Pochodził z rodziny arystokratycznej, urodził się wprawdzie w Pradze w pałacu rodziny Thunów, ale dzieciństwo i młodość spędził w rodzinnym majątku w Przyłukach k. Mińska (dziś Białoruś). Do szkół został wysłany do Petersburga, gdzie miał dalszą rodzinę Meyendorffów; tam zadał maturę i zaczął studia prawnicze i muzyczne. Po wybuchu I wojny mógł spotkać w Petersburgu Witkacego, który służył w carskiej lejbgwardii, a także poetkę Kazimierę Iłłakowiczównę, która była wtedy frontową sanitariuszką.
Jako poddany cara Mikołaja II został zmobilizowany w 1916 r., ale już w następnym roku, po rewolucji lutowej i krótkich kursach dla chorążych, podjął przełomową decyzję. Wstąpił do polskiej formacji ułanów krechowieckich, która z I Korpusem pod dowództwem gen. Józefa Dowbora-Muśnickiego wyodrębniła się z armii rosyjskiej w walkach I wojny. Był to dla Czapskiego moment rzeczywiście przełomowy, bo musiał zdecydować o swej przynależności zarówno narodowej, jak i osobistej, intelektualnej i duchowej.
Wychowany światowo znał wiele języków, w tym najpierw lepiej rosyjski niż polski. Przekonywał się do polskości długo i stopniowo, głównie dzięki lekturom literackim i wspomnieniom rodzinnym. Dawna Rosja upadała na jego oczach, nowo powstająca Polska broniła się przed nową Rosją. Wybrał na całe życie jedną stronę.
Taka jego misja, jak poszukiwanie polskich oficerów po Katyniu w Rosji Stalina, nie była wcale pierwsza. Ponad 20 lat wcześniej, w listopadzie 1918 r., tuż po odzyskaniu przez Polskę niepodległości (a niedługo przed wojną polsko-bolszewicką) szeregowiec Czapski otrzymał od władz I Korpusu polecenie odnalezienia pięciu polskich oficerów zaginionych w Rosji podczas działań wojennych.
Wyznaczono go ze względu na jego dobrą znajomość rosyjskiego. Było już po rewolucji bolszewickiej. Czapski dotarł do Piotrogrodu i władz bolszewickich „Siewiernoj Komuny”.
Reprezentowała je, obok Lwa Trockiego i Grigorija Zinowjewa, komisarz Jelena Stasowa, nazywana „sumieniem rewolucji”. Obiecała pomoc w poszukiwaniach. Po kilku dniach odpowiedziała Czapskiemu, że polscy oficerowie nie żyją, zostali straceni w pobliżu Archangielska z wyroku sądu rewolucyjnego jako kontrrewolucjoniści.
Widząc jego wzburzenie, dodała dla uspokojenia młodocianego żołnierza i w zupełnie dobrej wierze, że to była konieczna ofiara dla zwycięstwa idei światowego proletariatu.
Pożegnała go słowami:
„Niech pan wróci za dwadzieścia lat, przekona się pan, jakiego dokonaliśmy postępu”.
Wrócił jako więzień. Rzeczywiście postęp był straszliwy…
Czapski nieprzekonany widać wiarą Stasowej, a raczej wprost przeciwnie, zmobilizowany stanem tak radykalnej rewolucji, jaką zobaczył w Rosji, wziął udział w wojnie polsko-bolszewickiej, walczył w I Pułku Ułanów Krechowieckich, maszerował w wyprawie na Kijów w 1920 r. Został odznaczony Krzyżem Virtuti Militari i awansowany na stopień podporucznika. Po zakończeniu kampanii bolszewickiej zapisuje się na studia malarskie w Krakowie pod kierunkiem Wojciecha Weissa, a później Józefa Pankiewicza. Zostaje malarzem.
Ma kilkanaście lat na rozwój swych umiejętności malarskich i samodzielnej twórczości najpierw w Krakowie, gdzie z przyjaciółmi malarzami tworzy grupę kapistów (skrót od nazwy grupy Komitet Paryski), a później w Paryżu, dokąd – do ówczesnej stolicy sztuki – pojechali całą grupą. Bierze udział w życiu artystycznym Paryża, a jako człowiek bywały w świecie zabiega też o stronę praktyczną, życiową polskich malarzy w nowym środowisku. Parę lat później po powrocie do Warszawy będzie organizował podobnie życie artystyczne w stolicy.
