Edward Borowski urodził się 11 marca 1939 r. w Gdyni. Po ukończeniu podstawówki, w zaledwie piętnastym roku życia, podjął pracę w Narodowym Banku Polskim w Gorzowie Wielkopolskim, a jednocześnie rozpoczął naukę w Liceum dla Pracujących – średnie wykształcenie uzyskał w 1958. W tym samym roku rozpoczął pracę w Zakładach Włókien Chemicznych Stilon, natomiast od 1963 r. swą ścieżkę zawodową kontynuował jako dyżurny inżynier ruchu w Elektrowni Gorzów (później Elektrociepłownia). Właśnie w tym zakładzie pracy zastał go sierpień 1980 r.
Działalność związkowa
Już 6 września wszedł w skład komitetu założycielskiego nowego związku w Elektrociepłowni, a następnie, wzorem innych regionów, zaangażował się w tworzenie w Gorzowie Wlkp. struktury ponadzakładowej. Cieszył się olbrzymim zaufaniem środowiska, co zaowocowało wskazaniem go na przewodniczącego Międzyzakładowego Komitetu Założycielskiego. Ostatecznie funkcję tę otrzymał Tadeusz Kołodziejski, jako przedstawiciel środowiska robotniczego i największego z reprezentowanych wówczas gorzowskich zakładów, Zakładów Mechanicznych Gorzów, Borowski zaś został jego zastępcą.
W tym czasie – oprócz działalności w MKZ i spotkań z ludźmi w różnych zakładach pracy – podejmował też inne aktywności. Nie zgadzając się na wciąż stosowane przez władze represje wobec osób głoszących publicznie swoje poglądy, 19 lutego 1981 r. wszedł w skład Okręgowego Komitetu Obrony Więzionych za Przekonania. Kiedy w marcu 1981 r., w czasie tzw. kryzysu bydgoskiego, MKZ przekształcił się w Regionalny Komitet Strajkowy, Borowski odpowiadał w nim za kontakty z filiami (w Dębnie, Strzelcach, Słubicach i in.).
Po kilku miesiącach pracy kierownictwo MKZ coraz częściej bywało kontestowane, emocje wzbudzały zatem wybory nowych władz związkowych w regionie, które miały miejsce podczas I tury I Walnego Zjazdu Delegatów Regionu Gorzowskiego w dniach 25-26 kwietnia 1981 r. Cieszący się coraz większym zaufaniem Edward Borowski został wybrany przewodniczącym Zarządu Regionu, zdobywając aż 159 głosów delegatów (Ryszard Ornoch – 27 głosów, Zbigniew Zięba – 17, Andrzej Zieliński – 5). Został również członkiem Komisji ds. szkolenia i informacji, która zajmowała się m.in. propagowaniem działalności Zarządu Regionu.
Jako delegat na I Krajowym Zjeździe Delegatów w Gdańsku we wrześniu 1981 r. wszedł w skład Komisji Uchwał i Wniosków, a jako przewodniczący Zarządu Regionu z urzędu wszedł do Komisji Krajowej. Działalność związkową realizował również w Tymczasowej Komisji Porozumiewawczej Energetyków.
Szacunek wzbudzały już pierwsze jego decyzje w nowej roli, kiedy obniżył uchwaloną wysokość poborów dla etatowych członków Zarządu Regionu, w tym swojej pensji z 20 na 16 tysięcy złotych. Nie oznacza to, że nie mierzył się z krytyką w samym Związku. Kilkunastu członków było na tyle niezadowolonych z pracy Zarządu Regionu, że wystosowało w tej sprawie oficjalny list. Borowski wyciągnął wnioski i poprawił komunikację z członkami, choć wciąż mierzył się w swoim otoczeniu z prowokacjami tajnych współpracowników, którzy chwiali spójnością Związku.
Represje ze strony władzy
Wchodząc do struktur związkowych, a de facto będąc ich twórcą w regionie, Edward Borowski przestał być anonimowy dla Służby Bezpieczeństwa. Początkowo, pod nadzorem mniej lub bardziej dyskretnym, obserwowany był przez gorzowskich funkcjonariuszy w ramach sprawy operacyjnej „Statut” założonej na gorzowski MKZ.
Jeszcze we wrześniu 1980 r. przeprowadzono z nim pierwszą rozmowę profilaktyczną. Z zachowanego dokumentu wynika, że całkiem umiejętnie „ograł” funkcjonariusza. Jak czytamy:
„oświadczył, iż w swojej działalności nie interesuje go polityka i jeśli w Solidarności pojawią się wątki polityczne, zrezygnuje z działalności w tych związkach. Oświadczył również, że do Służby Bezpieczeństwa jest przychylnie ustosunkowany i w miarę posiadania materiałów związanych z Solidarnością będzie je nam udostępniał. Jednakże obietnicy nie dotrzymał, nie podejmując ponownego z nami kontaktu”.
