Bezpieczeniackie kadry, które od lata 1944 r. zaczęły funkcjonować w Polsce, były początkowo bardzo słabe. O ich jakości wiele mówi depesza, najważniejszego sowietnika w Polsce, gen. Iwana Sierowa, który w połowie października 1944 r. informował Moskwę:
„Organa bezpieczeństwa PKWN pracują również słabo, w rezultacie czego w ostatnim okresie akowcy aktywizowali swoją działalność. […] Zarówno w mieście, jak i na wsi Resort Bezpieczeństwa PKWN bardzo słabo prowadzi pracę agenturalno-operacyjną. Kierownik Resortu Radkiewicz skarży się na niedostateczną liczbę kadry operacyjnej i jej niskie kwalifikacje”.
Bardzo krytyczne opinie nt. bezpieki mieli również najważniejsi polscy komuniści, którzy dyskutowali o niej w trakcie obrad Biura Politycznego Polskiej Partii Robotniczej (PPR). Na zarzuty dotyczące funkcjonowania resortu odpowiadał kilkukrotnie jego szef, Stanisław Radkiewicz. W liście z grudnia 1944 r., skierowanym m.in. do sekretarza PPR Władysława Gomułki, pisał:
„Skarg i zażaleń na organa bezpieczeństwa publicznego jest dosyć sporo. W skargach tych jest dużo pretensji uzasadnionych, ale jest jeszcze więcej tendencyjnej nagonki politycznej. Nie chcę jednak ani pomniejszać, ani bagatelizować głosów krytyki zdrowej i uzasadnionej. […] Byłem sam trochę w terenie, byli moi współpracownicy – mogę stwierdzić, że z tym aktywem nie można iść dalej. Ponad tysiąc ludzi jużeśmy przyjęli do pracy. […] braliśmy ludzi gdzie się tylko dało, montowaliśmy aparat b[ardzo] intensywnie zarówno centralny, jak i powiatach. Ale w miarę rozwijania roboty, przy tak intensywnym działaniu wrogich nam elementów, dopiero się widzi, jak jesteśmy mimo to biedni i słabi. Cały szereg powiatów jest obsadzonych nieodpowiednimi, słabymi ludźmi, trzeba ich zamienić, względnie wzmocnić przez posłanie poważnych, samodzielnych politycznie ludzi”.
Funkcjonariusze z przypadku
Radkiewicz pisał przede wszystkim o kadrach terenowych resortu. Niemniej podobne problemy dotykały także centrali. Oprócz spraw takich jak braki aprowizacyjne, kwaterunkowe itd., aparat bezpieczeństwa przez pierwsze cztery miesiące nie został wyposażony w podstawowe akty prawne i regulaminy, które precyzowałyby w jaki sposób należy postępować np. z wrogami systemu.
Co prawda, w omawianym okresie funkcjonariusze resortu próbowali działać, ale wychodziło im to nieudolnie. Na przykład w trakcie śledztwa, po kilku dniach przesłuchania, kierownictwo resortu rozkazało zamordować szefa wywiadu Okręgu Lublin Armii Krajowej, Aleksandra Binieckiego. Tylko dlatego, że przez kilkadziesiąt godzin przesłuchania funkcjonariusze nie mogli wydobyć z niego zeznań.
Z czego ten dyletantyzm wynikał? Przede wszystkim z braku jakiegokolwiek doświadczenia funkcjonariuszy Resortu, a potem Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego, w pracy operacyjnej i śledczej. Ludzie ci nie posiadali takich kompetencji, bo nie mieli ich gdzie wypracować. W ogromnej większości ci, którzy zasilili kadry bezpieki na samym początku jej istnienia, byli szkoleni na kursach dywersyjno-sabotażowych, a nie na kursach bezpieczniackich.
Kursy dywersyjne
Pierwsza szkoła o charakterze operacyjnym została zorganizowana przez NKWD we wrześniu 1940 r. na przedmieściach Smoleńska, w dzielnicy Aleksandrowskaja. Uczyło się w niej ok. 200 osób, w tym Białorusini, Polacy, Ukraińcy i Żydzi. Po zakończeniu kursu część z nich musiała wykonać konkretne zadania w miejscach, w których przed wojną zamieszkiwali. Pozostali zostali natomiast skierowani na dalsze szkolenie, które odbywało się w miejscowości Gorki.
Do tej ostatniej grupy należeli prominenci komunistycznych organów represji. Był wśród nich prawdopodobnie m.in. dyrektor kilku pionów operacyjnych MBP, w tym wywiadu i Departamentu III, odpowiadającego za zwalczanie polskiego podziemia niepodległościowego, płk Józef Czaplicki.
Przygotowanie kolejnych kursów przerwał wybuch wojny niemiecko-sowieckiej w 1941 r. Sowieci jednak bardzo szybko do nich wrócili. W drugiej połowie 1941 r. zaczęli szkolić ludzi, którzy mieli zostać wysłani na tereny zajęte przez Niemców. Roboty dywersyjno-sabotażowej Sowieci uczyli ich m.in. w Kusznarenkowie k. Ufy, pod Moskwą, w samej Moskwie czy też w Saratowie.