Kapiści przed wyjazdem do Paryża. Stoją z tyłu od lewej: Józef Jarema, Seweryn Boraczok, Tadeusz P. Potworowski (tyłem), Jacek Puget. Siedzą w środku od lewej: Zygmunt Waliszewski, Józef Czapski, Artur Nacht-Samborski. Siedzą w dolnym rzędzie od lewej: Jan Cybis, Hanka Cybisowa, Tytus Czyżewski, Kraków, 1924 r. (fot. ze zbiorów Biblioteki Narodowej)
Jeden z 79 uratowanych
1 września 1939 r. zostaje zmobilizowany jako oficer rezerwy do 8. Pułku Ułanów w Krakowie. Na granicy województwa lwowskiego jego szwadron zostaje wzięty do niewoli przez Armię Czerwoną. Przechodzi obozy w Starobielsku, Pawliszczewie Borze, Griazowcu.
„W obozie Starobielsk w chwili rozładowania 5 kwietnia [1940] było 3920 oficerów wraz z kilkudziesięcioma więźniami cywilnymi i około 30 podchorążych i chorążych. Uratowało się spośród nich 79. Jestem jednym z nich. Cała reszta zginęła bez śladu”
– napisze we Wspomnieniach starobielskich1.
W obozie przebywał do czasu zawarcia układu polsko-sowieckiego, gdy po zwolnieniu 5 września 1941 r. gen. Władysław Anders powołał go na pełnomocnika do spraw „niezwróconych jeszcze jeńców”. W zimie 1941–1942 odbywa podróże między Moskwą, Czkałowem, Kujbyszewem, przeprowadza rozmowy z szefem systemu Gułag gen. Wiktorem Nasiedkinem i zastępcą Ławrientija Berii Leonidem Rajchmanem. Dowiaduje się, że polscy oficerowie uciekli pewnie do Mandżurii…
Wychodzi z Rosji z Armią Polską, przechodzi szlak bojowy z Iranu, przez Palestynę, Egipt, do Włoch. Bierze udział w 1944 r. w kampanii włoskiej jako żołnierz 2. Korpusu, pełniąc funkcję szefa Wydziału Propagandy i Kultury. W Rzymie ukazują się jego Wspomnienia starobielskie, które zaczął spisywać jeszcze w obozach w Rosji.
Oko i pamięć Józefa Czapskiego
Po wojnie zamieszkuje w Paryżu jak niegdyś w młodości przed wojną. Ale jest już inna sytuacja, ma zamknięty odwrót do kraju. Staje się jedną ze znaczących i charakterystycznych postaci w powstającej na Zachodzie emigracji. Należy do organizującego się środowiska paryskiej „Kultury”. Wraca do malarstwa i do pisania, które jest drugim żywiołem jego twórczości. Pozostaną one jednak ściśle rozdzielone.
Malarstwo traktuje Czapski jako sztukę czystą, nie literacką, nie narracyjną, nie przedstawiającą jakichś treści pozamalarskich. Przeciwstawia się więc popularnemu u nas malarstwu historycznemu, czego po jego doświadczeniach można by się spodziewać. Nie ma w jego malarstwie odwołań do tych przeżyć najbardziej tragicznych i ważnych dla pokoleń Polaków, prócz może kilku rysunków i szkiców obozowych. Przeżyciom wojennym i historycznym będzie poświęcał swe pisarstwo, równie żmudną jak w materii malarskiej pracę w słowie, myśli, zapisach wspomnień. Powstanie z tego imponujących rozmiarów świadectwo historyczne i literackie. Natomiast w swym minimalistycznym, ale kolorystycznym malarstwie, odwołującym się do prostej rzeczowości i widoku świata, będzie wypowiadał się bardzo oszczędnie.