Dodano jednak, że „w swoim czasie był w związku z tą rozmową posądzony przez członków prezydium MKZ o współpracę ze Służbą Bezpieczeństwa”.
Czy była to świadomie przygotowana prowokacja ze strony SB? Być może. Z uwagi na braki archiwalne trudno ocenić, niemniej wiadomo, że Edward Borowski dbał o to, by Solidarność nie dawała pretekstów do ataków politycznych na nią. Nie zmienia to faktu, że za jej zaczątek uważał KSS „KOR” i miał duży szacunek do przedsierpniowej działalności opozycyjnej. Podkreślał jednak apolityczność związku, dlatego nie pochwalał późniejszej inicjatywy utworzenia Polskiej Partii Demokratycznej, do której weszli niektórzy działacze gorzowskiej Solidarności, choć nieoficjalnie popierał założenia programowe nowej organizacji.
Gorzowska Służba Bezpieczeństwa swą działalność widocznie wzmogła w połowie 1981 r. – w czerwcu założyła przeciwko Borowskiemu sprawę operacyjnego rozpracowania o kryptonimie „Skryty”, ale był również obserwowany w ramach sprawy „Zrzeszeni”, prowadzonej przeciwko Zarządowi Regionu, którego lokal był pod stałą obserwacją.
Służba Bezpieczeństwa zakwalifikowała go jednoznacznie jako osobę wykazującą wrogą postawę wobec władzy. W nocy z 12 na 13 grudnia 1981 podzielił los kilku tysięcy działaczy związkowych i opozycyjnych. Jeszcze 12 grudnia był na obradach Komisji Krajowej w Gdańsku, gdzie z całej Polski dochodziły informacje o niecodziennych zdarzeniach. W tym samym czasie, kiedy w Gorzowie Wlkp. demolowano pomieszczenia ZR, jego zatrzymywano w Grand Hotelu w Sopocie. Internowano go i przewieziono do ośrodka odosobnienia w Strzebielinku.
Początkowo został umieszczony w celi z Sewerynem Jaworskim, Jackiem Kuroniem, Januszem Onyszkiewiczem, Grzegorzem Palką, Janem Rulewskim, Stanisławem Wądołowskim i Henrykiem Wujcem, dopiero w styczniu został przewieziony do ośrodka odosobnienia w Wawrowie niedaleko Gorzowa Wlkp., gdzie już wcześniej ulokowano internowanych działaczy związkowych i opozycyjnych z tego regionu. Ostatecznie został przewieziony do Ostrowa Wielkopolskiego. Nie poddawał się, brał m.in. udział w 14-dniowej głodówce, którą chciano zwrócić uwagę na więźniów politycznych.
Z ośrodka odosobnienia zwolniono go 16 czerwca 1982 r. Od razu zaangażował się w działania podziemia. Wszedł w skład konspiracyjnej Regionalnej Komisji Wykonawczej „Solidarność” Regionu Gorzów Wlkp., która koordynowała działania gorzowskiego podziemia, wygłaszał przemówienia na uroczystościach kościelnych i innych okolicznościowych, na których występował przeciwko władzom, pisał apele o podejmowanie aktywności podziemnej, współtworzył oraz kolportował „Feniksa”, ale również „Solidarność Walczącą”, „Tygodnik Mazowsze” i inne wydawnictwa podziemne, za co płacił częstymi rewizjami i przesłuchaniami.
Był jednym z inicjatorów utworzenia Diecezjalnego Komitetu Pomocy Osobom Represjonowanym (z bp. Pawłem Sochą, ks. Witoldem Andrzejewskim, o. Arkadiuszem Cegiełką, o. Piotrem Sadownikiem, Krzysztofem Cierkońskim, Teresą Klimek, Tadeuszem Kwiecińskim, Grażyną Pytlak). W październiku podjął pracę w Elektrociepłowni.
Ostatnie lata życia
Internowanie, działalność w podziemiu nie pozostawały bez wpływu stan zdrowia Borowskiego. W styczniu 1983 r. przeszedł pierwszy zawał serca, i choć, mimo wciąż młodego wieku, 1 lipca 1983 r. musiał przejść na rentę inwalidzką, nie zaniechał działalności w zdelegalizowanych strukturach związkowych, wręcz działał jeszcze odważniej. W lutym 1984 r. został aresztowany (udział w nielegalnym związku oraz kolportaż nielegalnych wydawnictw). Konsekwentnie odmawiał składania jakichkolwiek zeznań. Karą za to było właściwie zaniechanie jego leczenia.
