Zasługi generała i okoliczności jego śmierci – podkreślmy – jednego z najbardziej haniebnych czynów władz komunistycznych, świadczącego też o tym, że ich celem było zakłamanie i wymazanie z polskiej pamięci Armii Krajowej i tradycji niepodległości Polski, są dziś powszechnie znane. Dlatego warto może wspomnieć o codziennej stronie życia generała, co jest możliwe także dzięki wspomnieniom jego żony Janiny, które pod tytułem „Los już mną zawładnął...” opublikowano w 2012 r. staraniem pracowników Oddziałowego Archiwum IPN w Gdańsku.
Człowiek wielu talentów
Z nich możemy się m.in. dowiedzieć o zainteresowaniach pozawojskowych generała „Nila”. Miał zdolności politechniczne, czytał książki dotyczące tej tematyki, a w swoim domu urządził warsztat ślusarski, w którym, jak wspominała żona, „ciągle coś naprawiał, ulepszał, instalował”.
Lubił także zajmować się stolarstwem. Zapamiętała to jego kilkuletnia wnuczka Zosia, która kilkadziesiąt lat później w rozmowie przeprowadzonej przez Małgorzatę Rutkowską dla „Naszego Dziennika” mówiła:
„Zbierał kawałki drewna i desek na podwórku i chodził do jakiegoś zakładu stolarskiego, gdzie robił różne meble […]. Były to półki na książki, małe stołeczki dla mnie, krzyż dla babci, który trzymała zawsze na półce”.
Od dziecka zbierał znaczki, a zainteresowaniem filatelistyką zaraził też żonę.
„Nauczył mnie jak należy kąpać znaczki, segregować, kompletować serię. Dla niego nawiązałam korespondencję z zagranicą i drogą wymiany otrzymywaliśmy cenne znaczki”.
Inną pasją była muzyka, a wśród ulubionych kompozytorów Wolfgang A. Mozart, Ferenc Liszt, Franz Schubert.
„Opiekował się orkiestrą pułkową, z kapelmistrzem był w wielkiej przyjaźni i wspólnie planowali adaptacje na orkiestrę ulubionych utworów Emila […]. Bardzo bolał nad tym, że nie dane mu było uczyć się gry na fortepianie”.
Lubił wędkarstwo, które to zamiłowanie odziedziczył po swoim ojcu. Tej z kolei pasji mógł poświęcić się szczególnie w czasie służby w 1. Pułku Piechoty Legionów w Wilnie. Pobliskie jeziora i rzeki słynęły bowiem z obfitości różnych gatunków ryb.
Zapach kawy i „Serce Sahary”
Wśród ulubionych nawyków generała było palenie papierosów i picie ogromnych ilości kawy, którą stawiał nawet wieczorem przy łóżku, by wypić w nocy.
„Gdy myślę »dziadek«, czuję zapach kawy, którą bardzo lubił, zdobywał ją gdzieś na rynku, i papierosów. Dla dziadka kręciłam ziarna kawy w starym młynku”
– wspominała spotkania z Emilem Fieldorfem w końcu lat czterdziestych ubiegłego stulecia kilkuletnia wówczas Zosia. Dodajmy, że generał miał w ogóle dobry kontakt z dziećmi. Jak wspominała Janina Fieldorf, „był niezwykle czułym ojcem. Kochał dzieci. I gdziekolwiek go los zaniósł, zawsze potrafił otoczyć opieką dzieci, które odczuwały w nim dobroć i miłość, i garnęły się same do niego”.
Nie tylko świadectwa rodzinne dowodzą, że był również człowiekiem pełnym humoru. Przekonała się o tym jego szwagierka Kazimiera Kobylińska. Dziewczyna zakochała się w młodym oficerze Tadeuszu Zacharze. I oto pewnego dnia Emil zapytał ją, czy chciałaby dowiedzieć się, co dzieje się w sercu Zachary. Ta, przejęta, z uniesieniem zawołała, że chce i żeby o tym natychmiast powiedział.
Ten wręczył jej książkę podróżniczą zatytułowaną „W sercu Sahary”, autorstwa Ludwiki Ciechanowieckiej, dziś zapomnianą, ale w latach trzydziestych niezmiernie popularną w Polsce. Czy Kazimiera była jednak naprawdę w sercu Zachary? Tak, ponieważ poślubił ją w 1935 r. Małżonkowie doczekali się dwójki dzieci, nie żyli jednak długo i szczęśliwie. We wrześniu 1939 r. Tadeusz Zachara, kpt. dypl. WP, poległ jako oficer sztabowy 15. DP w bitwie nad Bzurą. Jego nazwisko figuruje w prowadzonej przez Archiwum IPN bazie „Straty osobowe i ofiary represji pod okupacją niemiecką 1939–1945”. Żartując sobie niewinnie z dziewczyny, pułkownik nie wiedział oczywiście, że z Afryką sam będzie miał jakikolwiek związek. A okazał się on dla jego biografii symboliczny.
* * *
Kiedy latem 1940 r. wracał z Londynu do okupowanego kraju, odbywało się to najpierw przez cały Atlantyk do Kapsztadu, a następnie samolotem nad Afryką aż do Kairu. Widoczny w dole Nil, wówczas uważany za najdłuższą rzekę świata, dał pomysł pseudonimu, w polskiej historii na zawsze już złączonemu z nazwiskiem generała Emila Fieldorfa – dowódcy walki bieżącej z niemieckim okupantem, zamordowanym w powojennej Polsce przez komunistów.
Więcej interesujących materiałów na profilu Archiwum IPN
