O skali jego sukcesu świadczy wysoka pozycja na liście najliczniej wytwarzanych statków powietrznych w historii świata. Prawie 5500 wyprodukowanych egzemplarzy pozycjonuje go wśród śmigłowców na siódmym miejscu.
Z deski kreślarskiej do rzeczywistości
Model ten powstał w ZSRS w 1961 r. w biurze konstrukcyjnym Michaiła Leontjewicza Mila. Jest to jedyny wiropłat sowieckiej myśli technicznej, który nigdy nie był seryjnie wytwarzany w ZSRS. Na etapie projektowania nosił oznaczenie W-2. W związku ze skupieniem się Związku Sowieckiego na produkcji większych śmigłowców, dokumentacja dotycząca W-2 została przekazana Polsce, która, na mocy porozumienia międzyrządowego zawartego z ZSRS w 1964 r., otrzymała wyłączność na wytwarzanie Mi-2.
Podjęto decyzję, że śmigłowiec będzie produkowany w Wytwórni Sprzętu Komunikacyjnego w Świdniku. Zakład miał już duże doświadczenie w tej materii. Od 1957 r. WSK wytwarzała śmigłowce: SM-1 (na licencji Mi-1) oraz jego rozbudowaną wersję SM-2. Do produkcji silników przeznaczony został natomiast zakład WSK w Rzeszowie. Zgodnie z tradycją, Polacy planowali nadać nowemu śmigłowcowi oznaczenie SM-3, jednak strona sowiecka twardo stała na stanowisku, aby zachować nazewnictwo stosowane przez biuro konstrukcyjne Mila.
Mi-2 posiadał jedynie dokumentację prototypową. Aby śmigłowiec mógł być produkowany, należało stworzyć dokumentację seryjną. Prace te spadły na barki inżynierów WSK Świdnik. 26 sierpnia 1965 roku pierwszy egzemplarz, zmontowany w Polsce z elementów dostarczonych z ZSRS, oblatała załoga sowiecka. Natomiast 4 listopada 1965 roku, oblotu pierwszej maszyny wyprodukowanej całkowicie w Świdniku dokonali: pilot Wiesław Mercik, Kazimierz Moskowicz i Henryk Jaworski.
Mnogość wariantów i zastosowań
Światowa premiera wiropłatu miała miejsce w 1967 roku, podczas 27. międzynarodowej wystawy lotniczej w Le Bourget we Francji. Produkcję seryjną rozpoczęto w roku 1966, a zakończono w roku 1985. Na początku próbowano nadać śmigłowcowi przydomek „Marabut”, ale nazwa ta nie przyjęła się. Przez dłuższy czas była to jedyna na świecie lekka konstrukcja w układzie dwusilnikowym.
Najwięcej, bo 4330 egzemplarzy, zamówił ZSRS. Na swoim stanie posiadało go (lub używa do dzisiaj) niespełna 40 państw. Eksperci szacują, że do końca produkcji powstało ponad 25 odmian Mi-2. Dla potrzeb cywilnych produkowano je w wersjach: transportowej, rolniczej, pasażerskiej, szkolnej, przeciwpożarowej oraz sanitarno-ratowniczej. Mi-2 powstały także w wariantach przeznaczonych do monitorowania linii wysokiego napięcia, rurociągów naftowych i gazowych. Produkowano je również jako latające dźwigi o nośności do 800 kg. Powstały wersje specjalne: telewizyjna do transmitowania obrazów z wydarzeń sportowych (takich jak np. Wyścig Pokoju) czy polarna dla naukowców PAN pracujących na stacji badawczej na Antarktydzie.
Opracowano także warianty wojskowe w postaci: latającego stanowiska dowodzenia, transportu desantu, rozpoznania powietrznego, korygowania ognia artylerii, ratownictwa lądowego i morskiego, stawiania zasłon dymnych czy wykrywania skażeń. Powstały wersje uzbrojone: z wyrzutniami rakiet niekierowanych, przeciwpancernych czy przeciwlotniczych. I tak maszyna ta, projektowana na potrzeby rolnictwa, była pierwszym uzbrojonym śmigłowcem w Wojsku Polskim.
Ciekawym sprawdzianem możliwości bojowych „Hoplita” (kod nadany przez NATO) okazał się udział w 1977 r. w strzelaniach pokazowych dla dowódców Wojsk Lotniczych państw Układu Warszawskiego. Odbyły się one na poligonie w Biedrusku. Polskie Mi-2 URP z 49. Pułku Lotnictwa Wojsk Lądowych stanęły do rywalizacji ze stacjonującym w NRD sowieckim gwardyjskim pułkiem śmigłowców bojowych. Na jego wyposażeniu znajdowały się wchodzące dopiero do uzbrojenia „latające czołgi” – czyli szturmowe Mi-24D.
Ku zaskoczeniu uczestników, polskie Mi-2 URP osiągnęły lepsze wyniki w strzelaniu. Łukasz Męczykowski w swoich opracowaniach wyjaśnia wynik pojedynku faktem, że ówczesne sowieckie załogi nie nabrały jeszcze doświadczenia na nowym typie wiropłatu, a także tym, że Mi-2 jest wolniej latającym śmigłowcem, więc członek załogi obsługujący rakiety miał więcej czasu na nakierowanie ich na cel.
