W pierwszych dniach sierpnia Rowecki przybył do Krakowa i wstąpił do polskiej formacji zbrojnej tworzonej przez Józefa Piłsudskiego. Rowecki nie został członkiem Pierwszej Kompanii Kadrowej, lecz wymaszerował z Krakowa 7 sierpnia 1914 r. w składzie grupy Ryszarda Trojanowskiego. Przejście grupy przez granicę i wejście na ziemie dawnego Królestwa Polskiego nastąpiło w nocy z 11 na 12 sierpnia. 16 sierpnia grupa dotarła do Kielc.
Pierwsze boje
Rowecki, jako dowódca sekcji I plutonu 1. kompanii 5. batalionu, niecały miesiąc później wziął udział w nocnym wypadzie na Ostrowce, podczas którego wyróżnił się, idąc na szpicy dwóch kompanii legionowych. Chrzest bojowy zakończył się wprawdzie odwrotem Polaków po napotkaniu silniejszego oddziału wroga, wspartego artylerią i karabinami maszynowymi, których legioniści nie posiadali, niemniej Rowecki oceniał starcie pozytywnie, jako dobrą szkołę żołnierską, pozwalająca nabrać rekrutom wiary we własne siły.
1 października 1914 r. został dowódcą plutonu (w stopniu sierżanta) w 3. kompanii 4. batalionu 1. Pułku. Młody podoficer wziął następnie udział w grudniowej bitwie pod Łowczówkiem. Po starciu tym Rowecki 1 stycznia 1915 r., wieku dziewiętnastu lat, uzyskał awans do stopnia podporucznika i stanowisko dowódcy plutonu w 1. kompanii 1. batalionu 5. Pułku, który 18 grudnia 1914 r. powstał z połączenia 2. i 4. batalionu 1. Pułku. Od 17 marca 1915 r., przez dwa miesiące, Rowecki był dowódcą plutonu zwiadu 4. kompanii 1. batalionu 5. Pułku, a następnie, od 3 lipca 1915 r., dowódcą 4. kompanii 1. batalionu 5. Pułku.
Jako dowódca plutonu wykonującego działania rozpoznawcze, Rowecki uczestniczył w pierwszych miesiącach 1915 r. w szeregu niewielkich akcji kończących się drobnymi potyczkami z napotkanym w ich toku nieprzyjacielem. Działania te, prowadzone nad rzeką Nidą, wymagały odwagi, wytrzymałości, doskonałego rozeznania w terenie, refleksu oraz tężyzny fizycznej, gdyż realizowano je w nocy, w surowych warunkach atmosferycznych. Wiązała się z nimi również konieczność przekraczania w bród przeszkody wodnej. We wniosku o odznaczenie Roweckiego Krzyżem Walecznych z 1921 r. można było w odniesieniu do tego okresu przeczytać:
„Znany jako niezmordowany ochotnik do patrolów i wypadów na pozycje rosyjskie nad Nidą. Zuchwale odważny w swoich przedsięwzięciach, nie dawał nieprzyjacielowi chwili spokoju”.
Na cały pluton akurat w niego trafili...
Kolejnym dużym starciem z udziałem Roweckiego bitwa pod Konarami, podczas której (17 maja 1915 r.) oficer został postrzelony w biodro w okolicy Klimontowa. Moment zranienia dowódcy tak opisał służący wówczas w jego plutonie Wacław Lipiński:
„W pewnej chwili, coś około południa, rozległo się z prawego skrzydła wołanie: sanitariusz, sanitariusz! […] Rowecki ranny! – Psiakrew, że też licho nadało! Na cały pluton akurat w niego trafili... Dostał podobno w nogę, czy też wyżej, w udo. […] Rowecki leżał tam na noszach, uśmiechał się słabo, choć dość dobrze wyglądał”.
Lekarzom nie udało się usunąć kuli, która pozostała w ciele i – przemieszczając się – pomimo upływu lat, od czasu do czasu dawała o sobie znać w formie silnego bólu. Choć rana goiła się dobrze i Rowecki 21 lipca 1915 r. powrócił do oddziału, to jednak postrzał dawał mu się mocno we znaki w trakcie działań pościgowych, prowadzonych przez formacje legionowe latem na Lubelszczyźnie, wymagających intensywnych przemarszów. Kondycja fizyczna Roweckiego uległa pogorszeniu, a dokuczliwy ból zmuszał go niekiedy do przemieszczania się na wozie.
1 września 1915 r. Roweckiego skierowano do szpitala fortecznego w Krakowie, skąd został po około miesiącu wysłany na dwutygodniowy urlop, który spędził w rodzinnym Piotrkowie i Warszawie. Rowecki rozważał wówczas wstąpienie do Polskiej Organizacji Wojskowej, lecz ostatecznie zdecydował się na powrót w szeregi 1. Brygady.
