„Jeśli bardzo wielu ludzi jest dłużnikami swej ojczyzny, przez to, że biorąc dużo od życia narodowego, nic mu w zamian od siebie nie dają, to Waligórski był najsilniejszym ich przeciwnikiem: dał z siebie więcej, niż jeden człowiek w jego warunkach dać może, dał nad swoje fizyczne siły. Ta wielka praca w tak niesłychanie trudnych warunkach życie jego skróciła”
– tymi słowami na łamach Gazety Warszawskiej Roman Dmowski pożegnał Teofila Waligórskiego, swego przyjaciela i jednego z najbliższych współpracowników, zmarłego 12 sierpnia 1913 r., którego współcześni nazywają zapomnianym współtwórcą Narodowej Demokracji.
Dzieciństwo wykute w kamieniu i stali
Teofil Karol Konstanty Waligórski urodził się 5 marca 1859 r. w Mroczkowie w ówczesnej guberni radomskiej. Wywodził się z zubożałej rodziny szlacheckiej herbu Odrowąż. Był synem Spirydiona i Karoliny z domu Knake. Ojciec jego był urzędnikiem górniczym Okręgu Wschodniego Zagłębia Staropolskiego. Podczas swojej ponad pięćdziesięcioletniej kariery zawodowej przeszedł kolejne szczeble awansu – od magazyniera w Nietulisku Dużym i Sielpi Wielkiej do zawiadowcy wielkich pieców m.in. w Mroczkowie i Rejowie. Dom rodzinny Waligórskich opierał się na systemie patriarchalnym. Dzieci wychowywane były twardą ręką, a dziesięć lat młodsza żona niejednokrotnie musiała łagodzić porywczość i wybuchowość męża.
Mały Teofil przejawiał zamiłowania teatralne, odgrywając wraz z rówieśnikami różne scenki zaczerpnięte z przeczytanych, najczęściej historycznych książek.
Przyjmuje się, że Teofil był piątym dzieckiem małżeństwa Waligórskich. Jednak w rzeczywistości był siódmym z kolei, przy czym dwóch wcześniej urodzonych braci zmarło w niedługim czasie od narodzin. Pierwszym jego wspomnieniem był atak Kozaków na zakład w Rejowie w lutym 1863 r., podczas którego Waligórscy cudem uszli z życiem. Mimo, że miał wówczas niespełna cztery lata, zapamiętał to wydarzenie i opowiadał o nim później swoim dzieciom.Teofil był żywym, pełnym temperamentu dzieckiem. Sam nauczył się czytać, w czym pomagała mu starsza siostra. Przejawiał też zamiłowania teatralne, odgrywając wraz z rówieśnikami różne scenki zaczerpnięte z przeczytanych, najczęściej historycznych książek. W późniejszym czasie został zapisany do prywatnej szkoły średniej Hermana Hillera, a od IV klasy do Kieleckiego Gimnazjum Męskiego. Był wyróżniającym się uczniem. Dobra passa została przerwana przez chorobę. Po ukończeniu V klasy przerwę wakacyjną spędzał w majątku hr. Tarło, gdzie udzielał korepetycji jego synom. Korzystał również z uroków wiejskiego życia, m.in. przemierzając konno rozległe okolice. Po powrocie do domu niespodziewanie zapadł na tyfus, ocierając się o śmierć. Przeżył, ale choroba zostawiła w organizmie trwały ślad. Teofil w VI klasie nie otrzymał promocji. Osłabiony i rozkojarzony chłopak nie mógł skupić się na zajęciach. Dodatkowo, w późniejszym okresie spotkania towarzyskie w gronie przyjaciół przysłoniły mu w pewnym momencie główny cel, którym była nauka. Rozczarowany niepowodzeniem syna ociec złożył wniosek o wykreślenie go z listu uczniów i wysłał piętnastoletniego wówczas Teofila do pracy w kopalni, jako pracownika fizycznego. Na tym tle wybuchł wieloletni konflikt na linii ojciec – syn.
„Pańszczyzna” dla zapewnienia bytu
Po około rocznym pobycie w kopalni wyjechał do Warszawy. Lubiący od małego czytać, podjął pracę w jednej z księgarni, łudząc się, że dzięki temu będzie miał większy dostęp do literatury. Jednak całodzienne obowiązki nie pozwoliły mu na to. Porzucił zatem tą posadę i przeniósł się na stanowisko biurowe w składzie materiałów aptecznych.
Teofil Waligórski był głodny wiedzy. Każdą wolną od zajęć służbowych chwilę poświęcał na dokształcanie, studiując przede wszystkim książki z zakresu historii Polski, historii powszechnej i nauk społecznych.
Wówczas też postanowił zrealizować jedno z młodzieńczych marzeń – zostać ułanem. Wraz z przyjacielem z lat szkolnych wyjechał do Krakowa. Tam zgłosili się do biura werbunkowego. Jednak, jako poddani cara, nie zostali do wojska austriackiego przyjęci. Niepyszni powrócili do Warszawy.