Awaryjne lądowanie Mi-2P na łące z powodu samoczynnego wyłączenia się lewego silnika. Śmigłowiec103. Pułku Lotniczego Nadwiślańskich Jednostek Wojskowych MSW. Wrocław Psie Pole, 8 czerwca 1988 r. (fot. z zasobu AIPN)
Przegląd Mi-2 po awaryjnym lądowaniu na polu uprawnym. Stwierdzona przyczyna awarii: samoczynne wyłączenie się lewego silnika. Śmigłowiec 103. Pułku Lotniczego Nadwiślańskich Jednostek Wojskowych MSW. Dąbrowa k. Warszawy, 8 kwietnia 1988 r. (fot. z zasobu AIPN)
Mi-2 podarowany przez PZU 103. Pułkowi Lotniczemu Nadwiślańskich Jednostek Wojskowych MSW w 1975 r. Funkcjonariusz MO prezentuje wyciągarkę zamontowaną na śmigłowcu. Egzemplarz ten wspierał działania Milicji Drogowej Komendy Stołecznej. Wystąpił także w kilku odcinkach serialu „07 zgłoś się” (fot. z zasobu AIPN)
Pod koniec lat 70. i na początku lat 80. XX w. zakład w Świdniku kontynuował program rozwoju śmigłowca, opracowując kolejne konstrukcje, takie jak Mi-2 plus, Mi-2A czy PZL Kania. Prawdziwym rodzimym następcą Mi-2, choć gabarytowo większym, był produkowany od 1985 roku PZL W-3 Sokół, który powstał w niespełna 180 egzemplarzach. Był to ostatni z członków rodziny wywodzącej się od Mi-2. W styczniu 2010 roku włosko-brytyjskie przedsiębiorstwo AgustaWestland przejęło Wytwórnię Sprzętu Komunikacyjnego PZL-Świdnik S.A.
Mi-2 był używany w PRL przede wszystkim przez wojsko, milicję, lotnictwo sanitarne, przedsiębiorstwa państwowe i PGR-y. Nietypowe zastosowanie Mi-2 przedstawia znajdująca się w zasobie archiwalnym IPN praca magisterska absolwenta Akademii Spraw Wewnętrznych kpt. pil. inż. Eugeniusza Zduńskiego pt. „Wykorzystanie śmigłowców w zakresie kontroli ruchu drogowego i porządku publicznego” z 1986 r.
Można w niej przeczytać:
„Śmigłowce Mi-2 resortu spraw wewnętrznych wyposażone są w zestawy agrolotnicze. Zostały one wprowadzone w 1980 roku w czasie zakłóceń porządku publicznego w kraju, z możliwością ich wykorzystania do rozpylania odpowiednich środków chemicznych z powietrza na grupy demonstrantów. Do użycia w/w zestawów nie doszło. Aktualnie zestawy te są używane w gospodarstwie rolnym Arkamów [prawdopodobnie chodzi o Arłamów – przyp. aut.], gdzie służą do rozsiewania nawozów mineralnych i doskonale zdają egzamin”.
Od Jamesa Bonda do tajnej bazy wojskowej
Popularność Mi-2 zaowocowała jego obecnością w kulturze masowej. Pojawiał się w polskich filmach, np. kilku odcinkach serialu kryminalnego „07 zgłoś się” czy w komedii „Miś” Stanisława Barei. Z zagranicznych produkcji najczęściej były to filmy sowieckie, w tym np. komedia z 1977 roku pt. „Mimino”. Wystąpił także serii filmów o Jamesie Bondzie – u boku Rogera Moore, w „Tylko dla twoich oczu” z 1981 r.
Ważną, choć drugoplanową rolę odegrał w polskiej serii komiksowej pt: „Pilot śmigłowca”, wydanej w latach 1975-1985 przez wydawnictwo Sport i Turystyka. Seria opisuje losy pilota, por. Sławomira Karskiego. Ze względów zdrowotnych bohater musi zrezygnować ze służby na myśliwcu MiG-21 i przenosi się do lotnictwa ratunkowego, gdzie lata na śmigłowcu Mi-2. Wraz ze swoim partnerem, mechanikiem plut. Kalińskim, uczestniczą w manewrach wojskowych, a także innych akcjach lotniczych: pomagają powodzianom, transportują ludzi w czasie śnieżnej zimy, podczas akcji saperskiej wysadzają kry na rzece. Oprócz promowania zdrowego trybu życia, uprawiania sportów walki i odpowiedniej postawy obywatelskiej, w komiksie zawarto informacje propagujące przemysł lotniczy PRL oraz historię polskiego lotnictwa utworzonego w ZSRS.
W PRL „Mi dwójki” dwukrotnie zostały wykorzystane do ucieczki za granicę. W dniu 4 lipca 1982 roku pilot Mirosław Kundro uprowadził do Austrii śmigłowiec należący do Zakładu Usług Śmigłowcowych przy WSK Świdnik.