Uczestnikami takich kursów byli np. wysocy stopniem funkcjonariusze MBP, tacy jak Stefan Antosiewicz (m.in. szef Departamentu I MBP) i Jan Frey-Bielecki (szef WUBP w Krakowie i Warszawie), czy też późniejszy szef Biura ds. Funkcjonariuszy MBP, płk Jerzy Siedlecki. Ponadto te same szkolenia przeszli: późniejszy szef Głównego Zarządu Politycznego Wojska Polskiego, Marian Naszkowski, oraz prof. Mieczysław Lesz, minister w dwóch rządach PRL.
Reasumując, w latach 1940-1942 Sowieci zorganizowali kilka kursów dywersyjnych, w których szkolono polskich komunistów. Co istotne, nie wszyscy zostali skierowani do oddziałów partyzanckich. O ile wspomniani przed chwilą Antosiewicz, Czaplicki czy też Lesz rozpoczęli działalność konspiracyjną, to np. Naszkowski czy Siedlecki nigdy do takiej pracy nie zostali wysłani. Z czego to wynikało? Nie wiadomo. Przykładowo Naszkowski twierdził, że problemem był jego semicki wygląd.
Kujbyszewiacy
Za poważne szkolenie przyszłych ubeków Sowieci wzięli się w 1944 r. Wówczas z grona żołnierzy służących w 1. Korpusie Polskich Sił Zbrojnych w ZSRS wytypowano kilkaset osób, które zamierzano wysłać do Kujbyszewa, aby tam ich odpowiednio oszlifować.
W pierwszych miesiącach 1944 r. wyznaczeni na kurs do Kujbyszewa musieli wypełnić specjalne, dość szczegółowe ankiety, w których podawali bardzo wiele danych dotyczących życia swojego oraz swoich najbliższych. Ponadto ich dowódcy zobowiązani byli do przygotowania na ich temat odpowiednich ankiet i charakterystyk. Następnie, w połowie kwietnia 1944 r., żołnierze zostali wysłani do Kujbyszewa.
Po skończeniu szkolenia kujbyszewiacy wyruszyli do Polski, gdzie latem 1944 r. przydzielono ich do różnych pionów tworzącego się wówczas Resortu Bezpieczeństwa Publicznego.
Po dotarciu na miejsce przyszli kursanci nie od razu zostali skierowani na szkolenie. To rozpoczęło się dopiero po jakimś czasie i odbywało się w specjalnym ośrodku NKWD. Na początku dość bacznie przyglądano się im i eliminowano, odsyłając z powrotem do wojska, najmniej odpowiednie jednostki. Ci, których oceniono pozytywnie, rozpoczęli edukację.
Najpierw musieli skupić się na przyswojeniu zagadnień polityczno-wychowawczych. Następnie, już po 1 maja 1944 r., kształcili się m.in. z historii polskiego ruchu robotniczego oraz ZSRS, w tym z działalności Feliksa Dzierżyńskiego i kierowanej przez niego tzw. Czeki, czyli Wszechrosyjskiej Komisji Nadzwyczajnej do Walki z Kontrrewolucją, Spekulacją i Nadużyciami Władzy, a także ekonomii i kryminalistyki.
Później starali się opanować przedmioty operacyjne. Kursantom zaprezentowano dzieje wywiadów różnych państw. Uczono ich werbować agenturę oraz prowadzić śledztwa, oczywiście w taki sposób, aby przesłuchiwany przyznał się do winy. Ponadto prowadzono szkolenie wojskowe, którego celem było przygotowanie przyszłych funkcjonariuszy RBP/MBP do udziału m.in w operacjach przeciwko oddziałom polskiego podziemia niepodległościowego, ale także przeciwko innym grupom – m.in. ukraińskim nacjonalistom.
Zdecydowana większość przedmiotów, co oczywiste, prowadzona była w języku rosyjskim. Niemniej wykłady pt. Wiadomości o Polsce prowadzono po polsku. Możliwe to było dlatego, że jednym z wykładowców był ówczesny ppor. Lajb Ajzen-Wolf, później znany jako Leon Andrzejewski – przedwojenny działacz komunistyczny, a od 1944 r. oficer RBP/MBP, piastujący w tej strukturze zawsze stanowiska kierownicze.
Pierwszy kurs w Kujbyszewie zakończył się w lipcu 1944 r., czyli mniej więcej po trzech miesiącach. Wynikało to z faktu zajęcia przez Armię Czerwoną dość dużego terytorium Polski. Tym samym egzaminy kujbyszewiaków przyspieszono. Następnie każdy z nich otrzymał charakterystykę, wystawioną im przez Dragunowa. Jak zauważyli historycy, opinie te były bardzo lakoniczne. Komendant szkoły w kilku zdaniach opisał mocne i słabe strony poszczególnych kursantów oraz określił ich przydatność do konkretnej pracy: agenturalnej, operacyjnej lub śledczej.
Po skończeniu szkolenia kujbyszewiacy wyruszyli do Polski, gdzie latem 1944 r. przydzielono ich do różnych pionów tworzącego się wówczas Resortu Bezpieczeństwa Publicznego.