Portret Józefa Czapskiego autorstwa Zygmunta Waliszewskiego, ok. 1924 r. (ze zbiorów Muzeum Narodowego w Warszawie)
Józef Czapski (z prawej) podczas zwiedzania wystawy pośmiertnej Zygmunta Waliszewskiego oraz zbiorowej Aleksandra Rafałowskiego i Lucjana Adwentowicza w Instytucie Propagandy Sztuki w Warszawie, 26 maja 1937 r. Widoczni także (od lewej): architekt Bogdan Pniewski i wiceminister wyznań religijnych i oświecenia publicznego Józef Ujejski (fot. z zasobu NAC)
Jest o tym anegdota przytoczona przez biografa Czapskiego. Podczas jakiegoś wernisażu późnych prac artysty dziennikarz przeprowadzający z nim wywiad dziwił się dość banalnej treści jego obrazów, które przedstawiały, jak to ujął, „samotnych ludzi, stoliki w opustoszałych kawiarniach, na wpół ukryte twarze w metrze, stare i niepiękne osoby w zalatujących stęchlizną, obitych pluszem fotelach teatralnych lub ponurych pasażach. Drobne codzienne zdarzenia ujrzane w przelocie”. A także „jasne pejzaże i na pozór nieistotne przedmioty, takie jak stolik nocny z kawałkiem sznurka na blacie”.
Czapski zgodził się z sugestiami zawartymi w opisie dziennikarza i tylko tyle powiedział:
„Tak, to prawie nic. Ale to »prawie nic« oznacza wszystko”2.
Całą swą wiedzę, pamięć, refleksję zawarł z kolei w pismach i książkach, najpierw obozowych, potem zaś w artykułach i szkicach, okazjonalnych zapiskach, notatkach, w prowadzonym również systematycznie dzienniku. Zaczynał jeszcze przed wojną od szkiców o sztuce i literaturze, od książki o swym mistrzu Józefie Pankiewiczu.
Po wydaniu Wspomnień starobielskich oraz Na nieludzkiej ziemi swe refleksje o nowym świecie po Katyniu i obozach, wspomnienia z długiego już życia i wszelkich – zarówno wschodnich, jak i zachodnich – europejskich koneksji, spotkań, rozmów (koneksje ściśle rodzinne uwieczniła jego siostra Maria Czapska w książce Europa w rodzinie) spisuje w odrębnych tekstach albo też w formie licznych notatek w osobnych zeszytach, ilustrowanych okazjonalnymi rysunkami. Dziesiątki tych zeszytów zapisanych drobnym, nieczytelnym pismem do dzisiaj nie zostały w całości odczytane i wydane. Będą prawdopodobnie największym rodzajem dziennika w literaturze polskiej3.
Pamięć o wojnie
Jeszcze przed jej zakończeniem, po upadku Powstania Warszawskiego, Czapski wstrząśnięty obojętnością Zachodu ogłasza dramatyczny List otwarty do Jacques’a Maritaina i François Mauriaca. Ten apel do wszystkich właściwie intelektualistów zachodnich zakończył słowami:
„Sprawa Polski i sprawa narodów europejskich ujarzmionych jak ona – to sprawa moralna, to sprawa sumienia świata. Jeżeli dla gry, krótkowzrocznej polityki czy taktyki Francja, tak jak inne wielkie narody, zlekceważy ich los, przestanie być w oczach świata tym, czym była, spadkobierczynią i wyrazicielką wspólnej tradycji, obrońcą uniwersalnych idei. Waszym milczeniem będziecie współdziałać w zniszczeniu – może na zawsze – tak cennego, dla was i dla nas, autorytetu moralnego i intelektualnego Francji na świecie”4.
List Czapskiego pozostał bez odpowiedzi. Milczenie podyktowane przez zwycięzców i zdobywców ze Wschodu zapanowało w całej Europie. W szczególności będzie to dotyczyć zbrodni w Katyniu.
W szkicu z 1945 r. Kiedy prawdziwi Polacy powstaną Czapski pozostawił piękne epitafium dla poległych w czasie wojny Polaków, w szczególności znanych mu ludzi pióra i artystów, o których dowiaduje się już na Zachodzie, że zginęli, najczęściej w Powstaniu Warszawskim.