Pół roku później, 8 lutego 1983 r., na Północ uciekli dwaj piloci 49. Pułku Śmigłowców Bojowych z Pruszcza Gdańskiego: ppor. Zbigniew Wojsa i kpt. Henryk Książek. Zamiast znajdującej się na środku Bałtyku wyspy Bornholm, za swój cel wybrali wybrzeże Szwecji. Trasa ta była dłuższa, ale gwarantowała natrafienie na ląd. Świadomie zaplanowali ucieczkę podczas sztormu. Zła pogoda zmniejszała ryzyko złapania ich, a wiatr z południa zwiększał szanse pokonania dystansu. Wielkim wyzwaniem był przelot nad wzburzonym morzem. W trakcie lotu pomylili polski statek „Kędzierzyn” z lądem. Zorientowali się w ostatniej chwili, w trakcie próby lądowania. W pewnym momencie nastąpiła awaria jednego z silników. Spadła prędkość lotu i kończyło się paliwo. Piloci zaczęli tracić nadzieję. Dosłownie w ostatniej chwili zauważyli światła latarni morskiej. Resztkami paliwa w baku dolecieli do brzegu. Dopiero po napotkaniu przybrzeżnej tablicy z napisem Tärnö zorientowali się, że dolecieli do Szwecji. Spotkany mieszkaniec wyspy nie mógł dać wiary w ich historię, wezwał policję. Przez kilka dni nikt w Szwecji nie wierzył, że w takich warunkach pogodowych przylecieli z Polski uzbrojonym śmigłowcem wojskowym.
Przekonanie takie wynikało z miejsca, jakie uciekinierzy nieświadomie wybrali na lądowisko. Była to wyspa, na której znajdowała się… tajna baza wojskowa. Do momentu wnikliwego prześwietlenia ich przez wywiad szwedzki, byli podejrzewani o próbę szpiegostwa. Przebieg wypadków relacjonowała oczywiście podekscytowana szwedzka prasa.
Długi cień „czajnika”
Mi-2 przez pół wieku był często gdzieś obok nas. Nie tylko w powietrzu, ale też we wspomnianym filmie, komiksie czy w prasie. Choć miał w Polsce swoich poprzedników, to dzięki masowej produkcji i wielozadaniowości stał się najpopularniejszym śmigłowcem PRL i pierwszej dekady III RP. „Czajnik” (tak żartobliwie nazywany z powodu swojej sylwetki) oczywiście ma też swoje wady. Znane są one użytkownikom od początku jego istnienia: emituje uciążliwy hałas w kabinie i ogranicza widoczność pilotowi. Ma także zbyt dużą masę w stosunku do słabych silników.
Zdjęcia i dokumenty zgromadzone w zasobie Instytutu pozwalają poznać „Mi dwójkę” trochę z innej perspektywy. W aktach resortu spraw wewnętrznych wzmianki o niej występują w protokołach powypadkowych, raportach z ucieczek za granicę czy aktach spraw dotyczących pacyfikowania demonstracji. Mi-2, jak każde inne narzędzie, wykorzystywany był wedle intencji jego użytkownika. Należy pamiętać, że śmigłowiec ten uczestniczył w rozwoju naszego kraju, służył do ratowania życia i zdrowia obywateli, ochrony naszego bezpieczeństwa, gaszenia płonących lasów, udzielania pomocy podczas klęsk żywiołowych. Dlatego zasłużył sobie w pełni na tytuł ikony PRL-u. Równie „kultowej”, jak Fiat 126 p czy ciągnik Ursus C-360.
Jego kariera nie zakończyła się wraz z upadkiem bloku komunistycznego. W pierwszych dwóch dekadach III RP wiropłat ten był wykorzystywany m.in. przez Wojsko Polskie, Nadwiślańskie Jednostki Wojskowe MSWiA, Policję, Lotnicze Pogotowie Ratunkowe czy Straż Graniczną. Mi-2 brały udział w ratowaniu ludzi i usuwaniu skutków wielkich powodzi zarówno w 1997, jak i 2024 roku. Do dzisiaj nieliczne egzemplarze śmigłowca znajdują się na wyposażeniu Wojska Polskiego. Obecnie w Siłach Zbrojnych RP trwa wprowadzanie następców Mi-2. Funkcję śmigłowca wielozadaniowego pełnić będzie AW-149, który także jest produkowany w zakładach PZL w Świdniku (wchodzących w skład włoskiego koncernu Leonardo Helicopters) W trakcie realizacji jest także wybór wojskowego wiropłatu szkoleniowo-bojowego. Wśród najczęściej wymienianych kandydatów wymienia się francusko-niemiecki Airbus H145M oraz włoski Leonardo AW 109.
Autor dziękuje kpt. pil. Kamilowi Szafrańskiemu za pomoc w przygotowaniu artykułu oraz st. sierż. Łukaszowi Fiedorowiczowi za udostępnienie fotografii.
Więcej interesujących materiałów na profilu Archiwum IPN
