie powściągliwy, ale„w bardzo umiejętny sposób zbiera wokół siebie byłych AK-owców”.
Po pewnym czasie, gdy Kulski podupadł na zdrowiu i przeszedł na emeryturę, zainteresowanie nim ustało. Zmarł w Warszawie 18 sierpnia 1976 r. i został pochowany w Alei Zasłużonych na warszawskich Powązkach.
Dziś jego osoba wciąż pozostaje w cieniu Stefana Starzyńskiego. Prezydent Starzyński stał się symbolem Warszawy, która bohatersko walczyła we wrześniu 1939 roku. Natomiast Kulski jest symbolem Warszawy, która musiała przetrwać kolejnych pięć lat rządów okupanta…
Pomnik Prezydentów Wielkiej Warszawy – Stefana Starzyńskiego i Juliana Spitosława Kulskiego przy Wisłostradzie, u podnóża Zamku Królewskiego w Warszawie (fot. Katarzyna Adamów)
Więcej interesujących materiałów na profilu Archiwum IPN