„Chciałem niedawno paru Francuzom opowiedzieć o źródłach oporu Warszawy, o typie Polaka, który ten klimat moralny wytworzył, szukałem drogi, którą by mogli odczuć postawę Polaków i dlaczego właśnie Warszawa walczyła do ostatka”
– pisze Czapski5. Przywołał poezje Słowackiego. Jego Testament mój z wojenną Warszawą w tle urastał do miary proroctwa:
„A kiedy trzeba, na śmierć idą po kolei”…
Ocalony Czapski wspomina ofiary, które znał. Poległą na początku Powstania Krystynę Wańkowiczównę, córkę Melchiora; Kadena-Bandrowskiego, który zginął z synem od bomby. Drugiego syna stracił wcześniej w akcji konspiracyjnej:
„Chłopak ostrzeliwując się, uciekał na Świętokrzyską, tam osaczony w bramie domu, bronił się do końca, zabił i ranił paru gestapowców. Ostatnią kulę chciał wystrzelić sobie w głowę. Lecz był już tak poraniony, że nie miał siły podnieść ręki i strzelił sobie w brzuch. Został dosłownie na śmierć zakopany, zadeptany przez sforę goniących go gestapowców. Opowiadano mi, że wiadomość ta, gdy się rozeszła po Warszawie, spotykała przeważnie nieoczekiwaną reakcję. Pierwszy odruch tych, którzy dowiedzieli się o śmierci chłopca, którego kochano, nie był żal, ale zazdrość. Zazdroszczono młodemu Kadenowi, że tak drogo sprzedał życie”.
W czasie wojny ludzie umierali rzadziej w sposób naturalny, choć przecież rzadko w spokoju ducha. Malarz Tytus Czyżewski uratował się po powstaniu, ale stracił cały dorobek życiowy i zmarł, gdy z trudem dotarł do Krakowa. Aniela Zagórska, krewna Conrada, tłumaczka jego dzieł, zmarła, pracując nad przekładem powieści Złota strzała. Najpierw nie można było jej pochować, bo zabrakło benzyny do przewiezienia samochodem ciała. Gdy w końcu „przewieziono trumnę na Powązki – wspomina Czapski – gdzie odprawiono Mszę świętą w kaplicy św. Karola Boromeusza […] cmentarz został otoczony przez Gestapo. Miano wykryć zapasy broni w jednym z grobów na terenie cmentarza. […] Wszystkim obecnym na pogrzebie Anieli kazano w chwili Podniesienia opuścić kościół, a gestapowcy zabrali się do otwierania trumny, w której były jej zwłoki, szukając tam broni czy materiałów wybuchowych”.
Pojedyncze przypadki i przykłady układają się w zbiorowy los. By go pełniej ująć i przedstawić, Czapski posługuje się wierszem Słowackiego:
„Kiedy prawdziwi Polacy powstaną,
To składek zbierać nie będą narody,
A osłupieją – i na pieśń strzelaną
Wytężą uszy, odemkną gospody. […]
Nie pojmie Francuz, co to w świecie znaczy,
Że jakiś naród wstał w ciemności dymie,
Choć tak rozpaczny – nie w imię rozpaczy,
Choć taki mściwy – a nie w zemsty imię. […]”6.
Kończy Czapski, powtarzając słowa poety, podkreślające jakieś piętno polskiego losu, by postawić w końcu pytanie:
„Naród wstał w ciemności dymie, rozpaczny nie w imię rozpaczy i »duch jego odbył robotę w przeświętej serca ludzkiego ciemnicy«. Ale czy osłupiały narody?”.
Pamięć o Katyniu
Czapski pozostał strażnikiem pamięci o Katyniu, a później także pamięci o zafałszowaniu katyńskiej zbrodni nie tylko na Wschodzie, ale i na Zachodzie. W wielu artykułach i zapiskach wraca na różny sposób do niepojętej, nie do przyjęcia dla „kuriera z Katynia” sprawy przemilczania lub fałszowania mordów sowieckich.
Katyń pozostanie dla Polaków symbolem zbrodni sowieckiej, ale jest też odtąd symbolem zafałszowania lub przemilczenia prawdy o niej także w wolnych krajach Zachodu; świadczy o kłopocie, jaki mają one nadal z uznaniem niemniejszej niż niemiecka zbrodniczości sowieckiego systemu komunistycznego.