W 1878 r. rozpoczął pracę w fabryce Towarzystwa Akcyjnego „Rudzki i Ska”, w której z niewielką przerwą przepracował ponad 20 lat. W 1884 r. na krótko zmienił branżę i wyjechał do Petersburga jako pracownik Firmy Fraget. Jednak już po roku powrócił do Warszawy, do poprzedniego pracodawcy. Miało to związek z planowaną ceremonią ślubną, która odbyła się 8 października 1885 r. Teofil tego dnia poślubił Natalię Joannę Galle. Małżeństwo doczekało się czworga dzieci, z czego troje dożyło wieku dorosłego.
Wspominając męża wiele lat po jego śmierci, Natalia tak podsumowała wątek jego pracy:
„Zdrowie jego zawsze delikatne, warunki pracy w kurzu magazynu i opiłków żelaza nie sprzyjają mu. Sama praca ciężka, nudna, jest tylko straszną pańszczyzną dla zapewnienia bytu”.
Na różnych frontach walki o polskość
Teofil Waligórski bardzo mocno zaangażował się w działalność niepodległościową na początku lat dziewięćdziesiątych XIX w. W początkowym jej okresie był związany z warszawską grupą Stowarzyszenia „Łączność”, a po jego scaleniu został członkiem Ligi Narodowej. W 1896 r. wszedł do Komitetu Centralnego Ligi Narodowej. Rok później, jako delegat Komitetu Centralnego ds. kresów północno-wschodnich, założył koło Ligi w Wilnie. Był również pierwszym redaktorem „Pochodni”, organu prasowego Ligi Narodowej, który drukowany był w Opolu. Wraz z bratem Karolem organizowali szlaki kurierskie do przewożenia nielegalnej prasy przez granice zaborów. W 1899 r. wziął udział w zebraniu założycielskim Towarzystwa Oświaty Narodowej (TON) i wszedł w skład zarządu pierwszego Koła Głównego. W działania męża aktywnie włączyła się również żona Natalia. Przyjmowała transporty podziemnej prasy i przygotowywała ją do dalszej dystrybucji. Współorganizowała biblioteczki ludowe oraz seminaria dla nauczycieli ludowych. Ich dom wielokrotnie był świadkiem ślubów unickich, a w 1904 r. Teofil poprowadził do Rzymu pielgrzymkę unicką, której celem było zwrócenie uwagi papieża Piusa X na trudne położenie ludności grekokatolickiej pod rządami rosyjskimi.
Najszczęśliwsze miejsce na ziemi
W 1900 r. Teofil Waligórski przystąpił do spółki, która zakupiła kopalnię „Niwka” i został jej zarządcą. Przeniósł się wówczas z rodziną do Sosnowca. Po czterech latach kopania została sprzedana. Za namową Aleksandra Zawadzkiego „Ojca Prokopa”, który pracował wówczas w zarządzie dóbr Czartoryskich, Teofil został administratorem dóbr Ojcowa.
Często wyjeżdżał w sprawach organizacyjnych do Warszawy, Lwowa czy szwajcarskiego Rapperswilu.
Do swej dyspozycji otrzymał okazałą willę „Pod Berłem”. Było to miejsce, w którym czuł się najlepiej, gdzie zapominał o trudach codziennego życia. Od najmłodszych lat kochał wieś. Jego rodzice mieli niewielkie gospodarstwo w Mroczkowie, w którym Waligórscy spędzali każdą wolną chwilę. W Ojcowie przypomniał sobie dziecięce lata. Pod jego zarządem Ojców zaczął przynosić dochód. Powoli również odbudował nadwątlone zdrowie. Więcej czasu poświęcił też rodzinie.
Najstarszy, już prawie pełnoletni syn Marian, był wówczas uczniem Szkoły Rolniczej w Czernichowie, a dwie nastoletnie córki przebywały jeszcze przy rodzicach. Ten krótki okres pobytu wśród ojcowskich skał był dla Teofila najszczęśliwszym okresem życia.
Nie znaczy to, że zerwał z polityczną działalnością. Często wyjeżdżał w sprawach organizacyjnych do Warszawy, Lwowa czy szwajcarskiego Rapperswilu. W kilka miesięcy później stanął do walki w wyborach do Dumy Państwowej.
„Duma” i rozczarowanie
Rewolucja 1905 r. wymusiła na carze Mikołaju II powołanie izby niższej parlamentu imperium Rosyjskiego. Rozpoczęła się gorączka przedwyborcza. Teofil Waligórski otrzymał propozycję kandydowania w wyborach. Początkowo ją odrzucił, jednak za namową przyjaciół ze Stronnictwa Demokratyczno-Narodowego podjął się tego zadania. Zimą i wiosną 1906 r. odbył szereg wyjazdów, zebrań i przemówień. Warto podkreślić, że mówcą był porywającym.
Teofil po rozwiązaniu Dumy pozostał bez domu i środków do życia. Przez pewien czas mieszkał w Warszawie, obejmując funkcję redaktora „Narodu”.