Wrażenia na władzach nie zrobił nawet list bp. Wilhelma Pluty do wojewody gorzowskiego Stanisława Nowaka, ani kolejne wnioski o uchylenie aresztu z uwagi na stan zdrowia i niską szkodliwość społeczną czynu (pisane przez adwokata Jerzego Synowca) – wszystkie odrzucano. Śledztwo umorzono dopiero 27 lipca na mocy amnestii lipcowej, zaś 3 dni później zwolniono go z Zakładu Karnego w Nowogardzie. Tak jak wielomiesięczny okres internowania, tak samo pobyt w więzieniu nie zniechęcił go do pracy w podziemiu, za swe zaangażowanie płacił jednak coraz wyższą cenę – w 1986 r. przeszedł drugi zawał.
Działał coraz bardziej jawnie. W 1986 r. brał udział w organizowaniu i działalności Duszpasterstwa Świata Pracy, natomiast w czerwcu tr. wystosował apel Do członków naszego Związku wydrukowany w setnym numerze pisma „Feniks”, najważniejszym biuletynie gorzowskiego podziemia, w którym zachęcał do większej aktywności. Był jednym z pięciu działaczy, którzy 19 października wyszli z konspiracji i ujawnili swą działalność, nazwiska i adresy. O reaktywowaniu Prezydium Zarządu Regionu gorzowskiej „Solidarności” poinformował Stanisława Nowaka, wojewodę gorzowskiego, Lecha Wałęsę oraz redakcje trzech czasopism: „Feniksa”, „Tygodnika Mazowsze” i „Gazety Lubuskiej”. Próba zarejestrowania działalności oczywiście nie mogła się powieść, niemniej kolejne grupy działaczy opozycyjnych, ośmielone taką postawą, ujawniały się.
Do historii przeszło zdjęcie, na którym dumny Edward Borowski 30 listopada 1986 r., podczas ingresu ks. bp. Józefa Michalika, niesie ulicami Gorzowa Wlkp. w kierunku katedry wydobyty z ukrycia sztandar Zarządu Regionu „Solidarność”, za co został zresztą ukarany przez Kolegium ds. Wykroczeń grzywną, musiał się też zmierzyć z kolejną rewizją w domu.
Do końca oddany sprawie
Miał żonę i dwoje dzieci, ale żył tak, jakby czuł, że ma mało czasu i musi dać świadectwo. Niestety, trzeci zawał okazał się być ostatnim – 4 sierpnia 1987 r. zmarł. Cztery dni później żegnał go kilkutysięczny tłum ludzi. W pogrzebie uczestniczyli m.in. bp Józef Michalik, ks. Henryk Jankowski, ks. Witold Andrzejewski, Marian Jurczyk, Stanisław Wądołowski. Pielgrzymi, którzy w tym czasie szli z Gorzowa na Jasną Górę, pokryli kirem wszystkie pielgrzymkowe emblematy. Zachowując godną postawę, dla wielu stał się bohaterem jeszcze za życia, a po śmierci – symbolem gorzowskiej Solidarności. W sierpniu 1990 r. na terenie Elektrociepłowni Gorzów odsłonięto poświęconą mu pamiątkową tablicę, a od 1992 r. ulica, przy której mieści się siedziba Zarządu Regionu NSZZ „Solidarność” w Gorzowie Wlkp. nosi jego imię.
We wspomnieniach Borowski przejawia się jako osoba energiczna, do której ludzie mieli bardzo duże zaufanie, dzięki której tak łatwo udało się zorganizować struktury związkowe w regionie gorzowskim. Cieszący się olbrzymim autorytetem kapelan Solidarności, ks. Witold Andrzejewski, który Edwarda Borowskiego poznał we wrześniu 1980 r., mówił:
„[…] był po prostu człowiekiem do końca uczciwym. Był człowiekiem, który jak mówił tak, to było wiadomo, że myśli tak. Kiedy mówił nie, to było wiadomo, że myśli nie. Ja wiedziałem, że ja mu mogę zawsze zaufać. Ze wszystkim. Sporo dyskutowaliśmy, sporo gadali. Ktoś powie: a to jak to, ten człowiek nie miał żadnych wad? Ano miał ich sporo. Człowiek, któremu się wydaje, że nie ma wad, jest człowiekiem dość groźnym, a najprawdopodobniej człowiekiem z pewną skłonnością ku niedorozwoju osobowościowemu. Natomiast był człowiekiem do końca uczciwym i do końca oddanym tej sprawie, sprawie Solidarności. A jeszcze dalej mówiąc, sprawie Polski”.