Władze angielska i amerykańska dobrze wiedziały, kto jest sprawcą tej zbrodni, nakazały jednak milczenie. Czapski relacjonuje w szkicu Katyń przypadki oficerów i polityków, którzy ujawniali prawdę o Katyniu wbrew tym zakazom.
Amerykański płk Henry Szymański, który zawiózł prezydentowi Franklinowi Rooseveltowi materiały dowodowe o Katyniu, przygotowane w Armii Andersa, „został surowo skarcony przez wyższą władzę, że uległ wpływom antysowieckich Polaków”7.
Raporty „zaginęły”. Pułkownik John Van Vliet, który widział groby katyńskie odkryte przez Niemców, napisał raport do Departamentu Wojny USA. Raport również „zaginął”, a pułkownik dostał rozkaz, by zachować o nim milczenie. Ambasador George Howard Earle, zresztą przyjaciel Roosevelta, za opisanie sprawy Katynia i podanie jej sprawców został zesłany na wyspy Samoa i mógł wrócić do Ameryki dopiero po śmierci Roosevelta. Po latach jeszcze Czapski wypomina Zachodowi trwanie w katyńskim milczeniu.
Wspominając uroczystość odsłonięcia Pomnika Katyńskiego w Londynie w 1976 r., postawionego z wielkim trudem z powodu niechęci i oporu władz angielskich, pisze w szkicu Taki skrawek obcego pola:
„Rząd brytyjski odmówił wysłania oficjalnego reprezentanta na odsłonięcie pomnika, bo datę wyrytą na pomniku (1940 rok), wskazującą niezbicie, że zbrodnia tam dokonana była sowiecką, uznał za »controversial«. Czy można to stanowisko nazwać inaczej niż słowami posła Airey Neave: »Craven attitude« i jako strach przed obrażeniem władz sowieckich przez stwierdzenie prawdy”8.
Wcześniej opisuje Czapski uroczystość odsłonięcia pomnika:
„Nie widziałem nigdy takiej ilości wieńców z szarfami i bez szarf, bukietów, wiązanek kwiatów, nie tylko przez Polaków składanych. Wśród wieńców był jeden złożony w imieniu całej rodziny przez posła Winstona Churchilla, wnuka premiera czasu wojny. Nie było przedstawiciela rządu brytyjskiego, ale były liczne delegacje patriotów czeskich, węgierskich, łotewskich, ukraińskich i Wolnych Rosjan. Zdaje się, że cała prasa londyńska zareagowała jednoznacznie na to wydarzenie. Od »Timesa« (w artykule redakcyjnym pt. Stygmat Katynia), przez »Sunday Times« (nazywający dzień, w którym rząd brytyjski świecił nieobecnością, »złym dniem dla honoru i prestiżu Anglii«), po »Daily Mail«, który umieścił gwałtowny tekst Winstona Churchilla: »Mój wielki dziad nigdy nie miał wątpliwości, że winnymi tej zbrodni byli Rosjanie […]. Nie byli tu reprezentowani tylko winni, ignoranci i podli«.
W szkicu Jeśli zapomnę o nich… musi powrócić myślami do Starobielska pod wpływem aktualnej wiadomości:
„Zaduszki w Starobielsku – dwa wątłe płomyki w Dzień Zaduszny 1977 roku zapalone przez Polaka, pracującego przy budowie rurociągu, o parę kilometrów zaledwie od miejsca naszego w 1939 i 1940 roku uwięzienia, te świeczki usadzone wśród wyrw piaszczystych i dołów krzakami porośniętych na skraju lasu sosnowego, są zastanawiające. […] Polak, który te świeczki zapalił, miał się dowiedzieć na miejscu od starego człowieka, Ukraińca […], że tu na tych nieużytkach zamordowano i zakopano sześć tysięcy oficerów polskich. Polak opowiadał dalej, że uczynił to samorzutnie i nie ukrywając się bynajmniej, bo taki w Polsce panuje obyczaj, zapalać światła na grobach w Dzień Zaduszny. Więc Starobielszczanie na śmierć skazani, wywożeni stamtąd, mieliby być na powrót pod Starobielsk przywiezieni na śmierć? Czy odkryty został nowy Katyń?”9.