Teofil Waligórski uzyskał mandat do I Dumy Państwowej, kandydując z guberni kieleckiej. Po zawiązaniu izby niższej parlamentu wszedł do prezydium Koła Polskiego.
Swój mandat traktował jako obowiązek wobec kraju, jako ofiarę z życia osobistego dla dobra Polski. Tym większy przeżył dramat, gdy dowiedział się o nagłym rozwiązaniu I Dumy przez cara w lipcu 1906 r. Odebrał to jako stracone, zaprzepaszczone nadzieje na odrodzenie kraju. W jednym z listów do żony pisał:
„Według wszelkiego prawdopodobieństwa zbliżamy się do bardzo poważnych zdarzeń, które przygotowywane po cichu, zawarzą i o losach Królestwa. Cokolwiek się mówi, chwila to historyczna. Czy z niej Polacy potrafią skorzystać? Nie wiem, często wątpię…”.
Przedwczesna śmierć
Objęcie przez Waligórskiego funkcji posła doprowadziło do konfliktu z głównym zarządcą dóbr Czartoryskich, który zarzucił mu porzucenie pracy. W jednym z listów pisze:
„(…) Nie wiem, jakie będzie jutro. Przygniata mnie odpowiedzialność za losy kraju. Tonę w wątpliwościach spadających codziennie kwestii – nowych, nie nowych, przygniatających! A jednak najwięcej mnie boli, żem Ci zburzył ciche, spokojne życie, żem Cię pozbawił tej wsi, tego Ojcowa, do któregoś się przywiązała! Nie miej mi tego za złe. Ja musiałem iść za swoim przeznaczeniem. Musiałem wkroczyć w tą krainę tragicznej wielkości, w której zginę, padnę z przepalonym mózgiem i porwanymi na strzępy nerwami, aby spełnić dziedziczony po przodkach obowiązek, aby zażądać tego kiedyś od syna”.
Teofil po rozwiązaniu Dumy pozostał bez domu i środków do życia. Przez pewien czas mieszkał w Warszawie, obejmując funkcję redaktora „Narodu”.
Mimo, że nie ubiegał się o mandat do II Dumy Państwowej, wziął czynny udział w kampanii wyborczej.
Mimo, że nie ubiegał się o mandat do II Dumy Państwowej, wziął czynny udział w kampanii wyborczej. Intensywność życia doprowadziła do pogorszenia jego zdrowia. W 1908 r. zrezygnował z pracy w redakcji i wyjechał do Ojcowa, który otrzymał w dzierżawę. Niestety, sił miał coraz mniej. Do bardzo szybko postępującej choroby serca doszła również gruźlica. W lutym 1913 r. poddał się udanej operacji, jednak wymagał stałej opieki medycznej. Do kwietnia tego roku przebywał w Warszawie, w mieszkaniu Romana Dmowskiego, który użyczył mu go pod swoją nieobecność. Następnie wyjechał do Merano, uzdrowiskowej miejscowości Południowego Tyrolu. Niestety, po krótkotrwałej poprawie przyszedł kryzys, którego jego osłabiony organizm nie był w stanie zwalczyć. Teofil Waligórski zmarł w Ojcowie 12 sierpnia 1913 r. w wieku 53 lat. Pochowany został na cmentarzu parafialnym w Smardzowicach, gdzie jego grób znajduje się do dziś. Na łamach Gazety Warszawskiej uczestnik tej smutnej uroczystości, Roman Dmowski, napisał:
„W szary, dżdżysty dzień piętnastego sierpnia, po stromej, wyboistej drodze, wśród świerkowego lasu, pokrywającego zbocza skał ojcowskich, wspinał się w górę orszak pogrzebowy, odprowadzający zwłoki ś.p. Waligórskiego do starego, modrzewiowego kościółka w Smardzewicach, w których czekała na nie mogiła na cichym cmentarzu wiejskim. Na malowniczym tle skał i świerków Ojcowa, niezwykle wyglądał ten orszak długi, czarno szary, z wybijającymi się na czele białymi komżami duchowieństwa, które pośpieszyło ze wszystkich okolicznych parafii odprowadzić na miejsce wiecznego spoczynku szanowanego i cenionego człowieka, a dalej z jaskrawymi sukmanami krakowskimi miejscowego ludu. Spędzająca lato w Ojcowie publiczność miejska bądź przyłączała się do orszaku bądź ciekawie mu się przyglądała.
Ale na pewno wśród jednych i drugich niewielu było takich, którzy by zdawali sobie sprawę z tego, że ta czarna trumna, spoczywająca kolejno to na barkach przyjaciół zmarłego, to służby dóbr ojcowskich kryje w sobie szczątki człowieka nieprzeciętnego, człowieka niepospolitej miary. Niejeden może się zdziwił, gdy nazajutrz usłyszał z ust proboszcza skalskiego ks. Musielewicza zdanie, że w innych warunkach ten człowiek nie na tak skromnym stanowisku społecznym życie swoje by zakończył”.