Pułk Roweckiego jesienią 1915 r. walczył na Wołyniu. Według Tomasza Szaroty, w okresie tym młody oficer został ponownie ranny. Po walkach pozycyjnych pod Koszyszczami i Stowyhorożem oddział wycofano na odpoczynek. Wiosną 1916 r. 5. Pułk znalazł się ponownie na Wołyniu, prowadząc działania wśród bagien i lasów, po czym 29 kwietnia 1916 r. zajął pozycje w rejonie Kostiuchnówki nad Styrem, gdzie przez kilka miesięcy panował względny spokój. W międzyczasie, 1 kwietnia 1916 r., Roweckiego oficjalnie zatwierdzono na stanowisku adiutanta dowódcy 1. batalionu 5. Pułku, Stanisława Sław-Zwierzyńskiego.
W boju pod Kostiuchnówką
Rowecki wziął udział w stoczonej na początku lipca 1916 r. największej i najkrwawszej bitwie Legionów pod Kostiuchnówką, wyróżniając się w czasie walk 1. batalionu, który 4 lipca przejął na siebie silne uderzenie wroga. Pozycje Polaków były bardzo silnie ostrzeliwane przez artylerię (według dowódcy 5. Pułku, Leona Berbeckiego, miało to być 140 dział) i szturmowane przez masy piechoty wroga.
Jak zapisano w cytowanym już wniosku o odznaczenie go KW, Rowecki:
„w trakcie ciężkich dla jego batalionu walk na Polskiej Górze, jako adiutant kapitana Sława-Zwierzyńskiego, obchodzi okopy i humorem swym dodaje animuszu strzelcom, od rana zmagającym się z huraganowym ogniem nieprzyjaciela”.
Najbardziej dramatyczny dla Roweckiego moment nadszedł, gdy Rosjanom udało się przebić w rejonie Polskiej Góry, niemal odcinając 1. batalion. Z uwagi na otaczające pozycje pododdziału bagna, jedyna droga odwrotu w kierunku Polskiego Lasku wiodła przez groble i mostki przeprawowe, zajęte już przez Rosjan. Rowecki był jednym z trzynastu oficerów, którzy poprowadzili wówczas desperacki kontratak w celu odblokowania możliwości odwrotu żołnierzom batalionu. Jego córka pisała na temat tego epizodu następująco:
„Ojciec mówił mi, ze ogarnęła go wtedy rozpaczliwa furia. Zupełnie nie przypominał sobie, gdy pod ich naporem wygięły się szeregi Rosjan. Gdy minęli okopy zatrzymali się i zawrócili. Zobaczyli, jak reszta legionistów, ocalałych z pogromu, już otrząsnęła się z bezruchu i zaczęła bagnetami pracowicie torować sobie drogę na zbawczy mostek. Przebili się i mieli drogę wolną”.
Wydarzenie to znalazło odzwierciedlenie w cytowanym wyżej wniosku o odznaczenie młodego oficera KW:
„Po obejściu stanowisk legionowych i otoczeniu ich przez wroga, poprowadził ze swym dowódcą kontratak w celu utorowania dla batalionu pojedynczej drogi odwrotu”.
W czasie kontrataku poległ dowódca batalionu. Ogółem pierwszego dnia bitwy zginęło także czterech poruczników batalionu.
Wyjście z pułapki nie oznaczało jeszcze końca trudności, z jakimi musiał się mierzyć 5. Pułk. 5 lipca przyniósł kolejne ciężkie walki, a podczas odwrotu spod Kostiuchnówki za rzekę Stochód, w nocy z 6 na 7 lipca, pułk zmylił drogę i zmuszony był zawrócić, przez co jego sztab znalazł się na czele kolumny, która wpadła pod Maniewiczami w zasadzkę ogniową wrogiej kawalerii. Poniesiono wówczas dotkliwe straty wśród oficerów. Zginął m.in. dowódca II batalionu, a ranny został dowódca pułku. Ranę otrzymał również Rowecki, który przebywał na leczeniu przez kilka kolejnych miesięcy.
* * *
Rowecki, który uważał, iż powinno się wykorzystywać wszystkie istniejące możliwości, by jak najlepiej przygotować się do przyszłej służby w wojsku odrodzonej Polski, był zwolennikiem wstępowania do Polskiej Siły Zbrojnej. Niemniej początkowo uważał, iż powinien, w ramach solidarności grupowej, przyjąć decyzję większości kolegów, w związku z czym 10 sierpnia 1917 r. został internowany w obozie w Beniaminowie, skąd zwolniono go 10 stycznia 1918 r.
W lutym Rowecki wstąpił do PSZ, co – jak słusznie zauważył jego biograf Szarota – było przejawem niezależności w myśleniu młodego człowieka i zdolności do podejmowania trudnych, niepopularnych decyzji.
Rowecki w 1. Pułku służył przez 5 miesięcy, zaś w 5. Pułku – przez 32. Leon Berbecki, który w 1921 r. uzasadniał odznaczenie go KW za okres służby w Legionach, pisał o nim:
„Oficer pełen odwagi i talentów wojskowych”.