Pamięć o Rosji
Czapski wychowany w Rosji i na polskich Kresach znał Rosję jak mało kto i zawsze interesował się jej realiami. Gdy pytał w Rosji sowieckiej, za co są więzieni i zsyłani także Rosjanie, słyszał często odpowiedź: „za słowo”. We wspomnieniowym szkicu z 1948 r. pod takim właśnie tytułem pisał:
„Opuszczając Rosję Sowiecką, wyniosłem poczucie nieoddychalnej, dławiącej atmosfery, nie dlatego, że tam zmarli z głodu lub zostali zamordowani ludzie bardzo mi bliscy, że wyginęły tam setki tysięcy rodaków, ale że to był kraj milczenia. Że nie tylko jest tam krzywda człowieka, wyzysk i zło, […] ale że tam nie można było nawet krzyknąć, zaprotestować, na zbrodnie palcem wskazać, że tam nie wolno było nikomu wychodzić poza optymistyczny frazes »stało legcze żyt´«, »ja drugoj takoj strany nie znaju« itd., każde słowo stawiające pod znakiem zapytania prawa i moralność Związku lub jakiekolwiek rozporządzenie wyższej władzy, jest tym »słowem«, za którym idzie taka czy inna likwidacja człowieka”10.
Ale „słowo” to za mało, nie da się nim wyjaśnić i milczeniem zbyć zbrodni Katynia i podobnych, a także całego systemu łagrów, eksterminacji przez pracę, najpotworniejszego totalitarnego wynalazku sowieckiego. Choć rzeczywiście brak słowa i milczenie wykorzystano najperfidniej w powszechnej do pewnego czasu zmowie milczenia wokół Katynia. W swych pismach Czapski wraca często do porównań dawnej carskiej Rosji i nowej, sowieckiej. Opiera się na własnych wspomnieniach, bo był w Petersburgu w przełomowym 1917 r. i rozmawiał z wieloma znaczącymi postaciami; znał też nastroje tłumu, ulicy. Uderzał go optymizm po rewolucji lutowej, nadzieje na demokratyzację Rosji i pierwsze ostrzeżenia po nieudanym puczu bolszewickim, po którym Lenin uciekał do Finlandii. Już wtedy zauważył mrówczą pracę agitatorów komunistycznych w ulicznych tłumach.
Po 20 latach od zaproszenia Jeleny Stasowej Czapski jechał znów do Rosji, tyle że wagonem więziennym do jednego z obozów, z których większość Polaków nie uszła z życiem. Po latach, gdy śledził z Zachodu przemianę Rosji w największe państwo totalitarne, dociekał prawdy o Rosji i jej tajemnicy, nie tej metafizycznej, którą głosili poeci rosyjscy w XIX w., ale tej tajemnicy imperium zła, bo ta nazwa okazała się jednak metaforą trafną i prawdomówną, gdy poznało się już całość systemu łagrów, powszechnej niewoli i kłamstwa. Czapski poświęcił wiele stron swych wspomnień i artykułów tym dziejom przemiany rosyjskiej od despotyzmu carskiego, który okazywał się stosunkowo liberalny w porównaniu ze spiętrzeniem przemocy i zarazem manipulacji, tej paradoksalnej piramidy władzy od wojennego komunizmu do absolutnego jedynowładztwa, jaką wytworzył system sowiecki od lat 30., przez wojnę aż do zaborczego podporządkowania Europy Wschodniej.
Czapski starał się przedstawiać na Zachodzie tę Rosję, która po zwycięskiej wojnie chciała rządzić światem. W 1950 r. wygłosił w Ameryce odczyt pt. Człowiek w Rosji Sowieckiej, w którym porównawczo dociekał istoty systemu sowieckiego:
„terror mikołajewskiego absolutyzmu był w codziennych przejawach ilościowo nikły w porównaniu z tym, co się dzisiaj dzieje w Rosji Sowieckiej. Nie tylko dzięki praktyce zgeneralizowanej i totalistycznej, i nowoczesnej technice, ale dzięki samej koncepcji filozoficzno-politycznej komunizmu, w którym totalizm i terror są elementami zasadniczymi i nie zostawiają człowiekowi ani skrawka życia osobistego, ani skrawka wolności przekonań, bez kontroli, bez natychmiastowej przy każdym odchyleniu ingerencji”11.
Nastroje wokół Rosji podlegały wahaniom.
Czapski zapamiętał nadzieje, a nawet pewność w pierwszej połowie 1917 r., że po obaleniu cara Rosja porzuci despotyzm i odrodzi się jako sprawiedliwe państwo. Kilka miesięcy później nadzieje te legły w gruzach. Podobnie liczono w 1945 r. na Zachodzie, że zwycięska Rosja odrzuci nowy despotyzm komunistyczny czy może komunizm przybierze bardziej ludzką twarz. Przez długi czas nie wierzono w to, co głosił Czapski, nie tylko w Katyń, ale i w cały system Gułag w Rosji. Nie docierały tam głosy Polaków z łagrów, pierwsze świadectwa Beaty Obertyńskiej, Herminii Naglerowej, Gustawa Herlinga-Grudzińskiego. (W autobiografii Jerzego Giedroycia są zabawne wzmianki o sporach w środowisku „Kultury” z Miłoszem, który kwestionował istnienie łagrów i tłumaczył propagandę antysowiecką uprzedzeniami Polaków).
Kiedy prawda o łagrach przebiła się w końcu w połowie lat 70. za sprawą książek Aleksandra Sołżenicyna i Warłama Szałamowa, pojawiły się też nikłe nadzieje, że jednak w Rosji powstaje jakiś opór przeciw totalnemu systemowi, jakaś opozycja jednostek. Czapski również dawał ująć się tym nadziejom, bo trudno w nic nie wierzyć, i w to, że wielki kraj może pogrążać się bez końca. Czy były to dawniejsze względy sentymentalne, czy aktualne rachuby wyniszczenia samym złem, Rosja stanowiła przedmiot stałej uwagi. Czapski widział upadek Rosji i z tego względu doceniał Rosję dawniejszą, swej młodości, podobnie jak Józef Mackiewicz, który uciekał przed sowieckim komunizmem, ale też z obrazem mitycznej Rosji w pamięci i dzieciństwa w Petersburgu. Po 1989 r. przyszły nadzieje na demokratyzację Rosji, która waląc się, zmuszona była opuścić Europę Wschodnią. Ludzie, którzy nawet przeszli łagry, jak Herling-Grudziński, wierzyli, że droga Rosji wiedzie tylko ku lepszemu. Wszyscy oni mieli szczęście nie doczekać roku 2022.
Tekst pochodzi z numeru 4/2026 „Biuletynu IPN”
Czasopismo dostępne w księgarniach IPN, placówkach Poczty Polskiej lub na stronie ksiegarniaipn.pl
1 J. Czapski, Wspomnienia starobielskie, Niezależna Oficyna Wydawnicza, Warszawa 1979, s. 2.
2 E. Karpeles, Prawie nic. Józef Czapski. Biografia malarza, Warszawa 2025, s. 25.
3 Dopiero niedawno wydano jego Dziennik wojenny 1942–1944 (oprac. J.S. Nowak, M. Nowak-Rogoziński, Warszawa 2022); przedtem opublikowano fragmenty dzienników z lat 1950–1979 (Wyrwane strony, Paryż 1993, oprac. J. Pollakówna).
4 J. Czapski, Rozproszone, zebrał i oprac. P. Kądziela, Warszawa 2005, s. 95.
5 Ibidem, s. 96 i dalej do 105.
6 Czapski cytuje niedokładnie – pierwsza zwrotka wiersza Słowackiego brzmi tak: „Kiedy prawdziwie Polacy powstaną / To składek zbierać nie będą narody, / Lecz ogłupieją – i na pieśń strzelaną / Wytężą uszy, odemkną gospody”.
7 J. Czapski, Rozproszone…, s. 437.
8 Ibidem, s. 486–487.
9 Ibidem, s. 423.
10 Ibidem, s. 145–146.
11 J. Czapski, Swoboda tajemna, Przedświt, Warszawa 1989, s. 123.
